Jean’a Reno jako aktora zna chyba każdy. „Leon zawodowiec”, „Nikita”, „Wielki błękit” – wiadomo, kultowe filmy. Ale uwielbiam go również za role w „Przyjacielu gangstera” czy „Roninie”. Na polu aktorskim zyskał międzynarodową sławę. Czy podobnie będzie w świecie literackim, w którym właśnie zadebiutował?
Pewnie wiele osób sięgnie po jego książkę ze zwykłej ciekawości, nawet jeśli na co dzień nie czytają thrillerów szpiegowskich. Bo do tego właśnie gatunku zaliczyć należy „Emmę”, choć ja dodałabym jeszcze jedno określenie, które wiernie oddaje jej klimat – thriller sensualny.
Co zaskoczyło mnie od pierwszych stron? Styl autora, który jest nadspodziewanie dojrzały, zmysłowy, ale też precyzyjny jak cięcie skalpelem. Tu każde zdanie ma właściwy ciężar, a jednocześnie niesie w sobie ładunek emocji, doskonale oddając obraz lub klimat. A ten pachnie piaskiem Omanu, smakuje napięciem, a dotykiem przypomina masaż wykonywany na granicy bólu i ukojenia.
Emma, niespełna trzydziestoletnia fizjoterapeutka, dostaje niespodziewaną propozycję szkolenia personelu w nowo powstającym luksusowym SPA w Omanie. Czy takie oferty spadają z nieba każdemu? O nie, najpierw trzeba zawładnąć ciałem, a może i duszą jego właściciela, syna wysoko postawionego polityka Sułtanatu. I choć nie było w tym premedytacji, zamknięta w sobie, żyjąca z cieniem przeszłości Emma trafia do świata pełnego przepychu, ale i zagrożeń czających się tuż za rogiem. Tak zaczyna się jej zjazd w głąb własnych pragnień, lęków i tajemnic.
Wraz z nią wkraczamy w klimat pustynnej nocy, gdzie nic nie jest tym, czym się wydaje. Spotkanie z Tarikiem, magnetyczne, gorące, ryzykowne, niesie ze sobą koszmarne konsekwencje. Emma, rozdarta pomiędzy namiętnością a rozsądkiem, lojalnością a wolnością, pragnieniem życia a instynktem przetrwania, zostaje wciągnięta w wir zdarzeń o międzynarodowym znaczeniu. Jej historia to emocjonalna sinusoida. A w tle bezwzględne działania wywiadu, miłość i zdrada, ucieczka i śmierć.
Autor zapowiedział, że to nie jest nasze ostatnie spotkanie z główną bohaterką. I to cieszy, bo szczerze ją polubiłam. Poza tym mam chęć ponownie poczuć to podskórne napięcie i erotyzm, zanurzyć się w dyplomatyczne gry i… odkryć granice niebezpiecznej mocy Emmy.
Zakończenie również zachęca do sięgnięcia po kolejną część, bo przecież czasem piekło nie kończy się, kiedy uciekniesz. Czasem ono podąża za tobą.
Jean Reno napisał powieść, która łączy zmysłowość z polityką, duchowość z brudem wywiadowczych rozgrywek. „Emma” to zdecydowanie debiut z pazurem, który pokazuje, że czasem najgroźniejszą bronią kobiety jest dotyk. A miłość może być najpiękniejszym i najniebezpieczniejszym polem bitwy.