Kryzys wieku średniego, kryzys egzystencjalny, duszące poczucie, że życie nas przerosło. Kryzysy coraz liczniej dotykają naszego życia – prywatnego, społecznego i globalnego – eksperci zaś mówią, że doszliśmy do momentu nieusuwalnego wielokryzysu. Bartłomiej Dobroczyński i Agnieszka Jucewicz dedykują swoje poszukiwania dróg wyjścia z tej sytuacji "wszystkim, którzy czują, że znaleźli się w miejscu, gdzie boli, czasem bardzo, i nie wiadomo, dokąd iść dalej ani co robić, bo stare sposoby radzenia sobie zawodzą". Nawiązując do dorobku wielkich umysłów (ale i tekstów kultury), rysują trajektorię osobistych i zbiorowych kataklizmów, znajdując język dla naszego doświadczenia i sposób na jego "odsamotnienie", a także odrobinę nadziei. "Ta nadzieja nie jest lukrowana. W dodatku żeby ją posiąść, trzeba się ciut wysilić, ale możemy obiecać, że jest osiągalna dla wszystkich" – mówią.
Moja niska ocena wynika m.in. z tego, że spodziewałam się po tej książce znacznie więcej. Kupiłam ją, ponieważ przesłuchałam rozmowy z autorami u Marty Niedźwiedzkiej. Szczerze mówiąc - wystarczy przesłuchać podcastu. W trakcie 90 minut omówili naprawdę całą książkę i do końca lektury dobrnęłam tylko po to, aby móc mieć pewność, że nic więcej odkrywczego w tej książce nie znajdę. Książka to bardziej wywiad rzeka, w którym dodatkowo jest sporo podobnych do siebie myśli i mało imponujących bon motów. Szkoda, bo naprawdę liczyłam na coś ciekawego, odkrywczego i innego.
Ta książka to poruszanie się po wierzchołku góry lodowej. Nie uważam, że jest w niej coś przełomowego. Po opiniach oczekiwałam czegoś wyjątkowego, a dostałam dużo dowodów anegdotycznych, które uważa się za wystarczające, upolitycznienia i subiektywizmu. Według mnie są to dywagacje nad kryzysem, a nie konkretna lektura, która obszernie go wyjaśnia.
większość ksiazki sprawiała wrażenie błądzenia wokół tematu, próby określenia czym właściwie jest kryzys - a ja chyba oczekiwałam konkretnego rozważania na temat wychodzenia z niego... dlatego też doceniam te pozycje dopiero od rozdziału 13. - niesamowicie inspirujących rozmów o szukaniu nadziei i piękna życia w codzienności
Pomimo, że dałam tej książce niską ocenę, to jeśli ktoś przechodzi kryzys i nie wie co i jak to polecam ją. Mi po prostu nie siadło to, że po połowie czułam, że główne clu już znam i nic mnie nie zaskoczy , i tak było. Ale naprawdę wiele z tej książki zyskałam, po prostu dla mnie mogła by być trochę krótsza.
Dawno tak szybko nie 'połknąłem' książki. Co tu dużo pisać - jedna z najlepszych książek jakie przeczytałem w tym roku. Nawet, jeśli chwilami nie chciałem przytakiwać narracji opartej o psychoanalizę, to potem otworzyłem się na zdanie Innego (albo bardziej pasująco - Doświadczonego)
Wyczerpująca, rozległa perspektywa biorąca pod lupę nie tylko psychologię (tutaj właśnie w podejściu gł. psychodynamicznym), ale też poezję, prozę, filozofię, socjologię, antropologię, psychiatrię i antypsychiatrię. Dla mnie to kompedium wiedzy o kryzysie i zmianie - będę do tej książki wracać.
No i biorę dla siebie, że psychoanaliza jest bardziej adekwatnym słowem niż psychoterapia. W końcu chodzi właśnie o analizę swojej psychiki, a nie o leczenie czy naprawianie. Zresztą, to Ty decydujesz - chcesz wglądu i ciężkiej pracy? Czy dalej będziesz odbijać się od terapeuty do terapeuty z nadzieją, że cię wreszcie naprawi? Że da ci jakiś "quick-fix"?
Szkoda, że czasem Pan Bartłomiej mówił o swoich przekonaniach a nie o perspektywie psychologii :((( Wiadomo w całej książce było dużo odwoływań do nurtów psychologii czy znanych psychologów itd. jednak czasem można było wyczuć typową opinię.
2,75 Książka ma bardzo dobre opinie co spowodowało że po nią sięgnęłam, ale nie znalazłam w niej nic przełomowego. Nie jest to książka do której bym wróciła.
Bardzo mądra książka. Podobała mi się szczerość i bezpośredniość autorów oraz to, że swoje przemyślenia Dobroczyński opierał na wielu różnorodnych systemach filozoficznych i religijnych. Dużo w niej pesymizmu, ale takiego bym powiedziala kojącego. Konkretnych odpowiedzi i wniosków brak, ale za to sporo miejsca dla własnych przemyśleń. Dużo rzeczy się jednak powtarzało na tyle, że niektóre fragmenty były po prostu nudne i motonne bo ciągle traktowały o tym samym. Ale generalnie - superkowe, polecam.
Po przeczytaniu mam dość mieszane uczucia, dlatego moja ocena to 2,5.
Ta książka to rozmowa dziennikarki oraz psychologa na temat kryzysu egzystencjalnego. Zostały w niej wspomniane różne teorie oraz przykłady empiryczne o tym jak ludzie przechodzą przez przełomowe momenty w swoim życiu oraz o powodach przez które utykają w jednym, stałym, nieszczęśliwym miejscu.
Co mnie odrzucało od lektury były wyróżniane przez psychologa Dobroczyńskiego bardzo ogólne i modne poglądy o przyrodzie oraz polityce. Uważam, że dużo milej czytałoby się tę lekturę bez subiektywnych opinii autorów na tematy, które kompletnie wychodzą poza ich profesję.
Bardzo ciekawy wywiad z Bartłomiejem Dobroczyńskim, który w każdej odpowiedzi przytacza interesujące opowieści, autorów, teksty czy wnioski.
Książka prawi o zmianach, przemijaniu o ogólnym kryzysie, bez którego nie możemy mówić o pełni egzystencji. W dużym uproszczeniu o tym, że bez zmian nie było by rozwoju, o tym, że powinnismy się redefiniować na nowo, sprawdzając z czym nam jest dobrze, a z czym nie. Ponieważ człowiek przez całe życie jest w trybie wiecznej zmiany i powinnismy na to pozwolić.
Uwielbiam książki Jucewicz, ale stale irytuje mnie ta forma wywiadu. Jakby autorka bała się dłuższych bloków tekstu i musiała je rozbić nic nie wnoszącymi do wywodu wtrąceniami. Jak wkurzająca koleżanka, która próbuje dokończyć każde twoje zdanie często tym, czego akurat nie masz na myśli. W każdym razie rozmowy te są jak dobra terapia pozwalająca jakoś okiełznać cały ten "kryzys". A historii z truskawką mam nadzieję nie zapomnieć nigdy!
Kryzys wieku średniego, kryzys egzystencjalny, duszące poczucie, że życie nas przerosło. Kryzysy coraz liczniej dotykają naszego życia – prywatnego, społecznego i globalnego – eksperci zaś mówią, że doszliśmy do momentu nieusuwalnego wielokryzysu. Bartłomiej Dobroczyński i Agnieszka Jucewicz dedykują swoje poszukiwania dróg wyjścia z tej sytuacji „wszystkim, którzy czują, że znaleźli się w miejscu, gdzie boli, czasem bardzo, i nie wiadomo, dokąd iść dalej ani co robić, bo stare sposoby radzenia sobie zawodzą”. Nawiązując do dorobku wielkich umysłów (ale i tekstów kultury),rysują trajektorię osobistych i zbiorowych kataklizmów, znajdując język dla naszego doświadczenia i sposób na jego „odsamotnienie”, a także odrobinę nadziei.
Książka, która pokazuje, że kryzys nie zawsze jest oczywisty. Czasami nie dostrzegamy drobnych zmian, które wyzwala i ignorujemy go. Pozwalamy, aby trawił nasze ciało i umysł wyzwalając coraz większą frustrację, przygnębienie lub złe emocje. Autorzy poruszają temat w formie wywiadu, dyskusji. Rozmawiają o kryzysie i przedstawiają go z różnej strony. Odwołują się do filozofii, dawnych i obecnych czasów. Kryzys może mieć wiele imion i dla każdego oznaczać coś innego, osobistego.
Ciężko było mi poczuć fabułę książki, bo w niektórych momentach było dla mnie za dużo informacji, chaosu. Dialog autorów był ciekawy, ale niekiedy gubiłam się w wątkach. Bartłomiej Dobroczyński z Agnieszką Jucewicz analizują różne sposoby radzenia sobie z kryzysem. Nie ma dobrych i złych sposobów. Ważne, aby pamiętać, że kiedy kryzys przyjdzie, znaleźć na niego sposób – taniec z różnymi przeciwnościami i problemami.
Tańcząc to wywiad-rzeka, a właściwie zapis rozmowy Agnieszki Jucewicz z Bartłomiejem Dobroczyńskim, w której pisarka i psycholog starają się zrozumieć istotę otaczającego nas ze wszystkich stron kryzysu i dać czytelnikom narzędzia do radzenia sobie z nim. Książka jest zestawem porad na czas kryzysu na świecie i wewnątrz, na problemy egzystencjalne, tożsamościowe, wieku średniego. To idealna pozycja dla osób w wieku 30-40 lat, które sporo już w życiu osiągnęły, w pełni zaadaptowały się do wymagań społeczeństwa i według definicji powinny być szczęśliwe, a jednak nie są i czują się z tym źle i nieswojo, bo przecież powinny. Kryzys szczytu adaptacji - tłumaczy Dobroczyński - jest tak bolesny, że wszystko w psychice mówi człowiekowi: “Musisz się zmienić! To, co osiągnąłeś dotychczas, już się wyczerpało. Pora podporządkować się czemuś, co jest większe od ciebie, co cię przekracza. (...) Można powiedzieć, że nasze ego, nasze ja, do którego tak bardzo się przyzwyczailiśmy i z którym tak wspaniale się zżyliśmy, w pewnym momencie okazuje się niewystarczające. Jest dla naszej tożsamości tym, czym zęby mleczne są dla aparatu gębowego: formą przejściową."
Szybko się czytało (bo to jednak dialog), ale mam nadzieję, że dużo zostanie. To książka trochę systematyzująca moją dotychczasową wiedzę zdobytą z lektur i podcastów, ale też prowadząca w nowych kierunkach lekturowych (a przynajmniej do nowych tytułów, co zawsze sobie cenię).
Nie ma tu recept poza zachętą do życia bardziej odważnego, ale też bardziej prawdziwego, tj. mierzącego się z rzeczywistością taką jaka ona jest, a nie taką jak chcielibyśmy, żeby wyglądała. To prawdopodobnie wyzwanie, które mnóstwo osób odrzuci, wiele odrzuca je nieświadomie. Autorzy są tego świadomi. Jeśli czujesz, że możesz należeć do grona osób, które nie tylko proponowane tu diagnozy wezmą sobie do serca, ale i spróbują żyć bardziej świadomie na ich skutek, to gorąco polecam lekturę.
Och, jak ja z tą książką tańczyłam! Na początku czytałam, ale co chwilę nie zgadzałam się z tym, co mówią autorzy. Może nawet niekoniecznie z tym, co mówili, ale na pewno z tym, jak mówili. Tak bardzo pesymistycznie, tak bardzo czarno. Później tę książkę czytało mi się po prostu trudno. Nużyły mnie powtórzenia, dygresje, pływanie wokół tematów - nie do uniknięcia w formule wywiadu-rzeki, ja wiem, ale nie pomagały. A może jednak? Bo ostatnie rozdziały mnie zachwyciły! Mam poczucie, że te wcześniejsze myśli, nawet powtórzone, były potrzebne po to, żeby w pełni zrozumieć, że drogi wyjścia z kryzysu jednocześnie są i ich nie ma. Przyjąć rzeczywistość taką, jaką jest. Ale nie poddawać się. Tylko grać kartami, które się ma. Jeść truskawki. Tańczyć.
Prawie każdy natrafi w życiu na taki moment, w którym będzie się musiał zmierzyć z śmiercią własnego ja. Ta myśl pojawia się wielokrotnie w tej książce i jest podstawą do przeprowadzenia nas przez różne podejścia do kryzysu. Kryzysu rozumianego na wiele różnych sposobów, ale kryzysu takiego, który każe nam wątpić w podstawy tego kim byliśmy. Książka jest przewodnikiem w głąb siebie i polecam ją każdemu, kto nie boi się zmierzyć z samym sobą. Bardzo dogłębne połączenie socjologii psychologii i filozofii, które daje bardzo dużo różnych wątków do przemyślenia. Myślę, że nie tylko warte polecenia, ale również warte ponownego przeczytania w przyszłości.
Piękna, choć pomimo rozpaczliwych prób autorki, podwiewa pesymizmem. Bardzo gęsta, dużo świeżych myśli, do wchłaniania w kilku podejściach, żeby wiedzą się ulezala. Nie daje jednoznacznych, prostych odpowiedzi co irytuje ale też dodaje autentyzmu. Wiedza autora szalenie imponująca, prowadzenie autorki jak zwykle wspaniałe. Kupiłam w ciemno widząc nazwiska i nie żałuję. Jest do czego wracać.
Trafiłam przypadkiem i całkowicie przepadłam! Niesamowicie ciekawa rozmowa o kryzysach w ludzkim życiu: dlaczego są nieuniknione, jak przez nie przechodzić i dlaczego potem jesteśmy „lepszymi” ludźmi. Mnóstwo ciekawostek i smaczków!
Jeśli co jakiś czas przerywa się lekturę po to, aby zastanowić się nad tym, co się właśnie przeczytało, to jest dobrze. Może zależy, w którym momencie życia sięga się po tę książkę. Do mnie trafiła bardzo.
Bardzo ładna i do przemyśliwania. W pakiecie ze zmierzchami Niedźwiedzkiej i terapią własną daje dużo przestrzeni na odbieranie rzeczy. Nie daje maksa bo czasem jednak się mi nudziło. Jednak przyznaję, nie było dobrym pomysłem czytanie jej do spania, warto mieć do tej książki rześką głowę.
Spodziewałam się psychopapki, dostałam dużo więcej: systematyczne ugruntowanie moich wcześniejszych intuicji i wniosków. Dobrze posłuchać dojrzałego, mądrego człowieka, ale jeszcze lepiej żeby był przy tym miłujący. Dobroczyński (co za nazwisko!) taki jest.