Dzień przed ślubem Wiktoria dostaje wiadomość od swojego pierwszego chłopaka, Sebastiana, który prosi ją o wybaczenie i pisze o tęsknocie za utraconą miłością.
Dziewczyna ucieka więc z kościoła podczas ceremonii, czym zaskakuje nawet siebie.
Za namową babci wraca do rodzinnego domu w Lubomierzu, aby zastanowić się nad swoim życiem. Nie wie, że tego samego dnia Sebastian żeni się z siostrą jej koleżanki, Pauliną...
Czy Wiktoria odnajdzie swoje szczęście w spokojnym miasteczku u boku niesfornego kota i znajomych ze szkolnych lat? A może jej życie skomplikuje się jeszcze bardziej? I czy naprawdę można mieć serce z kamienia?
Z wykształcenia ekonomistka, z zamiłowania pisze powieści dla kobiet. Jej marzeniem jest pisanie takich książek, które sama czytałaby z przyjemnością. W wolnych chwilach pomiędzy pracą zawodową a pisaniem lubi aktywny wypoczynek, czyli długie spacery z rodziną oraz bieganie.
zapraszam na negatywną recenzję ze spoilerami, jeśli ktoś nie lubi czytać takich to proszę pominąć.
> książkę przeczytałam na legimi - znalazła się jakiś czas temu na Wielkiej 5 Legimi więc postanowiłam przeczytać bo czemu nie > to był błąd
tak toksycznej książki dawno nie czytałam (a czytałam niedawno erotyk z księdzem) - każdy z bohaterów ma czerwoną flagę przypiętą na czole ale ludzie i tak to ignorują - laska główna bohaterka - Wiktoria - postanowiła zrezygnować ze ślubu bo jej były - Sebastian - napisał do niej na FB po 10 latach (po czym okazało się że on sam wziął ślub i nawet ma dziecko w drodze) więc co robi zdrowo-myśląco osoba? oczywiście ucieka sprzed ołtarza i przyjeżdża do miasta gdzie on mieszka w celu niby "skupieniu się na pracy" a przez całą książkę pracowała może góra 2 razy - niczego nie wiedząca główna bohaterka postanawia, jak nastolatka, wejść w romans z tym swoim ex (nie wiedziała że ma żonę i dziecko w drodze) a jak się dowiedziała nagle zerwała to wszystko i chciała znowu zmienić miejsce zamieszkania - generalnie później jednak mówi że zostanie, chcę zacząć spotykać się z takim innym typem - Adrianem - co go kiedyś znała bo się przyjaźnili i zaprasza go na wyjście ale on jednak nie może bo będzie się przygotowywał do koncertu więc jedzie nad jezioro sama, tam spotyka ją ten jej były facet który chce rzucić dla niej swoją żonę i dziecko (które wciąż się nie urodziło) ale nasza bohaterka mówi że nie więc ten z nerwów ją autem potrącił i odjechał bo czemu nie - później babcia naszej bohaterki (która też ma swój wątek bo nagle zaręczyła się z typem który był jej pierwszą miłością) mówi temu swojemu narzeczonemu że Wiktoria nie wróciła jeszcze a już późny wieczór no i zaczynają ją szukać - znaleźli ją, mega super, ma lekką amnezję no i potem skok w czasie - babcia bierze ślub, ten były facet Wiki został aresztowany, jego żona urodziła bo tak się tym przeraziła wszystkim no i to w sumie cała fabuła
moim największym pytaniem jest - czy ta książka miała jakąkolwiek korektę?? "Kolejny raz trafił do friendzony - jeśli ktoś nie wie o co chodzi już wam mówię, Wiktoria dała kosza Adrianowi, czyli go zfriendzonowała. ah tak, używanie slangu żeby być na czasie się niestety nie udało bo no boli mnie to w jaki sposób zostało to odmienione.
generalnie cała książka jest tak staroświecka i toksyczna, parę przykładów: 1. "Nie chciał przeciągać struny, gdyż w Milęcicach czekała Paula, a on planował jeszcze tej nocy spotkanie z niegdysiejszą dziewczyną. Musiał więc najpierw jakoś uśpić czujność żony, by niespostrzeżenie się ulotnić. Obiecał Wiktorii, że napisze do niej później na Messengerze." 2. "Nic nie działa na wyobraźnię kobiety lepiej niż silny i pomocny mężczyzna" idę wymiotować 3. "Za naszych czasów było jednak o wiele łatwiej" - yes boomer, it for sure was better 🙄 4. "Nie mam pojęcia, jak byś się na to zapatrywała, ale pomyślałem właśnie, że skoro mój wnuk jest wdowcem, a twoja wnuczka zasadniczo panną z odzysku i obydwoje mają za sobą już szereg różnych doświadczeń, to na pewno każde z nich potrzebuje stabilizacji i szczęścia. Może zatem znaleźliby to szczęście we dwoje?" - no tak trzeba wnukom życie ułożyć bo mają po 30 parę lat i nic nie potrafią, right?
nie czytajcie czegoś takiego, bo zmarnujecie czas, chęci do życia i wiarę w ludzi. dziękuję.
Pytasz, czy kogoś kochałam przed tobą? Nie wiem - być może, że tak Czy to jest ważne? Pójdź, usiądź tu, obok Wczuj się w tę chwilę, w jej smak Niepowtarzalna jest każda minuta Każdy skurcz serca i oddech, i gest Przeszłość odeszła i nie ma jej tutaj Jest tylko to, co jest Każda miłość jest pierwsza Najgorętsza, najszczersza Wszystkie dawne usuwa w cień Każda miłość jest siłą Która burzy, co było”
Bardzo lubię tę piosenkę, Pani Ireny Santor. No, ale jak to właściwie jest, czy każda miłość jest pierwsza ? Czy prawdziwa miłość zdarza się tylko raz ? Jak myślicie ?
📚RECENZJA📚
Wisława Szymborska napisała pewną sentencję, z którą się bardzo utożsamiam w kontekście mojej bezbrzeżnej miłości do książek - „Moje znaki szczególne, to zachwyt i rozpacz” i w kontekście tej recenzji, jest ona jak najbardziej trafna. Dlaczego ? Bo z książkami Pani Edyty, tak jest. Absolutnie zawsze zachwycam się opisami – niezmiennie pełnymi pasji i emocji, co sprawia, że czytając powieści autorki, czuję się, jakby sama była częścią świata przez nią wykreowanego. Każda strona tchnie życiem, a dialogi są naturalne i pełne głębi, a dodatkowo jeszcze postaci, które autorka stwarza budzą emocję i „przywiązują” do siebie (jeśli wiecie co mam na myśli 😉) A co do rozpaczy - zawsze zbyt szybko się kończą.
„Lato o smaku miłości”, to książka, która pokazuje, że miłość czasami jest na wyciągnięcie ręki, ale życie niekiedy pisze taki scenariusz, że na to co przed nami najlepsze, trzeba poczekać. Przeżyć wiele trudów, ciężkich chwil i zawodów, aby na koniec docenić i zakochać się na nowo. Główna bohaterka Wiktoria, po otrzymaniu dzień przed ślubem wiadomości od swojej pierwszej miłości - ucieka sprzed ołtarza. Za namową ukochanej babci, wraca w rodzinne strony, aby stanąć na nogi. Pani Świętek stworzyła historię o odnajdywaniu siebie, ale także o niezmiernie wielkiej sile przyjaźni, która potrafi przezwyciężyć nawet największe przeszkody. To książka, która pokazuje, że nawet w najciemniejsze chwile, najtrudniejsze momenty i chwile zwątpienia, czasem są po to, by móc odnaleźć nadzieję i że życie często pisze dla nas nieprawdopodobny scenariusz, który odmienia wszystko. To również historia, która pokazuje jak ważnym jest, aby zawsze postępować w zgodzie ze sobą i swoim sercem, pomimo tego, że nie zawsze jest to zgodne z tym, czego oczekują od nas inni. Trudnych relacjach rodzinnych i bezgłośnych konfliktach. Także o sile presji, która niekiedy potrafi zabrać wszystko, co ważne.
„Lato o smaku miłości”, to prawdziwa perełka literatury obyczajowej. Historia miła i zaskakująca, poruszająca i pełna niespodzianek. Jestem przekonana, że zachwyci, każdego, kto potrafi docenić książki otulające niczym ciepły koc i przenoszące w zaczarowany świat wielkich uczuć, rozczarowań i emocji.
Perypetie Wiktorii Łuczak różnią się nieco od typowego powieściowego romansu. Jeszcze w szkole zakochała się na zabój w Sebastianie Kamyku, niby ze wzajemnością, ale gdy po maturze mieli oboje wyjechać na studia do Wrocławia, chłopak z nią zerwał. Kiedy ją poznajemy, dobiega czterdziestki i we wrocławskim kościele podczas uroczystości ślubnej z Marcelem zamiast TAK, mówi NIE. Daje się przekonać babci, Reginie Falskiej, i po dziesięcioletniej nieobecności wraca z nią do Lubomierza. Dochodzi do reaktywacji romansu z Sebą, co znowu kończy się dla Wiki bolesnym upokorzeniem. Czy wiarę w siebie pozwoli jej odzyskać przyjaźń z lokalnym muzykiem Adrianem Pawlakiem? A może Adek zostanie nawet jej kolejną szansą na milość?
Obok ciekawej scenerii dolnośląskiego miasteczka Samych Swoich, największym atutem powieści był dla mnie kobiecy tercet. Najbardziej wyrazistą postać stanowi babcia Regina. Wika niewątpliwie odziedziczyła wiele jej cech, ale trudno jej wyzbyć się poczucia życiowego pecha, do czego przyczyniła się lekka niepełnosprawność. Już w dzieciństwie zdiagnozowano u niej niedosłuch. Córka Reginy i matka Wiki, Dominika, funkcjonuje trochę w tle. Jednak jej charakter, upodobania i postępowanie miały znaczący wpływ podczas formacyjnego okresu w życiu córki, a dla matki jest żywym wyrzutem sumienia, przynajmniej od czasu do czasu.
Styl językowy Edyty Świętek, której wcześniej nie znalam, unikanie banalnych sformułowań - może z wyjątkiem rozważań Reginy na temat tzw. ziem odzyskanych - wywarł na mnie korzystne wrażenie. W interpretacji audiobooka przez Mateusza Kwietnia trochę mnie raziło emocjonalne wstawianie akcentów w opisowych fragmentach tekstu, natomiast podobało mi się różnicowanie wymowy poszczególnych rozmówców.
„Lato o smaku miłości” to zdecydowanie wyjątkowa powieść o przewrotności losu. O tym, że nie zawsze to co wydaje nam się być bezpieczniejsze jest lepsze, o tym że nie zawsze warto być ostrożnym, czasami trzeba zaryzykować, po to aby wykraść szczęście. Uwielbiam prozę Edyty Świętek, wszystkie jej opowieści są dla mnie niczym plaster na złamane serce, zawsze mnie otulają i sprawiają, że czuję się błogo. Dodatkowo zazwyczaj są to historie bliskie memu sercu, często odpowiadające o wiejskiej sielskości i tym co w życiu jest najważniejsze i najcenniejsze, czyli rodzinie. Tak też było i tym razem. Autorka próbuje dać nam do zrozumienia, że istnieją różne miłości, że należy szukać i wybrać tę właściwą, że nie można się bać. Ta opowieść umościła się w moim sercu, rozgrzała je do czerwoności, a także i rozśmieszyła. To niezwykle ciepła, kobieca i piękna historia o dziewczynie, która ryzykuje, mimo ogromnego strachu i bojąc się, że jeśli coś pójdzie nie tak, to już się nie pozbiera. To powieść idealna na ten letni czas, warto czytać ją wśród zieleni i w blasku słońca, otuli was jak kocyk i sprawi, że spojrzycie w dal i docenicie to co macie. Myślę, że warto podarować tę pozycję mamie, babci, cioci i można się nią zachwycić. Znajdziecie tu sporo ciekawych wątków pobocznych, bohaterów uroczych i takich na których nie warto się wzorować oraz mnóstwo letniego, wiejskiego klimatu. Jestem na tak!
Wiktoria ucieka swojemu narzeczonemu sprzed ołtarza. Postanawia zaryzykować i zrobić coś dla siebie, zawalczyć o wielkie szczęście. Udaje się na wieś, do babci, w miejsce gdzie kiedyś ktoś już złamał jej serce, po to aby sprawdzić czy jest jeszcze szansa by była szczęśliwa?
„Lato o smaku miłości” opowiada o losach kobiety, która uciekła sprzed ołtarza w pogoni za swoją miłością z młodzieńczych lat. Mówią, że stara miłość nie rdzewieje, ale czy tak też było w tym przypadku? Czy danie drugiej szansy dawnemu uczuciu przyniosło obojgu kochanków coś dobrego? Przeczytajcie, a się dowiecie! Ja bardzo polubiłam tę historię za fajny, małomiasteczkowy klimat. Poczułam się trochę, jakbym była u babci na wakacjach, zupełnie jak główna bohaterka. Autorka mogła jednak nieco wydłużyć swoje dzieło i rozwinąć urwany wątek, który - moim zdaniem - był kluczowy w całej tej historii. W momencie, kiedy naprawdę zaczynało robić się ciekawie, książka została niestety zakończona. Ta pozycja była moim pierwszym spotkaniem z twórczością Edyty Świętek i na pewno nie ostatnią. Autorka ma fajny, lekki i nieco żartobliwy styl pisania. Chętnie wrócę w przyszłości do jej twórczości.
To nie tylko historia niespodziewanych doznań, to także konfrontacja z dawną namiętnością i wewnętrzna walka z poczuciem życiowej bezradności. Może niełatwo pokochać damską postać, której impulsywny temperament ściera się z widoczną naiwnością, ale z pewnością warto docenić szczerość jej uczuciowych pragnień oraz naszkicowany w jej kreacji motyw niepełnosprawności. Edyta Świętek zachęca do odrobiny życiowej refleksji, zaprasza też w podróż do malowniczego miasteczka – to właśnie tam tworzy gorzką przestrzeń dla kobiecych wątpliwości, dla brudnych kłamstw i karygodnych zdrad, tam też aranżuje sceny babcinej przebiegłości oraz delikatnie skadrowanej, choć przewidywalnej fuzji pokruszonych serc.
Lekka mimo niełatwych tematów,ciepła opowieść idealna na teraz. Historia nie domkniętej przeszłości...drugich szans,na które nie każdy zasługuje. Historia chwilami naiwna...ale czyż takie czasami nie bywa życie? Historia pokazująca jak ważna jest miłość i jak czasami pragniemy jej tak bardzo,że prawdziwe uczucie mylimy z zauroczeniem. Jest też strach przed odrzuceniem... Autorka pokazuje jak zawiłe potrafią być relacje między ludźmi,jak wiele złego potrafi zrobić brak szczerości...Ile krzywdy potrafią zrobić kłamstwa..Jak czasami trudno naprawić błędy. Pokazuje również jak bardzo potrzebujemy swojego miejsca. Miejsca,które daje nam poczucie przynależności i bezpieczeństwa.
2.5 ⭐️ Można znaleźć wiele dużo lepszych pozycji. Bohaterowie nie do polubienia, a jak już wiemy ciężko się podąża za bohaterami, którzy są irytujący i po prostu głupi. Pomysł na fabułę był w porządku ale to wykonanie nie podołało. Also to wyrażenie gdzie było słowo friendzona - what even is that, gdzie jest korekta. 😭