Prowadza mnie ludzie jest książką głównie przygodową. I opowieścią o tym, jak daję się prowadzić ludziom w solo podróży po Ameryce Południowej - przez osiem miesięcy. O setkach osobowości i twarzy. O sytuacjach w jakich przez nich - lub dzięki nim - się znajduję.
Styl pisania niczym jak wiadomość do przyjaciela, ale to właśnie poniekąd nadawało całej książce uroku. Szczerze, otwarcie, luźno, od czasu do czasu też bardziej "podręcznikowe" ciekawostki o odwiedzanych miejscach – dobry balans. Jeśli autorka zdecydowałaby się w przyszłości na kolejną książkę o swoich podróżach, na pewno chętnie bym przeczytała
Książka o długiej podróży, napisana tak, jakby autorka zdawała relacje przyjaciółce. Szczera, zabawna, zawiera wiele detali pomocnych jeżeli ktoś myśli o wybraniu się w opisywaną część świata.
Sam początek nie do końca mnie porwał, szczególnie język wydawał się trochę nienaturalny, pełen krótkich, urwanych myśli, które wybijały mnie z rytmu, jednak póżniej nawet się wkręciłam. W reportażu naprawdę dużo się dzieje. Cieszę się, że w relacje z codzienności w podróży przeplatane były dużą ilością informacji o historii odwiedzanych miejsc, lokalnych legendach, tradycjach i wierzeniach. Nie zabrakło też ciekawostek, które na własną rękę miałam ochotę zgłębić. Humor, dość specyficzny i może nie każdemu przypadający do gustu, w większości przypadków do mnie trafiał. Trochę żałuję, że stosunkowo mało miejsca poświęcono samej żegludze przez ocean, bo miałam nadzieję na więcej.
Książka ukazuje różne perspektywy i zupełnie inny tryb życia, zostawiając czytelnika z własnymi rozkminami. A przy okazji trudno nie być pod wrażeniem tego, jak odważnie Laura wychodzi ze swojej strefy komfortu.
"nie boję się ludzi. nie odczuwam strachu na myśl o obcym mężczyźnie. nie kreuję wyobrażeń, że chce mnie skrzywdzić. nie demonizuję. nie romantyzuję. przyjmuję ryzyko i jestem go świadoma. ufam ludziom, ale nie jestem naiwna" jakie piękne słowa człowieka o pięknej duszy