2,5⭐
"Moce, żywioły, demony i krucha dziewczyna. Opowieść o siostrzeństwie i sile miłości". Tak zapowiada tę historię polski blurb.
Sprawdźmy więc na ile się to ma do rzeczywistości.
Moce - cóż, moce są. Ale wiemy o nich tyle, co kot napłakał.
Żywioły - to chyba jedyne, co w tym blurbie się zgadza.
Demony - cóż, one są trochę jak powietrze. Jest wszędzie, cały czas, ale dopiero, gdy ktoś ci przypomni, że musisz oddychać, zaczynasz być tego świadomym.
Krucha dziewczyna - Vianne dość dobitnie poświęciła jakieś 10 stron tej historii by wykrzyczeć, iż nie jest "krucha" ani "delikatna".
Siostrzeństwo - bohaterka ma siostry. To chyba tyle.
Siła miłości - o bogowie weźcie mnie, bo wykorkuję.
Prawda jest taka, że do tej pozycji podchodziłam sceptycznie. Motyw czarów i wiedźm był wykorzystywany już na wszelkie sposoby, więc ciekawiło mnie, jaką perspektywę obierze ta historia. Jednocześnie za tłumaczenie wziął się Jaguar, który stety bądź niestety sięga po książki oparte na romansach. Jako dzielna przedstawicielka odłamu anty-romansideł byłam nieco spanikowana, ale przepiękna okładka mnie ostatecznie skusiła.
No i się przejechałam.
Tak naprawdę gdyby nie ten wątek romantyczny to ocena byłaby wyższa - nie wysoka, ale wyższa, ponieważ "Siostra gwiazd" jest w praktyce domestic opowieścią o dziewczynie, która pokonuje ciężką chorobę i powoli wraca do świata sprzed niej. Tylko ten wątek rozbija kilka elementów, które powinny być niezwykle ważne dla fabuły, a są potraktowane po macoszemu.
Pierwszy to magia. Tu nie ma żadnej ekspozycji - nie wiemy jak magia działa, jakie są jej granice, kto się nią posługuje, nic. Dostajemy kilka nazw rodzajowych (które ostatecznie nijak się mają do dalszych wydarzeń), jakiś podział na wiedźmy i magów, który nie zostaje podjęty w wyjaśnieniach, oraz świat. Świat, którego do tej pory nie potrafię rozgryźć, ponieważ z jednej strony mamy rycerzy, Loże, zamki oraz zakony, z drugiej spodnie, samochody i współczesne miasta. O ile osadzenie akcji na szlaku francuskich zamków jest świetne, o tyle nie dostajemy żadnego przedziału czasowego akcji. To trochę tak, jakby autorka nie chciała go określać, ponieważ sama nie była co do niego pewna, i z jednej strony potrzebowała średniowiecznego klimatu, a z drugiej musiało być wystarczająco współcześnie, by móc "działać".
Podobnie jest z inspiracjami. Wrzucamy tu recytowanie zaklęć, magię ziół i roślin, inne wymiary, magiczne artefakty, legendy arturiańskie, demony, francuskie klimaty i czego dusza zapragnie. A to, że jeden element z drugim się nie łączy, nie ma znaczenia. Po podejściu do lodówki i wrzuceniu do garnka wszystkich ulubionych elementów spożywczych możnaby otrzymać bardziej sensowną mieszankę niż tutaj.
Drugim są demony. Które niby atakują ten świat, można je spotkać na każdym kroku, są niebezpieczne do tego stopnia, że ludność jest ewakuowana za granicę. Ale... Tego nigdzie nie widać? Oprócz spontanicznych dwóch czy trzech ataków nie ma nic. A ponoć jest to niezwykle paląca sprawa, która zajmuje umysły wszystkich rządzących.
Sama intryga, która ma tutaj miejsce, nie jest czytelnikowi wytłumaczona. Jest jakiś król demonów, jakaś rada, loża, kongregacja czy inna konfederacja, ale główna bohaterka jest wciągnięta w to wszystko tak ni z gruchy ni z pietruchy, że w sumie to nie wiem po co ona tam tak naprawdę jest.
Trzecim są sami bohaterowie.
W chwili, gdy zdałam sobie z tego sprawę, poczułam, jakbym doznała oświecenia. Bohaterowie tu są niczym innym jak zrzynką z Dworów Sary J. Maas. Przypadkowo czy nie, ta analogia istnieje.
Vianne jest Feyrą, ponieważ oprócz łącznika w postaci bycia MC jest również tą wybraną, tą "lepszą", która dostaje love interest, która jest gotowa skopać tyłek bądź uwieść przeciwnika, albo najlepiej oba naraz.
Maëlle to odbicie Elaine - obie są równie delikatne i równie nieistotne dla fabuły.
Aimée jest Nestą, ponieważ kreuje się je na równie butne, niedostępne i podpadające pod określenie "bitch".
Caleb, który w całą historię (po raz kolejny) został wkręcony troche bez sensu, ma być Cassianem, tylko bardziej rozpuszczonym, tajemniczym i demonicznym (co nie wychodzi, ale cóż. Tutaj wiele rzeczy nie wychodzi).
Reszta bohaterów, oprócz Ezry, któremu poświęcę inny wątek, choć z początku wydaje się niezwykle istotna i ciekawa, odpada gdzieś przy side questach czy próbach rozwiązania/zawiązania fabuły.
Czwartym jest to, co mnie tutaj bolało najbardziej, czyli wątek romantyczny.
Który przebiega mniej więcej tak: Vianne dostaje kosza, Vianne stwierdza, że miłość do Ezry była nastoletnim wygłupem i zrodziła się z widma przedwczesnej śmierci, Vianne spotyka Ezrę i robi wszystko, by ten ją zauważył, ale wmawia czytelnikowi, że jest odwrotnie; Vianne ciągnie tę szopkę przez 300 stron; Ezra całuje Vianne, ale pocałunek dramatycznie przerywa jego narzeczona, która w sumie ma wylane na to, że jej przyszły mąż obściskuje się z jakąś dziewczyną; Vianne jest wściekła; Vianne przesypia się z Ezrą. Koniec.
I tam jest jakaś próba z udowadnia związku z Ashem na początku, ale po 200 stronach zbędny Ash zostaje wysłany... gdzieś tam, i nigdy nie wraca jako ważna postać, nieważne ile razy nam podkreślała jak to wiele jego obecność dla niej znaczy.
Z 450 stron tej książki, gdyby wyciągnąć cały wątek romantyczny, zostałoby może 200? W porywach do 250 stron książki. Która okazałaby się jakimś bełkotem bez ładu i składu, wciskaniem polityki, której nikt nie rozumie, i motywów magicznych, których nikt nigdy nie wykorzysta.
W zasadzie ta część nieskażona miłosnymi uniesieniami Vianne bardzo mi przypominała niedawno czytane "Zasady magii", tylko że tam relacje rodzinne grały pierwsze skrzypce. Tutaj próbuje się zbudować takie samo wrażenie, ale gdy przychodzi moment przełomowy dla związku Vianne i Ezry siostry odchodzą w odstawkę.
Każdy element tej książki jest trochę jak rekwizyty na scenie w teatrze - zero detali, tylko ogólny zarys i kolory, by ludzie w ostatnim rzędzie mogli odgadnąć, co to jest. Tu nawet nie ma większego tła, do którego seria mogłaby dążyć, tylko wszystko po prostu... Jest.
Nie oczekiwałam dużej fabuły czy zawiłych intryg, jeśli mam być szczera. Po pierwszych stu stronach, gdzie jeszcze całość rysowała się jako domestic historia o Vianne, wiedźmie, która utraciła magię w skutek demonicznej gorączki, powracającej do domu u boku sióstr i przyjaciół, by odnaleźć się w świecie magii jako pozbawiona jej istota, naprawdę byłam zaciekawiona. Gdyby "Siostra gwiazd" obrała taki kierunek nie byłoby tu mojego narzekania. Może nie byłabym oczarowana, pozbawiona języka w gębie i niemogąca pozbyć się myśli o tej historii z głowy, ale byłabym ukontentowana. Przeczytałabym przyjemną książkę o magii i siostrach i byłoby cacy.
A tak myślę jak Merlin miał się do demonów, francuskie magdalenki do dżemów pobudzających senność i smoczy demon do zakonnic. I cierpię przez ten cholerny wątek romantyczny.
Mimo wszystko wystawiam jej te 2,5⭐, bo to nie jest zła do cna książka. Jeżeli ktoś lubi klimaty romansowe, dla kogoś najbardziej się liczy wątek romantyczny i nie przeszkadza mu, że jest on główną osią dla reszty, to "Siostra gwiazd" jest pozycją prawie idealną. U mnie po prostu zebrała bingo w "których wątków biskup nie lubi", więc dajcie mi whiskey i pozwólcie zapomnieć o tej przygodzie.