Dlaczego, mając (prawie) wszystko, nie jesteśmy szczęśliwi? Ta książka pomoże odkryć, na czym polega dobre życie. Wystarczająco dobre życie.
Pierwsza książka wydawnictwa Natuli, którą możesz podarować absolutnie każdemu: 17-letniemu bratu, 70-letniej babci, bezdzietnej z wyboru przyjaciółce, koleżance z pracy, o której niewiele wiesz. I wszyscy dzięki tej lekturze skorzystamy.
nie wiem czy ta książka-afirmacja-poradnik-recepta jest wystarczająca.
po bardzo solidnym i dobrym wprowadzeniu do wywodu filozoficznego na temat "najważniejszych gałęzi" życia czytelnik otrzymuje solidne, aczkolwiek w niektórych miejscach słabo merytoryczne przemówienie, namawiające nas do określeń zaczerpniętych z przemów mistycznych coachów i szamanów, "musisz/masz coś zrobić... " chwilę po rozdziale, w którym autor twierdzi, że w sumie nic nie muszę robić, a wręcz przeciwnie, "mam nic nie robić". do innych określeń należą zwroty "uzdrowi cię", "zmieni cię", choć tak naprawdę nie wiemy, czy jesteśmy na coś faktycznie chorzy lub czy mamy się zmienić. takich błędów logicznych jest tu kilka i niestety obniżają one dla mnie wartość tej książki o ile Ryszard Kulik popiera sporo swoich wniosków na temat obecnej kultury pracy, dystansowania się badaniami to w miejscach, w których jego opinie na temat tego co należy robić (lub nie robić lub robić "nic"), opinia jest tylko i wyłącznie opinią, niepopartą faktami lub badaniami, a reklama swojej fundacji, jako drogi do "uzdrowienia" jest moim zdaniem banalnym zaprzeczeniem i godzi w czytelnika po tym, co przeczytał w poprzednich rozdziałach.
warto natomiast docenić te fragmenty, w których autor pokazuje ogromną erudycję, znajomość najnowszych badań i metaanaliz, w szczególności jest to rozdział o oddechu. bibliografia liczy tu ponad 100 pozycji, które są niezwykle ciekawe. i te właśnie fragmenty wypadają w tej książce najlepiej. poparte wiedzą naukową, opiniami, fragmentami tekstów literackich, perłami, znalezionymi we współczesnej wiedzy, filozofii i kulturze, z których utkany jest piękny materiał, który można założyć na siebie i przyjąć. dobrze czyta się również te fragmenty, które dr Kulik bazuje na swoich własnych doświadczeniach, rozmowach i wyciągniętych z nich wnioskach. na plus również obszerna lista polecanej literatury. wcześniej wspomniany początek również zasługuje na pochwałę. nawet osoba, która nie lubi się z naukami ścisłymi jest w stanie się w nim odnaleźć i zaufać autorowi na tyle, żeby płynąć w tym manifeście dalej.
wielka szkoda, że cała ta książka taka nie jest i niektóre, moim zdaniem równie ważne tematy ograniczają się do raptem kilku akapitów, jak na przykład kwestia jedzenia, nieporównywalnie krótsza od fragmentów o emocjach lub właśnie oddechu. autor ma problem z przekonaniem nas do swojego odrębnego (a może właśnie już kiedyś wypowiedzianego?) zdania.
"Wystarczająco dobre życie" jest dobrą pozycją dla osób, które są zainteresowane współczesną psychologią "dobrostanu", szukają pozycji, w której oderwą się od szumu informacyjnego, zrozumieją podstawowe zagadnienia z psychologii emocji, które odgrywają tu ogromną rolę. bardzo, bardzo chciałbym dać tej książce 4/5, ale brak odrębności i odlatywanie autora wysoko, bardzo wysoko, gdzie traci merytoryczny grunt pod stopami obniża tę ocenę do 3/5.
(piszę te recenzje tylko i wyłącznie dla siebie, by ćwiczyć formułowanie moich myśli i krytyczne podejscie do literatury i szczerze? to super zabawa)
Wydanie jest bardzo ciekawe. Jednak po samej treści spodziewałam się czegoś lepszego. Sporo błędów logicznych i mało merytoryki. Jak na książkę, która ma ponad 400 stron, to niewiele można znaleźć w niej konkretów. Za to pełno tu powtórzeń i wałkowania w kółko tego samego, tylko innymi słowami.
Niemniej jednak znalazłam kilka wartościowych fragmentów i zdań, które zostaną ze mną na dłużej. A sama idea tej książki jest piękna. Lepsze jest wrogiem dobrego. A życie jest wystarczająco dobre - trzeba tylko nauczyć się to dostrzegać.
Ta książka trafiła do mnie w momencie, kiedy bardzo jej potrzebowałam. Pozwoliła mi uporządkować moje przemyślenia z ostatnich lat, przeprowadziła przez trudne konfrontacje z tym, jak wygląda rzeczywistość, ale też dała nadzieję na to, że wystarczająco dobre życie nie tylko jest możliwe, ale jest też dostępne tu i teraz. Jestem zakochana, poruszona i wiem, że będę do niej wracać ❤️
mam bardzo mieszane uczucia na temat tej książki, na początku ciężko było mi się w nią wciągnąć, potem były takie fragmenty, które naprawdę bardzo mi się podobały, a jeszcze potem było trochę rzeczy, z którymi się nie zgadzam (zaczynając od indywidualizacji winy za katastrofę klimatyczną, a kończąc na tym, że zauważyłam, że autor czasami cytuje artykuły opublikowane w czasopismach, które nie są peer-reviewed, a część z nich jest sprzed 50 lat)
Tak, książka ma naprawdę liczne powtórzenia, nie było łatwo i pierwsze ok. 170 stron było dla mnie rozwodnioną oczywistością, ale gdy dokończyłam ją (po pół roku)...skończyłam czytanie z wielkim poruszeniem, drżeniem w środku, ciepłem na sercu i poczuciem, że to wszystko jest wreszcie jakoś prawdziwe. Że to, o ironio, "kupuję", że to może być kierunek.
Spokój autora jest naprawdę kojący w kontrze do codziennej szamotaniny. Przy czym nie jest to wyidealizowany świat, utopia, to właśnie godzenie się i przyjmowanie jego nieidealności. Pewnie łatwiej brzmi na papierze niż w rzeczywistości. W niektórych okolicznościach trudno szukać piękna w postawie "it is what it is". Niemniej jednak bardzo mi się to składa w całość z tym o czym mówi Olga Szwajgier i o czym śpiewa ShataQs.
I tak, nasze działania to kropla w oceanie, są podmioty o znacznie większych wpływach, ale czy jednocześnie to nie jest wszystko co możemy zrobić? Nie chodzi o zewnętrzny przymus, nakazy..mam wrażenie, że gdy to się czuję to wypływa to naturalnie, nie chce się czynić inaczej tak naprawdę dla swojego własnego mikro(!) dobra.
Zostaje jednak z wieloma pytaniami, chociażby jak to praktykować w miejskiej dżungli, bo choć chciałabym żyć w naturze, niekoniecznie wiem jak mogłabym to zrobić.
Przebrnęłam przez tę pozycję, ale lekko nie było. Ogólny przekaz tej książki jest mi bliski i zaznaczyłam sobie kilka fragmentów. Niemniej mam wrażenie, że autor łapie wiele srok za ogon, przez co każdy z tematów (ogromnych tematów) jest dotknięty bardzo pobieżnie i naprędce. Choć pozycji bibliograficznych jest niemało, ogromna część książki to po prostu punkt widzenia autora, opisany w nieraz nadmiernie rozciągnięty i powtarzalny sposób. Takie prawo autora oczywiście, ale zastanawiam się, czym w takim razie jest ta książka i do jakiego gatunku ją przypisać. Ponadto jeśli osoba niebędąca fizykiem odwołuje się do fizyki kwantowej na poparcie jakichś treści, to zapala mi się czerwona lampka.
Miałam przeprawę z tą książką, ale ostatecznie zostawiam tutaj 5 gwiazdek – chyba ideowo. Może po prostu dobry moment w życiu, żeby ją przeczytać, bo idealnie wpasowała się w koloryt końca lata.
Na początku musiałam wejść w czytanie, bywało pod górkę, później był już ok. Mam nadzieję, że dużo z tej książki we mnie zostanie, bo jeśli nie, to widocznie nie byłam uważną odbiorczynią. A chciałabym być!
Wydanie piękne, porusza mnie to ekologiczne podejście, bo jest zgodne z duchem lektury.
No nie wiem, to chyba nie jest rekomendacja, wybitna krytyka, konstruktywna recenzja, ale w serduszku zrobiło mi się lepiej.
To była bardzo uważna i trudna lektura ale także owocna. Pierwsza część książki jest zdecydowanie lepsza niż druga. Wiele teści jest kilkakrotnie powtórzonych, przez co ma się wrażenie czytania w kółko tego samego.