Za mną drugi tom „Podniebnej poczty Kiki” i co tu dużo pisać – uwielbiam ❤
Ta książka nie różni się za bardzo od części pierwszej. Kiki, już nie jako praktykantka, ale pełnoprawna czarownica, wraca po wakacjach spędzonych w rodzinnym domu do Koriko, w dalszym ciągu pełnić usługi kurierskie na swojej miotle. Powieść to zbiór historyjek o kolejnych niezwykłych zleceniach, które mieszkańcy nadmorskiego miasteczka powierzają nastolatce. Tym razem będzie musiała dostarczyć hipopotama, okno na las, a nawet samą siebie.
Opowieści o Kiki mają w sobie tak ogromną ilość ciepła i uroku, że człowiek czuje się jakby wylądował na chmurce i cały zapadł się w mięciutki puch. Ale pod tą kocykową warstwą kryją się poważne tematy, które razem z młodą czarownicą możemy rozważyć. Uważam, że to jest wielka siła Eiko Kadono (która w tym roku kończy 90 lat!) – umiejętność tworzenia takiej opowieści symbolicznej, która oswaja z problemami w bardzo bezpieczny sposób. W tomie pojawiają się tematy samotnego rodzicielstwa, chorób, śmierci. Kiki odkrywa też, że nie każdy uważa czarownice za pozytywne bohaterki i mierzy się z niechęcią. Przeżywa nawet cos w rodzaju wypalenia zawodowego, przestaje widzieć sens w tym co robi, czuje, że została zwykłym dostawcą, a przynajmniej tak jest postrzegana. Na szczęście przypomina sobie co daje ludziom jej magia, a nawet odkrywa, że chciałaby móc pomagać mieszkańcom Koriko jeszcze bardziej. Wraz z potrzebą serca budzi się w niej kolejna moc. Jest to też jedna z fajniejszych historii o byciu nastolatką i dorastaniu, o tym czasie poplątania, kiedy dużo się czuje, ale samemu nie umie się tego wszystkiego do końca nazwać.
To, czym zaskoczył mnie ten tom, to wyraźnie feministyczny ton. To jest opowieść o mądrych i silnych kobietach, małych i dużych. Przedstawiciele płci męskiej też są ok, ale zdecydowanie stanowią tło.
Pamiętam, jak w latach 90 były modne w Polsce książeczki w stylu „Tao Kubusia Puchatka”, które pod bajkową warstwą przemycały elementy filozofii wschodu. „Podniebna poczta Kiki” ma w sobie podobny vibe - lekkie opowiastki niosą głębsze prawdy – tylko jest fajniejsza, bo przygody bohaterki są ciekawe i zabawne.
Nie przejmujcie się tym, że to nie jest dorosła literatura. Książki dla dzieci, zaraz obok poezji, mogą być najlepszym lekarstwem na smutki i rozterki tego świata. Warto sobie czasem przypomnieć o rzeczach prostych i ważnych. Czekam na kolejny tom!
I ciekawostka - w tym tomie też znalazłam sceny z filmu, a myślałam, że tylko pierwszy był inspiracją dla Mizayakiego. Także fani wersji Ghibli poczują się swojsko.
Ebooka przeczytałam we współpracy barterowej z księgarnią Woblink.