Los nie pyta nas o zdanie, ale niekiedy podpowiada, do których drzwi zapukać
Natasza może powiedzieć, że ma dobre życie – jej kariera nabiera tempa, a związek wchodzi w etap stabilizacji. Właśnie wprowadzają się z narzeczonym do nowego mieszkania. Nie planują jednak ślubu, bo przecież, jak twierdzi Patryk, papiery nie są im do niczego potrzebne.
Jeden telefon zmienia wszystko. Natasza dowiaduje się, że od zaraz będzie musiała zająć się cierpiącą na alzheimera matką. Matką, od której uciekła, gdy miała 19 lat.
Patryk nie wyobraża sobie, żeby mieli wziąć chorą do siebie, zaczyna wycofywać się z relacji i unikać narzeczonej. W pracy nikt nie daje Nataszy taryfy ulgowej, koleżanki wolą rozmawiać o lżejszych tematach. Kobieta z przerażeniem zauważa, że nie może liczyć na nikogo, że chora, wymagająca całodobowej opieki matka to tylko jej problem. Po kilku tygodniach po dawnym życiu pozostaje jedynie wspomnienie.
Jak odnaleźć w tym wszystkim nadzieję i sens? Czy da się wybaczyć i pokochać na nowo?
Moja matka pestka to mądra i ciepła opowieść o pojednaniu, zrozumieniu i dojrzałej miłości.
Pisać zaczęła dawno temu. Podczas studiów (filologia polska) pracowała jako dziennikarka w szczecińskim „Punkcie Widzenia”. Wiele lat później, już jako doradca metodyczny nauczycieli języka polskiego została redaktor naczelną regionalnego pisma pedagogicznego „Wokół Szkolnych Spraw”. Jednak pisaniem książek zajęła się od 2014 roku po przeprowadzce do Starogardu Gdańskiego. W międzyczasie powstał też blog Kura Pazurem (i wygrana konkursu literackiego organizowanego przez Onet i Ambasadę Szwajcarii). Debiutowała zbiorem opowiadań i humoresek, ale wkrótce ukazały się jej powieści obyczajowe. Najpierw trylogia kociewska - jedna z jej części („To się da!”) nagrodzona została przez portal Granice.pl. Podobne wyróżnienie otrzymały też „Szepty dzieciństwa”. „Niedomówienia” natomiast były czytane we fragmentach w Radiu Gdańsk. Ostatnie jej powieści to „Postawić na szczęście” i „Dogonić miłość” (dylogia). Pisze także dla dzieci. Do tej pory ukazały się „Leniusiołki” oraz „Wiewiórka Julia i magiczny orzeszek” (ta druga ze współautorstwem Emmy Kiworkowej). „Wiewiórka Julia...” zdobyła w tym roku tytuł najlepszej książki na lato na portalu Granice.pl. Autorka mówi o swoim życiu prywatnym: „Jestem mamą dorosłej już córki, żoną najwspanialszego męża na świecie i posiadaczką dwóch kocich łobuzów. Zbieram stare książki i uwielbiam jeździć na rowerze. A pisząc, spełniam swoje życiowe marzenie. Kocham to, co robię i wyciskam życie jak cytrynę, bo mam je tylko jedno.”
Natasza to kobieta, o której możemy powiedzieć, że jest ma ustabilizowane życie. Nowe mieszkanie, w pracy układa się dobrze, a partner zdecydował się oświadczyć. Jedyną rysą jest jej relacja, a raczej brak relacji z rodzicami, z uwagi na matkę. Kiedy ojciec dziewczyny umiera to Natasza odkrywa, że jej matka jest chora na alzheimera i co więcej - teraz ona musi się nią zaopiekować. To uruchamia całą lawinę problemów: - dziewczyna nie ma na tyle pieniędzy, żeby wynająć na całe dnie opiekę, więc musi sama opiekować się matką, - narzeczony nie chce mieć pod wspólnym dachem chorej, nad którą trzeba ciągle stać i pilnować co robi, więc zaczyna tego domu unikać jak ognia, - w pracy najpierw ludzie współczuli, a potem chcieli przejść do porządku dziennego i tym samym przestają być wyrozumiali. Tym sposobem Natasza zostaje sama ze wszystkim i jakoś musi wybrnąć z tej sytuacji.
Nie mogłam się zdecydować co posłuchać w audio i jakoś tak wybrałam tę książkę, bo mi się okładka spodobała. Jednak treść, choć podana bardzo przystępnie, może czytelnika sponiewierać. Tym bardziej jak ktoś miał kiedyś styczność z osobą chorą na alzheimera. Naszą główną bohaterkę nie spotyka jakaś wyjątkowa sytuacja, że wszystko się zawaliło i wszyscy się odwrócili. To jest bardzo prawdopodobny scenariusz, który może spotkać każdego z nas. Choroba alzheimera jest straszna i z przykrością się patrzy na osoby na nią chorujące. Jak zapominają, mają przebłyski, a potem je tracą, nie mogą trafić do domu, zapominają o najprostszych czynnościach i osobach z którymi mogły spędzić całe życie. Natasza miała wybór, mogła pójść za radą narzeczonego i oddać swoją matkę do domu opieki. Jednak pomimo krzywdy jaką od tej kobiety doznała to sumienie Nataszy nie pozwoliło ot tak oddać gdzieś matkę. Jednak pociągnęło to za sobą falę konsekwencji i przy okazji kobieta mogła zauważyć jak niekorzystna sytuacja weryfikuje niektóre osoby. Jednak to nie tylko historia choroby oraz jak wygląda opieka. To również historia o wyjątkowo trudnej relacji matki z córką, jak przeszłość wpływa na teraźniejszość oraz ile jesteśmy w stanie poświęcić dla drugiej osoby. Jedynie, jak zawsze, ten wątek romantyczny, który się tu zawiązuje z czasem mi trochę nie leżał, ale był nawet strawny.
Czasami drogą losowania można trafić na dobrą pozycję.
Bardzo doceniam za pokazanie trudów związanych z opieką nad starszymi, chorymi osobami, ale taka tematyka strasznie mi się kłóci z piórem autorki. Bardzo prosty język, mało głębszych przemyśleń. Spodziewałam się czegoś innego
3,5 Nie podzielam zachwytów... O ile sam zamysł na książkę był ciekawy, tak wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Bohaterowie byli nijacy, dostaliśmy opisy każdej możliwej relacji i postaci, a mimo to ciężko było się z nimi zżyć czy utożsamić. Wszystkie wydarzenia i emocje były bardzo literalnie przedstawione, niewiele pozostawało do własnej interpretacji. Niektóre wątki nie zostały doprowadzone do końca (?), chociażby kwestia przelewów i leczenia eksperymentalnego. Wątek romantyczny był z kolei zbędny i niewiarygodny.
końcówka pozostawiła we mnie maciupeńki niedosyt, miałam nadzieję, że historia obierze nieco inny tor, jednak w dalszym ciągu książka jako całość - wow
Dzień dobry 🙂 Kolejna recenzja, którą chciałbym się z Wami dzisiaj podzielić jest na temat książki @anna_sakowicz pt. ,,Moja matka pestka". Miałam przyjemność przeczytać ją dzięki #współpracabarterowa z wydawnictwem @wydawnictwo_wab.
Dzieciństwo Nataszy to etap w życiu, o którym kobieta najchętniej by zapomniała. Dla matki nigdy nie była wystarczająco dobra, ładna czy mądra. Zawsze wszystko robiła źle a o jakich kolwiek uczuciach nie mogła nawet marzyć. Więc jak tylko nadarzyła się możliwość wyprowadziła się od rodziców nie utrzymując z nimi kontaktów. Dopiero teraz mogła powiedzieć że jej życie się układa. Miała pracę, narzeczonego a także nowe mieszkanie, do którego się właśnie wprowadzili planując wspólną przyszłość. Niestety jej spokój pewnego dnia zostaje zaburzony. Bowiem pod blokiem czeka na nią kobieta wspólnie z jej matką. Okazuje się iż ojciec, który opiekował się matką w wyniku wypadku trafił do szpitala a ta z racji choroby nie może mieszkać sama. To właśnie Natasza ma zaopiekować się matką chorą na alzheimera. Matką, która niegdy jej nie kochała i dla której nigdy nie była dość dobra.
Czy Natasza podejmnie się tego zadania? Czy będzie w stanie zapomnieć o przeszłości i wybaczyć matce? Czy wywróci swoje poukładane życie do góry nogami dla kobiety, dla której nigdy nie była ważna?
,,Moja matka pestka" jest to książka pełna bólu, cierpienia ale także nadzieji. Natasza skrzywdzona przed matkę nie była w stanie stworzyć zdrowej relacji. Zawsze dawała z siebie więcej niż oczekiwała aby tylko ktoś ją pokochał. A jeżeli to ona potrzebowała wsparcia oraz pomocy nie mogła na to liczyć. Autorka pokazała nam jak wygląda życie osoby chorującej na alzheimera ale także osób, które muszą poświęcić własne życie na opiekę nad taką osobą. Nie zdawałam sobie sprawy jak straszna i wyniszczająca jest to choroba, w obliczu której człowiek pozostaje całkowicie bezbronny. To jak wygląda codzienność bez nadzieji na wyzdrowienie. Bo w przypadku alzheimera może być tylko gorzej. Myślę że jest to książka warta przeczytania. Optymistycznym jak dla mnie motywem w książce była relacja Nataszy z sąsiadem rodziców. Początkowo burzliwa z czasem przyniosła Nataszy promyk nadzieji na lepsze jutro. Bardzo dziękuję wydawnictwu za egzemplarz do recenzji 😘😘 #recenzja #współpraca #światrecenzentów #booklover #bookstagram
Relacje między matką a córką w literaturze to magnez przyciągający moją uwagę. Jak do tej pory przeczytałam kilka książek z tym tematem przewodnim ("Trudna miłość. Mama i ja", "Miłość. Reaktywacja"). Te same książki poruszały także temat choroby rodzicielki, nie inaczej jest w tym przypadku. Fabuła- Nataszę poznajemy w momencie, gdy wprowadza się ze swoim narzeczonym do wspólnego mieszkania, kupionego przez Patryka, jej wkład to umeblowanie. Nie planują ślubu, są bez niego szczęśliwi. Dobra praca zapewnia byt na poziomie, na który ciężko pracowała przez lata. Rysę na jej ustabilizowanym życiu stanowi jej dzieciństwo i brak relacji z rodzicami. Z rodzicami, od których uciekła w wieku 19 lat, a wszystko z uwagi na matkę. W młodości dziewczyna była wiecznie strofowana przez rodzicielkę, w każdej sytuacji słyszała, że jest głupia, nie wystarczająco dobra, bo ona w jej wieku była zdecydowanie od niej lepsza, miała większe powodzenie, lepsze stopnie, itp. Choć przyszłość przed zakochanymi rysowała się kolorowych barwach to po wiadomości, iż ojciec zginął w wypadku samochodowym, a teraz to Ona jest jedyną osobą która musi zająć się chorą na alzheimera matką, rusza lawina przeszkód i problemów do pokonania. Natasza wraca do wspomnień, które wydawało by się już dawno przepracowała na klozetce u psychologa, do wspomnień bolesnych gdy widoczny jak na dłoni był brak miłości matki do córki. Te sytuacje nie raz nie dwa wywoływały u mnie gniew, ale i wzruszenie okraszone współczuciem do bohaterki. Czy Natasza da sobie radę, czy podejmie się samodzielnej opieki nad matką, jak ułożą jej się relacje z narzeczonym w tej nowej rzeczywistości? A może zdecyduje się na oddanie matki do placówki a sama wróci do ustabilizowanego życia jakby nigdy nic. Przekonajcie się sami. Autorka przedstawia życie osoby chorującej i współchorujących najbliższych. A także opowiada o trudnej relacji pomiędzy matką a córką, o wpływie przeszłości na teraźniejszość i poświęceniu dla drugiej osoby pomimo zaszłości. Polecam
Myślę, że nie jest łatwo napisać powieść o tym, jak choroba Alzheimera niszczy życie chorym i ich rodzinom, a Annie Sakowicz się to udało. W tej opowieści jest być może, jak dla mnie, za dużo wątków. Na przykład historia o kupowaniu wspólnie mieszkania przez pary i bez poświadczenia notarialnego co do wnoszonego wkładu własnego. Jest XXI wiek a ludzie nadal robią takie rzeczy. To mógłby być materiał na odrębną książkę. Albo kwestia budowania idealnego życia, przy odcinaniu się od własnej przeszłości, naprawdę ciekawa rzecz, choć może niezgrabnie tutaj poprowadzona. Natomiast interesujące są opisy postępującej choroby, rozpacz i dylematy Nataszy, poczucie bezsilności i bezradności jakie towarzyszą nagłemu znalezieniu się w sytuacji opiekunki swojej matki, z którą nie miała od dawna kontaktu. Albo to, jak kruche są rzeczy, do której przywiązujemy uwagę w tak zwanym „normalnym świecie” jak na przykład kariera, która może skończyć się niespodziewanie zbyt szybko (akurat kiedy czytałam tę książkę, wielu moich znajomych ze świata lotnictwa traci pracę, Boeing zwalnia 17 tysięcy pracowników i mój LinkedIn jest zasypany wpisami znajomych, którzy tracą pracę po 20-25 latach lojalnej kariery - w jeden tydzień, a czasem z dnia na dzień). Natasza nie przychodzi do pracy, ponieważ nawaliła opiekunka, i jest zmuszona sama złożyć podanie o zwolnienie ! No i najlepszy, moim zdaniem, fragment tej opowieści to dyskusja Nataszy z Ernestem, chyba na plaży, kiedy bohaterka rozwija swoje myśli o tytułowej pestce, zapożyczonej zresztą z innej książki. Narracja ogólnie jest nierówna (jak i moja „recenzja”), ale warto ją przeczytać.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Natasza ma świetną pracę i związek z widokami na przyszłość. Wszystko to sypie się niczym domek z piasku, gdy ojciec kobiety ginie w wypadku, a ona będzie zmuszona zająć się cierpiącą na alzheimera matką.
"Moja matka pestka" Anny Sakowicz to bardzo przejmująca, naznaczona smutkiem i samotnością historia, która pokazuje nam trudną codzienność chorych i ich opiekunów. Historia tym trudniejsza, że relacja matki z córką zawsze była chłodna, by później ulec zupełnemu rozpadowi. Poczuj rozpacz i ból niekochanego dziecka tkwiącego w ciele dorosłej już kobiety, które robiło wszystko, by zasłużyć na miłość. Jakże okrutnie zadrwił z niej los, skazując ją na opiekę nad oziębłą matką. Życie Nataszy wypada z utartych torów i zaczyna przypominać rozpędzony rollercoaster, a że dzieje się to zupełnie niespodziewanie, budzi tym większy szok i przerażenie. Co dalej? Jak teraz będzie wyglądać jej życie?
Narzeczony sobie nie życzy, szef wywala na zbity pysk, przyjaciele odwracają oczy. Ta opowieść nikogo nie pozostawi obojętnym, budzi sporo różnorodnych emocji (czasem jest to śmiech przez łzy), zmusza do refleksji i rozejrzenia się wokół: może obok jest ktoś, kto potrzebuje naszego wsparcia. Sama pochodzę z rodziny obciążonej genetycznie tą chorobą i z niepokojem myślę o przyszłości. Czy można się na coś takiego przygotować?
Natasza miała ciężkie dzieciństwo. Kiedy postanowiła uciec i odciąć się od rodziców, postawiła wszystko na jedną kartę. Udało jej się stanąć na nogi - właśnie zaręczyła się z ukochanym, ukierunkowała już swoją karierę, dzięki której mogła odłożyć kapitał na wkład własny i zakupić własne lokum. Tylko jedno wciąż ją gnębi. Myśli już o dacie ślubu, jej narzeczony chciałby w końcu poznać jej rodzinę, z którą kontaktu nadal nie ma.... Jeden telefon do ojca wzbudza w niej niepokój.
I tak wszystko się zmieniło - z dnia na dzień życie posypało się jak domek z kart. Poukładane sprawy jedna po drugiej zaczynają się psuć, a Natasza zostaje pozostawiona sama w niesprawiedliwej walce z alzheimerem matki.
Historia bardzo przykra, która pokazuje nam jak okrutny bywa los, nawet kiedy zdaje nam się, że już jesteśmy bezpieczni w tym świecie. Doczytałam, że matka autorki realnie chorowała na alzheimera - stąd bardzo poruszające i prawdziwe przedstawienie schorzenia w książce. Jest to zdecydowanie najważniejszy i jednocześnie najmocniejszy jej wątek. Szczerze wolałabym, żeby w tym sypiącym się życiu głównej bohaterki nie dokładano od razu świeżego romansu, stąd nie dam jej 10-ciu gwiazdek, ale zdecydowanie warta przeczytania.
Jeden telefon zmienia wszystko. Natasza dowiaduje się, że będzie musiała zająć się cierpiącą na alzheimera matką. Matką, od której uciekła, gdy miała 19 lat. Narzeczony kobiety nie wyobraża sobie, żeby mieli wziąć chorą do siebie, zaczyna wycofywać się z relacji i unikać Nataszy. Kobieta z przerażeniem zauważa, że nie może liczyć na nikogo, że chora, wymagająca całodobowej opieki matka to tylko jej problem.
„Moja matka pestka” to jedna z bardziej poruszających książek. To opowieść o Alzheimerze, współczesnych ludziach, ich lękach i troskach. To także historia o samotności, stracie i próbie odnalezienia pocieszenia. To również lektura o rozpadających się więziach i relacjach, potrzebie zrozumienia i bliskości. Anna Sakowicz napisała wyjątkową powieść, którą nasączyła zarówno bólem, jak i radością, w którą włożyła całe swoje serce i doświadczenie wyniesione z własnego życia.
Książka ma coś w sobie. Coś, co nie daje o sobie zapomnieć. Fabułę dobrze opisaną i przedstawioną. Porusza wiele niełatwych i niewygodnych tematów, dotyka gdzieś w środku, porusza. Nie jest to lekka opowieść, ale bardzo wartościowa. Czytajcie!
„Moja matka pestka” to książka, która absolutnie mnie poruszyła. Mimo trudnego tematu, jakim jest choroba Alzheimera, czyta się ją bardzo szybko. Czułam wszystko, co przeżywała główna bohaterka. Szczególnie poruszyła mnie jej wewnętrzna walka z ranami z przeszłości. Mimo bólu i żalu potrafiła kochać i trwać przy mamie, będąc obok w najtrudniejszych momentach. ❤️🩹💔 To nie tylko historia o chorobie, ale też o uzdrawiającej sile miłości i przebaczenia. Autorka pokazała Alzheimera bez upiększeń, ale z ogromną empatią. Dla mnie to ulubieniec roku – zdecydowanie! Czytajcie ją!❤️❤️
Pokazuje jak naprawdę ulotne jest szczęście i jak ulegamy złudzeniu, że jest na stałe. Kiedy zaczynamy je czuć myślimy, że już zawsze tak będzie, że coś zdobyliśmy i nie da się nam tego odebrać. Jest to doświadczenie Nataszy, bohaterki, która niespodziewanie musi zająć się matką chorą na alzheimera. Ale spotkamy się tu również z dzielnym dźwignięciem życiowego kryzysu i szukaniu ukontentowania w sobie.
Genialna książka! Wątek choroby matki i nagłej zmiany życia porusza i wyciska łzy. Nie zliczę ile razy miałam ochotę po prostu przytulić główną bohaterkę. Jednocześnie to nie wszystko co ma do przekazania książka i pod koniec częściej towarzyszył mi uśmiech. Na pewno wrócę do tej pozycji!
"Choroba matki pokazała, że słowo "alzheimer" kruszy w pył każdą przyjaźń. Ludzie się boją. Może wiedzą, że nie da się tą chorobą zarazić, ale być może boją się zarażenia apatią i beznadzieją."