To mógł być naprawdę przyjemny reportaż o Podlasiu, z perspektywy kajaka. Mógł, a nie jest. Umęczył mnie chaotyczny styl autora, historyczne wtrącenia, które nie mają związku ani z treścią ani z miejscem, które opisuje. Już pomijam, że tytuł nie ma również nic wspólnego z treścią, choć czasem pojawiało się pytanie do ludzi o ich życie seksualne, jednak samo czytanie tego momentu powodowało u mnie ciarki żenady.
Dodatkowo ubliżanie wędkarzom na każdym kroku, bo kto by sie spodziewał wędkarzy nad rzeką. Serio, ten świat, te miejsca, ci ludzie nie wyglądają tak źle i banalnie jak opisuje to Pan Koronkiewicz. A jego żenująca ocena widoczna jest niemal na każdej stronie tego dzieła.