Ta książka zainteresowała mnie niemal od razu, jak zobaczyłam zapowiedzi. Umówmy się, jest po prostu przepiękna. W dodatku była to wtedy jedna z pierwszych pozycji o Swift na polskim rynku, jeszcze zanim zrobiło się ich pełno (czasami mam wrażenie, że jak otworzę lodówkę, to jakaś mi wyskoczy, przysięgam).
Kupiłam ją więc przy najbliższej okazji i tak sobie stała dumnie na półce, czekając na swoją kolej.
Kiedy w końcu ją zaczęłam czytać, muszę to powtórzyć, byłam zachwycona ilustracjami w środku. I w sumie na tym jej zalety się (prawie) kończą.
Kompletnie nie mam pojęcia, do kogo skierowana jest ta książka. Dla osoby zaznajomionej już mniej więcej z twórczością Taylor, nie wniesie ona nic innego, poza ewentualnie kilkoma ciekawostkami. Nie dostajemy żadnej głębszej analizy twórczości, żadnych przenikliwych interpretacji piosenek, żadnych wcześniej nieznanych faktów. Za to osoba, która dopiero zaczyna przygodę ze Swift, będzie po prostu zbyt zagubiona. Zamysł chyba zakładał, że każdy kolejny rozdział będzie chronologicznie zgłębiał kolejne ery. Problem w tym, że już przy debiucie mamy mnóstwo odniesień do jej późniejszej kariery i ogólnie albumów. A więc czytelnik, który nie zna jej twórczości, zamiast przyswajać treść, będzie zastanawiał się, o co, do cholery, chodzi.
A tego zrozumienia treści wcale nie ułatwia styl, jakim wszystko jest zapisane. Nie mam pojęcia na ile to kwestia tłumaczenia, a na ile samego stylu, ale część zdań jest tak topornie skonstruowana, że aż nasuwa się pytanie – co autor miał na myśli?
Moim chyba największym problemem do tej książki, jest to, że nawet nie potrafię powiedzieć, o czym była. Tak naprawdę ciągle miałam wrażenie, że czytam to samo, tylko obrane w trochę inne słowa. I kurcze, gdybym nie słuchała Swift, odniosłabym wrażenie, że jej albumy nie różnią się niczym szczególnym.
Tak naprawdę z tej monotonii wyrywały mnie tylko okazjonalne wstawki pomiędzy rozdziałami.
Czy mogę tę książkę polecić? Wszystko zależy, czego od niej oczekujecie. Ja tego nie dostałam, nie znaczy to jednak, że wy nie znajdziecie tam czegoś, co chwyci was za serca. Za to na pewno wiem, że jest to ładny dodatek na półkę z książkami (albo na ścianę).