Tygrysy od zawsze rozpalały ludzką wyobraźnię, lecz i tak doprowadziliśmy to zwierzę na skraj wyginięcia.
Co sprawia, że tygrys jest obiektem kultu i nienawiści zarazem? Dlaczego wciąż pożera w lasach delty Gangesu ponad dwieście osób rocznie? Kim są "tygrysie wdowy" i jak żyją po śmierci mężów w dżungli? Jaka kobieta wykarmiła własną piersią tygrysięta? Kim była pierwsza ofiara tygrysa w Europie? Dlaczego to ulubione zwierzę tyranów i dyktatorów, między innymi Władimira Putina? Kiedy te azjatyckie koty przywieziono do Europy i dlaczego ich wizerunek lepiej sprzedaje produkty w kapitalistycznym świecie? A przede wszystkim: jaki jest tygrys odarty ze stereotypów? Jak widzi, słyszy, zabija?
Poznajmy tygrysa od strony biologicznej i kulturowej, ale też spotykamy rodziny jego ofiar i ocalałych z ataku. Przyjrzyjmy się mitom Azji, zapiskom kolonialnych myśliwych i plemiennym opowieściom z Syberii o małżeństwach kobiet z tygrysami.
Oko tygrysa to wielowątkowy reportaż o majestatycznym stworzeniu i o indyjskich Sundarbanach, ostatnich na Ziemi lasach namorzynowych, gdzie tygrys wciąż jest bogiem.
Tu też niczym w soczewce skupiają bolączki naszego świata, ale autorka również daje nadzieję, że zmiana myślenia, a przede wszystkim opowiadania pomoże wspólnie uratować nasz znikający, różnorodny świat.
„W Sundabarach nieustannie towarzyszy mi poczucie straty. Na wielu poziomach: wartości, wspólnoty, harmonijnej relacji z przyrodą opartej na szacunku, a nie wyzysku. Podziwiam ginące faunę i florę i nie mam pewności, czy moje dzieci będą mogły je zobaczyć, jeśli do 2050 roku, jak prognozują naukowcy, wyspy te znikną pod wodą. Nie chcę się poddać temu rodzajowi smutku, który czyni mnie bezradną i który nazywa się solastalgia. To stres i cierpienie z powodu nieodwracalnych zmian w otaczającym nas środowisku, które towarzyszą zmianom klimatu. To coś jak nostalgia - tęsknota za krajem ojczystym, utraconym domem i jego znanym porządkiem. Tylko w wypadku solastalgii ten dom zmienia się i sypie na naszych oczach, a my nie możemy temu zaradzić ani przewidzieć kierunku przemian.”
Lubię, gdy książki zabierają mnie tam, gdzie moja stopa nie stanęła. Jeszcze bardziej cenię, gdy książka stawia pytania których nigdy sobie nie zadałam i porusza tematy, o których mam znikomą wiedzę. „W oku tygrysa” autorka zabiera nas w niesłychaną, wielowątkową, wręcz filozoficzną, podróż po świecie, w którym tygrys ma tak wiele znaczeń, ale co ważniejsze, jak się ostatecznie okazuje jest symbolem prowokującym do wielu przemyśleń o kondycji naszego świata.
Rozmach tematyczny i interpretacyjny potencjału tygrysa sprawił, że mimo swojej objętości ta książka nie znużyła mnie ani razu, a wręcz wciąż zaskakiwała mnogością przemyśleń, faktów oraz bolączek naszego świata. Nie brakuje też tutaj wrażliwości samej autorki, której poświęcenie tematowi czuć niemal na każdej stronie.
Marta zwraca uwaga na tak wiele, ale jednym z ciekawszych tematów jest fakt wskazujący na to, że częściej liczy się statystyki populacji tygrysów, ale nie liczebność tygrysich wdów - kobiet, które straciły męża w wyniku ataku tygrysa. Są one potem dotkliwie stygmatyzowane z wielu powodów i na wielu płaszczyznach: „To nawet martwy mężczyzna ma więcej praw i szacunku niż żywa kobieta.” Autorka uwrażliwia nas na losy świata, lasów, dzikich zwierząt i marginalizowanych ludzi tego świata. Wybiera się na Sundabary, do lasu namorzynowego, który staję się krystaliczną soczewką, w której skupiają się problemy współczesnego świata.
Rachel Carson książką z 1962 roku pt. „Silent Spring” swoim opisem upiornego świata bez śpiewu ptaków przyczyniła się do zmiany ludzkiej perspektywy i w konsekwencji ograniczenia użycia pestycydów w USA. Marta swoją książką sprawia, że ludzka wyobraźnia wyrusza w podróż, która równie silnie uświadamia czytelnika jak realny i bliski każdego jest proces szóstego wielkiego wymierania. Od owadów, po krewetki, na tygrysie i migrantach klimatycznych nie kończąc. Książka ta ma moc, być zmieniać perspektywy. Otworzyła mi oczy na wiele aspektów i rozkrzyczała wewnątrz chęcią ocalania.
Szkoda, by ta książka przeszła obok Was obojętnie.
"Oko tygrysa. O bestii, którą stworzył człowiek" to bardzo ciekawy i wielowymiarowy reportaż.
Przeczytamy tutaj o majestatycznych zwierzętach jakimi są tygrysy ale również o sytuacji w Indiach, o przyrodzie, tygrysich wdowach, ubóstwie, zmianach klimatycznych, historii... O codziennym życiu w Indiach.
Nie ze wszystkim co pisze autorka się zgadzam, jednak nie zmienia to faktu, że jest to naprawdę dobra literatura faktu.
Czyta się ją dosyć szybko, chociaż musiałam sobie robić przerwy. To raczej tytuł na kilka wieczorów.
Znajdziemy tutaj wiele różnych ciekawostek i informacji. Nie tylko o Indiach i Sundarbanach ale i o państwach ościennych.
To również wycieczka kulturowa, o hinduskich zwyczajach, wierzeniach. Autorka przedstawia relację mieszkańców z tygrysami, ich trudną relację.
Wyjaśnia również, że tygrysy ludojady tworzy... człowiek. Zazwyczaj są to stare lub chore zwierzęta, dla których człowiek jest łatwą ofiarą. W zastawiane przez ludzi pułapki trafiają zwierzęta w tym tygrysy, często zostają okaleczone do końca życia. Ludzie wciąż poszerzają swoje środowisko do życia, wchodząc na tereny dzikich kotów. A tygrysy to stworzenia bardzo terytorialne. Jest ich niewiele, kilka ich gatunków wymarło w ostatnich latach.
Myślę, że jest to tytuł po który każdy powinien sięgnąć. Daje do myślenia. Polecam!
Bardzo dobra pozycja, która w opowieści o tygrysie łączy wątki kolonializmu, ekologii, kapitalizmu, a to wszystko przedstawia na historycznym i politycznym tle Indii. Mnie taka wielowątkowość się podobała, ale rozumiem, że dla niektórych może być zbyt chaotyczna. Trafiała też do mnie feministyczna i antykapitalistyczna narracja. W niektórych momentach było dla mnie zbyt dużo autorki - jej anegdoty rodzinne bardzo luźno powiązane z tematem, kwestie dotyczące jej religijności. Niestety bardzo duży minus za ubogą bibliografię i brak przypisów. Alfabetyczny spis źródeł na końcu książki, bez podziału (np. na rozdziały, w których powoływano się na dane źródła) jest praktycznie bezużyteczny, więc muszę „na słowo” wierzyć w to, co opisywane jest w książce. Jeden błąd merytoryczny udało mi się wyłapać - autorka wspomina wypadek z zoo, o którym słyszała w młodości, a po krótkim googlowaniu okazuje się, że taka sytuacja nie miała miejsca (po tym brak jasnych przypisów i źródeł raził mnie jeszcze bardziej). Moja ostateczna ocena to 3,5⭐️ (-0,5 za źródła), ale z sympatii do tygrysiej tematyki zaokrągliłam w górę.
Świetny reportaż! W przeciwieństwie do autorki nie interesuję się tygrysami, więc gdyby nie polecenie od Joanny Pachałko (podcast Babka Natura) zapewne nie sięgnęła bym po tą pozycję i wiele bym straciła. Ta książka to o wiele więcej niż reportaż o tygrysach. To reportaż o przyrodzie, zmianach klimatycznych, sytuacji kobiet, religii oraz ubóstwie.
Szkoda, że więcej się o niej nie slyszy w naszych mediach.