Przerażająca zbrodnia, policjant, który nim złapie mordercę, sam musi wrócić do świata żywych, rozpaczliwe ruchy wymiaru sprawiedliwości w przededniu wybuchu wielkiego skandalu i on, zbrodniarz-artysta, cierpliwie czekający na Nowy Rok, by jak co dwanaście miesięcy zaprezentować kolejną odsłonę swojego wielkiego dzieła.
Grzegorz Brudnik powraca z miejskim kryminałem noir, jakiego w Polsce dawno nie było.
Zima zawisła nad Śląskiem. Skąpane w błocie świętochłowickie blokowiska, skute mrozem bytomskie familoki i Katowice, które choć nigdy nie zasypiają, i tak śnią najczarniejsze koszmary. Gdzieś tam skrywa się morderca.
Mocna, męska, brudna lektura z REWELACYJNĄ zagadką kryminalną! Jak to możliwe, że do tej pory nie czytałam nic Grzegorza Brudnika? Za chwilę moment drugi tom wlatuje na słuchawki!
pornol w scenerii kryminału. cześć kryminalna znośna, porno całkowicie zbędne. nie było dnf tylko temu, że polecono mi to jako najlepszą zagadkę kryminalną. zagadka ciekawa, ale tylko dla niej nie warto tego czytać.
"Żyjemy w państwie z gówna i kartonu, Lichy. Tam, gdzie panowie w marnie dobranych garniturach sami decydują, kiedy prawo jest prawem, a kiedy bezprawiem."
Jest to pierwsza książka autora, z którą miałam okazję się zapoznać. Ogólne wrażenie — rewelacyjny kryminał ze świetnie wykreowanymi postaciami. Żałowałam, że to już koniec przewracając ostatnią stronę.
"Potem media papierowe zdechły pod butem internetu, podobnie jak sama idea opiniotwórczości. Dawniej jeden mówił, a miliony słuchały. Dziś miliony mówią, a nikt nie słucha. Opinię kształtuje nie ten, kto ma coś mądrego do powiedzenia, a ten, co ma więcej followersów na Instagramie czy Facebooku."
Z posłowia dowiedziałam się, że w napisaniu "Szafarza" Grzegorza Brudnika wspierali dobrym słowem i motywowali Marek Stelar, Robert Małecki i Max Czornyj. Osobiście nie wierzę w blurby i polecajki innych autorów, gdyż uważam, że są mocno naciągane na potrzeby marketingowe. W tym jednym jedynym przypadku, z czystym sumieniem zgadzam się z opiniami autorów, które znalazły się w opisie wydawniczym "Szafarza". Czytelnicy wyżej wymienionych autorów będą ukontentowani... I tyle właściwie wystarczy do opisania tej książki. Dobra, dodam jeszcze minusy: 1. Nie rozumiem pojęć "kanciaste" i "bardziej kwadratowe" piersi. 2. Gadający pies. Dosłownie. Nie wymaga komentarza, ale biorąc pod uwagę, że wielu właścicieli (również się zaliczam) uważa, że ich psiaki wszystko rozumieją, tylko gadać nie potrafią, jestem w stanie to zaakceptować. 3. Sceny zbliżeń. Czasem w erotykach tylu ich nie ma i nie są tak "intensywne" jak w tym kryminale. Przy czym "sceny zbliżeń" to duże niedopowiedzenie, gdyż przekoloryzowanie sytuacji bardziej pasuje do porno. W tym przypadku również przymykam oko, gdyż mam ważenie, że to celowy zabieg. Powodem są słowa autora:
"Pieprzyli się po prostu jak w jakimś durnym, mało realistycznym pornosie, jednym z tych, które oglądając, odczuwa się więcej zażenowania niż podniecenia."
Lubisz jak w kryminałach występują gadające psy i sceny seksu jak z taniego harlekina? „Szafarz” poleca się do czytania 🤢. Sama zagadka ciekawa, ale to zdecydowanie za mało.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Odejmuję jedną gwiazdkę za ilość opisów uniesień miłosnych bohaterów, które nic a nic nie wniosły do historii i drugą gwiazdkę za gadającego psa. Sam wątek kryminalny w miarę ciekawy.
Nie moge sie zdecydowac na ilosc gwiazdek, bo jest sporo rzeczy w tej ksiazce na minus, kilka zaledwie na plus, a koniec koncow, wersji audiobookowej wysluchalam z przyjemnoscia. Jak z tego wyciagnac jakas srednia? Tak czy siak mam apel do Pana Autora: mniej seksu! Te sceny byly niepotrzebne i niesmaczne. W swiecie Pana ksiazki wszyscy chodza napaleni i nie ma czegos takiego jak zmarnowana okazja. Mnie osobiscie taka wizja mocno odrzuca. 2,5 gwiazdki
W ostatnich latach, kiedy niemal każdą wolną chwilę poświęcałam na czytanie książek, w moje ręce bardzo często trafiały naprawdę dobre historie. Tym sposobem mam już dość długą listę ulubionych autorek i autorów, których powieści są dla mnie zawsze gwarancją dobrej lektury. Lubię jednak od czasu do czasu sięgnąć po coś nowego, poznawać nowych autorów, stąd też zdecydowałam się sięgnąć po najnowszą powieść kryminalną Grzegorza Brudnika „Szafarz”.
Od dziesięciu lat w Sylwestra nieuchwytny morderca zostawia zdekapitowane zwłoki kobiet. Do rozwiązania zagadki zostaje powołany śledczy, który od pewnego czasu przebywa na zwolnieniu. Rafał Lichy ma na swoim koncie wiele sukcesów, jednak ma również problemy z alkoholem. Czy I tym razem odniesieniu sukces i rozwiąże zagadkę tajemniczego Szafarza?
„Szafarz”, jak wspomniałam wyżej, to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora. Sięgnęłam po tę książkę głównie dlatego, że mocno zaciekawił mnie opis fabuły. Biorąc książkę do ręki, kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać, jednak intuicja podpowiadała mi, że to będzie udana lektura. Po raz kolejny przeczucie mnie nie myliło. „Szafarz” to dość obszerna, ale wciągająca od pierwszych stron opowieść kryminalna, w której nie brakuje mocnych, brutalnych, momentami przerażających scen. Prowadzone śledztwo jest bardzo intrygujące i trzyma w napięciu, liczne zwroty akcji zaskakują i z każdą kolejną przeczytaną stroną czytelnik chce jak najszybciej poznać zakończenie. Widać ogrom pracy autora włożony w powstanie tej historii, którą według mnie jest dopracowana w każdym szczególe. Jedyne, co mnie osobiście przeszkadzało, to zbyt szczegółowo opisane sceny erotyczne. Jestem zdania, że w powieściach kryminalnych nie ma potrzeby tak „wyraźnie” opisywać zbliżeń pomiędzy dwojgiem ludzi. Ale to jest tylko moje zdanie, być może innym czytelnikom to nie przeszkadza. Podsumowując, „Szafarz” to dobrze skonstruowany kryminał, w którym nie brakuje akcji, napięcia, brutalnych scen. To historia, która wymaga od nas trochę skupienia, jednak czyta się ją płynnie i z zaangażowaniem, autor niewątpliwie potrafi zaintrygować czytelnika toczącą się fabułą. Jeżeli lubicie mocne historie kryminalne, to „Szafarz” będzie dla Was idealną lekturą.
"Dawniej jeden mówił, a miliony słuchały. Dziś miliony mówią, a nikt nie słucha. Opinię kształtuje nie ten, kto ma coś mądrego do powiedzenia, a ten, co ma więcej followersów na Instagramie czy Facebooku."
Czy rejon w którym dzieje się poznawana przez Was historia ma znaczenie? Sama niedawno odkryłam, że najlepiej czuję się w rejonach górskich oraz Górnego i Dolnego Śląska. „Szafarz” Grzegorza Brudnika to pierwsze spotkanie z komisarzem Rafałem Lichym. Jest to typ bohatera który wywołać może skrajne emocje. Z jednej strony ma zmysł śledczy, wie gdzie węszyć jak prawdziwy pies, ale z drugiej ma też ciemną stronę mocy, która na dłuższy czas wyłączyła go ze służby. Kiedy jednak na Śląsku zaczęły pojawiać się ofiary z obciętymi głowami, których odnalezione ciała nie były właścicielami Lichy został wbrew swojej woli ponownie wciągnięty w policyjne szeregi. „Szafarz” to wciągająca i trzymająca w napięciu historia, w której autor nie szczędził nam krwawych opisów. Podążając za Lichym poznajemy układy jakie panują w sferach kibolskich, muśniemy też trochę sztuki. Poczytamy też o trudnych relacjach panujących między funkcjonariuszami. „Szafarz” to książka w której jest wielu bohaterów, którzy są potencjalnymi sprawcami opisywanych mo-derstw. Autor umiejętnie mylił tropy, podsuwał podejrzanych, a na końcu wyprowadził nas w pole. Bardzo lubię takie historie które biorą mnie z zaskoczenia, a moje domysły odchodzą w zapomnienie kiedy cała prawda wychodzi na jaw. Myślę, że cała historia nie straciłaby na swej oryginalności gdyby kobiety mniej rzucały się na Lichego dzień w dzień. Polecam.
Wahałam się z oceną. Z jednej strony ciekawa sprawa kryminalna i postać głównego śledczego (chociaż jest on typowym bohaterem w polskich kryminałach - nadużywa alkoholu, pali jak smok i uprawia seks z wieloma kobietami). Z drugiej strony - całość trochę się dłużyła oraz nadmiar opisu scen erotycznych działał na minus. Co do wątku psa, sama nie wiem co o nim myśleć.
3.5/5 Nietuzinkowa historia, ciekawy bohater, ale przytłaczająca liczba scen miłosnych i opisów miejsc intymnych zniechęca mnie póki co do kontynuowania tej serii.
Chore g*wno. Edit po drugim podejściu, do którego skusił mnie lektor na Audiotece (Bonaszewski). Za dużo bezsensownego, „kadłubkoego” seksu. Serio, po co? Wszystkie sceny przewijałam, bo były zupełnie bezsensowne. Wątek kryminalny za to naprawdę zacny i za to daję 3 gwiazdki. A jedna gwiazdka w całości dla wątku z „Sierścią” :)
Przerysowane jak tylko się da, niektóre postacie są wręcz teatralne. Sceny porno są tak niepotrzebne i tak obleśne i tak nie na miejscu… tylko stary niespełniony dziad mógł to napisać. Może to być nawet najlepsza tajemnica kryminalna, ale jest jednocześnie tak niesmaczna i irytująca, że nie potrafię polecić ani pochwalić.
Przerażająca zbrodnia, policjant, który nim złapie mordercę, sam musi wrócić do świata żywych, rozpaczliwe ruchy wymiaru sprawiedliwości w przededniu wybuchu wielkiego skandalu i on, zbrodniarz-artysta, cierpliwie czekający na Nowy Rok, by jak co dwanaście miesięcy zaprezentować kolejną odsłonę swojego wielkiego dzieła. Grzegorz Brudnik powraca z miejskim kryminałem noir, jakiego w Polsce dawno nie było. Zima zawisła nad Śląskiem. Skąpane w błocie świętochłowickie blokowiska, skute mrozem bytomskie familoki i Katowice, które choć nigdy nie zasypiają, i tak śnią najczarniejsze koszmary. Gdzieś tam skrywa się morderca. „Powieści sensacyjne Brudnika są znakomite, ale prawdziwy kunszt pisarski autor odkrywa dopiero w kryminalnym „Szafarzu”. Ależ to jest dobre!” Robert Małecki „Realistyczna, bezpardonowa, szorstka, sięgająca najgłębszych pokładów zła i odzierająca ze złudzeń“. Marek Stelar Powyższy opis pochodzi od wydawcy. Zawsze mi się zdawało, że wy macie zapobiegać morderstwom, a nie na nie czekać .👏 Szafarz: Ależ to było dobre ! Tu jest wszystko, czego potrzebuje czytelnik od świetnego kryminału. Podinspektor Andrzej Krzywiński w sylwestra zamiast pić szampana i świętować Nowy Rok, z rodziną. Spędza, go biurze ze swoim zespołem oczekują, na telefon, w sprawie kolejnego morderstwa. Od ośmiu lat, morderca kobiet, jest nieuchwytny. Co rok w sylwestra Krzywiński odnajdę z dekapitowane zwłoki, kobiet. Krzywiński ma nóż na gardle, postanawia, że do jego zespołu dołączy, komisarz Rafał Lichy. Lichy jest degeneratem, prawię, żyje na ulicy i wcale nie chcę dołączyć do zespołu Krzywińskiego. Rafał Lichy kiedyś był innym człowiekiem, rozwiązał słynną sprawę mordercy "Szewca z Chociebuża" Po tamtej sprawie już nic nie zostało z tamtego człowieka. Książka napisana przez Grzegorza Budnika pochłonęła mnie od pierwszych stron. Uderzyła we mnie gęstą atmosferą mrocznego, zimowego Śląska. Muszę przyznać, Grzegorz Brudnik napisał, świetny kryminał. Była to pierwsza książka, tego autora, którą przeczytałem. Zastanawia mnie tylko, czy będzie dalsza część przygód komisarza Lichego, bo zwyczajnie chłopa polubiłem. 10/10🔥
Jak dla mnie to hicior absolutny, niespodziewany, na który czekamy, choć nie zasługujemy. Kapitalny styl, od pierwszych wersów czuć, że to będzie mocna literatura i nie zawiodłem się. Lichego poznajemy gdy jest wrakiem człowieka. Bezdomny, mało trzeźwy, próbujący złapać Anioła za stopy by go zabrał z tego świata. Rękę podaje mu Podinspektor Krzywański, któremu grunt pali się pod nogami. 8 lat trwa operacja specjalnej jednostki próbującej złapać seryjnego mordercę kobiet. Lichy to dawno wygasła gwiazda polskiej kryminalistyki, wybitna jednostka, który chcąc nie chcąc, z akcentem na „nie chcąc” dołącza do zbieraniny, która ma jeden cel, choć wcale nie zamierza współpracować. Kryminał soczysty, wulgarny, przesiąknięty erotyką, balansujący na granicy dobrego smaku, ale przy tym pełen optymizmu i humoru. Sikałem w majtki gdy Lichy dostrajał antenę starszej pani kalecząc się kawałkiem drutu „ostrym niczym katana mistrza NiChuja”. Podobnie jak rekina w „Szczękach” tak mordercy w Szafarzu nie poznajemy aż do ostatnich stron. Wielokrotnie mamy wrażenie, że widzimy chory, psychodeliczny, przerażający świat oczami przestępcy, ale to tylko niepokojące, popaprane senne widziadła na jawie Lichego. Świetne rysy kilku postaci, nawet najgorszego z najgorszych Cyrę będziemy długo pamiętać. No i te kwieciste kobiece imiona… Liliana, Róża, czy Kalina. Ocena mogłaby być wyższa gdyby nie kilka przesadzonych elementów, szczególnie przesadne epatowanie seksem. Wydaje mi się, że autor może mieć jakieś kompleksy, bo wszyscy w powieści mają wielkie… hmmm, „pierwszorzędowe cechy płciowe”. Generalnie ta książka to jedna wielka orgia, jakby wraz z brudnym śniegiem na Polskę spadł aktywator eliminujący wszelkie blokady w ludziach, wyzwalający najgłębiej uśpione popędy. Na szczęście na plan pierwszy wybija się świetnie prowadzone śledztwo, przesłuchania, zbieranie dowodów i próby dotarcia do prawdy. Choćby za poszukiwanie Sierści w śnieżycy Lichy ma u mnie dozgonny kredyt zaufania.
Z czym kojarzy się Wam Śląsk? Moje pytanie jest nieprzypadkowe - to właśnie na Śląsku, a konkretnie w części Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego, rozgrywa się akcja powieści. Nie zaskoczył mnie sposób, w jaki Grzegorz Brudnik przedstawił te miejsca - to się dzieje niemal w każdym kryminale. Sama jestem ze Śląska i rozumiem, że ma taki właśnie potencjał. Jednak odnoszę wrażenie, że to buduje o nim fałszywe przekonanie.
Dlatego już na początku - po przecież tak wielu pozytywnych opiniach o tej serii - byłam nieco rozczarowana. Tym bardziej, że postać Lichego budziła we mnie wyłącznie odrazę.
I jakie było moje zaskoczenie, gdy zorientowałam się, że żyję tą historią. Że Lichy to nietuzinkowy bohater. Że GOP nie mógł tu inaczej wyglądać. Że musiały się tu pojawić te nieszczęsne erotyczne sceny. Że nawet pies musiał mieć tu prawo do swojego zdania. Bo to wszystko stworzyło kryminał wyjątkowy: nieprawdopodobnie klimatyczny, surowy, gęsty jak mgła i smog, które pokrywały miasta.
I choć nie lubię, kiedy autor odbiega od głównego wątku tak bardzo i tak często, to tutaj każdy najmniejszy element fabuły złożył się na wyjątkową całość. Postaci jest sporo, wątków - mniejszych i większych - całe mnóstwo. Jest sporo refleksji, opisów miejsc, scen jak z filmu sensacyjnego, do tego każdy z bohaterów został skrupulatnie zarysowany. Czasami można się w tym pogubić. A jednak każdy szczegół ostatecznie trafia na swoje miejsce, tworząc całość, która wciąga bez reszty.
Nie mogę też pominąć rewelacyjnego stylu autora. Grzegorz Brudnik pisze w pięknym języku, który mnie zachwycał z każdą stroną coraz bardziej.
“Szafarz” to wymagający i dość sporych rozmiarów kryminał. Niemniej wyróżnia się swoim wręcz apokaliptycznym klimatem. Polecam koneserom gatunku, a sama będę tę serię kontynuowała.
Słuchałam tej książki głównie w samochodzie – to był bardzo przyzwoity kryminał z mocnym klimatem, który dobrze mi towarzyszył w trasie. Na plus zdecydowanie główny bohater – Lichy, twardy i nieprzystępny, ale… jego relacja z psem absolutnie mnie rozbroiła. Ten element najbardziej zmiękczył moją ocenę postaci i dodał jej autentyczności.
Styl pisania Brudnika jest bardzo malowniczy – miejsca akcji miałam dosłownie przed oczami. Miasto oddane jest z brudem, kurzem i tą przytłaczającą, postindustrialną atmosferą.
Z minusów: – Zbyt dużo wątków pobocznych i postaci, momentami trudno się połapać, kto jest kim. – Zdecydowanie za dużo seksu i erotyki, jak na kryminał – nie zawsze to coś wnosiło. – Brakuje postaci „pomiędzy” – albo dobrzy, albo źli. Te próby pogłębiania charakterów (np. policjant z historią ojca, który tłumił strajki) czasami wydawały się sztuczne i męczące.
Spoiler poniżej:
🔪 Motyw seryjnych morderstw kobiet – każda ofiara odnajdywana z głową… innej kobiety – jest mocny i buduje napięcie. Do pewnego momentu morderca działa według wzoru, ale system się zaburza, co ożywia akcję i wprowadza nowe tropy. To był moment, który mnie naprawdę przyciągnął.
🧠 Lichy to postać tragiczna – błyskotliwy, ale pchany przez coś w rodzaju wewnętrznej destrukcji, jakby od początku był na drodze do własnej śmierci.
Podsumowując: bardzo klimatyczny, momentami przeładowany, ale intrygujący start serii. Nie idealny, ale zdecydowanie wart poznania, jeśli lubicie kryminały z ciężką atmosferą i silnym bohaterem.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Trafiłam na tę książkę na Audiotece, żeby mieć czego słuchać podczas długich tras do pracy i z powrotem. Wybrałam dlatego, że myślałam że to kryminał. I tak się dobrze zapowiadał, chociaż standardowo mamy tutaj sztampowego głównego bohatera - policjanta z problemami. Nic nowego - praktycznie każdy komisarz, główny bohater kryminału albo ma problem z alkoholem, gniewem, rodziną, próbami odebrania sobie życia. Nie można wymyślić policjanta, który nie jest kalką z innych? Czy tylko człowiek z problemami ze sobą może być dobrym policjantem? Ale nie to jest w tej książce najgorsze. Najgorsze są te wyuzdane, nazbyt szczegółowe, obrzydliwe i wulgarne sceny erotyczne. Jasne, ludzie to robią. Ale to było tak brzydko napisane, że zdaje mi się, że parę osób w autobusie zauważyło mój zniesmaczony wyraz twarzy, kiedy tego słuchałam. Bo serio, chciało mi się wy*iotować, kiedy akurat te wstawki się trafiały. Fuj, bleh. Koniec definitywny z moją przygodą z panem Brudnikiem.
Książka zapowiadała się naprawdę dobrze. Seryjny morderca, mroczny klimat śląskich miast, intryga wewnątrz policji. Do tego sporo pozytywnych recenzji. Idealny przepis na historię, od której trudno się oderwać.
Niestety szybko okazało się, że autor nie bardzo wiedział, na co się zdecydować. Kryminał czy tania powieść erotyczna? Ostatecznie wyszło coś pomiędzy. A ja akurat lubię, gdy kryminał jest po prostu kryminałem.
Wszystkie kobiece postacie są tu bez wyjątku atrakcyjne, samotne i zdają się biegać po mieście w przezroczystych sukienkach, bez bielizny, w dodatku zimą. Biust i sceny seksu pojawiają się nagle, bez ostrzeżenia i bez większego sensu dla fabuły.
A sam wątek kryminalny? Wydumany i przerysowany, bardziej męczący niż wciągający.
Za dużo wywołującego grymas zniesmaczenia seksu - rzucają się tu wszyscy na wszystkich, niezależnie od płci i okoliczności. Mężczyźni zawsze gotowi na seks z każdą napotkaną napaloną kobietą. Ani smaczne, ani śmieszne, ani wysublimowane. Obok tego baba która była chłopem czy chłop który był babą - sam autor chyba się pogubił. Do tego gadający pies - litości! A na dokładkę błędy: ortograficzne, stylistyczne, pominięte przyimki... Plus za szybkość czytania i podsumowanie całej wydumanej intrygi, w której można było się pogubić. Na szczęście na koniec ktoś nam to wyłożył w kilku zdaniach.
Oj jak to się świetnie zaczyna! Lekkie pióro, nutka humoru, brutalne zbrodnie, ale bez niepotrzebnego epatowania flakami i świetny główny bohater. Jest mrocznie, jakoś tak brudno i ciężko, krótko mówiąc pysznie. A potem pan autor przypomina sobie, że właściwie to wcale nie chciał napisać porządnego kryminału, tylko lekko żenujące porno. Szkoda.
Zdecydowanie nie podoba mi się przedstawiony przez autora świat, w którym każda kobieta jest samotna i tak napalona, że dosłownie rzuca się na każdego faceta, który jej się nawinie. Zagadka kryminalna ciekawa, ale bardzo wydumana, dobrze, że Liliana streściła ją w kilku zdaniach, bo można się było pogubić.
Kurde to była dobra zagadka z fajnymi bohaterami, ale liczba scen i opisów z podtekstem seksualnym (i nie tylko podtekstem) mnie pokonywała 🥲 W tego typu książkach jestem na to dość obojętna, ale tu po prostu nie dało się momentami nie krzywić
Trochę liczę, że w następnym tomie będzie tego mniej, bo czytało się przyjemnie, a sama fabuła była wciągająca