Upalne lato. Z nieba leje się żar. Tego dnia, gdy Lena wyznaje miłość Rafałowi, on popełnia samobójstwo. Ponad dwadzieścia lat później podobny dramat przeżywa jej syn. Jego dziewczyna odbiera sobie życie, a on znika bez śladu. O opuszczonym domu, w którym doszło do tych tragedii, mówi się, że jest nawiedzony. Jednak zło ma tu zdecydowanie ludzką postać.
Lena Potocka szuka syna. Aspirant Jakub Zommer ? mordercy siostrzenicy. Oboje będą musieli zmierzyć się z traumami i przerażającymi sekretami dotyczącymi bliskich im osób.
W malowniczym miejscu przeszłość odbija się złowrogim echem. Gdy trudne pytania doczekają się odpowiedzi, może się okazać, że wiedza jest przekleństwem. I nic nie ukoi bólu po zderzeniu ze wstrząsającą prawdą.
Weronika Mathia wkracza w świat literatury kryminalnej z historią, która na długo zostanie w Twojej pamięci!
Jak na debiut - nieźle. Jak na kryminał - średnio. Pomysł na fabułę i jej poprowadzenie niewątpliwie był. Niezbyt wyszukany - przerabiane już wiele razy tajemnice z przeszłości odgrzebywane po latach - ale dobrze przedstawiony fabularnie. Bohaterowie nie są całkiem płascy, ale nie do końca realistyczni w swoich zachowaniach. Biorąc pod uwagę, że książka zahacza o przeszłość i zestawia to z teraźniejszością to bardzo często poszczególne postaci tracą spójność. Niestety to co wybija na pierwszy plan to brak umiejętności i pisarskiego wyczucia u autorki. Od początku ma się wrażenie, że autorka bardzo się stara napisać dobrą książkę. Na początku objawia się to w budowaniu tła poprzez rozdmuchiwanie opisów wszystkiego co się rusza i nie rusza. Góra poprawnego, ale zbędnego zarazem tekstu. Dopiero przy końcu książki jest trochę lepiej pod tym względem, gdy autorka w końcu wie i ma o czym pisać, bo fabularnie dzieje się coś więcej. Kontrast jest spory, bo tempo tak przyspiesza, że po drodze ucieka logika, realizm oraz spójność historii i bohaterów. To jednak najmniejszy (powiedzmy..) problem. Dochodzą do niego dziwne, niespodziewane przeskoki z miejsca do miejsca w środku rozdziału, przedstawianie nowych, istotnych kwestii zupełnie znienacka bez przygotowania jakiegokolwiek gruntu, ujawnianie okoliczności o których nie było wcześniej żadnej mowy na zasadzie "domyśliłem się", skrótowo-ekspresowe podejście do istotnych sytuacji połączone z mało wiarygodnym zachowaniem bohaterów. Jednym słowem mnóstwo podstawowych błędów. Mam poważne obawy czy da się je naprawić, bo wiekszość to kwestia talentu, drygu pisarskiego, a nie doświadczenia i techniki. Nie czytało się źle, jak na debiut, ale żebym sięgnęła po kolejną książkę muszę przeczytać, że technicznie u autorki jest DUŻO lepiej bym mogła skupić się na fabule.
Spodziewałam się czegoś innego, ale było spoko. Słyszałam jak ludzie się tym zachwycali i mówili, że to jest niesamowite, niezmiernie dobre, ale dla mnie to był zwykły kryminał, który mnie jakoś zbytnio nie zaskoczył. Nie mówię, że zakończenie było przewidywalne. Po prostu słysząc takie opinie, miałam w głowie ogromne oczekiwania, a trochę się zawiodłam. Duży plus za to, że miała taki swój klimat, a momentami była niepokojąca.Biorę pod uwagę, że to debiut, okej, ale to nie znaczy, że moja opinia jakoś mocno się zmieni.
Gdyby ktoś zakrył mi okładkę, to w życiu bym nie powiedziała, że to debiut! Wciąga, momentami wbija w fotel i sprawia, że na ciele pojawiają się ciarki. Nie mogę się doczekać kolejnej książki autorki🙌🏻
2,5⭐️ Nie jest to rasowy kryminał, powiedziałabym że bardziej jest to powieść psychologiczna gdzie obyczaj przebija się momentami aż za bardzo, więc wiele osób może być rozczarowanych(chyba, że ktoś lubi). Wiem, że to debiut i biorąc to pod uwagę i tak nie byłam w stanie w ogóle wkręcić się w tę historię, początek był spoko a im poszło dalej w las tym było gorzej. Mimo plot twistów, dość szybko idzie się domyślić sprawcy i wielu innych rzeczy. Przy czytaniu lekko się wynudziłam. Odniosłam wrażenie, że akcja krąży ciągle wokół tego samego i nie chce iść do przodu. Autorka niepotrzebnie wprowadziła chaos do książki przez te tajemnice, które i tak były w sumie nijakie.
„Tajemnice są jak żar. Tlą się latami i wypalają dziury o nierównych brzegach.”
𝐙𝐀𝐑 autorstwa Weroniki Mathii to debiut. Sama nie dowierzam, że to piszę, ale powtórzę - to DEBIUT. I to cholernie dobry.
To książka z gatunku „za cholerę nie wiem o co chodzi, ale buja”. Bo to, co się dzieje w Wilgach nieopodal Torunia (poczułam lokalny patriotyzm 😅) wykracza poza moje rozumowanie.
Pierwszy rozdział, a w nim samobój, sprawił, że pomyślałam „oho, to jebnie”.
Jak ja lubię mieć rację XD
Sposób prowadzenia akcji jest dla mnie fenomenem. Bo z jednej strony całość dzieje się na przestrzeni kilku tylko dni, więc natłok informacyjny mógłby nas przytłoczyć i sprawić, że się pogubimy (spojler, i tak się pogubimy), jednak Weronika Mathia spowolniła to wszystko. Stworzyła z akcji bombę z opóźnionym zapłonem. I to naprawdę opóźnionym, bo wybucha na koniec i sprawia, że mózg skrobałam szpachelką ze ściany.
Narracja jest chaotyczna i nie ma co się oszukiwać, że jest inaczej. Jednak w tym szaleństwie jest metoda i po już około 60 stronach czułam się jak naoczny świadek, cichy obserwator tego spektaklu grozy. Jednak nie wykluczam tego, że gdybym czytała tę książkę w innym momencie, mogłabym się mocno irytować podczas czytania, dopóki bym nie zrozumiała zamysłu Autorki.
Uwielbiam suspens, kocham nierozwiązane zagadki, a jeśli są to tajemnice sprzed wielu lat, to tym bardziej dajcie mi to wszystko. Tutaj jest wszystko w naprawdę dobrze zbilansowanych proporcjach. Bardzo delikatne wskazówki, wodzenie czytelnika za nos i wprowadzanie go na informacyjne drzewo.
Czy polecam 𝐙𝐀𝐑? Jak najbardziej! Jestem oczarowana tym, w jaki sposób Weronika Mathia kreuje rzeczywistość i nie mogę się doczekać, aż sięgnę po inne książki jej autorstwa.
zbyt duzo wprowadzenia do swiata, opisu wydarzen z przeszlosci i terazniejszosci, a dozwiazanie bylo niezwykle ktorkie i niesatysdakcjonujace, ale sam pomysl fajny i sposb pisania przyjemny
20 lat wcześniej Lena wyznaje miłość Rafałowi, a on w niewyjaśnionych okolicznościach w starym, opuszczonym domu postanawia odebrać sobie życie. Po 20 latach historia zatacza koło, ponieważ teraz podobną sytuację przeżywa Jasiek, syn Leny. Jego dziewczyna, Karolina, odbiera sobie życie w tym samym starym domu, a on przepada jak kamień w wodę. Lena zrobi wszystko, żeby odnaleźć swojego syna i zrozumieć co się tego krytycznego wieczoru wydarzyło. W sprawę pobocznie angażuje się również aspirant Jakub Zommer, który z uwagi na to, że Karolina była jego siostrzenicą nie może oficjalnie brać udziału w czynnościach prowadzonych przez policję.
Patrząc na to, że ta książka jest debiutem to można uznać, że to udany start. Może nie było rewelacji i fajerwerków, ale spora ilość debiutów jest co najwyżej poprawna. To na co w szczególności zwróciłam uwagę to fakt, że autorka skupiła się przesadnie na niektórych zbędnych elementach, a to w ostatecznym rozrachunku mocno rzutowało na całokształt. W tej historii dominuje sfera obyczajowa. Ja osobiście często nic do tego nie mam, a nawet powiem więcej - lubię jak autorzy to wprowadzają do swoich historii i jestem tego fanką. Natomiast tutaj jest tego odrobinę zbyt dużo. Na tyle dużo, że zdążyłam wiele razy zapomnieć, że czytam coś z gatunku kryminał/thriller. Jakby tego było mało to kolejnym przesadzonym elementem są rozległe opisy o dosłownie wszystkim. Do tego nie ułatwia czytelnikowi sama konstrukcja książki, gdzie ciągle skaczemy w czasie, tu czytamy o teraźniejszości, zaraz uciekamy do przeszłości, perspektywa taka, siaka, owaka. Ogólnie słuchanie audiobooka momentami było wyzwaniem, bo musiałam zastanowić się gdzie aktualnie stoję. Z uwagi na to, że dostajemy ogromną warstwę obyczajową oraz te rozległe opisy to zabrakło tej nutki napięcia, bo nie słuchałam audiobooka z zapartym tchem tylko z takim - okej, w porządku, okeeej, o spoko, no, super. Trochę pomarudziłam, ale jak już wspomniałam to uważam, że "Żar" to dość udany debiut. Styl pisania autorki jest poprawny i to trzeba przyznać. Jedynie skupiono się trochę nie na tych elementach składowych co trzeba.
Chętnie wkrótce spróbuję następnych książek, żeby zobaczyć czy coś się zmieniło.
Czy "Żar" jest dobrym kryminałem? Zdecydowanie tak, ale niestety nie jest niczym ponad to "dobre"...
Czy spodziewałem się więcej? Po części na pewno choć brałem pod uwagę że jest to debiut, ale po prostu czegoś mi tu brakło do tego żebym książkę mógł nazywać bardzo dobrą i dać jej ocenę 5/5.
W początkowej fazie książki czytelnikowi trudno się zatracić w książce, ona po prostu nie wciąga tak jak powinna, z biegiem czasu jest lepiej, a już totalnym apogeum jest końcówka (absolutnie zaskakujące i nieprzewidywalne zakończenie!). Jednak boli mnie że początek jest napisany w taki, a nie inny sposób.
Lekki problem mam także z bohaterami, tak są fajnie i ciekawi napisani (choć czasami nieco infantylni w swoim postępowaniu), ale przez 3/4 książki ich historie są jakby osobnymi historiami, brak mi tu większej ilości punktów wspólnych które połączyłby dwójkę głównych bohaterów w najważniejszych fragmentach książki.
Do fabuły jako głównego motywu książki nie mam zastrzeżeń bo jest ciekawa, motyw spraw z przeszłości jak zwykle w takich książkach interesujący, a całość kończy się całkiem ciekawym zakończeniem.
Stawiając ocenę wahałem się pomiędzy 3, a 4, zdecydowałem się na wyższą przez wzgląd na to że jest to debiut i jakiś pomysł (i to całkiem dobry!) tutaj był, jednak jest kilka elementów które powinny zostać w dużej części poprawione jak wyżej wymienione prowadzenie akcji w początkowej fazie książki czy relacje (a raczej ich brak) bohaterów.
RECENZJA 🦋 TYTUŁ Żar AUTORKA: Weronika Mathia WYDAWNICTWO: Czwarta Strona Kryminału LICZBA STRON: 336 DATA PREMIERY: 06.09.2023 r. WSPÓŁPRACA BARTEROWA: @czwartastronakryminalu OCENA: ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️/5
Weronika Mathia dała się poznać jako Autorka, która lubi zaskakiwać. Na kartach Szeptu pełno było tajemnic I sekretów, powiązań z niciami przeszłości. Natomiast debiut "Żar" podobał mi się jeszcze bardziej.
Lena szuka syna, który zaginął. Jakub szuka siostrzenicy i prowadzi śledztwo niejako na własną rękę. Wątek nawiedzonego domu, w którym lata temu powiesił się kolega Leny odgrywa ważną rolę w fabule.
"Tajemnice są jak żar. Tlą się latami."
Autorka zgrabnie prowadzi Czytelnika przez przeszłość jak i teraźniejszość bohaterów. Pewne wydarzenia mają swoje korzenie w przeszłości, oddziałują na bohaterów jeszcze bardziej, gdy pewne sprawy w ich życiu się komplikują. Zarówno Jakub jak i Lena, a także Rafał i Kasia mają swoje demony, problemy, które ich przerastają. Do czego ich to doprowadzi ? Odpowiedź na to pytanie tkwi na kartach powieści. Gwarantuję, niezawiedziecie się.
Poruszone są tu ważne wątki i problemy z którymi Autorka zostawiła naszych bohaterów, pokazując jak niszczące mogą być chowane urazy. Połączenie tych elementów sprawiło, że Żar jest moim numerem jeden jeśli chodzi o twórczość Weroniki.
,,Tajemnice są jak żar. Tlą się latami i wypalają dziury o nierównych brzegach" - uwielbiam te słowa! Wszyscy zachwycają się twórczością Weroniki więc sięgnęłam po nią i ja. Uważam, że jest okej, ale ma kilka mankamentów. Nie rozumiem wątku taty Jaśka, bo nic on tu nie wnosi. Podobnie jak kilka innych wątków, które oprócz podkręcenia atmosfery o kilka dodatkowych kłótni nie miały tam dla mnie sensu. Nie jestem fanką zakończenia i samej postaci mordercy. Czuję niedosyt. Ja, jako czytelnik śledzący jego łapanie, zupełnie nie rozumiem, co go skłoniło do pewnych decyzji. Dlaczego poszedł w taką, a nie inną stronę. To co zostało podane mi nie wystarcza. Niektóre wątki były okej. Matka Jaśka usiłująca odnaleźć syna czy rodzina walcząca z żałobą po stracie Kasi. Bardzo dobrze słuchało mi się historii w audiobooku.
Już po pierwszych kilku stronach wiedziałam, że będzie to prawdziwa uczta dla kryminalnej duszy. Doskonale przemyślana intryga i budowane powoli napięcie sprawiło, że przewracałam kolejne strony, zapominając o całym świecie. Jednak wisienką na torcie jest kreacja bohaterów. To ludzie tacy jak my. Po przejściach, które odcisnęły na nich niejeden ślad, powodując traumy, z którymi muszą się zmagać. Mający tajemnice, które szczelnie ukrywają w najgłębszych zakątkach siebie, nie pozwalając wyjść im na światło dzienne. To wszystko popycha ich do działań, które odcisną na nich piętno i które będą im towarzyszyć do końca życia. A świadomość, że się ich dopuścili, będzie zjadać ich od środka!
Uwielbiam, gdy w kryminałach oprócz zbrodni poruszane są też tematy trudne, które mogą dotyczyć niejednego z nas. Mam wtedy wrażenie, że czytam o prawdziwych ludziach, których mogę spotkać na ulicy, A nigdy nie wiadomo z czym zmaga się w tej chwili dana osoba i czy potrzebuje pomocy. Dzięki temu emocje towarzyszące przy lekturze są silniejsze, a przeczytana historia zostaje ze mną na dłużej.
Jeśli jeszcze się zastanawiasz czy sięgnąć po debiutancką powieść @weronikamathia, to już możesz przestać. Od razu sięgnij po książkę i daj się porwać tej historii. Będziesz pod wrażeniem zbudowanej intrygi, a zakończenie na pewno cię zaskoczy. A to najlepsze uczucie po przeczytaniu naprawdę dobrego kryminału. Polecam gorąco i czekam na kolejne książki. Mam nadzieję, że niedługo pojawi się kolejna ;)
Upalne lato, dom nazywany nawiedzonym, tajemnicze samobójstwo, śledztwo dwóch pogrążonych w żałobie ludzi oraz mała społeczność. Weronika Mathia w debiutanckim Żarze daje to, na jakie to literackie debiuty zawsze czekamy i jakie lubimy.
Sam środek niezwykle upalnego lata i lejący się z nieba żar panował tego dnia, kiedy Lena i Rafał udali się do położonego w sąsiedniej wsi opuszczonego domu, o którym to miejscowi mówią, jakoby by był nawiedzony. To tu dochodzi między nimi do nieporozumienia, a wieczorem chłopak zapukał z przeprosinami. I wszystko mogłoby być już dobrze, gdyby nazajutrz nie okazało się, że popełnił samobójstwo. Od tej pory Lena pogrążyła się w depresji i uzależnieniła od leków. Osiemnaście lat później wraca w te strony, wspomnienia wracają i znowu dochodzi do tragedii. Bez śladu znika jej syn, Jasiek. We wsi dochodzi ponownie do samobójczej śmierci siostrzenicy miejscowego policjanta, Jakuba Zommera. Lena i Kuba zrobią wszystko, by dowiedzieć się, co spotkało ich bliskich. Niestety wraz z rodzinnym dramatem, odżyją demony przeszłości, które na nowo atakują i zmuszają do konfrontacji.
Na takie debiuty warto czekać. Weronika Mathia doskonale wie i umie wbić czytelnika w fotel. Snuje mroczną, duszną i lepką opowieść, która od pierwszych stron zdolna jest paraliżować, dosłownie obezwładnić odbiorcę. Tka zdania, które są dosłownie silne niczym cios. Dodatkowo na miejsce akcji wybiera małą społeczność, a wiadomo nie od dziś, że do tego typu historii mam słabość. Tu tajemnica goni tajemnicę. Tu ludzie pamiętają to, co miało miejsce wcześniej. Znają się i siłą rzeczy dramat jednego nigdy nie pozostaje jedynie osobistym cierpieniem, ale szybko okazuje się, że także inni wiedzą o nim. Nie ma mowy o anonimowości, nie ma mowy o tym, by o czymś nie wiedzieć, by zostało zapomniane. Tu pamięć jest żywa, a wspomnienia tkwią w mieszkańcach nieustannie. Nowe zaś tragedie powodują, że przeszłość wraca niczym bumerang. Zwłaszcza, gdy dochodzi do podobnych do siebie wydarzeń. Tyle tylko, że Mathia zamyka swą opowieść w wąskim gronie osób i to im przyglądamy się. Wchodzimy w ich życie rodzinne, traumy i ból noszony od lat. Poznajemy to, co gryzie ich od dawna i o czym nie potrafią zapomnieć. A tematy, które porusza niosą znamie ciężkiego kalibru. Trudna relacja ojca i syna, depresja, lekomania, traumy z którymi nie potrafi się poradzić. Wszyscy tkwią w mroku, z którego nie potrafią się wydostać, a granica wytrzymałości jest cienka. I tu pojawia się niespodzianka. Otóż wydawałoby się, że nowa tragedia powinna ich załamać do reszty, sprawić, że już nie podniosą się. Tymczasem znajdują siły nie tylko, by zmierzyć się z nią ale również na swój sposób uporać się z tym, z czym zmagają się od lat.
Żar doskonale wywołuje ciarki na ciele. Tajemnicze rysunki ćmy, dom będący świadkiem zła i w którym dochodzi wciąż do nowych tragedii. To właśnie sprawia, że czujemy się niekomfortowo, a w głowie pojawia się milion przypuszczeń. Weronika Mathia sprytnie balansuje na granicy kryminału i dreszczowca, doskonale wie jak mylić tropy, wodzić czytelnika za nos i wrzucić w samo serce koszmaru, który roztacza coraz szersze kręgi i przybiera coraz to nowe odcienia. Wprowadza bohaterów, a zarazem nas samych w zdarzenia, od których nic już nie będzie takie samo. Od tego, co rozgrywa się nie będzie już odwrotu, a przyszłość wcale nie maluje się optymistycznie.
Weronika Mathia Żarem budzi apetyt na więcej i wywołuje wrażenie, że historia Leny i Jakuba dopiero się rozpoczyna i jeszcze nie padło w niej ostatnie zdanie. Udowadnia to, co powtarzam od lat, że Polska kryminałem silna.
W niewielkiej miejscowości dochodzi do śmierci nastolatki w okolicznościach podobnych do zdarzenia, które miało miejsce wiele lat wcześniej – zgadza się i miejsce i metoda. Czy sprawy są połączone? I co ukrywają mieszkańcy? Sprawę bada dziennikarka, która przede wszystkim pragnie odnaleźć zaginionego syna. Poruszające i dobrze wymyślone.
Chętnie sięgam po debiuty, szczególnie jeśli mogę poznać nowego autora i odkryć nowe, ciekawe ścieżki, którymni mnie poprowadzi.
"Żar" to debiut kryminalny, o którym wiele słyszałam, głównie pozytywnych opinii. Niestety ja jakoś nie dam rady ich podzielić, a przynajmniej nie do końca.
Zacznę od tego, że tak mniej więcej do połowy fabuła praktycznie w ogóle mnie nie wciągnęła. Dopiero później pojawiły się wątki, które przykuły mnie bardziej. Niestety w moim odczuciu było ich wszystkich jednak zbyt wiele i te, które były z mojej perspektywy istotne, jakoś tak się rozmyły i nie zostało poświęcone im tyle uwagi ile bym chciała. Momentami wkradał się zamęt, a niektóre kwestie były po prostu niedopracowane, zapomniane i spłaszczone.
Jeśli chodzi o boahterów, to tu niestety również nie do końca to wyszło. Z nikim nie poczułam więzi. Nie kibicowałam. Były to raczej osoby, po których było wiadomo, czego można się spodziewać. A ich osobowiści nie należały do skomplikowanych. Jedynie postać Rafała i jego historia dotknęły mnie w sposób znaczący i jego fragmentynajbardziej mnie przyciągały i interesowały. To co mu się przytrafiło jest niewyobrażalne.
Jednym z atutów książki, które bardzo lubię w kryminałach i thrillerach jest motyw narracji w różnych przestrzeniach czasowych, co pozwala na stopniowe odkrywanie tajemnic.
Podsumowując "Żar" to książka, której nie polecę i nie odradzę. Jest dobrze napisana, chociaż nie udało się uniknąć kilku drobnych błędów językowych. To dobra książka, na lżejszy czas. Raczej nie zostanie ze mną na dłużej. Niemniej uważam, że w autorce drzemie potencjał i na pewo będę sięgać po inne jej książki, jestem ciekawa, jak się rozwinie. "Szept" już dodałam do kolejki. :)
„Tajemnice są jak żar. Tlą się latami i wypalają dziury o nierównych brzegach.”
Genialna, wielowątkowa powieść, która momentami chwytała mnie za serce i poruszyła moją dusz��. Ta historia zostanie ze mną zapewne na długo. Duszny klimat małej miejscowości mnie pochłonął, a tajemnice nie dały spokoju póki nie poznałam finału tej historii.
Zagadka kryminalna była ciekawie skonstruowana. Wszystkie elementy układanki były przemyślane i sprawnie poprowadzone. Urzekł mnie wątek miłosny między bohaterami. Miłości, która została gwałtownie odebrana.
„Byli młodzi, szczęśliwi, mieli przed sobą przyszłość. Co mogło pójść nie tak? Wszystko.”
Kiedy Lena wyznaje miłość Rafałowi, on w ten sam dzień popełniania samobójstwo. Kilka lat później kobieta powraca do wsi gdzie się wychowała i zamieszkuje w rodzinnym domu z synem. Wspomnienia dają o sobie znać, a dramat sprzed lat powraca. Jasiek pewnego dnia poszedł na imprezę i przepada bez śladu, a jego dziewczyna popełnia samobójstwo, w tym samym opuszczonym domu co Rafał.. Lena łączy siły z aspirantem Jakubem by odnaleźć syna i ustalić co sk��oniło dziewczynę do takiego kroku. Do tego wszystkiego, ojciec Leny przed śmiercią wyjawia jej sekret, który wywraca jej życie do góry nogami. Czy krzywdy wyrządzone w przeszłości da się naprawić w przyszłości?
„Nocne motyle, które w milczeniu przyglądały się ich rozpaczy, złożyły kolorowe skrzydła na znak żałoby.”
Akcja powieści toczy się dwutorowo. Możemy w ten sposób poznać historię z perspektywy bohaterów jak są nastolatkami, a potem jak już są dorośli i zobaczyć jak trauma i sekrety wpływają na ich dalsze życie, jak to ich ukształtowało. Autorka od samego początku wprowadza czytelnika w stan niepokoju i zwodzi za nos podrzucając mylne tropy. Akcja toczy się powoli w swoim tempie, a tajemnica goni tajemnicę. Historia ta przepełniona jest bólem, rozpaczą za niespełnioną miłością oraz ludzkimi dramatami. Wykreowani bohaterowie są autentyczni i prawdziwi, nie pozbawieni wad, a każdy z nich ma własne problemy i demony. Pióro autorki jest lekkie i przyjemne, pełne plastycznych obrazów.
„Są w życiu takie tragedie, które zapowiadają koniec, ale są też takie, które mogą być początkiem czegoś nowego.”
Fenomenalny debiut! Gorąco zachęcam do lektury, warto zatracić się w emocjach i przeżyciach bohaterów. Czytając w ogóle nie odczuwa się, że jest to pierwsza powieść autorki. Takie debiuty uwielbiam!🫶 Takie książki chciałabym czytać cały czas. Czekam na kolejne dzieła autorki.🤭
Debiut Weroniki Mathii to książka przy której zupełnie nie odczułam, że autorka dopiero rozpoczyna swoją pisarską kariere. Autorom na początku czasami trudno zdecydować w którą strone powieść powinna się potoczyć, czasami niektóre wątki są niepotrzebne i zdarza się, że nie uda się do końca zbudować dobrze zagadki, tu natomiast nic takiego nie zaobserowałam. Wszystko zostało przemyślane i rozplanowane a całość jest bardzo spójna i logiczna.
Historia toczy się dwutorowo - teraz i dawniej, nie wszystkie osoby jednak z tej dawnej historii są ujawnione. Klimat nie jest duszny i ciężki jak często się to zdarza w takich opowieściach, ale właśnie żarzy się i wypala w duszy. Mamy tu sporo tajemnic i wydawać by się mogło dwie różne opowieści jednak w kulminacyjnym momencie sie one łączą i autorka nie raz ale dwukrotnie serwuje wielkie „bum”. Obie były zaskoczeniem choć to ta pierwsza dotycząca Marcela była największym. Druga tajemnica gdzieś mgliście się krystalizowała w mojej głowie w trakcie czytania jednak nie odebrało mi to zupełnie przyjemności z czytania. To jest taki motyw jakiego czytelnicy thrillerów wiedzą kiedy mogą się spodziewać.
Bardzo podobał mi się wątek który jest początkiem tej książki - Lena kocha Rafała, ale myśli że on jej nie, tymczasem to co na pierwszy rzut oka wydaje sie odrzuceniem ma zupełnie inne podłoże. Autorka skonstruowała to wszystko świetnie i troche wodzi czytelnika za nos. Losu Jaśka też nie sposób przewidzieć i takie nieprzewidywalne książki lubie najbardziej. Mocno polecam! Zaskoczy i wypali sie w was na długi czas😉.
Weronika Mathia zadebiutowała „Żarem” książką która z zachwytu nad nią spaliła wiele serc, czy moje też?
„Żar” to spotkanie z bohaterami mierzącymi się z wieloma negatywnymi emocjami. Lena Potocka jako nastolatka traci, Rafała swoją pierwszą miłość. Po latach spotyka ją kolejna tragedia kiedy zaginął jej syn, a jego dziewczyna popełnia samobójstwo. Te wydarzenia są punktem wyjścia - „pająkiem” który roztacza swoją pajęczą sieć na bohaterów łącząc ich tragicznymi wydarzeniami i tajemnicami. To osaczanie miało być zapowiedzią trzymającej w napięciu książki o której czytelnik długo nie zapomni.
Po lekturze czuję duży niedosyt. Liczyłam na książkę która wciągnie mnie, sprawi, że nie będę mogła się od niej oderwać. Niestety zabrakło mi w tej dość ciekawej historii akcji. Wszystko toczy się wolno i obok tego co pozwoliłoby stworzyć naprawdę dobry thriller psychologiczny, nie kryminał. Miałam wrażenie, które oczywiście może być mylne, że autorka bała się poprowadzić akcję w kierunku wydarzeń, które tak naprawdę nakręcały by całą akcję „Żaru”. Za dużo było tu opisów pobocznych, które nie budowały napięcia.
Oddać należy autorce, że tworząc historię na dwóch płaszczyznach czasowych doskonale je ze sobą łączyła, było spójnie i logicznie.
Mam nadzieję, że w „Szepcie” który czeka już na półce odnajdę to czego w „Żarze” mi zabrakło.
Dziennikarka Lena Potocka i aspirant Jakub Zommer są mniej więcej w tym samym wieku i pochodzą z tych samych okolic, gdzie Jakub, podobnie jak od wielu lat jego ojciec, jest obecnie policjantem. Natomiast Lena dawno temu opuściła rodzinną wieś, a obecnie do niej wróciła, aby zamieszkać z synem, Jaśkiem, który tu w tym roku będzie robił maturę.
Kiedy Lena miała piętnaście lat chłopak, z którym przeżywała pierwszą miłość, popełnił samobójstwo w opuszczonym wiejskim domu. Teraz, ponad dwadzieścia lat później w tym samym miejscu znalezione zostają zwłoki siostrzenicy Jakuba, Kasi, pierwszej dziewczyny Jaśka, a on sam zapada się pod ziemię.
„Żar” jest powieściowym debiutem autorki i w tej kategorii wygrał plebiscyt LC. Ale Weronika Mathia jako dziennikarka i współzałożycielka szkoły kreatywnego pisania przynajmniej teorię tajników warsztatu pisarskiego ma zapewne świetnie opanowaną. I to można w książce wyczuć. Wszystkie komponenty powieści są przemyślane i wycyzelowane: sceneria łącznie z motywem sugerowanym przez tytuł, losy bohaterów z nawiązaniem do podobieństw i przykrych niespodzianych różnic między przedstawicielami trzech pokoleń, odpowiedzialność osobista dwóch głównych postaci, Jakuba i Leny, za rozwikłanie tajemniczych zdarzeń, wreszcie struktura fabuły, czyli nie tylko dwa plany czasowe lecz również stopniowe ujawnianie przed czytelnikiem także tej wiedzy, którą Jakub i Lena posiadają od zawsze - a to wszystko po to, by eskalować napięcie.
No cóż, jeśli o mnie chodzi ten perfekcjonizm warsztatowy nie uratował miałkiego pomysłu na intrygę kryminalną, jej małej operacyjnej i społecznej wiarygodności. Nie wykluczam, że na niekorzystne wrażenie wpłynęła także nie najlepsza interpretacja audiobooka.