What do you think?
Rate this book


192 pages, Paperback
First published January 1, 1988
"Kto może sobie wyobrazić trzynastoletnią dziewczynkę, na tyle głupią, że nigdy nie słyszała o okropnościach obozów koncentracyjnych, i na tyle naiwną, że zawsze wierzyła rodzicom. Kiedy się dowiedziałam, co się naprawdę zdarzyło, przeżyłam pierwszy szok. Drugi szok nastąpił, gdy dowiedziałam się, że brał w tym udział mój ojciec. Oczywiście wiedziałam, że istniały obozy koncentracyjne i że wymordowano sześć milionów Żydów. Mówiono o tym na lekcjach. Ale mówiono również, że wilk pożarł Czerwonego Kapturka, a Tadek Niejadek umarł z głodu, bo nie zjadł zupy. Mówiono o wyprawach krzyżowych, a kiedy byłam już starsza — o Rewolucji Francuskiej. A gdy byłam jeszcze starsza — o drugiej wojnie światowej i komorach gazowych. Ale kto, na miły Bóg, powiedział nam kiedykolwiek, że robili to nasi rodzice?"
(pdf.str. 9-10).
"Ostatnie trzy lata życia rodziców zamieniłem im w piekło. Kiedy zginęli, miałem osiemnaście lat. Jako piętnastolatek zacząłem zadawać się z innymi mężczyznami i chłopakami. Kiedy moi starzy zorientowali się, że jestem pedałem, chcieli mnie zabić. (Albo najpierw mnie, a potem siebie). Być może wypadek samochodowy wcale nie był wypadkiem.
„Wtedy oznaczyliby cię różowym trójkątem" — krzyczała matka. Musiała to wiedzieć. Ale tamte czasy minęły. Przeciwnie. Blondyn o niebieskich oczach to w Argentynie była atrakcja. Mogłem mieć każdego.
Tak więc ponowne urodzenie nie udało się. Nowe życie rodziców w Ameryce Południowej okazało się ślepą uliczką. A wszystko tak obiecująco się zapowiadało. Nowy początek w kraju bez wojny. Sukces, piękny dom, przyjaciele. Choinka na Boże Narodzenie, chór dziecięcy, urodziny Hitlera, 10 stycznia, dni radości i święta. Nie bali się, w każdym razie od 1960 roku. Wszystko minęło. Czuli się jak w Niemczech przed rokiem 1945.
Aż do dnia, kiedy moja matka znalazła u mnie pod łóżkiem zdjęcia porno dla pederastów. Aż dostali ode mnie to, czego nigdy by się nie spodziewali. Byli nieprzygotowani i załamali się. Ci uczciwi i niezniszczalni rozlecieli się i załamali.
Koniec z honorem niemieckim. Kiedy zorientowali się, że jestem pedałem, całkowicie wycofali się z życia. Nigdy ze mną na ten temat nie rozmawiali. W ogóle rozmawiało się bardzo mało. Żadnych wizyt, żadnego piwka, żadnej honorowej godności w czasie karnawału. Zamknęli się w skorupie jak ślimaki. Było im za mnie wstyd, biedakom. Po raz pierwszy w życiu się wstydzili.
Kiedy zauważyłem, jak bardzo mogę ich tym dotknąć, pozbyłem się wszelkich hamulców. Przyprowadzałem przyjaciół do domu, nosiłem wyzywające ubrania, zachowywałem się jak ciota, zwłaszcza przy znajomych rodziców. Wykańczałem ich.
Gdyby mógł pan widzieć wtedy moich rodziców! W ciągu kilku miesięcy zmienili się całkowicie. Wyrzucono mnie ze szkoły za seksualne propozycje w stosunku do innych uczniów, jak powiedział dyrektor. Ojca wezwano do szkoły. Mam nadzieję, że był to najczarniejszy dzień w jego życiu. Jestem pewien, że wolałby nawet, żeby postawiono go przed sądem za morderstwo. Ale własny syn pedałem?
(…)
Przeczytałem wszystko na temat. Trzeciej Rzeszy, co udało mi się zdobyć. I stale natykałem się na nazwisko ojca. Nie chcę się tu rozwodzić na ten temat. Cała ta sprawa powinna pozostać anonimowa. Ale zaręczam panu, że wszyscy, którzy znali moich rodziców, będą dokładnie wiedzieć, o kogo chodzi. Będzie to dla nich szok. Już się cieszę na myśl o ich minach."
(pdf.str. 19-20)
"Gdzieś kiedyś czytałam, że człowieka, aby przeżył, trzeba przytulać trzy razy w ciągu dnia, aby pozostał takim jakim jest — sześć, aby mógł się rozwijać — dwanaście. Myślę, że moje pokolenie i pokolenie naszych rodziców przytulano — o ile w ogóle — akurat tyle razy, aby mogło przeżyć. W ciągu ostatnich stu lat działo się tak prawdopodobnie z pokolenia na pokolenie."
(pdf.str. 38)
"Wracały do mnie jego [ojca] słowa, które już dawno zapomniałam lub wymazałam z pamięci. Że nazywał mnie kaleką, kiedy czegoś nie potrafiłam zrobić. Że mówił, iż mam wstręt do pracy i że za Hitlera skończyłabym w obozie pracy. Krzyczał, stale się wściekał i wymyślał. Nigdy niczego nie powiedział spokojnie, nigdy nie dał przemyślanej odpowiedzi. Nigdy nie słyszałam, by wyraził się o kimś pozytywnie. Nie wyobrażam sobie, by coś pochwalił czy żeby mu się coś podobało."
(pdf.str. 44)
"Ze mną było zawsze tak jak z tobą. W mojej rodzinie byłem Żydem. Ojciec, matka, babka — wszyscy uprawiali terror. A na oku mieli mnie. Chcieli mnie całkowicie stłamsić, nie zniszczyć zupełnie, co to to nie, wtedy byłoby po wszystkim. To było dokładnie tak jak z muchą, której wyrywa się jedno skrzydełko i obserwuje, jak rozpaczliwie próbuje latać.
(…)
Tyle się mówi o was, Żydach, jako o tych właściwych ofiarach wojny. Ale dla tych, którzy ją przeżyli, skończyła się ona z chwilą samobójstwa Hitlera. Tylko dla nas, dzieci nazistów, trwała nadal. Bohaterowie Trzeciej Rzeszy odkryli pole bitwy w rodzinie, gdy ich własne legło w gruzach.
(…)
Jestem tak samo zagrożony jak Żydzi, to nas łączy. I dlatego czuję do nich sympatię. Przedtem brutalność ojca była z pewnością skierowana przeciwko Żydom, ale po wojnie Żydów już nie było. Byłem jeszcze tylko ja. Był dumny z tego, co kiedyś robił. On to im dopiero pokazał — chełpił się. Przed nim drżeli. Najpierw był w SA, ale w porę się przestawił. Wszystkich miał za nic, Żydów, Cyganów, homoseksualistów, komunistów. Dziś jeszcze nienawidzi ich tak samo jak kiedyś. Wielkim bohaterem jest tylko we własnych czterech ścianach. A jego ofiarą po wojnie stałem się ja!"
(pdf.str. 60-61)
"...I took everything they said seriously, and I was taken in by it. But in the final analysis, the pretended warmth, the pleas, the stress on family ties was nothing but a sum total of regulation and norms, not of personal values...I know what I have in common with them. And I wasn't able to change, to make myself over, until I stopped thinking of them as victims. I also saw myself as the victim of their upbringing and their past."