By poznać prawdę, stań na brzegu jeziora i wsłuchaj się w jego... szept.
Iława. Na brzegu jeziora znaleziono martwą nastolatkę.
Młodsza inspektor Dominika Sajna po trzech latach przerwy ma nadzieję powrócić do wydziału kryminalnego i przyjrzeć się sprawie morderstwa Kai Dolnej. Tym bardziej, że znajomy kapelan więzienny podaje w wątpliwość winę aresztowanego Piotra Janika.
Żyjący w swoim świecie wyobcowany chłopak jest łatwym celem. Ale czy to oznacza, że jest zabójcą? Jedno jest pewne: on i jego rodzina mają wiele tajemnic. Jesienią 1973 roku zaginęła ciotka Piotra, osiemnastoletnia wówczas Anna Janik. Do tej pory los dziewczyny pozostaje nieznany.
W tej powieści nic nie jest oczywiste i niełatwo ocenić, kto tak naprawdę jest winnym, a kto ofiarą. Chęć odkrycia prawdy zaprowadzi bohaterów nad brzeg iławskiego jeziora... Weronika Mathia zachęca, by wnikliwie wsłuchać się w jego szept.
Pierwsza połowa była bardzo obiecująca, później historia zaczynała się rozłazić…☹️ jak dla mnie trochę za dużo grzybów w barszczu…lepiej ta książka może by się sprawdziła w formie serii? Nie można jednak odmówić Weronice pięknego stylu!
„Szept” to książka, na którą czekałam z niecierpliwością. Swoją debiutancką powieścią „Żar” Weronika Mathia bardzo wysoko postawiła sobie poprzeczkę. Nie ukrywam, byłam ogromnie ciekawa, ale też pełna obaw, czy kolejna książka będzie równie dobra bądź nawet lepsza. Na szczęście moje obawy okazały się niepotrzebne.
By poznać prawdę, stań na brzegu jeziora i wsłuchaj się w jego… SZEPT.
Na brzegu jeziora w Iławie zostają znalezione zwłoki nastolatki, Kai Dolnej. Podejrzenia padają na młodego wyobcowanego chłopaka, Piotra Janika. Okazuje się on łatwym celem dla policji, tym bardziej że jego rodzina skrywa mroczną tajemnicę dotyczącą zaginięcia Anny Janik w 1973 roku. Dominika Sajna po trzech latach przerwy wraca do pracy w policji. Ma nadzieję przyjrzeć się sprawie śmierci Kai, która nie daje jej spokoju, tym bardziej że znajomy kapelan więzienny jest przekonany, że policja obarczyła winą za śmierć nastolatki niewinnego człowieka.
„Szept” to jedna z takich książek, do których zasiadasz z nadzieją na dobrą lekturę i taką lekturę dostajesz. Historia, którą oddała w nasze ręce Weronika Mathia, to prawdziwa bomba emocjonalna. Od pierwszych przeczytanych stron „Szept” emanuje niewyobrażalnym smutkiem i bólem. Historia, którą snuje autorka dostarcza ogromnych emocji, napięcie, które towarzyszy nam niemal od początku chwyta nas w swoje objęcia i nie puszcza jeszcze długo po odłożeniu książki. Weronika Mathia stworzyła thriller nieszablonowy, thriller utkany ze wspomnień, które niczym drzazga uwierają i rozdrapują powstałe rany, tym samym wzniecają ból, który nie daje o sobie zapomnieć. To historia o ludzkich dramatach, skrywanych latami mrocznych tajemnicach i śledztwie, którego finał rozdziera serce. Weronika Mathia kolejny raz udowodniła, że potrafi napisać historie, od której nie sposób się oderwać. Niespieszny początek, pomału odkrywane karty, stopniowo budowane napięcie, realistyczni bohaterowie – to wszystko składa się na mistrzowsko napisaną historię. „Szept” to thriller, który zaskakuje, nie tylko misternie utkną intrygą, świetnie skonstruowaną fabułą, niesamowitym klimatem, ale przede wszystkim zakończeniem, które sprawiło, że poczułam niewyobrażalny smutek i ból w sercu. Daj się porwać tej historii i spróbuj odkryć co, tak naprawdę wydarzyło się nad brzegiem jeziora.
Wyspa Wielka Żuława na jeziorze Jeziorak w okolicy Iławy skrywa swoje bolesne tajemnice. Przed laty zaginęła tu młoda, niepełnosprawna intelektualnie kobieta. Teraz zostaje znalezione ciało nastoletniej dziewczyny. Obie sprawy może coś łączyć, a tych cieniutkich nici powiązań będzie szukać powracająca do służby w wydziale kryminalnym policjantka. Weronika Mathia stworzyła niepowtarzalny nastrój, atmosferę jeziorną, niepokojącą, szepczącą. Jej wyspa to miejsce schronienia, izolacji, ucieczki… I tajemnicy, która musi wypłynąć w końcu na powierzchnię. Piękny thriller kryminalny.
Kolejny przereklamowany „hit”. 🤭 Nie głupi pomysł na fabułę, ale całościowo po prostu to nie wyszło. Dlaczego? Panuje lekki chaos, a w pewnym momencie pogubiłam się w tym wszystkim. Bardzo wszystko jest rozwleczone.
Niby jest to jako taki kryminał, jednakże wątek obyczajowy przebija się momentami aż za bardzo. Książka jest z tych lżejszych. Nie wiem jaki cudem dobiłam do końca.
Bohaterowie mało wyraziści. Piotrek był ciekawą postacią, ale mało „rozbudowaną”. Szkoda. Ostatnie 100 stron jest nieco lepsze, ale nie ratuje to książki. Samo zakończenie jest takie w sumie okej, ale no właśnie ale.
Zarówno Żar jak i Szept nie przypadły mi do gustu. Szept wydaje się być odrobinę gorszą lekturą od debiutu pani Weroniki. Odnoszę wrażenie, że polscy autorzy piszą wszystko na siłę byle tylko wydać książkę.
Myślę, że znajdą się osoby dla których książka będzie dobra, a i wysokie oceny świadczą że jednak takie są. 🤭
"Szept" opowiada ciekawą historię o tym, jak przestępstwo może skazić nie tylko życie sprawców i ofiar, ale również nałożyć się cieniem na życie przyszłych pokoleń. Wielowarstwowa intryga, którą rozwija przed czytelnikiem Weronika Mathia, była naprawdę dobrze przemyślana i bardzo ściśle wiążąca wszystkie luźne końce w finale książki. Niestety, zanim dowiemy się tego wszystkiego, przez całkiem sporą część książki (dla mnie połowa) będziemy rzucani od wątku do wątku, od bohatera do bohatera, nie mając za wiele klocków do poskładania. W moim odczuciu rozwój śledztwa i pojawianie się nowych poszlak były zbyt wolne i chaotyczne. Bardzo długo musiałam czekać na wyjaśnienie, dlaczego książkę otwiera scenka obyczajowa z Wielkiej Żuławy w 1973 roku, a jeszcze dłużej na połączenie wydarzeń z tych w stawek z główną linią fabularną. Kreacja bohaterów, których kroki śledziliśmy, przypadła mi do gustu. Kibicowałam Sandrze i Piotrowi, byłam ciekawa historii Anny, znosząc cierpliwie prywatne rozterki Roberta i Dominiki. Bohaterowie, którzy powinni mieć największy wpływ na rozwój śledztwa, policjantka oraz kapelan, zdają się większość czasu bardziej uwikłani w swoją prywatną historię, niż w poszukiwanie odpowiedzi na zagadkę. Byłby to całkiem w porządku zabieg, gdyby "Szept" był częścią serii, w której powrócimy do Iławy, aby dowiedzieć się, co dalej w życiu Dominiki i Roberta. Całość na szczęście znacząco broni się rozdziałami z perspektywy Piotra i Kai, które były naprawdę bardzo ciekawie poprowadzone. Świat również był bardzo przyjemnie i realistycznie przedstawiony. Klimat Iławy i Wielkiej Żuławy był niemalże hipnotyzujący, przyciągając do książki czasem bardziej, niż śledztwo.
Pomysł na zagadkę kryminalną na pewno był i to całkiem dobry. To, co rozgrywa się w ostatnich rozdziałach, naprawdę mogło przyprawić o szybsze bicie serca i ekscytację. Niestety czas oczekiwania na te emocje był bardzo długi i prawdę mówiąc, nie udało mi się zaangażować tak, jakbym tego chciała. W pierwszej połowie brakowało tych emocji, tego czegoś, co obiecywałoby kolejny okruszek historii. Jeśli takie haczyki zarzucano, musiałam przeoczyć je w gęstwinie warstwy obyczajowej.
Książkę oceniam dobrze, nie żałuję szansy danej autorce i z pewnością sięgnę po przynajmniej jeszcze jedną pozycję, gdyż język i sposób kreacji świata przypadły mi do gustu. :)
This entire review has been hidden because of spoilers.
Autorka za bardzo się starała, żeby wyszło idealnie lirycznie i przedobrzyła, do tego też trochę chaotyczne manewrowanie bohaterami. Ale wciąż jest co najmniej w porządku :)
I co ja mogę powiedzieć? To jest kawał dobrej historii, choć muszę przyznać, że momentami nieco gubiłam się w liniach czasowych🙈 Wyczekuję już kolejnej książki autorki🙌🏻
Książka pełna zapachów niesionych przez wody jeziora – i tak samo skomplikowana, pełna tajemnic, pogrzebanych w mule sekretów sprzed lat, kłamstw i niepewności.
Oj, podobało mi się to! Autorka posługuje się magnetycznym językiem, przyciąga słowem, sięga po trudne tematy z ogromem empatii i researchu, co naprawdę czuć. Historie, które zaplata uderzają w serce i odbierają dech. To, co spotkało Anię, jakie okropne sytuacje spotkały Piotra, co w swojej przeszłości kryją poszczególne postaci i jak skomplikowane potrafią być relacje międzyludzkie... no, chwyciło mnie to.
RECENZJA 😃🤯 TYTUŁ: Szept AUTORKA: Weronika Mathia WYDAWNICTWO: Czwarta Strona Kryminału LICZBA STRON: 368 DATA PREMIERY: 10.04.2024 r. WSPÓŁPRACA BARTEROWA: @czwartastronakryminalu OCENA: 🔪🔪🔪🔪,5
W iławskim jeziorze znaleziono ciało nastolatki, Kai Dolnej, a podejrzanym o zabójstwo jest Piotr Janik, chłopak żyjący niejako w swoim świecie. Sprawę rozwiązuje Dominika Sajna, wracająca do pracy po trzyletniej przerwie. Prowadzi prywatne śledztwo, gdyż ze względu na stosunek emocjonalny (Kaja opiekowała się córką Dominiki) zostaje odsunięta od sprawy. Ponadto więzienny kapelan nie wierzy w winę Piotra, dlatego postanawia poprosić Sajnę o pomoc.
Poznajemy także sprawę zaginięcia z lat 70, ciotka Piotra, Anna Janik zaginęła i nigdy jej nie odnaleziono.
"W nocy krzewy, drzewa i cała okolica zdawały się oddychać i szeptać. Opowiadały historię przodków, sięgającą zamierzchłych czasów, gdy we wzgórza na Wielkiej Żuławie mieszkało zło nazywane przez mieszkańców smokiem. Kto usłyszał pomruki zła, ten nie zdążył dobiec do brzegu. Umarli z wyspy ożywali nocą".
Zarówno Ania jak i Piotr są inni, wyszydzani przez ludzi, ona to dziewczyna w sukience w maki, on chłopak z bliznami, którego pasjonują sowy. Co sprawiło, że oboje zostali skrzywdzeni przez ciąg niewłaściwych zdarzeń? Jakie powiązania są między sprawą zaginięcia Anny Janik a morderstwem Kai Dolnej? Czy Dominika pozna prawdę?
W thrillerach czy kryminałach lubię motyw przeplatania się ze sobą przeszłości i teraźniejszości, gdzie sprawy pozornie ze sobą niezwiązane, oddzielone biegiem lat okazują się tożsame pod pewnymi względami. Weronika Mathia oprócz barwnych opisów iławskiego jeziora i okolic, przyciąga Czytelnika intrygą, bohaterami i intrygą. Nie nastawiałam się na nic przed lekturą, a dostałam historię jaką lubię, pełną nieoczywistych zdarzeń czy faktów, które doprowadzone po nitce do kłębka dają wspaniały obraz. Bawiłam się świetnie i chętnie poznam debiut oraz kolejne książki autorki.
Bardzo klimatyczny kryminał. Podobała mi się jego wielowątkowość. Słuchałam audiobooka i choć nie czytał Filip Kosior to i tak dobrze mi się tej historii słuchało.
ahhh…. No zdecydowanie jestem fanką pani Weroniki! Druga książka i tak samo dobra jak pierwsza. Bardzo mi się podobała historia, choć generalnie jest bardzo smutna. Świetna postać policjantki Dominiki, podobało mi się pokazanie jak może czuć się kobieta w takim środowisku męskim, z jakimi problemami może się mierzyć. Świetne były też postaci Ani i Piotrka, bardzo mi się podobało zawarcie trochę innych bohaterów, zmagających się z problemami, których inni nie rozumieją. Bardzo też ucieszyłam się czytając podziękowania jak zobaczyłam ile pracy zostało włożone przez autorkę aby jak najlepiej oddać nie tylko zachowanie osób w pewnym spektrum ale również Iławę i wyspę. No bajka! Widać, że autorka naprawdę przykłada się do pisania książek, zbiera informacje, doucza się, strasznie mi się to podoba! Oby tak dalej! 🩷
Mimo nie spiesznej akcji książka wciaga od pierwszych stron...od pierwszych stron czuć napięcie i mrok który wręcz oblepia czytelnika. Autorka rewelacyjnie gra na uczuciach pokazując bohaterów od mniej szlachetnej strony...pokazując zawiść,brak zrozumienia i akceptacji tego co jest "inne".
Zazwyczaj nie przepadam za książkami prowadzonymi w kilku ramach czasowych tu zupełnie tego nie czułam tu było to rozegrane w mistrzowski sposób. Niepokój który zasiewa autorka trzymał mnie do ostatniej strony i szczerze obstawiałam inne zakończenie...
Gdy tylko zobaczyłam okładkę książki "Szept" poczułam przyciąganie. Niby nie ma w niej nic wyjątkowego, a osobiście preferuję te, na których znajdują się ilustracje, a nie zdjęcia, jednak ta konkretna sprawiła, że zapragnęłam odkryć tajemnicę, która kryje się pomiędzy stronicami. Nigdy wcześniej nie słyszałam o twórczości autorki, więc byłam przekonana, że "Szept" jest jej debiutem literackim. Nieco później dowiedziałam się jednak, że byłam w błędzie, dlatego w najbliższej przyszłości na pewno nadrobię zaległości i sięgnę po jej poprzednią książkę.
Dzisiaj skupmy się jednak na "Szepcie". Książka, nie jest może mrocznym thrillerem, którego spodziewałam się po opisie i okładce, a bardziej powieść kryminalną, jednak nie zmienia to faktu, że dzieło Weroniki Mathii wciągnęło mnie, chociaż nie od pierwszej strony, bo potrzebowałam chwili, żeby poukładać sobie w głowie — kto jest kim. Niestety, ale na początku historii panuje lekki chaos, dlatego czytelnik musi naprawdę mocno się skupić, aby nie pogubić się w fabule.
Akcja książki rozgrywa się w Iławie oraz na znajdującej się nieopodal wyspie — Wielka Żuława. I tutaj autorce należy się ogromny plus, ponieważ wszystkie opisane w historii miejsca, były tak zobrazowane, że naprawdę czułam się tak, jakbym fizycznie była w samym centrum wydarzeń. Od razu da się zauważyć, że autorka zna opisywany teren albo zrobiła znakomity research.
W swojej książce Weronika Mathia skupiła się na opowiedzeniu dwóch historii, które wprawdzie dzieli kilka dekad, ale które zostały tak umiejętnie połączone, że właściwie na każdej kolejnej stronie szukałam elementów, łączących ich w całość. Dzięki temu zabiegowi poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, Kto zabił Kaję Dolną?, było bardziej emocjonujące. I przyznam szczerze, że takiego rozwiązania tej konkretnej zbrodni zupełnie się nie spodziewałam.
Inaczej sprawa miała się w przypadku Anny Janik, dziewczynki zaginionej przed laty. Tutaj, w pewnym momencie wszystko stało się jasne, więc nie przeżyłam szoku, kiedy wszystkie karty zostały odkryte, chociaż przyznaję, że na różnych etapach historii miałam wiele pomysłów na temat tego, co faktycznie wydarzyło się w 1973 roku.
Bardzo podobało mi się to, jak autorka umiejętnie wplotła w swoją historię zarówno motyw przemocy, jak i to, w jaki sposób wpływała ona na dalsze życie poszczególnych bohaterów. Myślę, że na uwagę zasługuje również wątek choroby umysłowej znakomicie powiązany z obcowaniem z przyrodą.
Jednak w mojej ocenie w książce brakuje nieco tempa. Osobiście wolałabym, aby było w niej mniej typowo obyczajowych scen, a zdecydowanie więcej tych, które skupiałyby się, chociażby na nieoficjalnym śledztwie prowadzonym przez Dominikę, lub zdradzały czytelnikom kulisy śledztwa w sprawie zaginięcia Anny Janik.
Niemniej jednak uważam, że "Szept" jest godny uwagi, dlatego, jeżeli nie mieliście jeszcze okazji zapoznać się z tą publikacji, serdecznie was do tego zachęcam!
Dobrze, że istnieją audiobooki. Dzięki nim jestem w stanie nadrobić moje „półeczki wstydu”. Tym razem padło na „Szept” Weroniki Mathia. Dlaczego? Już od dawna miałam ochotę przeczytać coś co napisała a po drugie wielkimi krokami zbliża się Wschowski Festiwal Kryminałów na którym będzie można Ją spotkać.
Policjantka, Dominika Sajna po urlopie macierzyńskim wraca do pracy. Jednak czeka na nią niemiła niespodzianka. Zostaje zdegradowana i zamiast jak do tej pory zajmować się sprawami kryminalnymi zostaje oddelegowana do przestępstw gospodarczych. Ma się zajmować zgłoszeniami podróbkami koszulek i majtek wystawianymi na popularnych portalach sprzedażowych. Nie jest jej to w smak. Jednak tuż przed jej powrotem do służby z jeziora zostają wyłowione zwłoki Kai, dziewczyny która czasami pracowała u niej jako opiekunka. Na sprawcę także nie trzeba było długo „polować”. Okazało się, że jest nim Piotr, chłopak z pewną ułomnością rozwojową, który pracował u rodziców Kai. Wątpliwości co do popełnionego przez niego czynu mam jednak więzienny kapelan, znajomy Dominiki, który prosi ją o sprawdzenie tropów. Zatem Dominika niczym pies tropiący rozpoczyna swoje śledztwo na równi z tym prowadzonym przez kolegów z wydziału. W tym zabójstwie do myślenia daje fakt, że ciotka chłopca, gdy była nastolatką prawdopodobnie utopiła się w tym samym jeziorze, jednak ciała nigdy nie odnaleziono...
Zanurzyłam się w napisaną przez Weronikę historię niczym nurek. Wielowątkowy kryminał poprzetykany ciągłymi retrospekcjami sprzed prawie pięćdziesięciu laty oraz wydarzeniami, które doprowadziły Kaję do śmierci nie spowodowały, że gubiłam się w fabule. Nie tym razem. Autorka z ogromną płynnością poprzeplatała wszystkie historie w taki sposób aby czytelnik/słuchacz nie odczuwał dyskomfortu. Dodatkowe opisy przyrody Wyspy Wielka Żuława i żyjących tam sów są fascynujące. Czytelnik może się poczuć jakby sam je obserwował. A koniec? A koniec... wzruszył mnie oraz zaskoczył a autorka pokazała, że nie zawsze wszyscy są tacy za jakich chcieliby uchodzić w rzeczywistości. Gorąco polecam!
W Iławie na brzegu jeziora znaleziono martwą nastolatkę. Młodsza inspektor Dominika Sajna, ma nadzieję powrócić do wydziału kryminalnego i przyjrzeć się bliżej sprawie morderstwa Kai Dolnej. Tym bardziej, że znajomy kapelan więzienny ma wątpliwości co so winy aresztowanego sprawcy. Wyobcowany chłopak jest łatwym celem. Jedno jest pewnego on i jego rodzina mają wiele tajemnic. Jesienią 1973, zaginęła jego ciotka, wówczas osiemnastoletnia Anna Janik. Do tej pory los dziewczyny pozostaje nieznany.
Uwielbiam książki, w których przeplatane są osie czasowe. Kiedy historia jest złożona i skomplikowana. Ta właśnie taka jest, jednak znalazłam w niej kilka malutkich minusików. Historia rozwija się wolno, jednak w połowie książki, akcja zostaje wystrzelona niczym z procy. Napięcie wzrasta z każdą kolejną stroną, tempo pozwala nam powoli łączyć kropki. Od samego początku otrzymujemy małe podpowiedzi na temat sprawcy. Jeśli chodzi o minusik liczyłam na to, że obie sprawy będą ze sobą bardziej powiązane. Liczyłam na troszkę inne zakończenie, chociaż podejrzewałam, kto jest zabójcą. Poczułam się lekko zawiedziona. Jednak ogromne pokłony za ogrom researchu, który autorka wykonała przed napisqniem książki. Bardzo ważnym wątkiem jest postrzeganie przez społeczeństwo osób „innych”. Wydaje mi się że nadal to ogromny problem, z którym w tych czasach ciągle się spotykamy. Ogromny plus za klimat książki. Jeziora i natura, szczególnie ta dzika, która powstaje bez ingerencji człowieka jest moja ulubioną.
Mimo tych minusów, bawiłam się bardzo dobrze. To bardzo fajny kryminał z dwoma osiami czasu, obie są genialne napisane. W obie ogromnie się wczułam. Jest to idealna książka na zbliżające się ciepłe dni, ze względu na lekkość. Jeśli przymierzacie się do sięgnięcia po raz pierwszy po kryminał, to będzie idealna opcja.
Niespiesznie utkana, oparta na licznych niedopowiedzeniach powieść kryminalna. Brutalnie grająca na czytelniczej nieświadomości tego, co ma dopiero nastąpić. Weronika Mathia stworzyła teatr, w którym każdy akt posiada tragiczne zakończenie. Czytając "Szept" da się odnieść wrażenie, iż powolna narracja i wyczuwalne poczucie niepokoju stanowią celowy zabieg. Autorka po trosze rzuca nam urywki historii z odległej przeszłości, jak również tego co ma miejsce obecnie. Doszukując się powiązań między zaginięciem na Wyspie Wielka Żuława w latach siedemdziesiątych, a niedawnym utonięciem nastolatki w iławskim jeziorze będziemy świadkami bolesnych doświadczeń, z którymi zmagać się będą bohaterowie tej historii.
Cisza przewija się na kartach "Szeptu", niczym niemy świadek traumatycznych doświadczeń. Przerywana jest jedynie trzepotem sowich skrzydeł, bezsilnym płaczem niezrozumiałego przez rówieśników chłopaka, oraz śmiechem bezlitosnej młodzieży. Zabawiającej się kosztem słabszych. Szukającej rozrywki w zadawaniu cierpienia innym od siebie. Prowokując do znormalizowanego w swoim mniemaniu działania krzywdzą i czekają na odzew, niejednokrotnie wbijając tym sposobem gwóźdź, do niekoniecznie przysłowiowej trumny.
"Szept" nie jest kryminałem, w którym bezpośrednio przechodzisz z punktu A, do B. Wszystko jest tutaj niejednoznaczne. Choć mordercza cisza zapada już na osiemnastej stronie, motyw i sprawca zdają się być odgadnione, to autorka zwodzi aż ku samemu, wysoce widowiskowemu zakończeniu. Finał wbija się niczym drzazga i bardzo długo uwiera.
W powieści czuć poczyniony autorski research zarówno historyczny i terytorialny w odniesieniu do wydarzeń mających miejsce na wyspie, jak również typowo kryminalny, szczególnie widoczny w opisach wydarzeń rozgrywających się za murami Zakładu Karnego.
Weronika Mathia przedstawia nam bolesną prawdę o relacjach międzyludzkich, jest uważną obserwatorką, dzięki czemu sprawnie konstruuje warstwę obyczajową. Wyraźnie wyczuwalna jest tutaj siostrzana rywalizacja o pozycję w grupie, atencję chłopaka. Stajemy twarzą w twarz z matką po stracie dziecka, oskarżającą się o niemożność dostarczenia jej pomocy podczas wydania ostatniego tchnienia. Z drugiej strony mamy również ciekawie przedstawioną postać kobiecą, młodszą inspektor, stanowiącą idealny przykład niesprawiedliwego traktowania młodych matek na rynku pracy.
Słowem zakończenia - symboliczna, poruszająca wiele problemów społecznych, wzbudzająca poczucie bezsilności, z niespodziewanym zakończeniem. Polecanko.
To jedna z tych książek, gdzie liczycie na dobry kryminał a dostajecie dużo więcej. Przede wszystkim jest ona przepełniona smutkiem, o wiele bardziej niż z początku zakładałam. W tą historię się wciąga i przechodząc w każdy kolejny rozdział ma się nadzieję, że szczęśliwe zakończenie czeka za rogiem. Niestety z czasem odkrywa się nowe oblicza bohaterów, tajemnice wychodzą na jaw a prawda jest bliżej niż nam się wydaje. Momentami czułam się aż przytłoczona przygnębiającym klimatem i nieszczęściem, które dotyka każdego z bohaterów. Jezioro staje się tu wręcz osobną postacią o nieznanych intencjach. Książka przekonała mnie by sięgnąć po debiut autorki - „Żar”, który wielu z Was jest już znany ☺️
Dobrze uszyta intryga zawsze sprawia, że książka przyciąga do siebie i nie puszcza. Autorka wymyśliła zgrabną historię, odpowiednio ją zamieszała i pozwoliła czytelnikowi się w niej zgubić. Było ciekawie od początku do końca, wręcz magnetycznie, a kolejne zdarzenia tylko coraz bardziej przekonywały, że to będzie coś wielkiego. Świetnie wykreowała bohaterów, małą społeczność. Pozwoliła na wiele połączeń między wszystkimi i wszystkim, tkając sieć intryg i kłamstw. Pokazała bardzo różne oblicza tych samych osób. Zakończenie wydało mi się nieco pospieszne, jakby już był przymus zakończenia, ale mimo to jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki.
Książka nie zapadnie mi na długo w pamięć, ale muszę przyznać, że bardzo dobrze mi się ją czytało. Ciężko też domyśleć się co się stało dokładnie, jeśli autor podrzuca za mało bohaterów lub wskazówek, dlatego można powoli je zbierać, żeby wszystko złożyło się w jedną całość, a jednocześnie nie ma tej frustracji, że autor nie podrzuca nic. Pewnie jeszcze wrócę do autorki.
Ten kryminał podobał mi się o wiele bardziej niż debiut autorki, ale wciąż bez większych zachwytów. Stereotypowi bohaterowie i schematyczna akcja są na szczęście dla mnie do przeżycia (w kryminałach i w takim wydaniu). Duży plus za zaskakujący detal w zakończeniu i ciekawe połączenie dwóch perspektyw czasowych.