Kim był Władysław Jabłonowski, dowódca brygady Legionów Polskich, nazywany „Murzynkiem”? A walczący w powstaniu warszawskim pod pseudonimem „Czarny” August Agbola Browne? Umarł w Londynie, na długo zanim do Muzeum Powstania Warszawskiego zaczęły ustawiać się kolejki wycieczek szkolnych. Dla wielu sporym zaskoczeniem wydaje się fakt, że postanowił walczyć w powstaniu, ale co właściwie zaskakuje? Zanim wybuchło, w Polsce mieszkał od 22 lat, jego żona była Polką, mieli dzieci.
To tylko nieliczni bohaterowie tej niezwykłej opowieści o spotkaniu monoetnicznego narodu z egzotyką, o tym, że z innymi (w tym wypadku Czarnymi) spotykamy się, choć trudno w to uwierzyć, od wieków.
Okropnie się zawiodłam, a czekałam na tą książkę od pierwszej zapowiedzi.
Pierwszą ćwiartkę pochłonęłam jednym tchem, nie mogłam się oderwać - spodziewałam się wywiadów i wywiady dostałam.
Kolejne części książki (już nie wywiady, a raczej opowieści historyczne) najlepiej mogę określić jako „wszystko i nic”. Często zapominałam co tak faktycznie czytam i zastanawiałam się „o czym to jest?”
Liczyłam, że dowiem się czegoś więcej z tej książki, pokładałam w niej naprawdę duże nadzieje. Cieszę się, że jej nie kupiłam.
Raczej 2,5. Zamiast o wspolczesnych relacjach i polskich problemach z rasizmem dostajemy historyczny misz-masz, w kolejności dowolnej. Autorka miała ewidentny problem albo z tym jak ugryżć ten temat (może by nie było to nazbyt osobiste), albo z doborem tematów i wyborem tego co ważne, a co nie. W dodatku styl jest a to nudny- kronikarski, a to znowu przeintelektualizowany. Całość nudna i męcząca.
Dodam, że opis tej książki tutaj zdecydowanie lepiej oddaje to, o czym ona jest, niż obietnice na okładce, tudzież w portalu Lubimy Czytać.
Tu chyba każdy po kolei zapomniał, o czym to w sumie miało być. Początek zapowiadał się dobrze i gdyby zostało w takim formacie byłaby naprawdę fajna książka, a tak? W pewnym momencie już sama nie wiedziałam, co ja odpaliłam i w jakim świecie przebywam ><
Czekałam na tę książkę, od kiedy pojawiły się pierwsze zapowiedzi, temat czarnych Polaków i polskiego rasizmu wydał mi się mega ważny i ciekawy. Zwłaszcza, że przecież jest to rasizm dość specyficzny, inny od np. zachodnioeuropejskiego. Początkiem byłam oczarowana, zachwycił mnie poziom literacki, elokwencja autorki, bystrość jej spostrzeżeń. Jej historia wydała mi się bardzo interesująca, podobnie jak dwóch kolejnych bohaterów książki. Niestety im dalej, tym robiło się nudniej, mniej konkretnie, akademicko (tekst zaczął przypominać pracę magisterską). Generalnie tej książce przydałaby się brzytwa Ockhama (i bardziej bezwzględna redakcja). Czytając i słuchając jej na przemian czułam, że autorka nie musiała przytaczać dosłownie każdej przeprowadzonej rozmowy, każdego cytatu z każdego źródła, ba, nawet każdej myśli, która przemknęła jej przez głowę. Zaskoczyła mnie też w sumie koncepcja tej książki, bo nastawiałam się na raczej współczesne spojrzenie na sprawę, tymczasem każdy kolejny rozdział zabierał nas coraz dalej w przeszłość. Może to moja wina, bo nie spodziewałam się eseju historycznego, inna sprawa, że esej ten mniej więcej od połowy robi się naprawdę zdecydowanie zbyt szczegółowy i zagmatwany. Zwłaszcza rozdział o czarnym powstańcu jest dowodem na to, że zbyt akademickim podejściem można zarżnąć nawet najciekawszy temat. Jestem historyczką z wykształcenia i czytałam sporo historycznych, jak i popularnonaukowych opracowań, ale tutaj naprawdę miejscami gubiłam się, o czym czytam i po co. Były fragmenty naprawdę interesujące (np. o kolonialnych ambicjach Polaków w okresie międzywojennym), jednak koniec końców mam poczucie lekko zmarnowanego potencjału.
ogromny zawód. zamiast rozmów i opowieści o współczesnym życiu czarnych polaków, ta książka jest chaotycznym miksem historii (i to niechronologicznie!) polski i krajów afryki. nie wchodzi głęboko w żaden temat, a raczej dotyka jednego lekko i przechodzi dalej. autorce (bo trudno powiedzieć dziennikarce) ewidentnie brak kompetencji i pomysłu na ten reportaż. szkoda, bo miałem wysokie oczekiwania ze względu na niezwykle pasjonującą tematykę
Początkowo nie mogłam się oderwać od tej książki, bardzo przyjemnie mi się ją czytało. Bardzo zaciekawiły mnie wywiady z czarnoskórymi Polakami, rozdział o Światowym Festiwalu Młodzieży, opis działalności Ligi Morskiej i Kolonialnej. Im bliżej byłam końca książki, tym bardziej miałam trudność w skupieniu się. Nie rozumiem, dlaczego obie części książki tak drastycznie różnią się od siebie, nie widziałam sensu w umieszczaniu całych życiorysów ludzi.
Pierwsza połowa książki fantastyczna, druga wydawała mi się już trochę zbyt chaotyczna.
• „Kształtują nas opowieści. Snujemy je o innych i o samych sobie. Pod każdą szerokością geograficzną. Pomagają rozprawić się z kompleksami. Usprawiedliwić nasze lenistwo […]. Stało się dla mnie ostatecznym potwierdzeniem tego, że tworzenie fantastycznych opowieści, w których prawda nie ma znaczenia, stało się tutaj sprawą wagi państwowej. Żeby stworzyć wiarygodną opowieść fantastyczną, wystarczy pozór. Zewnętrzny strzęp, który widać gołym okiem”.
Jak na debiut, jest to absolutna rewelacja. Zalety ksiazki sa te same co wady. A wiec: ilosc podejmowanych watkow jest imponujaca i wielokrotnie zaskakujaca, ale rezulatetm jest ksiazka ktora, choc niezmiernie ciekawa, zaczyna sie jednak w pewnym momencie dluzyc. Mamy material na co najmniej dwie lub nawet trzy ksiazki, jednak chodzilo chyba o to ze gdyby bylo krocej ten trudny temat by nam "umnkal", trzeba bylo nam dac powazny (ilosciowo) material do przemyslen, przycisnac nas do sciany. Brak konkluzji jest rzecza dobra, bo oczekuje sie wnioskow raczej od czytelnika, ale jednak jakas konkluzja, poza stwierdzeniem ze jako narod nie jestemy gotowi na przyszlosc, byla moim zdaniem potrzebna. Moze brakuje na koncu bardziej osobistej refleksji. Czuje sie za na trzy ostatnie strony zabraklo chyba czasu. Akademiccy specjalisci w kazdym z tematow na pewno znajda jakies braki i niedopowiedzenia, ja np. czytalem teksty naukowe o testamencie Kosciuszki i w tym rozdziale poczulem niedosyt, podejrzewam ze tak wlasnie jest z kazdym z tych innych tematow, czy to temat czarnoskorego powstanca warszawskiego i rzekomego rasizmu ktory ponoc widac w jego portrecie, czy dzieci mieszanej rasy polskich kobiet w powojennych Niemczech, czy temat zjazdu mlodziezy w 1955 roku. Bardzo wazne ze mamy odnosniki i mozna dalej czytac w zrodlach. Zreszta autorce moze chodzilo mniej o szczegoly a bardziej o to by te watki polaczyc, bysmy lepiej sie przejrzeli w lustrze, przez wieki naszej historii oraz szczerze przyznali ze owszem, jestesmy w wielu sprawach ignorantami, i to jeszcze na dodatek bardzo leniwymi. Drobne bledy edytorskie sa, np. nikt nigdy nie przypisywal autorstwa Mazurka Dabrowskiego Kleofasowi Oginskiemu, a Gruszkowie jednak hrabiami nie byli. Ale tu wlasnie ogrom i zasieg tematyki jest taki ze wszystkich pojedynczych drobnych bledow wylapac sie nie da. Kilka watkow zainteresowalo mnie bardziej, jak np. general "Murzynek" Jablonowski, jego zycie oraz rola w historii Haiti. Bardzo polecam ta nietypowa, rewelacyjna ksiazke, ktora kupilem zupelnie przez przypadek. Lubie jak ksiazki zaskakuja mnie i nie jestem na to zupelnie przygotowany. Mam nadzieje ze ta ksiazka i jej autorka otrzymaja wkrotce kilka, w 100 procentach zasluzonych, nagrod. Oczywiscie beda czytelnicy ktorzy po kilku pierwszych stronach uznaja ze ksiazka jest atakiem na Polske i Polakow, ale na to nic nie poradzimy.
Trochę się rozczarowałum. Po bardzo dobrym początku, książka się rozmywa. Częściowo problemem są moje oczekiwania, ale zbudowane na pierwszych rozdziałach świadczą o niespójności treści. Trochę szkoda. To nie tak, że nie interesują mnie rozważania historyczne. Interesują, gdy teraz zastanawiam się, który rozdział mi się podobał to niemal każdy z nich, ale czytając kolejne rozdziały o zagranicznych studentach, o rzeźbiarce, która robiła posąg ghańskiego prezydenta, o żołnierzu powstania warszawskiego, o szlachcicu walczącym w wojsku Napoleona... zaczynam zastanawiać się jaki jest cel tych opowieści. Gdy jesteśmy je w stanie jeszcze połączyć z teraźniejszością (np gdy mowa jest o wystawie gdzie znalazł się obraz żołnierza z powstania) nie mam wątpliwości, że to co czytam jest związane z tym co czytałum przed chwilą. Ale nie zawsze tak jest, co gorsza, opowieści historyczne brzmią bardzo encyklopedycznie i nawet gdy są ciekawe, to z czasem łatwo zgubić wątek. Mimo obszerności książki, przykłady sprawiają wrażenie niedopasowania co we mnie budzi pytanie: czemu tak jest? Po pierwszych rozdziałach wychodzę z przekonaniem, że autorka jest kompetentna. Nie miała więcej przykładów żeby je jakoś spodniej zestawić? Nie wiem, podejrzewam, że jakieś były, ale takie podjęła decyzje. Myślę, że gdyby rozdziały były rozdzielone jakoś jednoznacznie i ułożone może chronologicznie czytałoby mi się lepiej. Tylko, że autorka musiała wiedzieć, że współczesne rozdziały bardziej zaangażują czytelnika, ale skoro tak to czemu zostawiła te historyczne w takiej formie? Z zalet podoba mi się to, że autorka wielokrotnie zaznacza, że ona sama nie jest wolna od rasizmu, że sama też wpada w stereotypowe myślenie o ludziach, że musi się czasem w myślach zatrzymywać. Dzięki temu przekazuje, że do rozbrojenia tak głęboko wnikniętych w kulturę elementów jak rasizm i kolonializm trzeba aktywnych starań. Myślę, że mimo jakichkolwiek moich zarzutów książkę warto przeczytać, nawet jeśli miałoby się część rozdziałów pominąć.
Od czasów Tadeusza Kościuszki, poprzez wielkomocarstwowe ambicje lat 30 stych XX wieku, powstanie warszawskie, Światowy Zjazd Młodzieży, postrzeganie Afryki w okresie PRLu, po doświadczenia autorki i jej rozmówców możemy dostrzec ksenofobię, niechęć, mniej lub bardziej utajony rasizm, ale też, choć rzadsze, przejawy wznoszenia się ponad stereotypy, schematy.
Jej, jak i jej bohaterów, historia przedstawiona jest z osobistej perspektywy. Takie spojrzenie jeszcze bardziej wzmacnia tezę, że jedni (biali) są oceniani, definiowani, opisywani przez pryzmat tego co osiągną, zrobią, planują, bo są “białą kartką”, którą zapisują. A inni (nie biali), zanim cokolwiek zrobią, powiedzą, są już zdefiniowani poprzez kolor skóry. W efekcie otrzymujemy konfrontację między kulturowym wyobrażeniem czarnych osób, a mozaiką postaci o różnorodnych doświadczeniach, osiągnięciach zredukowanych do, jak pisze autorka “imaginarium” stereotypów i wyobrażeń upraszczających świat, pozwalających go opisać, zrozumieć w bardziej przystępny sposób, ale redukujących też człowieka do kilku cech.
To nie jest opowieść, dzięki której liberalno - lewicowa strona będzie mogła budować mit o wielokulturowości, wieloetniczności Polski albo w której nacjonalistyczne, czy narodowe środowiska są nieustannie potępiane. To opowieść o ludziach, którzy w różnym kontekście kulturowym, społecznym, politycznym, historycznym doświadczyli poczucia inności, nieprzystawalności do szablonu i w taki czy inny sposób próbowali wpisać się w doświadczenie społeczności. I opowieść o nas, naszym sposobie myślenia, postrzegania świata, by w efekcie dojść do przekonania, że nie orientacja, pochodzenie, kolor skóry ale człowieczeństwo jest istotne.
Osobom zainteresowanym tym tematem polecam: “Kasta, korzenie naszej goryczy”, “Gra w rasy”, “Wytępić całe to bydło”.
Początek był bardzo dobry, bo zbudowany z rozmów z czarnoskórymi Polakami, którzy opisywali swoje doświadczenia we współczesnej Polsce. Niestety im dalej w las, tym gorzej. Po tych wywiadach dostajemy przypadkowe lekcje historii, dobrane, mam wrażenie, na podstawie połączenia Polska-Afryka. Mam wrażenie, że autorka na jakikolwiek wątek tego typu nie trafiła, musiała go opisać - nawet jeśli nie do końca wpisał się w przyjęty temat (np. cały rozdział o polskiej rzeźbiarce, która robiła pomnik prezydenta Ghany). Niby okej, ale nie to książka mi obiecała. Do tego historia sama w sobie może być ciekawa, jednak sposób w jaki zostaje podana po prostu męczy. To jest napisane tak siermiężnie. Tak topornie. Czasem miałam wrażenie, że autorka chciała zrobić z tego tekstu magisterkę z antropologii.
Jeśli szukacie czegoś o aktualnej sytuacji, to nie ten adres.
Trudno mi jest ocenić tę książkę. Czyta się ją dobrze i jest ciekawa, niewątpliwie. Ale mam też z nią trochę problemów. Ogółem liczyłam na więcej osobistych doświadczeń i wywiadów z obecnie żyjącymi i jakieś takie bardziej memuarowo/przekrojowe doświadczenia czarnych Polaków. I takie są. Ale po nich zaczynają się długie rozdziały historyczne, które choć ogólnie ciekawe, dla mnie były żmudne, zwłaszcza że ja jakoś szczególnie się z historią nie lubię. Myślę, że to by mogły byc dwie osobne pozycje i wtedy byłyby bardziej satysfakcjonujące. Niemniej jednak, książka ważna i potrzebna, stawiająca bardzo istotne pytania i poruszająca niezbędne kwestie, za co polecam. Myślę, że tak 3,5⭐
było dobrze, miało potencjał i w połowie się skiepciło… na początku czułam to w jakim kierunku idziemy — doświadczenia osobiste różnych ludzi, porównywanie ich, opowiadanie o ich losach w Polsce, a później… nagle Bodo, nagle Ali i Kościuszko. Może czegoś po prostu nie rozumiem i to też jest okej, więc jak autorce pomogło napisanie tej książki to super. Tylko dla mnie ta druga część już nie wniosła nic wartościowego, ale pierwsza zostanie ze mną długo.
Podchodzi się do książki z oczekiwaniem i głodem nowego spojrzenia na "tu i teraz"... Dostajemy pozycję mocno historyczną (z odwołaniami do czasów zaborow- czyli ekspansji kolonializmu zach. Europy). Autorka wpłata swoje odczucia nie-bialej Polki... Jednak rozczarowanie chyba wraca u kolejnych czytelników.. . Pozostaje poczucie braku.
300 stron mniej, więcej tez, które należy uzasadnić (bo tu raczej takie, które tego nie wymagają), autorka nie wie dla kogo pisze (zwykły czytelnik czy ktoś mniej-więcej zaznajomiony z tematem) ale za takie nie wie też, co pisze - memoir czy esej autobiograficzny czy może licencjat.
Odwieczne pytanie, gdzie była redakcja, pozostaje i tym razem bez odpowiedzi. Dla masochistów stylistycznych.
Miałam dać dwie gwiazdki, ale ostatnie rozdziały skupione na historycznych postaciach podniosły ocenę. Momentami reportaż jest przegadany i to w naprawdę męczący sposób. Gdyby autorka skupiła się na wywiadach i nakreśleniu społecznego tła, historiom z książki wyszłoby to na dobre.
Gdyby tak przepleść w zgrabny sposób współczesne i bardzo osobiste doświadczenia z wydarzeniami stricte historycznymi, może troszkę lepiej by się to wszystko kleiło.