Kim jest ten trzeci, który zawsze idzie obok ciebie?
Mężczyzna z dzieckiem w ramionach uciekający przez zamarznięty Bałtyk. Zakochany Feliks i jego listy pisane na statku podczas sztormu. Barbara Brzozowska, autorka poczytnych międzywojennych powieści oraz genialny matematyk Tomasz Wilczewski. Wreszcie pisarz Jakub M. Co ich łączy?
W Korowodzie oglądamy rozciągnięty na stulecia taniec, w którym kolejni bohaterowie prowadzą się za ręce, a ich losy splata coś, co w milczeniu podąża śladem każdego z nich…
Nowa powieść Jakuba Małeckiego opowiada o granicach prawdy i fikcji, o strachu i wielkich, często szalonych marzeniach. To odważna, zaskakująca historia, która pędzi, wiodąc czytelnika przez wieki.
Pisarz, autor książek: Błędy (2008), Przemytnik cudu (2008), Zaksięgowani (2009), Dżozef (2011), W odbiciu (2011), Odwrotniak (2013) i Dygot (2015).
Napisał rownież kilkanaście opowiadań ogłoszonych w prasie i w antologiach. Przełożył z języka angielskiego wiele pozycji, między innymi Brudne wojny Jeremy’ego Scahilla, Paryż wyzwolony Antony’ego Beevora, Moją prawdę Mike’a Tysona i zbiór korespondencji pod tytułem Listy niezapomniane. Publikował w „Newsweeku”, „Polityce”, Angorze”, „Znaku”, „Nowej Fantastyce” i „Tygodniku Powszechnym”.
Laureat nagrody Śląkfa w kategorii „Twórca roku”, dwukrotnie nominowany do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Za przekład książki Listy niezapomniane na język polski zdobył Nagrodę Literacką Miesięcznika KSIĄŻKI. Za powieść Dygot nominowany był do Nagrody Literackiej Europy Środkowej Angelus i Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego. Mieszka w Warszawie, z żoną Martą i zwierzętami.
W swojej najnowszej książce Jakub Małecki wpuszcza czytelników do swojego świata bardziej niż zwykle, uchyla zasłonę i daje nam wgląd w swoje życie prywatne. A robi to z charakterystyczną dla siebie wrażliwością i empatią. To zdecydowanie najbardziej intymna z książek Małeckiego, w której daje się poznać nie tylko jako pisarz, ale też jako człowiek. Choć ta historia swój początek ma ponad sto lat wcześniej, nic nie jest tu przypadkowe, a wszystkie wątki wzajemnie się przenikają. Brak mi słów, żeby wyrazić to, jak bardzo wzruszona byłam po lekturze. Panie Jakubie, mam nadzieję, że Kształt jest już tylko niewyraźnym cieniem, który pojawia się tylko by podszepnąć zdanie czy dwa do kolejnej książki.
Na ile to książka autobiograficzna – pewnie ciężko ocenić, chyba że sam autor opowie o tym w wywiadach.
Jestem zniszczona. Ostatnie strony czytałam jak przez mgłę, bo oczy miałam pełne łez. Małecki kolejny raz udowodnił, że nie tylko potrafi władać piórem, ale i trafić prosto w serce czytelników.
Tytuł będzie szczególnie bliski osobom, które znają i kochają twórczość autora - poznacie go z drugiej strony. Tym razem nie tylko jako autora, ale i bohatera własnej powieści.
Im więcej czasu mija od przesłuchania audiobooka, tym większe poczucie nienazwanej satysfakcji wzbiera gdzieś w środku mnie. Mignęła mi recenzja, w której osoba zwracała uwagę na "introwertyczność" tejże pozycji, która skutecznie ogranicza możliwości poznawcze przypadkowego czytelnika. Niby nic nowego pod słońcem górującym nad artystycznym światkiem, jednak w tym konkretnym przypadku czuć wyraźnie, jak liczne są ukryte znaczenia i powiązania, a ich właściwy sens odczytać może wyłącznie sam autor. Ta swoista niedostępność, niemożność wejścia w zakamarki świadomości p. Małeckiego bywała frustrująca. "Korowód" będę starała się doceniać jak tylko potrafię - za jedyne w swoim rodzaju kreacje, pióro nie do podrobienia, za niezwykle satysfakcjonujące przenikanie się poszczególnych warstw fabularnych. W poczet ulubieńców jednak nie wejdzie.
Początkowo nie czułam, chociaż doceniałam sposób, w jaki łączą się historie. Ale przy tej ostatniej, gdy dotarło do mnie, o kim czytam i czym jest Kształt... 🤯 Nie wiem, co ma w sobie Jakub Małecki, że tak prostymi słowami, opisując codzienność, potrafi szokować i poruszać delikatne struny naszych emocjonalności.
2,5/5 Po ostatnim tytule, który bardzo mnie rozczarował, trochę zapomniałam o Małeckim. Nie wiedziałam nawet, że wydaje coś nowego. Czytałam w ciemno. Niestety znów nie jestem zachwycona. Po lekturze doczytałam, że sam autor zapowiadał, że będzie to coś innego. Jak się okazało chodzi o autobiograficzne (nie wiem do jakiego stopnia) wątki. To w jakimś zakresie łagodzi mój zawód, bo wiadomo - takie historie rządzą się trochę innymi prawami. Zakładam więc, że pewnych rzeczy nie dało się opisać lepiej czy inaczej bądź je pominąć. Książka jest podzielona na kilka części. Około połowa to listy, pamiętnik oraz książka w książce, które stanowią "tło historyczne" do dalszej fabuły, ale same w sobie nie były zachwycające. Dzień po lekturze nie pamiętam szczegółów. To co ratuje ten tytuł to druga połowa (choć to zaledwie 80 stron w ebooku), gdzie mamy już Małeckiego, którego znamy. Piszącego z dbałością o szczegóły, budującego tło i klimat do opowiadanej historii, operującego niedopowiedzeniami. To jest to co chcę od niego czytać. Ta część książki trochę powoli się rozkręca, a jak już się wciągniemy to się kończy, ale ratuje dla mnie cały tytuł. Żałuję, że to nie było trzonem tej książki, a pierwsza część książki nie była okrojona i wpleciona w tę historię zamiast opowiadana osobno, po kolei. Sprawdziłoby się to dużo lepiej i wyważyłoby całość. W tej sytuacji mam wrażenie, że oceniam jedynie bardziej rozbudowane opowiadanie, które jednak nie do końca spełniłoby swoją rolę gdyby nie mało porywająca pierwsza część książki. Wiem co potrafi autor, więc niezmiennie będę go oceniać bardzo surowo. Szkoda, że tym razem nie było petardy. Był na to większy potencjał niż przy poprzednim tytule.
reread listopad 2024 (audio) Zdecydowałam się po tak krótkim czasie zrobić reread tej książki ze względu na to, że słyszałam dobre opinie i interesowała mnie wersja audio. Jeżeli chodzi o tą formę to uważam, że jest naprawdę świetnie zrealizowana i słuchało się tego absolutnie fantastycznie. ALE absolutnie nie polecałabym tej formy do zapoznania się z tą książką po raz pierwszy, a bardziej właśnie w celu ponownego spotkania. Audiobook czy słuchowisko jakkolwiek to nazwać, jest bardzo mocną interpretacją, która od mojej osobistej interpretacji była bardzo różna i myślę, że gdyby moje pierwsze spotkanie z tą książką odbyło się właśnie w takiej formie straciłabym naprawdę wiele. Pamiętam moment w którym przekręciłam kartkę rozdziału 6 i to, jak to co tam znalazłam sprawiło, że dosłownie świat mi się zatrzymał, poczułam rzeczy których nigdy wcześniej nie czułam, a forma audio absolutnie tego nie oddaje. maj 2024 Siedzę i patrzę się w ścianę. Mało jest takich książek, gdzie po przekręceniu ostatniej kartki mam ochotę zacząć ją od nowa. Początek był trudny, miałam wrażenie, że tym razem nie podołam, że jest to dla mnie zbyt ciężkie. Do jakichś 3/4 nie byłam pewna jakie mam odczucia, ale końcówka mnie przemieliła, wypluła i zostawiła zarówno z odpowiedziami jak i bez. Nadal jestem w transie i ciągle o niej myślę. ‘Kiedy skończyłem, zamknąłem książkę i oczy. Siedziałem tak, zastanawiając się, ile jeszcze podobnych tytułów jest na świecie. Byłem przekonany, że niezbyt wiele, bo przecież wtedy wszyscy nic tylko by czytali.’ - Najtrafniejsze opisanie tego co czuję w tym momencie.
4,5 Niezwykła opowieść w opowieści. Nie obyło się bez łez i zmiażdżenia serducha, ale pozostawiła mnie mocno z myślą, czy zadziałalaby tak samo gdyby autor nie wplótł odniesień do swojego życia? Oczywiście nadal są to doświadczenia czy emocje, z którymi jak najbardziej można się identyfikować, ale przez osobiste wątki ma o wiele większą siłę oddziaływania. Zdecydowanie oryginalna i poruszająca lektura. Znalazłam tu wiele dla siebie, ale tez mam poczucie , że nie odkryłam wszystkiego albo nie wszytko było dla mnie.
Jak on to robi? Za każdym jednym razem (no, z drobnych wyjątkiem Saturnina, który mi nie podszedł) kończę z opadem szczęki. Z zachwytu nad piórem i nad fabułą. A tutaj jeszcze mamy różne formy opowieści, więc i różne style. I już w ogóle miłość.
W książkach Małeckiego kocham się od lat, jakie by one nie były i choć jedne trafiają do mnie bardziej, a inne mniej, niezmiennie zachwyca mnie sprawność, precyzja i delikatność, z jaką operuje słowami, a także bogaty korowód postaci i ludzkich losów, które opisuje - odmiennych i powtarzalnych zarazem. Ta powtarzalność historii, następstwo pokoleń, wynikające z niego podobieństwa, wydają się stanowić punkt wyjścia również w przypadku jego najnowszej powieści. I, o ile nie przeszkadza mi zupełnie fakt, że jest to kolejna książka Małeckiego, którą już wcześniej czytałam, bo wszystkie są do siebie w pewnym sensie podobne, to nie poczułam przy niej chyba tego, co powinnam i z tego powodu jest mi odrobinę smutno.
Nie mogę odmówić autorowi, że to, czego próbował tu dokonać, jest niezwykle intrygujące - podobała mi się ta poszatkowana fabuła, zabawa z formą, zawarcie w obrębie jednej książki kilku opowieści i misterne splecenie ich ze sobą w jedną całość. To są rzeczy, które u Małeckiego sprawdzają się zawsze - tutaj może zrobione były na trochę większą skalę, połączenia były bardziej odległe, postacie rozrzucone w czasie i przestrzeni, ale nadal zadziałało. Podobała mi się też gra, którą podjął z czytelnikiem, próba zaproszenia go do swojego świata, uchylenie - a może nawet otwarcie - drzwi i pokazanie tego, czego zwykle nie widzimy. Ile w tym prawdy, a ile fikcji? Ile rzeczy wydarzyło się faktycznie, a ile to tylko wytwór wyobraźni? Wystarczy chyba, gdy powiem, że po skończeniu książki sięgnęłam po komputer i zaczęłam wyszukiwać pewne nazwiska, tytuły czy miejsca. Małecki umie kreować rzeczywistość w oniryczny sposób, równocześnie sprawiając, że jest ona niemal namacalna i bliska doświadczeniom każdego z nas.
Trochę zabrakło mi punety. Choć rozumiem urwanie historii w tym momencie - ona przecież wciąż się toczy, jej kolejne kartki nie zostały jeszcze napisane, to chciałabym w zakończeniu na moment wrócić do świata fikcji, zostawić bohatera-Małeckiego, a dostać kogoś innego, nowego, kolejną postać w korowodzie. Te czyste kartki były trochę zbyt... pretensjonalne? Pewnie się czepiam, ale chyba jednak wolę, gdy pisarze pozostają mi obcy, a oferują mi tylko (i aż) historie swoich bohaterów zamiast własnych.
(Nadal czekam na dłuuugą książkę Jakuba Małeckiego!)
To jest dla mnie ten typ autora, którego - zaraz po przeczytaniu książki - chcę na już posłuchać w wywiadzie. Skąd wziął te koncepty, co jest jego historią, a co fikcją, jak to działa, że potrafi o prostocie życia pisać tak intymnie i czemu - choć jest tak ultra pokornym, wrażliwym i introwertycznym człowiekiem - chce nam dawać taki kawał siebie w tych książkach.
Bardzo lubię Małeckiego jako człowieka. Po siedmiu już przeczytanych przeze mnie książkach stwierdzam śmiało, że to, co już stworzył, biorę dla siebie, a to, czego jeszcze nie wydał, wyczekuję z otwartymi ramionami.
Przeczytana na dwa posiedzenia - jak to zwykle u mnie bywa z książkami autora. Bardzo mi się podobała, była faktycznie inna, ale ta inność była niesamowita. Książka wciągnęła mnie bardzo, a końcówka sprawiła, że jest mi jeszcze bliżej do wrażliwości Jakuba Małeckiego. Bardzo polecam🤎
W jednym z wywiadów Jakub Małecki wspominał o karczmie na zamarzniętym Bałtyku. Zafascynowała mnie ta historia. Mówił też, że chciałby wykorzystać ten wątek w książce. Czekałam. Już kiedy pojawiła się okładka pomyślałam: „jeśli nie teraz, to nigdy”. No i miałam rację. W końcu ją mamy – karczmę na zamarzniętym Bałtyku. Wykorzystaną w genialny sposób.
Mamy tu język stylizowany na różne epoki, zapiski w dzienniku, listy, a nawet książkę w książce. Wszystkie te zabiegi są uzasadnione, wzbogacają treść oraz sprawiają, że książka jest dynamiczna i nie można się od niej oderwać.
Jestem zaskoczona i zachwycona V częścią. Nie kojarzę autora, który zrobiłby ten krok. A przynajmniej nie w taki sposób. Nawet nie jestem w stanie uchwycić słowami tego, co czułam, czytając tę część.
Jest tu kruchość życia, poszukiwanie siebie, walka z demonami i wielka wrażliwość na świat. Dla mnie to przede wszystkim historia bardzo wrażliwego człowieka, który dostrzega więcej i czuje więcej. Dar i przekleństwo. Dlatego też pisze. Pisanie pomaga. Sztuka pomaga. Coś o tym wiem.
Zawsze powtarzam, że książki Jakuba Małeckiego otulają czytelnika. I znowu tak jest. Ale tym razem nieco inaczej. Ale nie mogę powiedzieć Wam dlaczego, musicie przekonać się sami.
Jakub Małecki mówił, że ta książka będzie wyjątkowa i inna niż dotychczasowe. Zawsze podchodzę z dystansem do takich deklaracji. Ale w tym wypadku obietnica została spełniona. Będę jeszcze długo o niej myśleć.
Jak zwykle u Małeckiego porusza mnie jego wrażliwość, eksponowanie detali i sens ukryty właśnie w drobnostkach, bardzo trafny dobór słów do opisania emocji, uczuć, niuansów w relacjach międzyludzkich. Formalnie moim zdaniem trochę przekombinowana, kompozycyjnie niespójna, ale ma też swój niepowtarzalny klimat, który sprawia, że czyta się to bardzo dobrze.
Książka jest jak zwykle u Małeckiego piękna i wzruszająca. Nie przeszkadza mi, ze Małecki pisze ciągle jakby tę samą historię. Natomiast chyba nie do końca lubię tak wprost pisanie o sobie i watkach osobistych w książce, która nie jest stricte autobiografią/dziennikiem. Nie chcę nikogo urazić i z góry przepraszam za dobór słowa ( nie jestem dobra w nazywaniu rzeczy ), ale nasuwa mi się na myśl narcyzm.
Ta książka wywarła na mnie takie wrażenie. Momentami czułem się nielegalnie ją czytając przez sposób w jaki prowadzona jest narracja, ale tez przez przemyślane budowanie i trzymanie napięcia.
to moja pierwsza książka Małeckiego i, niestety, źle trafiłam. Słyszałam, że inne książki są lepsze, więc spróbuję z czymś bardziej jego i dam mu szansę, bo słyszałam o jego książkach dużo dobrego
Moje pierwsze spotkanie z Małeckim. Niesamowity klimat młodości w latach 90 i 2000. Interesująca pozycja, bardzo osobista, odważna. Choć ostatnio skończyłam drugiego Silent Hilla i te historie wydają się trochę bliźniacze, wersja z gry zrobiła na mnie większe wrażenie. 3.5
Wejdźcie do tej książki bez niczego. Żadnej recenzji, żadnego spoileru Zatopcie się. A potem patrzcie przez godzinę w ścianę. Najprostsze 5 gwiazdek w moim życiu.
Nie ocenię tej książki na razie, ale intymność ostatniej historii daje po emocjach. Polecam audiobooka, bo od drugiej historii efekty dźwiękowe w tle działają już o wiele lepiej.
Z mojej strony krótko, bo i książka jest dosyć krótka. To nie jest moja pierwsza przeczytana pozycja autora, bo swego czasu czytałam ich dosyć sporo. Niestety mam wrażenie, że wystarczy poznać losowe trzy książki i reszta staje się bardzo powtarzalna. Oczywiście pod względem pisarskim "Korowód" to jest dobra pozycja, ale nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, bo gdzieś z tyłu głowy cały czas miałam to wrażenie, że ta cała otoczka, ten styl, ta forma - to już było tylko z ciut innej kombinacji. Jestem pewna, że jakbym zaczęła przygodę z Jakubem Małeckim od tej książki to ta ocena byłaby wysoka, ale doskonale zdaję sobie sprawę, że stać go na dużo więcej i potrafi wywołać ten efekt wow.