Rocznik 1960, architekt, wrocławianin. Jak sam rzecz ujmuje, zaistniał dzięki decyzji trzech wielkich mocarstw podjętej w Jałcie. Inaczej, jego rodzice nie spotkaliby się. Gdyby nie to fatalne w skutkach porozumienie, mogłyby więc nigdy nie powstać powieści takie jak "Wojny urojone", "Bramy strachu", "Dziennik czasu plagi", "Zabójcy szatana", "Nostalgia za Sluag Side" (dwie ostatnie wspólnie z Andrzejem Drzewińskim) oraz "Przesiadka w przedpieklu" (pod pseudonimem Patrick Shoughnessy). Zobaczywszy co uczynił, pisarz zamilkł na ponad dekadę. Jednak jego mroczny charakter dał znać o sobie, a produkty takie jak "Bomba Heisenberga", "Autobahn nach Poznań", "Achaja", "Zapach szkła", "Waniliowe plantacje Wrocławia" czy "Legenda" zaowocowały licznymi nagrodami literackimi. Autora uhonorowano Nagrodą Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla (dwukrotnie), nagrodą Sfinksa (pięciokrotnie), Nautilusa (dwukrotnie).
„Wojny urojone” to dziecko psychozy, jaka panowała u schyłku Zimnej Wojny, gdy każde większe napięcie dyplomatyczne pomiędzy Blokami mogło doprowadzić do nuklearnego konfliktu. Krucha równowaga sił tkwiła tak naprawdę w strachu – każda ze stron bała się pierwsza użyć głowic atomowych, więc nerwowy klincz trwał i trwał. Ta oczywiście uproszczona wizja historii schyłku XX wieku jest fundamentem, na jakim zbudował swoją opowieść Ziemiański.
Po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron wiemy już, że mamy tu wszystko, co fani s-f cenią najbardziej. Ponad Ziemią unosi się stacja orbitalna, która zbyt długo ociągała się, by wrócić na powierzchnię planety. Na stacji wszystko gnije, pleśnieje, rdzewieje i sypie się. Setki facetów usiłują zorganizować sobie jakiekolwiek sensowne zajęcie. A tymczasem na dole świat przestaje wyglądać tak, jak zapamiętali go nasi bohaterowie – giną ślady uprzemysłowienia, cywilizacja cofa się wręcz do czasów średniowiecza. Ekspedycja, jaka ląduje, by zbadać sytuację, krok po kroku odkrywa prawdę…
Sama fabuła, klimat eksploracji „średniowiecznego” miasta, przypomina nieco „Trudno być bogiem” Strugackich, choć kaliber „Wojen urojonych” jest z pewnością lżejszy. To po prostu kawał świetnej literatury rozrywkowej, przygotówka, której bohaterowie to prawdziwi faceci – twardzi, cyniczni, szermierze ironii podbitej depresją. Fabuła? Wszystko, co się może zamarzyć – pogonie, strzelaniny, gołe baby, egzekucja skazańca przy pomocy samolotu (!). Finał? Zaskakujący, nawet dający do myślenia.
Jeśli książka ta doczekałaby się wznowienia, mielibyśmy niezłą próbkę tego, co się nie starzeje w literaturze – mamy iskry zabójczego poczucia humoru, pełnokrwiste postacie, których nie sposób nie lubić nawet w chwilach, gdy nie grzeszą myśleniem. Akcja rwie do przodu umiejętnie cięta na krótkie zwarte sceny.
Być może kolejne poziomy wtajemniczenia w zagadkowy świat za bardzo dziś kojarzą się z mechaniką gier komputerowych, w których eksplorujemy nieznaną mapę i zbieramy strzępy informacji, by skonstruować coś na kształt wiedzy o świecie, ale siłą Ziemiańskiego jest z pewnością żywioł języka.
Styl, którego nożyce skroiły dla nas idealną rozrywkową książkę.