Blanka do niedawna prowadziła całkiem normalne życie: dysfunkcyjna rodzina, studia, próby wchodzenia w dorosłość na własnych zasadach. Wszystko zmienia zaginięcie jej młodszego brata. Pchana desperacką potrzebą działania, dziewczyna zawiera bardzo ryzykowny pakt i wkracza do świata, którego istnienia nigdy nie podejrzewała. Ramię w ramię z człowiekiem, od którego powinna uciekać jak najdalej, twarzą w twarz z ożywionymi legendami, pozna najgorsze bestie o wyglądzie aniołów i dobre dusze o potwornych obliczach. I choćby z całych sił chciała zapomnieć o tym, co widziała, jest już za późno. Nie ma odwrotu.
3.5⭐️ Bardzo udany debiut. Ciekawy świat z naprawdę fantastycznymi wątkami słowiańskich legend. Mimo kilku dłużyzn wątki w książce były udane i podobały mi się poszczególne sprawy, które rozwiązywali bohaterowie oraz to jaka była ich kulminacja. Jedyne co mnie kłuło to główna bohaterka.. Początkowo sprawia ona wrażenie dziwnie twardej i jakoś wyjątkowo szybko adaptuje się do sytuacji w której dowiaduje się o istnieniu klechd i różnych stworów z opowieści. Rokowało to dobrze, jakbyśmy mieli towarzyszyć bohaterce, która będzie nabierać coraz więcej charakteru. Jednak przez większość książki Blanka ma jakiś wybiórczy mutyzm i więcej myśli niż mówi, podczas gdy w rzeczywistosci stoi jak słup soli i się patrzy albo dostaje ataku paniki i utrudnia wszystko. Rozumiem wprowadzenie postaci introwertycznej i neurotycznej, fajnie mieć bohaterkę, która nie pozjadała wszystkich rozumów, ale ciągle milczenie Blanki z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej mnie irytowało.. miałam wrażenie, że ta dziewczyna jest tylko niemym obserwatorem akcji, który tylko wytrzeszcza na wszystko oczy, panikuje i tylko od czasu do czasu ma zryw odwagi i ratuje sytuację. Historia ma jednak duży potencjał i jestem naprawdę ciekawa co będzie dalej więc po kolejny tom zdecydowanie sięgnę.
Znakomity debiut - ciekawy pomysł podparty duża wiedza wykonany w przemyślany sposób.
Fantasy jest trudnym obszarem na pierwsze powieści, bardzo łatwo zasypać czytelnika na dzień dobry toną ekspozycji na świat zapominając o fabule. „Sądny Dzień” taki na szczęście nie jest - informacje dostajemy stopniowo gdy są potrzebne, a fabuła jest spójna, wartka i dynamiczna. Postaci wyraźnie zarysowane i dające się polubić.
Wykorzystanie legend jest super pomysłem i widać że autorka się na tym zna, fajnie zaimplementowano je w świecie.
Jeżeli mam się przyczepić do czegoś, to po pierwsze skoki narracji między postaciami, które w audiobooki nie były w żaden sposób oznaczone i czasem chwilę zajęło zanim się zorientowałem że coś się zmieni. Po drugie, retrospekcje mogłyby być w dialogach/opowieściach postaci a nie pełnych wielorozdzialowych historiach. Po trzecie, tempo jest szybkie i brakuje mi trochę krótkiego momentu gdzie relacja Sambora i Blanki mogłaby pooddychać i ewoluować bez akcji (może przez te retrospekcje oderwane od tej relacji).
Czekam na więcej, kawał solidnego fantasy. Podbijam trochę ocenę za debiut bo przerósł totalnie moje oczekiwania.
Naprawdę dobrze bawiłem się przy tej książce, mimo że sporo motywów już dobrze znałem. Mamy tu w sumie klasyczne polowanie na potwory (chociaż z Samem Winchesterem w spódnicy to gruba przesada) zmiksowane z dobrze znanymi legendami min o Twardowskim.
Podobał mi się zarówno świat jak i to że nie jest to znowu fantazy w Polsce skupione totalnie na słowiańskich bóstwach czy demonach. Trochę świeżości na rynku.
Główny zarzut mam do okolic połowy książki, gdzie dostajemy dość duże w swojej objętości back story głównego bohatera. Nie było ono jakoś wymagane w tym momencie i dla mnie dość mocno spowolniło akcje. Myślę, że ta opowieść świetnie sprawiła by się osobno jako jakieś opowiadanie, niekoniecznie jako część tej książki.
Ogólnie 4/5 z poleceniem, ale za debiut podciągam. Czekam na dalsze tomy.
Debiut, który ma szansę się rozkręcić. Książka wymaga pewnej cierpliwości od czytelnika, bo ilość poruszanych wątków jest spora. Może też pojawić się pytanie - jaka faktycznie, w tym całym legendowym zamieszaniu, jest rola naszeĵ bohaterki? Przyznaję, że momentami brakowało mi już cierpliwości i sprawdzałam ile stron mnie dzieli od końca. Zaczekajmy na kolejny tom. Jest szansa, że to, co w pisarce "buzowało" zostało już uwolnione i teraz będzie tylko lepiej i sensowniej.
O jakże frustrująca to była lektura. Bardzo chciałam, żeby była dobra. Rozważałam, analizowałam, wyjaśniałam sama sobie i tym wątpliwym szczęśliwcom, których nękałam w wiadomościach. Racjonalizowałam, wracałam myślami i nimi uciekałam.
Zanim jednak dojdę do źródła frustracji, skupię się na tym co jest dobre.
Bardzo podobał mi się świat przedstawiony, w którym klechdy i legendy żyją między ludźmi, prowadzą biznesy (legalne i szemrane) lub mieszkają na uboczu. Ciekawe miejsca i rozwiązania. Główny bohater – legendysta, który przypominał mi nieco współczesnego wiedźmina. Zarysowany oszczędnie, ale na tyle dobrze, że czytelnik z łatwością uzupełniał luki. Postać kompletna i sensowna, ze świetnie opisaną historią. Wszystko w nim mi pasowało.
Akcja książki trochę przypominała RPG. Bohaterowie musieli do kogoś iść i wypełnić zadanie, żeby ruszyć dalej. Na szczęście wyzwania są na tyle ciekawe i dobrze opracowane, żeby chciało się czytać dalej. To co przeszkadzało w przyjemności zanurzenia się w świecie pełnym słowiańskich demonów, diabelskich gadżetów i sekretów to główna bohaterka.
Bo jeśli miałabym opisać Biankę Dunin jednym słowem to byłoby to „wk****ąca”. Przez połowę książki liczyłam, że może w końcu wyhoduje sobie jaja, że weźmie się w garść i przestaniemy się wszyscy o nią potykać.
Bo takie miałam wrażenie. Że akcja się rozkręca, zaraz będzie gorąco, wszyscy skupieni i gotowi, a tutaj dziewucha ryczy, przeżywa załamanie nerwowe i ataki paniki. Naprawdę!?
Jak ktoś się nie nadaje do akcji to się go do tej akcji nie bierze. Jej motywacja do działania przywoływana kilka razy jest za słaba – owszem decyduje się nie być bierna jak jej ojciec, który tylko siedzi w fotelu, ale poza tym pierwszym krokiem – nadal jest wycofana. I nic nie robi tylko ryczy. Myślałam na początku, że dziewczyna się ogranie. Że będzie w niej jakaś iskra, moment zwrotny, kiedy wszystko zaklika i zacznie działać, myśleć. Wiecie – nawet Legalna blondynka zaliczyła moment zwrotny. A tutaj nic. Tylko smarki i drgawki.
I nawet zastanawiałam się czy celem nie była próba pokazania jakby to było naprawdę. Gdyby kogoś spotkało takie coś w życiu. Że wiecie tutaj studia, normalne żyćko i nagle bum – dowiadujesz się, że po sąsiedzku mieszka czart, a po ścianach wulgaryzmy smaruje słowiański demon. Ba! Widzisz tego demona, rozmawiasz z nim. Jak długo będziesz w szoku? Akceptujesz i żyjesz, albo stwierdzasz, że twój stan przemęczenia osiągnął limit i masz zwidy. I wracasz do domu.
I tak sobie myślę, że gdyby Bianka była tylko w pierwszej części jako zalążek całej historii, a dalej całość była oparta na legendyście i jego towarzyszach – ta historia byłaby świetna. Jakby wymazać dziewczynę z tekstu to i tak by się nic wielkiego nie stało.
Czytając miałam wrażenie, że autorka bardzo kocha swoją bohaterkę, dopieszcza ją, nieustannie podsuwa czytelnikowi drobnostki, że jest weganką, segreguje śmieci, ma tatuaże i septum (wspomina o nim chyba sześć razy), despotycznego ojca, zahukaną matkę. I niby jest w tym zalążek, żeby pokazać, że jest silna – że wyjechała z domu, że nie boi się wyróżniać, że ma swoje poglądy. Że jest jakaś.
Tylko, że nie jest.
I jeśli ta dziewucha ma uratować świat to zacznijmy korzystać z życia już teraz. Nie ma co odkładać na później, bo później raczej się nie wydarzy.
DNF na 30% Ojjjjj, chciałam polubić tę książkę. Z plusów: szybko się czyta i nie trzeba przy niej myśleć. Z minusów: nie trzeba przy niej myśleć.
Blanka jest postacią, którą można by usunąć z książki, i absolutnie nic by się nie zmieniło, a może nawet wyszłoby na plus, bo było krócej i zwięźlej. Jedyny moment inicjatywy wykazuje na początku, zamieszczając post na forum, a potem już samo się dzieje - to nie Blanka pcha akcję do przodu, a akcja pcha Blankę. Chociaż ciężko tu mówić o jakiejkolwiek akcji, bo nawet te momenty, które miały nią być, pozbawione są jakiegokolwiek napięcia. Owszem, mamy powiedziane, że atmosfera gęstnieje, że czai się niebezpieczeństwo… ale W OGÓLE tego nie czuć. Bo autorka nie trzyma się zasady „show, don’t tell”. Wszystko mamy powiedziane. A Blanka od razu płacze, przeraża się i ma atak paniki. Jezu, dawno nie wiedziałam tak niemrawej, irytującej, bezradnej i ciapowatej głównej bohaterki.
Już lepiej byłoby uczynić główną postacią tego stylizowanego na Wiedźmina legendystę, bo i tak on jest w środku każdej niby-akcji, on ma wiedzę i środki, by rozwiązywać pojawiające się problemy. Ale i tak jest nudny i niewystarczająco pogłębiony jako postać.
Problem też w tym, że nie dbam o żadną z postaci w tej książce. Ich losy są mi kompletnie obojętne, bo nikogo z nich nie poznajemy wystarczająco dobrze. Ciągnie się to jak flaki z olejem (prawie 550 stron!!!), ale głębi w tym tyle co nic. Widać, że autorka ma wiedzę o legendach i tego typu rzeczach, ale to nie wystarczy, żeby napisać ciekawą książkę, bo gdyby wyjąć te legendy i ciekawostki, w zasadzie nic by nie zostało. Niestety nie polecam.
Borutą, diabły ,święci ,legendy i inne stwory czy one aby na pewno są tylko legendami,a może żyją obok nas . Brat Blanki zaginął i nagle pojawia się tajemniczy małomówny ktoś kto może pomóc.wspaniale zbudowany świat z swoim folklorem i stworami. Świat książki jest pełen małych okruszków i wskazówek o legendarnym dniu klecht po którym legendy zaczną ożywać . Co się stanie jak diabły zaczną zadurzony przebywać z ludźmi i zaczną się stawać bardziej luccy . Podział diabłów na tych rogatych i synertyków,a tagrze korporację swiętych super pomysł i to jak się zachowywali dodało klimatu. Książka to nie jedno śledztwo a raczej jak zbiór kilku małych śledztw które jedno jest konsekwencją drugiego i razem prowadzą po drodze do uratowania brata Blanki. Napotkamy tu najróżniejsze stwory diabły morowe dziewice ,terantropy i inne. Sama Blanka też nie jest typową bohaterka która nagle wchodzi w magiczny świat i wszystko rozumie i rozwala na prawo i lewo tylko ona ma swoje słabości i jest niepewna ale próbuje dać radę . A legendysta też super wyszedł z jednej strony profesjonalny milczek ,a z drugiej otwiera się bardziej i chcę pomóc dowiadujemy się o nim coraz więcej i o jego motywacji. Fajny humor podobny do fajna . Dużo helikopterów i twardą welesówka. Jedynie koncówka książki mi się trochę dłużyła a potem takie nagłe zakończę i bohaterka która zaczeła się zmieniać,a na końcu wróciła do punktu wyjścia nie umiała działać , niby przez całą książkę mi się to podobało,ale końcówka się dłużyła . Ostatecznie polecam i nie przerażać się gabarytem jak na debiut
Bardzo, bardzo dobry debiut. Sprawnie napisany, owszem z potknięciami, ale pls, jeśli chodzi o poziom to niejeden już wydawany autor miałby się czego nauczyć. I zawsze jak się waham jak ocenić debiut, szczególnie w urban fantasy, przypominam sobie jak się zaczynała Heksalogia o wiedźmie Anety Jadowskiej i bardzo często orientuję się, że niewiele książek było tak złych jak pierwsze dwie części, a teraz mam prawie wszystko z Thornverse przeczytane. Więc tak, Sądny dzień jest bardzo dobrym debiutem, ale że to debiut krzyczy przede wszystkim jedna rzecz, ale to zaraz.
Coraz bardziej się przekonuję ostatnio, że lubię opowiadania i tutaj mamy trochę powieść, a trochę opowiadania. Bo jedno przechodzi zgrabnie w drugie, łączą się ze sobą i nawiązują do siebie, ale główny wątek każdego jest jednak bardzo mocno wyraźny i niby mamy sobie coś, co nam majaczy w tle i z każdym kolejnym opowiadaniem robi się coraz wyraźniejsze.
Przede wszystkim - to jaką wiedzę o legendach ma Jaga Moder i jak sprawnie wplata ją w fabułę bez napier*alania nas nią po mordzie zasługuje samo w sobie na pięć gwiazdek. Bardzo pięknie napisany świat, bardzo logicznie, ale tutaj raz zmarszczyłam brwi. Trochę za mało rozumiem jak ma działać magia per se. Nie to, że mamy istoty magiczne rodem z legend i klechd, nie to, jak Sambor je wygasza, nie to jak klechdy-istoty używają swoich umiejętności, tylko jak działa to, co sama książka nazywa magią. Bo z jednej strony autorka chciała dać tu jak najwięcej wyjaśnień i zbudować solidnie system magiczny, ale ostatecznie rozbija się to o to, że . Ale poza tym bez zarzutu. Bardzo podoba mi się język, to jak w różny sposób komunikują się bohaterowie i nie chodzi już nawet o to, że mają swoje powiedzonka czy mówią gwarą albo w średniopolskim. I to, jak sensowni są ci bohaterowie i że postępują tak jak byśmy się po nich spodziewali. I tak naprawdę to tutaj jest pies pogrzebany i tutaj przede wszystkim widać debiut. Nie przez to jak bohaterowie są napisani, tylko przez to, kto został wybrany na tego bohatera. Czy też bohaterkę. A bohaterką została Blanka. A Blankę można podsumować jednym cytatem z ostatniego rozdziału czy tam opowiadania:
Potarła się po policzku, próbując nie myśleć o końcu świata. I nie panikować. - Ehm... nie bardzo wiem, co ja właściwie powinnam... - Litości - przerwał X przewracając oczami.
I tak... Blanka bardzo dużo myśli, bardzo dużo panikuje, bardzo nie wie co ma robić, a my wszyscy przewracamy oczami i wołamy litości. To nie jest źle napisana bohaterka, ba! To jest bardzo logiczna bohaterka, z problemami, z traumami, jest rezultatem swojego wychowania, ma napady paniki, nie może wyksztusić z siebie słowa i bardzo często stoi i pyta cooo, ale jak tooo, czekaj, cooo, nie rozumiem, jak tooo, cooo.... i tak w koło Macieju. I nie ma znaczenia, że jest to sensowne. Nie ma znaczenia, że jest to logiczne zachowanie i wynika z tego, jaką Blanka jest osobą i z tego, że kurczę, po wielkim szoku, który przeżyła w pierwszym opowiadaniu, te pozostałe dzieją się po prostu dzień po dniu, więc to byłoby dziwne, gdyby nagle była królową odwagi i ogarnięcia. To nie o to chodzi. Ja po prostu nie mam ochoty czytać o kimś takim.
Nie chcę czytać o kimś, kto mnie tak niemiłosiernie wkurwia tym staniem, tym brakiem działania, tym, że fabuła to nią rzuca na prawo i lewo, bo niewiele tutaj rozwoju postaci, bo za mało czasu minęło, ale damn, to rola autorki jest, żeby minęło go trochę więcej, i żeby bohaterka mogła się rozwinąć. Bo jasne, można napisac kogoś, kto ma napady paniki, kto ledwo daje radę z życiem i stara się nie rozsypać i świetnie by się czytało. Ale to powieść, nie życie, więc albo tę bohaterkę rozsypujemy, albo pozwalamy jej się odbić, a tutaj tego brak. Myślałam, że mało kto jest w stanie mnie tak wnerwić jak Tinnstra z We Are the Dead Mike'a Shackle'a, a jednak... Bo z tą bohaterką coś się działo, a z Blanką nie. Tylko: cooo? Nieee, ja niee, cooo, nie rozumiem, ale jaaakkk... I z jednej strony gardzi ojcem, który siedzi w fotelu i nic nie jest w stanie zrobić, a z drugiej... ona też nie jest, bo idzie, idzie, i próbuje, ale niewiele faktycznie z tego wychodzi. I znów - jest to bardzo realne, ale powieść to nie świat realny i bohaterka nie może tkwić w panice i marazmie przez całą książkę, bo czytelnik po prostu ją rzuci.
I to by było na tyle, ponarzekalam, pochwaliłam, kolejną część na pewno przeczytam. O.
Aaaaa jednak nie koniec. Lektorze audiobooka, na litość boską, co z tego, że smsy są napisane bez polskich znaków, nasze mózgi jak czytają takie wiadomości, to czytają je już jak trzeba bo tak działa czytanie i damn, czytanie audiobooka tak jak jest napisane jest denerwujące i bardzo, bardzo kwestionuję ten wybór.
Koniec narzekania. Poproszę jeszcze i poproszę o wątek ogarnięcie Blanki, bo w drugiej książce nie daruję.
Nie wiem, o co chodzi, ale gdy Fabryka wydaje coś napisanego przez faceta, to powieść tylko mnie wkurza, a jeśli robi to kobieta, to całkowicie się angażuję w losy bohaterów. Potrzebuję kogoś, kto w końcu to przełamie, ale nie będzie to Jaga, bo książka Jagi była naprawdę spoko.
4,25★|5 Takich debiutów właśnie potrzebuję w swoim życiu. Ogromny szacunek dla osoby autorskiej za pracę jaką włożyła, za przeprowadzony research oraz fakt, że zadała sobie tak wiele trudu, aby konsultować swą prace również ze znawcami tematu (osoby wymienione w podziękowaniach, polecam doczytać!).
Jako czytelniczka, otrzymałam kawałek dobrego fantasy, z bohaterami, którzy mimo wszystko proszą się o rozwinięcie w przyszłości (postać Blanki zdawała się nieco mdła, zbytnio rozhisteryzowana - naprawdę starałam się znaleźć dla niej odrobinę wyrozumiałości). Czasami odnosiłam wrażenie, że obecność jej i Sambora staje się mniej istotna w zetknięciu z dużo ciekawszymi drugoplnowymi bohaterami.
Bardzo miło jest widzieć ogrom wiedzy który autorka włożyła w tę książkę. Wielkie brawa za research zwłaszcza w kwestii lokalizacji, bo na spokojnie mogłabym odwiedzić te wszystkie miejsca i mieć pewność, że dokładnie tam je znajdę.
Widzę bardzo dużo potencjał w stylu pisania i w kierunku w jakim postanowiła pójść autorka. Osobiście jednak tak jak doceniam opisowość świata przedstawionego to miejscami było to dla mnie aż za wiele.
Mój problem ze skupieniem mógł wynikać z czynników zewnętrznych, ale trudno mi było się zaangażować.
Bardzo pyszny debiut! Fantastycznie się coś czytało. Coś nowego, oprócz Słowian którzy przejmują teraz rynek. To też nasze, ale legendy. Fajnie przedstawione. Już przebieram nogami na kolejny tom! Dawać już go szybko!
Spoiler alert! Nie całowali się. 😣
This entire review has been hidden because of spoilers.
Bardzo ciekawy debiut - z chęcią przeczytam następne tomy (ten koniec!). Kojarzy mi się z grami RPG gdzie każde spotkanie kieruje w nową stronę i popycha główny wątek do przodu co jest ciekawym zabiegiem.
Książka jednocześnie wyraźnie współczesna, jak i konstrukcją i motywami mocno kojarząca się z "fabrycznymi klasykami" - książka jako zestaw opowiadań z ciągłą fabułą, bohaterka stopniowo wchodząca do nadprzyrodzonego świata, bohater jest ponury i cierpiący oraz z tragicznym backstory, ale przynajmniej ma zabawki w najnowszych, czarcio wspomaganych technologiach (i z jakiegoś niepojętego powodu diabelską teslę), sceny walk z bardzo specjalnym mieczem... Ale jednocześnie bohaterka jest dobrze zarysowana (tu warto zaznaczyć, że świetnie ukazana jest jej motywacja przeciwko pozostawaniu bierną) i jej stopniowe zyskiwanie sprawczości w przerastających "cielaka" sytuacjach. No i jest traktowana przez bohatera i większość innych postaci poważnie: od jej umiejętności po wegańską dietę. Było to miłe. Doceniam też, że mimo swej całościowej mroczności legendysta zaadaptował się do współczesności i na tyle przepracował tragedię, że jest w stanie nawiązać zdrowe relacje z innymi ludźmi i nieludźmi. System klechd z istniejącymi równolegle i przenikającymi się wierzeniami powiązanymi z demonologią i religią jest zbudowany logicznie, a system magii - chociaż nie ma o nim zbyt wiele - wydaje się sensowny i jestem ciekawa, jak zostanie rozwinięty w drugim tomie.
Podsumowując: jeśli lubicie klasyczną fabryczną formę, ale potrzebujecie czegoś bardziej we współczesnej 3 gwiazdki bo od bardzo dawna nie miałam tak wielkiej ochoty przeskoczyć całej jednej części książki oraz... Nie wiem, czy są powody, by była aż taka długa (ale może to być osobista preferencja do zwięzłości).
Bardzo sympatyczny debiut. Wkradły się dłużyzny i pewne nieścisłości, akcja też czasami traci tępo, ale ogólnie świetna rozrywka, całkiem dobrze napisana. Na pewno będę wyglądać kontynuacji
Pewnego dnia z bratem Blanki całkowicie urywa się kontakt i wszyscy zamartwiają się co się z chłopakiem stało. Z uwagi na to, że chłopak jest prawie osobą dorosłą to policja nie jest skora do uruchamiania zawczasu jakichkolwiek poszukiwań. Blanka nie chce siedzieć i czekać aż samo się wszystko wyjaśni tylko bierze sprawy w swoje ręce. To uruchamia lawinę niespotykanych wydarzeń, których nie można zapomnieć.
Niestety ta pozycja od samego początku nie była dla mnie. Nie poczułam niczego co mogłoby mnie złapać i zaangażować w tę pozycję. Zacznijmy od tego co było najbardziej irytujące - sama główna bohaterka. To jest jedna z tych książek gdzie dochodzi do zdumiewającego zabiegu, że książka toruje sobie drogę do przodu, a Blanka z jakiegoś niewyjaśnionego powodu stoi w miejscu. To nie jej czyny popychają fabułę tylko pozostali bohaterowie robią sporo roboty, a ona próbuje zmieścić się w tej narzuconej ramce, a przy okazji dostanie ataku płaczu, paniki oraz histerii i na tym jej rola się kończy. Tej postaci brakuje jakiegokolwiek pazura, charakteru, jakiegoś wewnętrznego buntu, złości, kiedy patrzy na swój los. Blanka jest, bo jest, ale jakby znikła to czytelnik wzruszy ramionami i skupi się na tych innych postaciach. Oprócz irytującej do granic możliwości bohaterki, pojawia się mnóstwo akapitów z opisami, które są w dużej części albo do skrócenia albo do pominięcia. Akcja książki była bardzo mało angażująca i praktycznie wszystko potrafiło rozproszyć moją uwagę. Wracałam do książki, żeby ją mimo wszystko dokończyć i nie ma co ukrywać, trochę interesował mnie ten słowiański klimat. Akurat tego ostatniego jest ogromna ilość. Widać, że tutaj wiele rzeczy było sprawdzane, a autora musiała ogrom pracy włożyć, żeby to wszystko wpleść w fabułę.
Doceniam ten ostatni punkt, więc zostawiam 1,5 gwiazdki. Chciałabym dać więcej, ale nie lubię bohaterów, którzy są maksymalnie męczący. Wiele rozległych opisów można przejść i popsioczyć na nie, ale jeżeli nie czuć tego minimalnego "czegoś" do głównego bohatera to dla mnie z tej mąki nie wychodzi dobry chlebek.
Blanka jest momentami mocno irytująca, a konstrukcja pt. od zadania do zadania, od Annasza do Kajfasza, nie jest moją ulubioną, ale jednocześnie cała powieść jest bardzo inteligentna, wciągająca, świat legend jest superciekawy, nooo i propsy za Panienkę (absolutnie przerażająca!) i za największe serducho książki, pana niedźwiedzia ❤️
Ale to było fajne! Ok, może troszkę mi zajęło czasu, ale naprawdę pozytyw. Widać dużą wiedzę autorki o legendach i wierzeniach polskich, widać świetne pióro, naprawdę dobrze napisana historia. Widziałam kilka opinii, że główna bohaterka jest wkurzająca i faktycznie dla mnie też taka była, ale w sumie dzięki temu historia wydawała się..prawdziwsza - po tylu historiach, gdzie główna bohaterka od razu odnajduje się w nowej roli i się w niej świetnie spełnia, tutaj to nieogarnięcie się Blanki i jej ciągły strach dodał historii autentyczności, jak dla mnie. Znów: naprawdę dobra lektura. Już czekam na kolejną część.
Jaga Moder przenosi świat legend do współczesnej Polski i przedstawia znane nam miejsca w zupełnie nowy sposób. Przepełnione magią i potworami lokacje pobudzają wyobraźnię czytelnika, któremu ciężko będzie oderwać się od tej historii. Wynika to z faktu, iż autorka bardzo umiejętnie dawkuje informacje, przez co chęć poznania dalszych losów bohaterów stale rośnie!
Historia fajna, ale główna bohaterka odjechała mi totalnie. Jest tam po prostu niepotrzebna. Jeśli miałam jej nie lubić, to cel osiągnięty. Jest niespójna, brak większego obudowania tej postaci, jej zachowania i reakcje są dla mnie niewytłumaczalne, naciągane, głupie. Do tego język: używanie angielskich słów, które mają utrwalone polskie odpowiedniki są kompletnie niewytłumaczalne, traktuję je jak głupią manierę. A już pisownia "fuckin' " - absolutnie nie! (akceptowalne, gdyby to była część cytowanej pisanej konwersacji, ale nie z pozycji narratorskiej).
Początek był spoko, potem było super, aż do historii Legendysty-to był tak potworny usypiacz, że już nie czułam takiej zabawy w czasie czytania i mocno zastanawiałam się nad porzuceniem lektury jeszcze na 90% miałam takie myśli. Ostatnie strony znowu były super i coś się działo. Uważam, że fragment z historią Sambora zupełnie zbędny i dużo bardziej podobałaby mi się książka gdyby tego usypiacza nie było.
Dzień dobry, robaczki! Przychodzę dzisiaj do Was z kolejną iście klimatyczną historią na tegoroczną jesień. Lubicie, gdy w książkach pojawiają się nawiązania do legend?
“Sądny dzień” pozytywnie mnie zaskoczył. Bardzo podobało mi się, że przygody Blanki i Sambora nie toczą się tylko w jednym, a w kilku miejscach. Dzięki temu miałam możliwość przeżyć wspaniałą przygodę w kilku miejscowościach, nawet dobrze mi znanych, jak Łódź, Poznań czy Warszawa (i wielu innych, których nie wymieniłam). To było bardzo przyjemne doświadczenie i budziło mojego wewnętrznego ducha przygody.
Główna bohaterka zyskała moją sympatię od razu, choć nie jest idealna. Z pewnością wyróżnia się w powszechnie panującej modzie na postacie niczym Lara Croft. Tutaj mamy dziewczynę, która zrobi wszystko, by ocalić brata, a z drugiej strony nie jest pozbawiona wad, zmaga się z problemami natury emocjonalnej i próbuje odnaleźć się w nowej otaczającej ją rzeczywistości. I choć jej napady paniki z początku były dla mnie zrozumiałe, tak potem po cichu liczyłam, że może stanie się ciut pewniejsza siebie. Liczę, że w następnym tomie dostaniemy więcej odważnej Blanki, która ma naprawdę duży potencjał. Sambor z początku to istna zagadka, której rozwiązanie okazało się być bardzo bolesne. Sposób, w jaki autorka ukazała jego przeszłość, był ciekawym zabiegiem, choć zmiana perspektywy z początku mnie zaskoczyła.
Fabuła jest wciągająca i pełna przeróżnych, barwnych postaci drugoplanowych, żywcem wyjętych z legend. Muszę przyznać, że w połączeniu z dobrze oddanym poczuciem humoru stworzyło to przyjemną, komfortową mieszankę dla czytelniczej duszy. Zbyt wiele Wam z niej nie zdradzę, bo łatwo o spoiler, a to grzech ciężki, nieprawdaż?
Jeśli macie ochotę na odświeżające urban fantasy, to “Sądny dzień” poleca się na przeczytanie! A ja już czekam na kontynuację.
Świetny temat, polskie klechdy i legendy są serio mało tkniętym kawałkiem ziemi, który się aż prosił o użycie. Bardzo się cieszyłam na tę pozycję i w zasadzie nadal się cieszę, ze to przeczytałam, ale no cóż, trochę rzeczy tu nie zagrało.
Początek jest dobrze napisany, wprowadza i odrazu zaciekawia.
No alee…
W Y B I T N I E irytująca postać Blanki, bardzo chciałabym się dowiedzieć czy ten zabieg był celowy, serio! Neurotyczka na miarę dzisiejszych czasów. Z tekstu wnioskuję, ze w życiu najlepiej wychodziło jej poprawianie przekrzywionego septum i odwieczne starania w dziedzinie nie bycia swoim ojcem (swoją droga spoko wątek!).
Sambor to taki trochę Wiedzmin, ale jeździ Tesla i ma iPhone podrasowany przez diabła Borutę :) spoko postać, chociaż jak dla mnie jego historie można jeszcze pogłębić. Wątek wprowadzający do jego przeszłości był jednym z najciekawszych w książce.
Dużo w moim odczuciu niepotrzebnych akapitów złożyło się na ciut za długa książkę. No serio, czytanie o myciu i segregacji pojemnika po kateringu pudełkowym to jest troszkę too much :)
ta książka miała potencjał. chyba. no ale właśnie problem taki że potencjał miała, a został totalnie niewykorzystany.
pomyśl jak najbardziej oryginały - nie spotkałam się jeszcze z taką historią, ale błagam to było tak nudne.
zaczynając od tego że absolutnie nic mnie w tej książce nie zaskoczyło to blanka była tak useless postacią że myślałam że będę płakać 😭 i mean przez połowę książki chodziła za samoborem i dostawała ataków paniki 👍👍
sam pomysł na te wszystkie legendy i tak dalej jak najbardziej spoko, ale niestety pomysł to nie wszystko. ważne jest wykonanie. a tutaj wykonanie mnie bardzo rozczarowało.
Mam mieszane uczucia względem tej książki. Całkiem dobrze mi się ją czytało, i naprawdę podoba mi się pomysł na świat i wykorzystanie klechd. Jednocześnie główna bohaterka przez znakomitą większość książki jest całkowicie bezużyteczna, i chociaż widać że to było celowe, i jej strach jest wiarygodny psychologicznie, to jednak w pewnym momencie robi się to irytujące. Aż się zastanawiałam, po co Sambor ją ze sobą wszędzie ciąga. A jeżeli chodzi o samego Sambora... chyba miał być cool, ale wyszedł karykaturalnie: "o taki jest edgy, patrzcie!". No i taki współczesny Geralt w Tesli bawi mnie niezmiernie, chociaż nie sądzę, żeby taka była intencja autorki
Książka podobała mi się bardzo. Przede wszystkim świetny język, także ten stylizowany. Nieufna jestem kiedy w książce pojawia się zbyt dużo powtórzeń, tutaj tak nie było. Czułam się trochę jakbym czytała Bestiariusz polski ale sfabularyzowany i wciągnęło mnie to ogromnie. Nie mogłam się oderwać od czytania także z tego powodu, że przez dość długi czas autorka nie wyjawia wprost kim jest Sambor. Co do zarzutów wobec głównej bohaterki - rzeczywiście biorąc pod uwagę okładkę książki można było się spodziewać, że trochę jednak więcej będzie o niej czy o jej rodzinie. Jej kreacja jest dla mnie jednak spoko. Nie każdy bohater musi urodzić się jako Rambo lub takim się stawać w miarę rozwoju fabuły. Takie przedstawienie Blanki może być nawet ciekawym zagraniem bo w książkach najczęściej bohaterowie tak bardzo ewoluują że przestają momentami przypominać siebie. Tak jakby nie mogli być znerwicowani i lękliwi. Po prostu. Biorąc pod uwagę że zamiarem autorki było zabranie czytelnika w świat mitologii słowiańskiej a nie wiwisekcja psychologiczna bohaterki i jej środowiska - debiut mega udany. Trzeba było się jakoś zaczepić by przez ten świat przeprowadzić. Jedyna rzecz która jakoś zaczęła mnie irytować w ciągu czytania to określanie ojca Blanki „starym Duninem”. Od razu wyobraziłam sobie sędziwego starca w fotelu tymczasem Blanka i jej brat (zaraz po maturze) raczej nie powinni mieć rodziców po 70tce.