Każda rodzina ma swoje sekrety i swoje robactwo ukryte w ścianach – wystarczy tylko poruszyć pierwszą deseczkę…
Szara Bydgoszcz lat 90. W lesie na obrzeżach miasta młoda dziewczyna odnajduje okaleczone zwłoki mężczyzny. Sprawca ewidentnie nie wstydzi się swojego dzieła – podpisuje ofiarę i sam naprowadza śledczych na pierwsze tropy. Misterne cięcia i napis wyryty na klatce piersiowej prowadzą doświadczonego komisarza Bondysa jak po sznurku… do kolejnej ofiary. Bydgoski morderca nie syci się jednym zabójstwem – wręcz przeciwnie. Jest łakomy, spragniony krwi i nieuchwytny. Czy Bondys zdąży go zatrzymać, zanim miasto ogarnie zbiorowa panika? Co wspólnego ze sprawą ma pacjentka szpitala psychiatrycznego? I czy istnieją okoliczności, w których można usprawiedliwić seryjnego zabójcę?
Robaki w ścianie to pierwszy tom serii kryminałów z komisarzem Bondysem, charyzmatycznym śledczym, który nie tylko stara się rozplątać sieć zawiłych zależności, jakie kryją się za serią morderstw, lecz także walczy z własnymi „robakami”…
Recenzja powstała w ramach akcji recenzenckiej Wydawnictwa SQN (super sprawa, pięknie dziękuję za egzemplarz!)
Podobno boazeria to wyznacznik polskiej gościnności, obowiązkowy element domowego wystroju – coś jak ćmielowskie figureczki czy kosz ukryty w szafce kuchennej. Przez lata nie zasmakowałam luksusu posiadania żadnego z owych dodatków. Lektura „Robaków” utwierdziła wątpliwą reputację „bursztynowej komnaty”, która niemal od zawsze kiełkowała w mojej głowie. Mogę żałować porcelanowych kotków, nawet śmieci upychanych pod zlewem. Ale pełzające robactwo – to już zbyt wiele.
Dawno nie czytałam tak klimatycznego thrillera. Wydaje się, jak gdyby opisywana (przez rodowitą mieszkankę, co dodatkowo podnosi mój stopień zaufania w autentyczność odtwarzanych realiów) Bydgoszcz była kolejnym bohaterem, jednym z całego arsenału. Im więcej zaś postaci i wątków, tym bardziej raduje się moje czytelnicze serducho – następny punkt dla autorki! Niestety, nie sposób oddailić się od matematycznych prawideł, zatem gdy mamy do czynienia z plusem, tuż obok czaić musi się minus. Na miano głównej bolączki, która uparcie przypominała o sobie, próbując jednocześnie odebrać mi przyjemność z lektury, zasługuje styl. Wspominam go tuż obok peanów na cześć bohaterów, ponieważ to właśnie w interakcjach zachodzących pomiędzy nimi dało się odczuć dziwną do nazwania energię. „Kanciastość” dialogów i pojedynczych scen zrzucam jednak na karb debiutu. Wierzę, że rozbieg wzięty przez autorkę da początek długiemu maratonowi. Zaserwowane przez nią pokaźne tomiszcze jednoznacznie ilustruje powiedzenie „jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej”.
Choć od opisywanej w „Robakach” Bydgoszczy dzieli mnie 300 kilometrów z przysłowiowym hakiem (i jakieś 30 lat...), na dobre wsiąkłam w jej mroczne zaułki. Ledwo opuściłam je wraz z przerzuceniem ostatniej strony, a już zaczyna się robić tęskno. Zdecydowanie potrzebuję kolejnej dawki przygód komisarza i jego teamu.
Cieszę się, że Hanna Białys stworzyła powieść stricte bydgoską, jej bohaterowie bowiem są już nieco schematyczni, a przynajmniej oparci na popularnych kliszach, które powielają się niezależnie od opisywanej epoki czy miejsca. Mamy glinę z tragiczną przeszłością, tajemnicą, ze smutnym spojrzeniem mężczyzny doświadczonego, który najbardziej na świecie lubi palić papierosy bez filtra i nic sobie z tego nie robi, a nawet chełpi się swoimi czarnymi płucami. I pochłania hektolitry czarnej kawy. Jego współpracownicy to również klisze, nie zapadają za bardzo w pamięć. W „Robakach w ścianie” zapadają natomiast w pamięć postacie poboczne. Dziewczyna chora na schizofrenię. Jej lekarka ze szpitala psychiatrycznego. Dyrektorka liceum jednej z ofiar. I inni, którzy może mieli być tylko tłem, a okazali się być najbardziej ludzcy, najbardziej zwyczajni, a jednak nie do zapomnienia.
Przeczytałam z przyjemnością, zaintrygowana meandrami śledztwa, którymi popłynęli bohaterowie. Nie było tu oczywistych rozwiązań, a Hanna Białys widać, że dobrze bawiła się wymyślając zwroty akcji. Może jest tam kilka niedociągnięć (wydawało mi się, że lekarka miała coś więcej za uszami?), ale zamykając ostatnią stronę skończyłam zadowolona. Nie ma to jak nasz rodzimy kryminał. Polska kryminałem stoi – i „Robaki w ścianie” to kolejny dowód.
Czy kryminalny debiut z twardym i, na pierwszy rzut oka, stereotypowym gliną w szarej polskiej rzeczywistości może być oryginalny? Jak najbardziej, jeszcze jak! Już sam punkt wyjściowy jest szalenie intrygujący. Kiedy ruszamy na leśny spacer z chorą na schizofrenię dziewczyną towarzyszy nam lekki niepokój, który przeradza się w napięcie wraz ze zmianą przechadzki w pogoń za psem, który COŚ wywęszył. Książka jest pełna takich pozornie spokojnych i normalnych momentów, które kompozycją i ogólnym klimatem budzą podskórne obawy. Autorka bardzo umiejętnie gra tymi narzędziami, a umiejscawiając akcję w ponurej Bydgoszczy lat 90 tylko podkręca atmosferę.
W tym wszystkim centralną postacią jest oczywiście Komisarz Bondys - ten pozornie stereotypowy glina, który z czasem pokazuje nieco inne oblicze. Nasz bohater jak typowy heros z klasycznych kryminałów lubi wypić, ma cyniczne spojrzenie na świat, problemy z partnerkami i oczywiście twarde zasady. Na szczęście autorka obdarzyła go ciekawą przeszłością, idealnie pasującą do czasu i miejsca akcji, oraz kilkoma wyróżniającymi się cechami jak na przykład mizofonia. Oprócz tego komisarz zachowuje zdrowy balans między błyskotliwością i typowymi, ludzkimi pomyłkami. Myślę, że na koniec książki trudno go choć trochę nie polubić, zwłaszcza, że jego jakże trafne spostrzeżenia zwykle ociekają czarnym humorem. Na jego tle reszta postaci wypada niestety blado. Trochę wybiją się chora na schizofrenię bohaterka z otwierających scen oraz życzliwa starsza sąsiadka - powierniczka Bondysa. I oczywiście piesek - Kodeks!
Fundamentem dobrego kryminału jest ciekawa sprawa przewodnia i tutaj Robaki w ścianie błyszczą. Ściganie seryjnego mordercy jest bardzo wciągające, zwłaszcza, że autorka rzuca nam kilkukrotnie fałszywe tropy, wiarygodne zwroty akcji i cały czas dobrze dawkuje napięcie. Same zbrodnie są dość graficzne i ich opisy mogą nie jeden raz wwiercić się w wyobraźnie. Choć nie tak jak historia o tytułowych robakach w ścianie…
Nie da się oczywiście nie wspomnieć o silnym społecznym aspekcie głównej sprawy. Od pierwszych przesłuchań jesteśmy świadkami zaściankowości, homofobii i ogólnego zacofania większości istotnych dla śledztwa osób. Śledzi się to ze smutkiem, ale też niestety taka była (i w wielu miejscach nadal jest) polska rzeczywistość. Tym bardziej cieszy, że autorka w ten dość nienachalny sposób pokazuje co w tym wszystkim jest nie w porządku. A też trudno nie współodczuwać wraz z Komisarzem Bondysem silnej niechęci do tej zacofanej zgrai.
Książka wzbudziła we mnie chęć na sięgnięcie po kolejne kryminały i przypomniała jak w przypadku udanej realizacji ten gatunek oddaje. Oprócz tego to kolejny dowód, że polska literatura nie musi stać na boomerstwie, konserwie i przaśności. A kolejnych książek Hanny Szczukowskiej-Białys będę wypatrywał z niecierpliwością.
"Robaki w ścianie" to kryminał, który wgniata czytelnika w mroczną atmosferę lat 90. Bydgoszczy, a jednocześnie oferuje wciągającą fabułę i wielowymiarowe postaci. Najbardziej wielowymiarową postacią jest tu sama Bydgoszcz.
Generalnie, może dziwne skojarzanie ale Grombelardzka legenda. Serce Gór ważną role pełni sam Grombelard. Bardzo doceniam książki gdzie samo miejsce akcji jest ważne i realnie "oddycha" a tutaj Bydgoszcz faktycznie oddycha. Parafrazując opis z Grombelardzkiej legendy. Bydgoszcz to brzydkie bloki. Odwieczne tracenie nadziei przez ciężki klimat. Wieczna szarość i brud. To jest Bydgoszcz. Ale jednak to wszystko ma w sobie jakiś dziwny mroczny romantyzm. Przez co miasto żyje.
Bydgoszczy byłem kilka razy. Jednak w Polsce mamy wiele innych Bydgoszczy. Opis miasta dał mi wgląd w to jak wygląda moje miasto. Bez większego problemu mój Głogów mogę przyrównać do Bydgoszczy autorki. Łączmy się my ludzie z miast których nikt nigdy nie podał dłoni.
Autorce udaje się doskonale oddać klimat tamtych czasów oraz miejsca(tak mi się wydaje xD), co dodaje autentyczności opowieści. Nie brak tu także ważnych społecznie tematów, które nadają głębi całej historii.
Fabuła skrupulatnie prowadzi czytelnika przez labirynt zbrodni, podrzucając fałszywe ślady i zaskakujące zwroty akcji. Autorka nie boi się pokazywać makabrycznych szczegółów zbrodni, co nadaje powieści autentyczności, choć może być przerażające dla niektórych czytelników.
Jedne co mi tu nie grało to dialogi. Często mnie nie angażowały. No ale jednak to debiut. Fanem gatunku nie zostanę. Jednak wole uciekać po znane mi światy. Jednak jest to dobra rzecz.
Uwielbiam sięgać po debiuty, a tym samym poznawać nowych autorów i być z nimi od pierwszej wydanej historii. „Robaki w ścianie” – debiutancka powieść Hanny Szczukowskiej-Białys przyciągnęła mnie do siebie mroczną okładką i równie intrygującym opisem. Historia ta okazała się wyśmienitym początkiem świetnie zapowiadającej się serii kryminalnej.
Każda rodzina ma swoje sekrety i swoje robactwo ukryte w ścianach – wystarczy tylko poruszyć pierwszą deseczkę…
Hanna Szczukowska-Białys na kartach swojej debiutanckiej powieści przenosi nas do Bydgoszczy lat 90. Podczas spaceru z psem młoda dziewczyna odkrywa w lesie okaleczone zwłoki mężczyzny. Sprawca nie wstydzi się swojego dzieła, wręcz przeciwnie, podpisując ofiarę imieniem i nazwiskiem szybko naprowadza śledczych na pierwsze tropy. Niebawem zostają odnalezione kolejne zwłoki. Czy doświadczony komisarz prowadzący śledztwo zdąży złapać zabójcę, nim zginie kolejna osoba?
„Robaki w ścianie” to bez wątpienia kolejny debiut na naszych rodzimym rynku wydawniczym, który zasługuje na uwagę miłośników gatunku. Autorka idealnie oddała klimat lat 90., oddając w nasze ręce powieść przesiąkniętą brudem, nienawiścią i nietolerancją do osób o innej orientacji seksualnej. Już pierwsze strony powieści dają nam do zrozumienia, że przyjdzie nam się zmierzyć z niełatwą lekturą i dość skomplikowanym i trudnym śledztwem. Historia wciągnęła mnie bez reszty, z każdą przeczytaną stroną coraz bardziej czułam się zaintrygowana prowadzonym śledztwem i wspólnie z komisarzem próbowałam rozwikłać zagadkę tajemniczych morderstw. Autorka wodziła mnie za nos, umiejętnie podrzucała mylne tropy, tym samym napięcie, które było moim towarzyszem podczas lektury niemal od pierwszej strony, pozostało nim do samego końca. Autorka zadbała również o dość szczegółowe opisy zbrodni, a ja jakoś fanka takich historii, właśnie tych szczegółów wypatruje. „Robaki w ścianie” to rzetelnie skonstruowany, przemyślany i dopracowany w każdym szczególe kryminał, który z pewnością wyróżnia się na tle innych historii. Książkę czytało mi się bardzo dobrze, zafascynowana śledztwem śledziłam kolejne wydarzenia i nawet nie wiem, kiedy dobrnęłam do zaskakującego finału. Na pewno sięgnę po kolejne książki autorki, bo nie ukrywam, że ciekawi mnie, jakie jeszcze sprawy do rozwiązania czekają na komisarza Bondysa. Jeżeli lubicie kryminały osadzone w latach 90., to myślę, że „Robaki w ścianie” będzie pozycją, która w pełni Was usatysfakcjonuje. Polecam.
Musiałam chwilę odczekać i pomyśleć zanim wzięłam się za tą recenzję. Za chwilę o tym dlaczego. Po "Robaki" zdecydowałam się sięgnąć po jakiejś przeczytanej opinii o tym, że Bydgoszcz w niej stanowi dodatkowego bohatera (a raczej bohaterkę). I tak jest w istocie. Ale po kolei: Najpierw pozytywy: wspaniały, szaromokry i lekko brudny opis rzeczywistości lat 90tych w Bydgoszczy. Bydgoszcz, około 2 godzin jazdy z mojego Trójmiasta, była dla mnie miastem "przejezdnym" - ot - przesiadka na pociąg do Piły za młodu. Jakoś nigdy nie spędziłam w niej zbyt wiele czasu. Opis lat 90tych w Bydgoszczy różni się bardzo od tego, który mogłabym napisać o Trojmieście, ale są pewnie podobieństwa. A tak sobie myślę, że niektóre spostrzeżenia muszą być nieco przerysowane, w celu budowania klimatu oraz akcji. Trochę tak jak w opisie Wałbrzycha w "Piaskowej Górze". I to w tej książce działa. (Muszę jeszcze sprawdzić "Czerwień", w końcu jest o Gdańsku, ale na razie telewizyjny hype mnie odrzucił.) Postać Komisarza w pakiecie ze wspomnieniami, nawykami oraz pewną wadą (nie ujawniam) też jest ciekawa prowadząc nas przez meandry teraźniejszośći przeplatanej z przeszłością i to przede wszystkim dla niej sięgnę po kolejną książkę z cyklu. Zabrakło mi tutaj trochę momentów olśnienia pod koniec rozmów z przesłuchanymi - gdy nagle wszystko staje się jasne i my jesteśmy tymi, którzy nie zauważyli ważnych powiązań a on jak najbardziej, ale to też ma swój smak. Akcja mnie wciągnęła, do tego stopnia, że nie chciałam przerwać. I to się liczy. Dałabym tej książce 4 giwazdki, ale jestem wyczulona na pewnien punkt - jakiekolwiek powiązywanie homoseksualizmu z pedofilią. Ja wiem, że książka ma niby opisać rzeczywistość lat 90tych i prawdopodobnie w zamierzeniu autorki tak niby ludzie myśleli wtedy w Bydgoszczy, ale jakikolwiek brak zaprzeczenia lub wyjaśnienia tego faktu (tzn homoseksualizm nie ma nic wspólnego z pedofilią) od strony organów ścigania w postaci Bondysa lub reszty wkurzył mnie niemiłosiernie. Ten zarys pomysłu nawet jeżeli się komuś w głowie wykluł, powinien zostać zdementowany i zgnieciony na pył. Przy podejrzeniu, że dorosła ofiara była gejem, jego partnerów nie powinno się szukać w szkole. Koniec i kropka. W ogóle moje doświadczenie/ postrzegania gejów i lesbijek (jak to się wtedy mówiło) we wszystkich środowiskach moich i moich znajomych w Trójmieście, Poznaniu czy Pile w tamtych czasach jest tak diametralnie różne od tego opisanego w książce, że stanowi to dla mnie dość spory dysonans. Nie wiem jak to było w środowisku kiboli, bo to dość specyficzna grupa, z którą nie miałam wiele wspólnego, ale moja Mama chodziła do fryzjera geja, na wielkim blokowisku najlepsza wypożyczalnia video, do której przyjeżdżali ludzie z całego miasta była prowadzona przez gejów (bardzo dobrze znających się na rzeczy), w mojej szkole były dziewczyny z dziewczynami i nawet paru chłopaków razem. To dopiero sytuacje sprzed 4 lat przypominają mi te opisane w książce - nagonka na LGBTQ+ nie byla prowadzona przez Koścół w latach 90tych, tylko właśnie bardziej współcześnie. Także - za to wielki minus dla książki. Bardzo wielki. Tyle jest takich obrzydliwych opinii wszędzie rozpowszechnionych po tej nagince necie, że nie zgodzę się na nawet sugestię w książce.
Zasłużone 5/5 - Cóż za wspaniały debiut! Od czasu, gdy czytałam Trylogię z Teodorem Szackim Miłoszewskiego, która jest moim absolutnym top tego gatunku, żaden kryminał nie wciągnął mnie tak dobrze jak ten.
Fabuła jest pomysłowa, ciekawie poprowadzona, wciągająca i wiarygodna. Porusza tematy ważne dla społeczeństwa, również te, które mocno polaryzowały Polskę lat 90. Postaci są różnorodne, każda wnosi kawałek siebie do fabuły, jednak zdarzają się też takie stereotypowe, na wspomnienie których większość czytelników przewróci oczami. Nikt tu nie jest czarno-biały, nie ma rycerza na białym koniu ratującego świat, za to jest komisarz Bondys twardo stąpający po ziemi, czasem popełniający błędy, czasem błyskotliwy, po prostu ludzki. Nie brakuje tutaj też uszczypliwego humoru, czasem wręcz czarnego. Jestem pod pozytywnym wrażeniem tego debiutu i już wiem, że autorka trafia na moją listę obserwowanych. Gorąco polecam.
Jestem osobą od urodzenia związaną z Bydgoszczą, w której osadzona została akcja tej powieści. To oczywiście dodało +10 do imersji, gdy wraz z bohaterami przemierzało się znane miasta, ulice, a nawet konkretne budynki. Mimo że już od lat w Bydgoszczy nie mieszkam i bywam już tylko parę razy do roku, to czytając tę książkę poczułam się jakbym tam, w Bydgoszczy w tych szarych latach 90, znowu była. Na szczęście ta pozycja ma do zaoferowania znacznie więcej, niż tylko easter eggi dla lokalsów.
Disclaimer: To NIE jest książka dla osób wrażliwych na ludzką krzywdę i jej obrazowe opisy. To naprawdę prawdziwy kryminał z krwi i kości. Jeśli ktoś jest szczególnie wrażliwy na pewne sceny lub tematy, to w komentarzu zostawiam trigger warningi.
Nie brakuje tu wyrazistych opisów makabrycznych, bądź też po prostu obrzydliwych, scen. Autorka jest w stanie uchwycić i przekazać czytelnikowi najmniejsze detale, które momentalnie sprawiają, że czytelnik czuje się częścią wydarzeń, co w zależności od sceny jest zaletą lub wadą, bo uwierzcie mi - w większości przypadków nie chcielibyście kiedykolwiek znaleźć się w skórze bohaterów.
Polubilam Marka (dostrzegam w nim duzo z Bernarda Grossa R. Maleckiego), ale czy to wystarczy by siegnac po kolejne czesci serii? Chyba nie. Nie przemawia do mnie styl powiesci. Postaci bardzo stereotypowe - patolog co sie trupow nie boi, przyjaciel psychiatra z fajna, "normalna rodzina", mlodzi policjanci, on oczywiscie wnerwiajacy kogucik, ona blyskotliwa, piekna z dobrym biustem, opasly szef - prymityw z ograniczonym slownictwem... Opisy i sceny czesto na poziomie szkolnych wypracowan, podobnie jezyk (sceny z Beata i jej wspollokatorka nie do przejscia, przyjaciolki chichocza z ogorkami na oczach, glaszcza sie po wlosach i zartuja niczym uczennice podstawowki, a nie kobiety pod 30), Watki dziurawe lub rozpoczete bez powodu. Wielka, wielka szkoda. Pa pa Marasie.
Do tej powieści zostałam nakłoniona przez koleżankę. Dzięki, Aga, było warto. Akcja książki umieszczona została w latach '90. Robaki wychodzące spod drewnianej boazerii są metaforą dla ohydnych tajemnic skrywanych przez bohaterów powieści. Wątek kryminalny mnie zaciekawił i wciągnął w wir przedstawianych wydarzeń. Intryga była dobrze przemyślana, ale całość psują opisy. W moim odczuciu są zbyt rozbudowane i jest ich za dużo.
"Robaki w ścianie" to moim zdaniem bardzo udany debiut i ciekawy kryminał, będący jednocześnie małym okienkiem na Bydgoszcz i Polskę z końca XX wieku. Podobała mi się dbałość o szczegóły w kreacji świata oraz dość łagodnie wprowadzaną, obszerną ekspozycję, która wtajemniczała w sekrety miasta nie tylko jego mieszkańców, ale i tych, którzy nie byli zaznajomieni z Bydgoszczą.
Początkowo "Robaki" mnie nie zachwyciły. Miałam dość duży problem z zaakceptowaniem postaci wiodącej, Marka Bondysa, który na przestrzeni pierwszych dwóch godzin audiobooka wielokrotnie rozwodził się nad tym, jaka powinna być prawdziwa kawa (czarna, mocna i gorąca) lub ile papierosów nie pali i dlaczego. Takie cechy zbyt mocno kojarzyły mi się z innymi bohaterami kryminałów, którzy ze swoich upodobań do gorzkich trunków i papierosów, czynili tarczę męskości. Całe szczęście komisarz Bondys miał więcej do zaoferowania i po nieco przydługim rozpędzie, nabrał więcej charakteru. Bohater odkrywa przed nami co raz więcej swoich drobnych nawyków i manieryzmów, które autorka zgrabnie łączy z mizofonią. Po jakimś czasie również wzmianki o papierosach ograniczają się do marki, a kawa staje się po prostu kawą, dzięki czemu można skupić się na innych rzeczach.
Sama zagadka kryminalna była ciekawa, choć rozwijała się powoli i długo musieliśmy czekać na powiązanie ze sobą wszystkich nitek. Podobało mi się, że śledztwo błądziło, a zespół śledczy popełniał błędy, skupiając się na nieodpowiednim aspekcie lub źle interpretując ślady. Było kilka momentów naprawdę zaskakujących, jak i kilka takich, w których czytelnik mógł poczuć się sprytny, dzięki domyśleniu się rozwiązania przed bohaterami. Narracja podrzuca nam kilka fałszywych tropów i nie zdradza wszystkiego od razu, dzięki czemu ostateczny finał śledztwa jest naprawdę ciekawy.
Postaci stworzone na potrzeby fabuły, które stały się jej stałym elementem, były charakterystyczne i żywe, choć momentami dość stereotypowe w swoich założeniach. Nie uważam tego za wadę, w końcu czytając kryminały poniekąd oczekujemy choć odrobiny znanego schematu. Tutaj autorce udało się bardzo zgrabnie przepleść stereotypowych bohaterów kryminału z jakimiś unikalnymi cechami, odróżniającymi ich od rzeszy innych młodych policjantów, lekarzy sądowych, czy naczelników policji. Sam Marek Bondys zyskuje sympatię czytelnika z czasem, nie bez pomocy pani Estery i uroczego, psiego towarzysza — Kodeksa.
Tym, co wydało mi się najmniej prawdopodobne i budziło czasem moje wątpliwości, jest progresywność poglądów komisarza Bondysa. W latach 1990-2000 albo jeszcze nie było mnie na świecie, albo dopiero co się z nim oswajałam, więc ciężko mi to ocenić, jednak jego tolerancja i wrażliwość na takie określenia, jak "wariat", wydały mi się zaskakujące u dorosłego, doświadczonego gliniarza. Być może jednak to ja oceniam tamte czasy zbyt surowo.
Po przydługim wstępie książka naprawdę mnie wciągnęła i słuchałam jej z przyjemnością. Na pewno będę również śledzić dalsze losy Marka Bondysa.
Mroczny brutalny obraz Bydgoszczy z lat 90. Czułam się prawie jakbym sama spracerowala po tych brzydkich ulicach , skąd za winkla wyskoczy mi jakiś pijany kibol-patus.
Kryminał ogólnie z oklepanymi motywami , nic odkrywczego czy ciekawego. Za to super oddany klimat tamtych czasów zwłaszcza podejścia ludzi do tematów społecznych : bezpłodności, orientacji seksualnej czy przemocy domowej.
Podobało mi się. Magnesem była oczywiście Bydgoszcz 😉Ciekawy debiut, trzymam kciuki za kolejne książki (ja druga z serii zacznę czytać za chwilę), fajnie jakby tło zdarzeń było nieco bardziej rozbudowane i uzupełnione dobrym researchem historycznym.
Nie podeszło mi totalnie, nie czułam klimatu i raczej czekałam na koniec historii. Możliwe, że to przez to, iż w ostatnim czasie czytam same kryminały, a co za dużo to niezdrowo, więc radzę nie sugerować się moją opinią zbyt mocno. Było okej, ale niczym nie zaskoczyło ani nie zafascynowało.
Było naprawdę nieźle, choć wkradło się kilka oczywistości, które dla bohaterów było punktem zwrotnym śledztwa *ekhm, brzmienie łacinskiej sentencji*. Jak na debiut to paluszki lizać!👌🏻
„Robaki w ścianie” długo leżały i czekały na mojej półce. Trafiły one na nią w wyniku mojego zaintrygowania tytułem oraz naprawdę wysypem pozytywnych opinii dla tego debiutu. Impulsem to sieęgnięcia w końcu po tą książkę, jest @marguerita.czyta i jej akcji #czytamyzbiblioteczki. W lutym czytamy zaległości na literkę „R”, a Robaki są jedyną książką spełniającą to kryterium. Tyle tytułem wstępu. Sama książka początkowo wydawała mi się kolejną pozycją, gdzie ludzie się zachwycają, a ja nie czuję tej ekscytacji. Ot kryminał. Ciekawy, ale bez wow. Mamy zbrodnię, nie powiem brutalną i ciekawą. Patent z solą i octem pobudził moją wyobraźnię, nie powiem. Śledztwem zajmuje się komisarz Bondys, który ma swoje małe dziwactwa. I to też jest dla mnie plusem, bo wyróżnia go to spośród grona genialnych śledczych o mocnych charakterach. Ale przez pierwszą połowę nie dzieje się wiele ponad to. Po dość długim czasie pojawia się kolejny trup. Akurat w momencie, kiedy pomyślałam, że na jednych zwłokach to chyba nie dam rady doczytać do końca. Więc dobrze, że nieboszczyk nr 2 się pojawił. Przełom pojawił się wraz z opisem morderstwa nr 3. Wtedy w mojej głowie pojawił się neon „ No to teraz się zacznie”. I się zaczęło. Akcja nabrała ikry i pikanterii. Pojawiły się nowe wątki. I ogólnie wtedy mnie ta książka wciągnęła na dobre. Jeszcze jednym zaskoczeniem dla mnie był fakt, że wątek który miał być twarzą tej książki, wcale nie okazał się tym głównym. Szczerze mówiąc bardzo na to liczyłam, ale nie jest to rozczarowaniem. Książka napisana jest dobrze. Pomijając fabułę, czyta się dobrze. Nie ma nadmiernie rozbudowanych opisów i wątków pobocznych. Wszystko jest wyważone. Różnowrodność bohaterów jest szeroka, a każdy z nich ma swoje cechy charakterystyczne. Oprócz wątków kryminanych jest zasygnalizowany wątek obyczajowy. Ja akurat lubię gdy w kryminale jest on też wyraźny. Ale czuję, że autorka w dalszych tomach go rozwinie. Bardzo mnie to cieszy, bo zamierzam kontynuwać tą znajomość. Podsumowując jest to dobrze rokujący debiut. Warty poświęconego czasu i warty dalszego ciągu.
Bardzo pozytywne zaskoczenie! Z powodów bliżej mi nieznanych bylam jakoś uprzedzona do tego tytułu. Siegnęłam po niego na Legimi zwiedziona czasem akcji powieści, czyli latami 90-tymi. I to była bardzo dobra decyzja. Dobry kryminał z wciągająca akcją oraz ciekawymi bohaterami. Ciekawymi, bo takimi, którzy nie są przerysowani - główny komisarz nie ma mrocznej przeszłości oraz problemów z alkoholem, co jest dość często spotykaną tendencją w kryminałach pisanych w ostatnich latach. Jednocześnie ma swoją historię, nawyki czy "dziwactwa", które pozwalają się zżyć z tą postacią. Pozostali bohaterowie również mają rodziny, przyjaciół czy swoje zauroczenia, ale nie są kreowani bardzo wyraziście- stanowią po prostu dość przyjemne tło, wspierające głównego bohatera. Sama sprawa i zagadka bardzo wciągająca, a ksiazka jest napisana w prosty, ale angażujący sposób. Chętnie sięgnę po kolejne tomy przygod komisarza Bondysa.
Namawiali, krzyczeli by czytać. Nadeszło bingo jesienne z kategorią "kryminał" to już nie mogłem uciekać przed lekturą. Zdecydowanie za długo unikałem Robaków, bo książka wciumkana w dwa dni. Autorka idealnie oddaje klimat przedstawionej Bydgoszczy. Czuć i widać tą szarość typowej polskiego przełomu jesieni/zimy na blokowiskach lat 90. W tak krótkiej książce (tak krótkiej bo rozmiar czcionki i interlinia wynosi miliard) autorce udało się przedstawić rozbudowanych bohaterów. Nie tylko głównych, ale i dla pobocznych jest miejsce. Jest to smutna książka. Czasem nawet bardzo dołująca, ale wspaniała, warta przeczytania. Zbrodnie są zobrazowane, bardzo dokładnie i brutalnie. Jak ktoś jest na tego typu wątki uczulony to może czuć się ostrzeżony. Polecam i już zacieram ręce na następne przygody komisarza Bondysa
to byl naprawde przyjemnie spedzony czas! choc nie bylam zbytnio przekonana do tej lektury, autorka od pierwszych stron porwala mnie niepowtarzalnym klimatem: mglistym, zimnym, ciezkim. a gdy poznalam bohaterow, bylo juz tylko coraz lepiej. kazda z postaci ma swoje unikalne cechy, doswiadczenia i zaplecze co sprawia wrazenie ludzi z krwi i kosci - a z takimi trudno sie nie polubic, a jeszcze trudniej nie zzyc. nie jestem specjalnie kryminalowa, ale to zdecydowanie byl najlepszy, jaki czytalam dotychczas. na minus jedynie zakonczenie, a konkretniej jego tempo. bylo mocno nierowne w porownaniu do reszty. sama koncowka zas wydawala sie byc niedopowiedziana, lub wrecz urwana w nieodpowiednim momencie.
Dobrze się słuchało, trafia w sentyment bydgoszczanki i angażuje uwagę. Doceniam postać głównego bohatera, policjanta, który wprawdzie ma swoje natręctwa (nieustannie liczy!), ale nie jest tym gburowatym, całkowicie pozbawionym wiary w człowieka i złamanym życiem typem, który przeczłapał już przez tysiąc kryminałów - komisarz Bondys, o zgrozo, daje się lubić. Ze zgrzytów - dialogi odbierałam często jako zbyt literackie, mało naturalne, ale zrzucam to na karb debiutu. Będę czytać kolejne części (to początek serii) i kibicuję autorce.
Dla rodowitej Bydgoszczanki (choć urodziłam się kilka miesięcy później niż akcja się dzieje) była to fajna odmiana czytać o wydarzeniach w mieście, gdzie kojarzy wszystkie podane miejsca. Akcja ciekawa, niespodziewana, ale najbardziej irytowały mnie niepotrzebne rozdziały poświęcone np. ludziom, którzy znaleźli ofiary. Po co mi znać ich historię, która nic nie wnosi? Za dużo przez to było postaci i już miałam mętlik kto jest kim i czy ma jakieś powiązanie ze sprawą.
Podobał mi się, na pewno sięgnę po resztę części. Jeden z największych dla mnie atutów to krótkie rozdziały, dzięki nim praktycznie płynęłam przez książkę powtarzając: "Jeszcze jeden rozdział"😆 Czy w pewnym momencie można było zgadnąć kto jest mordercą? Tak, ale czy to przeszkodziło w dalszym odkrywaniu zagadki? Nie. Nie była to najlepsza książka w moim życiu, jednak bardzo mi się podobała i doceniam umieszczenie akcji w Bydgoszczy
Dobry debiut w klasycznym kryminale. Duży plus za przedstawienie Bydgoszczy i wyjaśnienie, dlaczego miasto było, jakie było 🤗 sporo "oczek" puszczonych do osób żyjących/dorastających w latach 90. Dobra koncepcja i fabuła, literacko sporo do wygładzenia 😉
świetny polski kryminał, zaskoczenie i od razu wpada do ulubieńców, a może też i topki tego roku dawno mnie tak nie zaskoczyła polska historia świetne ujęcie miejsca akcji, dobry portret psychologiczny postaci
więcej i z większym sensem wkrótce jak zaktualizuję gr
Spoko, nawet bardzo. Postacie świetnie wykreowane, w szczególności komisarz. Jednak sam wątek psychiatryka i pacjentki zupełnie niepotrzebny.. z resztą dużo w tej książce rzeczy i infomacji zbędnych. ALE nie nudziła! A czasem nawet bawiła i zapewniała sporą rozrywkę.
This entire review has been hidden because of spoilers.