Archiwum X, odsłona trzecia.
Coś się zapadło, ktoś zaginął, kogoś napadnięto, komuś stała się krzywda.
Pozostały pytania bez odpowiedzi.
No to do roboty.
Tym razem Maria odkopała starą, niewyjaśnioną sprawę sprzed lat, zaginięcia Jacka Malinowskiego. Wszystko to za sprawą jednego ze świadków, który przed śmiercią zmienił swoje zeznania. Na ile pomoże to Marii dojść do tego, co faktycznie się wtedy wydarzyło?
Tymczasem kolega Borewicz siedzi na zwolnieniu...
Książka świetnie tworzy jedną całość z poprzednimi dwiema częściami, chociaż każda z nich to odrębna sprawa, to spinają je losy głównych postaci, czyli Marii i Olgierda.
Jak w poprzednich, tak i w tej, mamy wielowątkowa historię, w której role odgrywają najzwyczajniejsi ludzie. Ludzie z ich problemami i przywarami, którzy nie dają się lubić, których nie chcielibyście mieć w gronie znajomych, ale zrobią wszystko, aby dotrzeć do prawdy.
Autor świetnie łączy stronę kryminalną z obyczajową, tworzy oryginalny klimat, w którym ja zanurzam się z przyjemnością.
Wraz z głównymi bohaterami staram się znaleźć rozwiązanie zagadki kryminalnej.
W tej bolesnej i tragicznej sprawie, znalazłam też maleńki powód do uśmiechu, choć w fabule nie ma niczego z komedii, musicie mi uwierzyć.
"- Podobno szykujecie się do wyborów na burmistrza.
- No i ?
- Wiesz kto będzie kandydował ?
- A czemu cię to interesuje ?
- Zaraz ci powiem. Wiesz kto będzie się ubiegał o ten urząd ?
- Znam parę nazwisk. Matyszczak, Rozenberg i Stelar. Mówią ci coś ?
- Nie. Ktoś jeszcze ?"
"Maria skorzystała z jej rady i przekręciła na stacjonarny.
- Zespół prasowy, aspirant sztabowy Ryszard Ćwirlej, słucham - odezwał się kolega."
Taki ukłon w stronę kolegów po fachu. Lubię i szanuję, a wy?
Ogólnie mówiąc "Zapadlina" była dla mnie ciekawą lekturą, chociaż z całej serii, to chyba jednak druga część podobała mi się najbardziej.
Polecam wam zarówno "Zapadlinę", jak i całą serię.