Angel Sanctuary jest jak CLAMP na sterydach. To, co u CLAMPa byłoby sugerowane i w podtekście - tutaj walą prosto w twarz, czytelnik nie orientuje się, co go uderzyło i zanim zdąży się przetrawić jeden dziwny wątek, pojawia się następny. I wcale nie twierdzę, że CLAMP jest bardzo subtelny.
Estetycznie to cudowny miks urban fantasy i cyberpunku lat 90. Fabularnie tak samo. To jakby wziąć "Kruka", "Armie boga" i "Nieśmiertelnego", zamieszać i wstrząsnąć, dodać japoński kontekst kulturowy i masz. Angel Sanctuary. Główny bohater to nastolatek imieniem Setsuna, który ma sporo problemów. Jego rodzice się rozwodzą, matka uważa go za wcielonego antychrysta, ojciec emocjonalne wypisał się z tej rodziny i w zasadzie w pierwszym tomie nawet się nie pojawia, sam Setsuna ma tendencje do wpadania w szał bitewny i tłuczenia ludzi na miazgę (a sporo osób w szkole go zaczepia ze względu na mieszane etnicznie pochodzenie i wygląd), a do tego jest zakochany w swojej młodszej siostrze, Sarze. I żeby było jeszcze śmieszniej - jest wcieleniem anielicy Alexiel, która podniosła bunt przeciwko bogu i za karę została skazana na tułaczkę po świecie śmiertelników, gdzie każde jej kolejne wcielenie kończy tragicznie. A ponieważ niebo i piekło mają zaraz znowu stanąć do walki, masa aniołów i demonów zaczyna interesować się Setsuną, w nadziei na wyzwolenie Alexiel. Pojawia się, między innymi, psychopatyczny brat Alexiel, Rociel, który ma obsesję na punkcie swojej siostry (czuję, że to będzie powracający motyw w serii), do poziomu, gdzie wzoruje na niej swój wygląd i szczerze nienawidzi Sary, bo ta "ukradła" mu Alexiel.
I tu dochodzimy do najciekawszego aspektu serii, jakim jest jej polityka genderowa. Z jednej strony łatwo byłoby powiedzieć, że manga jest wyrazem swoich czasów i wiele rzeczy, które robi, obecnie zostałyby określone jako transfobiczne - i to byłaby prawda. Z drugiej strony, to rewolucyjny tekst w kontekście lat 90. i sporo tego, co się w nim dzieje wykracza poza prostą dychotomię trans i cis. Postaci są bardziej genderqueer i niebinarność stanowi ważny temat serii. Wystarczy wspomnieć, że Adam Kadmon, najpotężniejsze z aniołów, jest nie binarne, jednocześnie mężczyzną i kobietą, co ma reprezentować pełnie kosmicznej harmonii, alchemiczne połączenie przeciwieństw. Alexiel, Rociel, Cry, Arachne wykraczają poza binarny podział płciowy, a to dopiero bohaterowie pierwszego tomu, będzie więcej. Mang ma entyesencjalistyczny wydźwięk, pokazuje, do jakiego stopnia płeć to konstrukt kulturowy i że biologia nie jest przeznaczeniem.
I gdyby nie ta cała przemoc i elementy komediowe, czytałoby się to jak powieści metafizyczne z przełomu XIX i XX wieku. Czyli w sumie na plus dla mangi.
Pierwszy raz czytałam Angel Sanctuary w fanowskich skanlacjach na początku lat 2000, ale nie dotarłam do całości, chyba tylko pierwsze trzy tomy były dostępne. Do dzisiaj pamiętam całe ustępy z artykułu w "Kawaii" na temat OAV, bo seria wywarła na mnie silne wrażenie i dopiero teraz, czytając jako dorosła osoba, która kilka lat temu rozpracowała, że jest nie binarna, rozumiem, czemu tak się stało. Kupiłam polskie wydanie kiedy wyszła całość, ale leżało na półce czekając na natchnienie. Teraz mam natchnienie, jakim jest żałoba pokoncertowa, która objawia się słuchaniem non stop Ghosta (byłam na Rytuale w Łódzi i teraz cierpię, bo nie wiem, kiedy znowu będę czcić szatana razem z Papą), a Angel Sanctuary bardzo dobrze czyta się, kiedy w tle leci "Skeleta".