❀Tytuł: Pray for Me
❀ Autor: Aleksandra Maras
❀ Wydawnictwo: Wydawnictwo NieZwykłe
☆: 5/5
[współpraca reklamowa z Wydawnictwo NieZwykłe ]
𝑹𝑬𝑪𝑬𝑵𝒁𝑱𝑨
Kilka słów o książce, w której mrok odnajduje światło.
❝Moja miłość była w każdym zakamarku jego pięknego ciała. Otaczała każdy nerw i każdą żyłę, w której płynęła rozpalona krew. Sprawiała, że serce chłopaka biło szybciej.❞
❝– Zastanawiam się, co musiałbym jeszcze zrobić, byś zrozumiała, że wszystko, co robię, robię dla ciebie, skoro przejechanie ponad sześćdziesięciu kilometrów tylko po to, by z tobą porozmawiać, bo nie odbierałaś telefonu, i pilnowanie, by nic ci się nie stało, gdy tu jesteś, to dla ciebie żadna oznaka troski.❞
❝Przejdziemy przez to razem. Tylko ja i ty – szepnęłam. – Liliya i Nathaniel.
– Nathaniel i Liliya.❞
Na początku chciałabym podziękować Oli za obdarzenie mnie zaufaniem. Bardzo dziękuję, że dostałam szansę zrecenzowania drugiego tomu tej niezwykle, emocjonującej historii, która sprawiła, że wielokrotnie moje serce zabiło szybciej. Już pierwszy tom w zupełności skradł moje serce. Zakochałam się w tej historii i bardzo długo nie mogła opuścić moje myśli. Wracanie do ulubionych scen, myślenie o tych bohaterach, zachęcanie innych do sięgnięcia po tę książkę. Już teraz mogę śmiało powiedzieć, że w przypadku drugiego tomu będzie dokładnie tak samo. Przepadłam bezpowrotnie. Jeśli myślałam, że zakochałam się już przy pierwszym tomie, to w takim wypadku, drugi tom to moja nowa obsesja.
[1] ❀ Drugi tom wielokrotnie mnie zaskoczył. Oczywiście pozytywnie! Nie mogłoby być inaczej. Nie zawiodłam się w żadnym stopniu. Moje oczekiwania były wysokie, a Autorka zadbała o jak najlepszy poziom tej książki. Ola genialnie prowadzi fabułę, nadaje barw książce, świetnie opisuje emocje, które odczuwają bohaterowie. Operuje ogromnym wachlarzem możliwości, który w pełni wykorzystuje, co bardzo, ale to bardzo mi się podoba. Ja już to chyba kiedyś mówiłam, ale jestem fanką stylu w jakim są napisane prologi tej trylogii. I niezmiernie nie mogę się doczekać, co przygotuje dla nas Autorka w finałowym tomie. Tak przy okazji wspomnę, że mam wielkie nadzieję, że długo nie będziemy musieli czekać na to arcydzieło! Pierwszy tom bardzo wysoko postawił poprzeczkę. Czy miałam obawy, że tutaj coś może pójść nie tak? Absolutnie nie! Wierzyłam od samego początku, że „Pray for me” nade mną zawładnie. I właśnie tak się stało. Chciałabym też zaznaczyć, że warto zapoznać się z ostrzeżeniem, bo w tym tomie są poruszane naprawdę trudne tematy i lepiej mieć to z tyłu głowy niż potem czuć jakiś rodzaj dyskomfortu.
[2] ❀ Liliya i Nathaniel, to bohaterowie tak świetnie wykreowani, że nie wiem kim musiałabym być, żeby nie stracić dla nich głowy. Ich historia mnie rozczula, sprawia, że w moich oczach pojawiają się łzy. Uważam, że zasłużyli na wszystko, co najlepsze. Tak samo, jak i ich relacja, która w drugim tomie jeszcze bardziej się rozwinęła. Autorka świetnie ukazała towarzyszące im uczucia, rozterki oraz nutkę niepewności. Ci bohaterowie wielokrotnie sprawili, że rozpływałam się przez nich, przez ich gesty oraz wypowiedziane słowa. Nie ukrywam też, że bardzo, ale to bardzo ucieszyłam się, gdy zobaczyłam, że mamy tutaj perspektywę Nathaniela.
[3] ❀ Tak jak wspominałam wyżej, w „Pray for me” pojawiają się dość trudne tematy, które mogą wpłynąć na czytelnika, więc miejcie to na uwadze. Uważam, że Ola sprostała zadaniu i bardzo dobrze sobie z tym wszystkim poradziła. Przemoc psychiczna i fizyczna to bardzo poważny temat, którego nie można bagatelizować. Na dodatek w tej części lepiej poznajemy Nathaniela, jego przeszłość oraz to z czym się zmaga na co dzień.
[4] ❀ Ogromnym plusem tej książki są plot twisty. Plot twisty, które sprawiały, że momentami miałam ochotę rzucić tę książką, a potem postawić ją w kącie i czekać, aż chociaż trochę ochłonę. Wow, wow, wow! Ja potrzebuję na teraz trzeciego tomu! Strasznie chcę się dowiedzieć, co będzie działo się dalej. I właśnie tego oczekuję od książek, które są dylogią bądź trylogią. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie czuję niczego, co mogłoby sugerować, że ta trylogia została napisana na siłę. A to jest bardzo ważne. Wszystko się ze sobą łączy. Jak taka układanka. Zostało mi już tylko czekać na ostatniego puzzla, aby pozostałe elementy ułożyły się w spójną całość. Muszę pochwalić Autorkę za to, jak to sobie wymyśliła i jak momentami manipulowała czytelnikiem, bo naprawdę, ale chyba nigdy nie domyśliłabym się tego, co przeczytałam na ostatnich stronach.
[5] ❀ Nie sposób nie wspomnieć o oprawie graficznej. Okładka jest przepiękna, zachwycałam się nią już w dniu, gdy ruszyła przedsprzedaż. Uważam, że książka pod tym względem również została dopracowana. Wielki plus też za to, że pod względem redakcji wszystko się zgadzało. A co najważniejsze, nie pojawiła się żadna, większa dziura fabularna, która mogłaby nieco zepsuć koncept na tę historię. Widać, że zadbano o każdy szczegół. Promocja patronek była genialna! Obserwowałam, co jakiś czas social media i naprawdę często gdzieś przewijały mi się fragmenty, które tylko podsycały chęć przeczytania „Pray for me”.
[6] ❀ Jestem wdzięczna, że mogłam wrócić do tych bohaterów, do tej historii i wszystkiego, co z nią związane. Czekam z niecierpliwością na trzeci tom, a was bardzo, ale to bardzo zachęcam do czytania!