Ćwiczenia z uważnej lektury, wymagające od czytelnika także niejakiej uważności, a wtedy jakoś ręka sama rwie się w górę, bo chciałoby się podyskutować. Bo momentami bywa niezręcznie (sachem omfalosem, omal nie parsknąłem w komunikacji zbiorowej), czasami niezupełnie celnie, a jednak dużo też konkluzji takich, że wypadałoby klaskać. Tylko czemu w tym wszystkim przezroczyste są tłumaczki i przekłady? To też byłby dobry temat do dyskusji.