Czym jest puszcza? Gdy człowiek słyszy to słowo, od razu stają mu przed oczami majestatyczne dęby, których korony zasłaniają niebo. Stare i grube albo martwe i gnijące. Musi być ciemno i wilgotno. Gdzieś w tle przebiegnie łoś, a nocą zawyją wilki. A to przecież zupełnie nie tak. Mówiąc o puszczy, nie można mieć na myśli tylko drzew. Bo puszcza to tak naprawdę mozaika. Na przykład boru, bagna i łąki. Mogą się w niej kryć średniowieczne grodzisko na skraju wielkiego moczaru i zgliszcza tartaku, gdzie słychać jeszcze echa wielkiej wojny. Albo most, na którym biesiadowali kiedyś mieszkańcy nieistniejącej już wsi. Czy piwnice, w których trzymali kiszonki, a w których dziś zimują gacki. Mieści się w niej też uczucie, które sto lat temu zakiełkowało pośród mokradeł między parą obiecujących naukowców. I sosnowy las, który razem zasadzili na progu europejskiej stolicy, gdy ta dopiero podnosiła się z ruin. A potem obwołali go parkiem narodowym. Tym wszystkim jest Puszcza Kampinoska, zielona siostra Warszawy.
Chciałam poczytać o puszczy. No i poczytałam. A przy okazji o archeologii, o nietoperzach, o tym, jak się żyło w Kampinosie jeszcze całkiem niedawno, a także o pewnym wojennym epizodzie. I co o puszczy mówią leśnicy. Fascynujące, choć nie wszystkie z tych mini-esejów z pogranicza antropologii, kultury, ekologii i przyrody porwały mnie z jednakową mocą.
Nie do końca to, czego się spodziewałam sięgając po tą książkę, ale zaprezentowane różne punkty widzenia (m.in. archeolog, partyzant, leśniczy) były na tyle ciekawe, że nie żałuję lektury. Trochę mylące było, że w przypadku niektórych rozdziałów (esejów) trudne było odczytanie, kim jest narrator. Autor na potrzeby niektórych rozdziałów przyjmował punkt widzenia żyjących (lub fabularyzowanych) postaci – co samo w sobie było ciekawym zabiegiem i zapewne miało uatrakcyjnić odbiór treści, ale bardziej przemawiały do mnie te części, gdzie Autor odnosił się bezpośrednio do swoich doświadczeń. W dalszych rozdziałach powracają w ramach nawiązań pewne wątki (głównie dotyczące zasłużonych dla Kampinoskiego Parku Narodowego), ale w sposób raczej nienachalny i nie zacieśniający narracji.
W tę książkę trzeba wejść odpowiednio natrojonym, bo ma w sobie eseistyczne nieuporządkowanie, rozmiłowanie w słowach i wielowątkowości. I kiedy się Kampinos kocha jak ja i traktuje właśnie jako domowy las, to się w słowa Robińskiego i opowieści jego bohaterek i bohaterów wchodzi jak w masło. Czy dużo się dowiedziałam? Trochę, choćby o nietoperzach. I to właśnie dwa rozdziały najbliżej kampinoskiej flory i fauny wciągnęły mnie najbardziej. Czy znaczy to, że inne mnie znudziły? Skądże, trochę sprofilowały moje patrzenie na puszczę, rozumienie tego bliskiego lasu, który powstał z miłości wielu ludzi. I jak to poliamoryczne dziecko, jednolity nie będzie, podobnie jak opowieść o nim.
Z początku nie mogłam się przekonać ale po drugim rozdziale już było łatwiej. Autor chętnie oddaje narrację swoim bohaterom, co czasem mnie myliło ale ostatecznie jednak przekonało. Dowiedziałam się dużo nowych rzeczy, szczególnie o miejscach i wsiach które powoli znikają, zarastane przez sosny (te zasadzone w ramach sztucznych nasadzeń), czeremch (ostatecznie uznanych za gatunek inwazyjny, po entuzjastycznym obsadzaniu) i zasiedlane przez liczne nietoperze.
Nieokrzesany strumień świadomości autora, skakanie od tematu do tematu, na dodatek część z nich właściwie niczego nie wnosi. Po tej lekturze nie dowiedziałem się absolutnie niczego nowego o Puszczy Kampinoskiej, a byłem w niej zaledwie raz, czyli raczej nie oczekuję opasłego eksperckiego tomu. Tylko właśnie reportażu przybliżającego Kampinos, którego niestety nie dostałem.
Każdy rozdział, a może esej czy osobny reportaż to zupełnie inny kawałek opowieści o puszczy. Może dlatego czasem są nierówne, czasem więcej wyobrażeń i domysłów niż faktów, a niekiedy więcej ludzi niż przyrody. Może dlatego dość często odkładałam tę książkę. Ostatecznie, bardzo wartościowa! Ja sama kocham Puszczę Kampinoską i cieszę się że ta książka powstała. Chcę więcej książek o puszczy! :)
Dużo historyjek w żaden sposób ze sobą nie połączonych, oprócz tego że puszcza i puszcza, a o tej puszczy to i tak zbyt wiele się nie dowiemy. Forma się nie klei w jedną całość, a połapać się w tym wszystkim ciężko bo rozstrzał jest duży. Tak jak bardzo lubie anegdotki i historie regionalne, tak to nie było w żaden sposób interesujące. Książka bardzo przeze mnie męczona, w ostatnim rozdziale już się poddałam. Nie dla mnie takie lanie wody.
Na plus jedynie rozdział o Ławach, chyba po prostu czegoś takiego oczekiwałam, więcej o ludziach i życiu. Zamiast tego mamy pierdy o nietoperzach i sosnach. Nieładnie.