Ciemny pokój, łańcuch przypięty do kostki i obietnica. „Zabiję cię kolejny raz. W przeszłości już mi się to udało. Ale zanim to zrobię, powiedz: kim jesteś, Lauro Szuster?”
Gdy budzę się kolejnego dnia, wszystko wygląda inaczej. Znów jestem wolna. W obcym miasteczku spotykam nastolatka bez smartfona i moją matkę, która jest… dwa lata młodsza ode mnie. Mijam stare modele samochodów z czarnymi rejestracjami, a na komisariacie dostrzegam kalendarz wskazujący 2003 rok. I choć wydaje się to niemożliwe, chyba właśnie przeniosłam się w czasie.
Noc oznacza dla mnie kolejną zmianę. Otwieram oczy i jestem w swoim więzieniu. Szansa na ucieczkę kryje się w snach. Tylko czy zdążę znaleźć klucz do tej zagadki, zanim mój oprawca dotrzyma obietnicy?
Sześć snów. Sześć podróży w czasie. Jedyna szansa, żeby zapobiec śmierci matki. Śmierci, która już się wydarzyła.
Określenie gatunku powieści z jednej strony niewątpliwie ułatwia wybór lektury, ale z drugiej może kierunkować nasze czytelnicze oczekiwania, a czasem nawet zmylić. A co w takim razie myślicie o gatunkowych miksach? Na przykład o thrillerze z elementami dramatu psychologicznego, w którym pojawia się motyw podróży w czasie?
Ja przyznaję, że lubię być zaskakiwana i cenię odwagę pisarzy, którzy wychodzą poza utarte schematy i wydeptane ścieżki. I taką bardzo udaną literacką niespodzianką jest „Sześć snów Laury Szuster” Jacka Kalinowskiego. Spotkanie z Autorem zaczęłam od Jego drugiej książki, ale w swym zachwycie poszłam za ciosem i pochłonęłam już i debiutanckie „Miejsca cieniste”, o których wkrótce napiszę.
Tytułowa Laura Szuster przywodzi mi w pewnym stopniu na myśl Alicję z Krainy Czarów, przenosząc się w czasie do krainy swojego dzieciństwa, a jej króliczą norą okazują się sny w miejscu, w którym zostaje uwięziona. Czy to jedyna możliwość ucieczki od koszmarnej rzeczywistości, w której się znajduje? A może los daje jej szansę rozwikłać tajemnicę przeszłości i zapobiec potwornej tragedii, w wyniku której została sierotą?
Wraz z bohaterką zostałam wciągnięta w wir niepokojących zdarzeń, w których niepokojąca rzeczywistość miesza się z koszmarnymi snami, a granice czasu wydają się zacierać. Początkowo, zupełnie jak ona, czułam zagubienie nie pojmując przyczyn jej beznadziejnego położenia, nie znając tożsamości przetrzymującego ją sprawcy. I totalne zaskoczenie, gdy pierwszy sen przenosi ją do czasu sprzed własnych narodzin stawiając na jej drodze ciężarną matkę i jej przyjaciół, którzy odegrają kluczową rolę w wydarzeniach prowadzących do katastrofy.
Każdy kolejny sen Laury dostarcza nowych odkryć, ale także poczucia coraz większego zagrożenia. Atmosfera książki jest gęsta od tajemnic, a Autor umiejętnie buduje napięcie, prowadząc czytelnika przez kolejne warstwy zagadki. Czy wiedza o tragedii sprzed lat wystarczy, by Laura zmieniła przeszłość i zdołała jej zapobiec? A może karty, które już zostały rozdane nie mogą wrócić ponownie do talii?
Autor z dużą wprawą kreśli portrety psychologiczne bohaterów z ich złożonymi relacjami i motywacjami, a każda z postaci wnosi do historii własne mroczne sekrety, które stopniowo wychodzą na jaw. Umiejętnie wplatane w opowieść elementy grozy i niepewności trzymają w napięciu do samego końca, ale równie ważny jak dynamika powieści jest jej dramatyzm. I w niczym nie przeszkadzał mi brak realizmu podróży w czasie, bo emocje bohaterki, jej próby zmierzenia się z traumami przeszłości i odkrycia własnej tożsamości były na wskroś prawdziwe.
Laura budzi się w obcym pokoju, z przywiązanym do nogi łańcuchem. Nie wie, gdzie jest i czemu została porwana. Zmęczona zasypia. I budzi się wolna. W lesie, w obcym mieście, w 2003 roku.
O tej książce mogłabym mówić i mówić, ale żadnym słowem, żadnym zdaniem nie oddam tego, co ze mną zrobiła. To była niesamowita podróż do 2003 roku z bohaterami, których nie sposób zapomnieć - emocjonalna, autentyczna. Historia trafiła do mnie tak, jakby ktoś zajrzał do mojej duszy i bezczelnie wyciągnął na wierzch to, co w niej siedzi."Sześć snów Laury Szuster" to książka, którą chce się chłonąć całym sobą - szczególnie, gdy dobrze pamiętamy czasy sprzed ponad 20 lat. Ja pamiętam dobrze - to właśnie wtedy poznałam obecnego męża - a Jacek Kalinowski zabrał mnie w sentymentalną podróż do tego, czego młodsi ode mnie nie doświadczyli lub dawno zalał to smartfonowo-netflksowy deszcz.
Ale moje wrażenia z tej książki nie opierają się na wspomnieniach. "Sześć snów Laury Szuster" to znakomita fabuła. Przemyślana w każdym szczególe, zagadkowa, osnuta tajemniczością i zdarzeniami, które nie mają naukowych podstaw. Wątek tunelu czasoprzestrzennego to jeden z moich ulubionych, a Jacek Kalinowski zrealizował go perfekcyjnie. Tak dobrze poprowadził akcję, że wszystko tu było autentyczne, bez powodowania poczucia śmieszności czy bezsensu.
Emocje bohaterów były niemal namacalne. Tęsknota, poczucie osamotnienia niezrozumienia, odrzucenia. A także krzywdy, o której nie wolno mówić bądź której bohaterowie nie są w stanie zrozumieć. Jacek Kalinowski przy tym pisze w pięknym, sugestywnym stylu, pozwalając czytelnikowi przeżywać każdy aspekt jego powieści. A wplecenie wzruszających utworów Kaśki Sochackiej były wisienką na torcie, które podkreśliły nieprawdopodobną emocjonalność tej historii.
"Sześć snów Laury Szuster" to najlepsza powieść, jaką czytałam w 2024 roku, a także jedna z moich życiowych topek. Ogromnie trzymam kciuki za ten tytuł i u mnie oczywiście zajmuje jedno z ważniejszych miejsc na półce z książkami, które “Polecam jak nie wiem co!”.
Jacek Kalinowski zadebiutował w zeszłym roku fenomenalnym thrillerem „Miejsca cieniste”. Do dzisiaj pamiętam, ile emocji wywołała we mnie ta książka i jak duże wrażenie na mnie zrobiła, dlatego, jak tylko ukazała się zapowiedź najnowszej powieści autora, wiedziałam, że nie mogę sobie odmówić lektury.
Ciemny pokój, łańcuch przypięty do kostki i obietnica. „Zabiję cię kolejny raz. W przeszłości już mi się to udało. Ale zanim to zrobię, powiedz: kim jesteś, Lauro Szuster?”.
„Byłam w obcym miejscu. To więcej niż pewne. Inna aura, inny zapach. […] Metalowa obręcz na kostce była szeroka, a łańcuch o ciasno zwartych oczkach solidny”.
Laura Szuster budzi się w obcym miejscu z przywiązanym do kostki łańcuchem. Nie wie, co się stało, kto i dlaczego ją porwał. Zmęczona zapada w sen, a kiedy się budzi, znajduje się w lesie w obcym mieście, w roku, w którym się urodziła – 2003.
„Sześć snów Laury Szuster” to thriller inny, niż te, które do tej pory miałam przyjemność czytać. Powiedzieć, że jestem zachwycona, to jakby nie powiedzieć nic. Jacek Kalinowski zaserwował mi historię, której pierwsze strony dały mi jasno do zrozumienia, że czas, jaki spędzę na lekturze, nie będzie czasem straconym. Mało tego. Jacek Kalinowski ma niebywały dar do tworzenia historii przepełnionych emocjami, bardzo refleksyjnych i przede wszystkim wciągających. „Sześć snów Laury Szuster” to nietuzinkowy thriller psychologiczny, dopracowany w każdym najdrobniejszym szczególe, osnuty aurą tajemniczości, pełen zaskakujących momentów, które z każdym kolejnym wydarzeniem dokładają nam pytań, na które trudno jest znaleźć odpowiedź. Motyw podróży w czasie nie należy do moich ulubionych, gdyż kojarzy mi się z fantastyka, a ja niestety nie jestem fanką tego gatunku, jednak Jacek Kalinowski idealnie wkomponował go w powieść i sprawił, że całość wypadła bardzo realistycznie. Podróż, w którą zabrał mnie Jacek Kalinowski, sprawiła, że przez moment zastanawiałam się, jaki był dla mnie rok 2003.? Co wtedy robiłam, gdzie byłam? Jestem wprost zachwycona powieścią autora, który już w przypadku swojego debiutu pokazał swoim czytelnikom, na co go stać. A stać go na bardzo dużo. Z takim talentem, wyobraźnią i niebywałym stylem wiem, że Jacek Kalinowski zrobi ogromną karierę w pisarskim świecie, czego oczywiście z całego serca życzę!
Po świetnym debiucie, jakim były "Miejsca cieniste", autor oddaje w nasze ręce "Sześć snów Laury Szuster". Dobrze wiecie, z jaką niecierpliwością czekałam na tę książkę. "Miejsca cieniste" wzbudziły we mnie wiele emocji, książka towarzyszy mi w myślach do dziś, a styl autora bardzo trafił w moje gusta, więc to oczywiste, że chciałam więcej.
"Sześć snów Laury Szuster" to jedna z tych książek, które mocno zapadają w pamięć, w trakcie lektury wżerają się w myśli czytelnika i zostają z nami na długo po jej skończeniu. To książka, która totalnie mnie zachwyciła i podniosła moje oczekiwania, ponieważ od jej ukończenia, żadna inna książka nie podobała mi się tak bardzo. Także, Jacku, proszę, siadaj i pisz kolejną.
Tytułowa Laura odbywa sześć podróży w czasie do roku, w którym się urodziła. Poznaje swoją biologiczną mamę i ma szansę ją uratować przed śmiercią. Początkowo pomyślałam sobie: "No okej, pewnie ją uratuje i w teraźniejszości będą żyły długo i szczęśliwie". Ojj, jak bardzo się myliłam. Autor dał nam tutaj dużo więcej, a fabuła zaskoczyła mnie wielokrotnie. Już sam początek jest bardzo intrygujący, a im dalej, tym bardziej wciąga.
Powtórzę to po raz kolejny, ale jestem pod naprawdę ogromnym wrażeniem tego, jak autor zaplanował fabułę. Wątek pętli czasowej wymaga precyzyjnego zaplanowania i uwzględnienia każdego, nawet najmniejszego, szczegółu. I Jackowi to się udało. Czyhałam na dziury, braki, niedomówienia... ale nic nie znalazłam, bo za każdym razem, gdy już myślałam "A tu cię mam!", to dostawałam pstryczka w nos.
Na uwagę zasługują też bohaterowie, którzy są bardzo charakterystyczni. Wszyscy pewnie znamy takie książki, w których nie ma znaczenia, czy to Janek, czy Wojtek, bo oboje są do siebie tak podobni, że w zasadzie niewiele ich różni. Tutaj autor bardzo się postarał przy tworzeniu postaci. Oczywiście, najbardziej interesująca jest Laura i jej mama. Obie są nieoczywiste, do końca nie wiedziałam, co o nich myśleć. Basia, matka Laury, z początku wydaje się być tym złym charakterem, nawet sama Laura powoli dochodzi do takiego wniosku. Jednak im bardziej ją poznawałam, tym bardziej byłam przekonana, że nie jest to typowo zła postać.
Zaskoczenie to zdecydowanie słowo, które najlepiej opisuje tę książkę. Jacek zaskakuje nas wielokrotnie, od samego pomysłu, aż po zakończenie. Autor w mistrzowski sposób buduje napięcie, wprowadzając czytelnika w stan ciągłej niepewności i oczekiwania. Szczególnie mocno zaskakuje zakończenie książki. Gdy wydaje się, że wszystkie wątki zmierzają ku jednoznacznemu rozwiązaniu, Jacek wprowadza finalny zwrot, który zmienia kontekst całej opowieści.
To był z pewnością taki thriller, jakiego jeszcze nigdy nie miałam okazji czytać. Odrobina fantastyki, mrok i interesujące zarysy psychologiczne bohaterów to naprawdę świetne połączenie. Klimat wczesnych lat 2000 zabrał mnie wraz z bohaterką w sentymentalną podróż.
Ciekawi, szarzy moralnie bohaterowie i bardzo dobre przedstawienie skomplikowanych relacji między nimi to kolejny plus tej powieści. Miałam pewne typy co do tego, kto jest porywaczem, ale tak naprawdę do samego końca nie byłam w stu procentach pewna.
Historia bardzo angażująca, choć były momenty mniejszego napięcia, ale nawet je czytało mi się bardzo dobrze.
Było kilka zaskakujących zwrotów akcji. Nie jestem jednak do końca przekonana co do samego zakończenia. Być może jest odrobinę przekombinowane jak na mój gust. Chyba nigdy nie uda mi się stanowczo zdecydować czy mi się podobało czy też nie. Nie zmienia to faktu, że jest to thriller godny uwagi.
Ja się w piórze i prowadzeniu fabuły Jacka Kalinowskiego zakochałam już przy „Miejscach cienistych”, a ta książka tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że śmiało mogę powiedzieć: jestem fanką!
Laura Szuster zupełnie niespodziewanie zaczyna żyć w dwóch liniach czasowych - w teraźniejszości jest uwięziona przez swojego porywacza, a w przeszłości poznaje swoją biologiczną matkę, która dopiero jest z nią w ciąży i jednocześnie na kilka dni przed tym, jak umarła. W teraźniejszości musi uchronić przed śmiercią samą sobie, w przeszłości chce uchronić przed tym samym swoją mamę.
Prześwietna jest ta historia. Zero gubienia się między tymi dwiema liniami czasowymi, zero zbędnych wydarzeń i świetnie (serio ŚWIETNIE) zbudowani bohaterowie. Sztos, no co więcej ja mogę powiedzieć.
"Sześć snów Laury Szuster" autorstwa Jacka Kalinowskiego to fascynująca opowieść, która łączy w sobie elementy thrillera, science fiction i dramatu. Główna bohaterka, Laura Szuster, budzi się w ciemnym pokoju, przywiązana łańcuchem do nogi, nie mając pojęcia, gdzie jest ani dlaczego została porwana. Jej porywacz, którego tożsamość pozostaje nieznana, obiecuje ją zabić, chyba że odpowie na kluczowe pytanie: "Kim jesteś, Lauro Szuster?” Laura, zmęczona i zdezorientowana, zasypia i budzi się wolna, lecz nie w teraźniejszości, a w 2003 roku, w lesie, w nieznanym jej mieście. To niezwykłe przeniesienie w czasie jest początkiem serii snów, które zabierają ją do różnych miejsc i momentów w przeszłości. Każdy sen to nowa podróż, a Laura ma sześć takich snów, aby odkryć prawdę i uratować swoją matkę przed tragiczną śmiercią, która już miała miejsce.
Fabuła książki skupia się na desperackiej walce Laury o zrozumienie jej sytuacji i znalezienie sposobu na zmienienie przeszłości. Każdy sen to nie tylko próba zmiany biegu wydarzeń, ale również odkrywanie własnej tożsamości i tajemnic rodzinnych. Przenosząc się w czasie, Laura spotyka ludzi z przeszłości, w tym swoją matkę, która jest wtedy młodsza od niej samej, oraz inne kluczowe postacie, które wpływają na jej życie.
Relacje między bohaterami, w tym skomplikowana więź Laury z jej oprawcą oraz z postaciami takimi jak Zuza, Meleks i Arek, są bogato zarysowane i dodają historii głębi. Chociaż niektóre fragmenty mogą być mniej intensywne sensacyjnie, są one nasycone emocjami i wspomnieniami, przez co czynią całą historię bardziej poruszającą.
Jacek Kalinowski tworzy historie pełną napięcia i tajemnicy, mistrzowsko łącząc elementy science fiction z kryminałem. Narracja jest przemyślana, zagadkowa i pełna emocji, a autentyczność uczuć bohaterki, takich jak tęsknota, osamotnienie czy niezrozumienie, sprawia, że możemy się z nią łatwo utożsamić.
Motyw tunelu czasoprzestrzennego jest jednym z kluczowych elementów fabuły i został zrealizowany w sposób, który nie budzi poczucia śmieszności czy bezsensu. Wręcz przeciwnie, dodaje głębi i sprawia, że historia staje się jeszcze bardziej intrygująca. Przeniesienie akcji do 2003 roku przywołuje nostalgiczne wspomnienia, szczególnie dla tych, którzy pamiętają tamte czasy i którzy np. jak ja słuchali Evanescene. To właśnie te sentymentalne wątki nadają książce dodatkowego uroku i wymiaru, wprowadzając nas w świat, który wielu z nas może pamiętać z własnych doświadczeń.
"Sześć snów Laury Szuster” to thriller, który chce się chłonąć całym sobą. Jest to niesamowita podróż do przeszłości, pełna emocji, tajemnic i niespodziewanych zwrotów akcji. Kalinowski serwuje nam sporą porcję emocji, szczyptę fantastyki i mroku ludzkiej psychiki, tworząc świeży i zaskakujący thriller, który na długo pozostaje w pamięci. To absolutna topka tego roku i musicie go przeczytać! 🔥
Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od wydawnictwa @znakcrime, a Autorowi @_jacekkalinowski za wyśmienity thriller (współpraca reklamowa) 🩷.
Jacek Kalinowski w swojej najnowszej powieści "Sześć snów Laury Szuster" serwuje czytelnikom mrożącą krew w żyłach podróż przez czas i ludzką psychikę. Główna bohaterka, Laura Szuster, budzi się w ciemnym pokoju, przykuta łańcuchem do ściany. Mroczna postać składa jej przerażającą obietnicę: "Zabiję cię kolejny raz. W przeszłości już mi się to udało. Ale zanim to zrobię, powiedz: kim jesteś, Lauro Szuster?" Każde przebudzenie Laury to nowa rzeczywistość. Z pokoju w którym jest uwięziona trafia do Gruźca, gdzie spotyka nastolatka bez smartfona i swoją matkę w ciąży. Auta z czarnymi rejestracjami, kalendarz wskazujący 2003 rok - wszystko wskazuje na to, że Laura przeniosła się w czasie. Każda noc przynosi kolejną zmianę, powrót do koszmaru i nową nadzieję na ucieczkę. Pan Kalinowski mistrzowsko żongluje napięciem, prowadząc czytelnika przez labirynt snów, które są jedyną szansą Laury na rozwiązanie zagadki jej przeszłości. Sześć snów, sześć podróży w czasie - każda z nich to krok bliżej do zapobieżenia śmierci matki, która już się wydarzyła. Każdy sen to nowe wyzwanie, pełne zagadek i tajemnic, które Laura musi rozwikłać, by przeżyć.
Fabuła książki to istny rollercoaster emocji, gdzie granica między rzeczywistością a snem zaciera się z każdą stroną. Autor z niezwykłą precyzją tworzy atmosferę napięcia i niepewności, która trzyma czytelnika w napięciu do ostatniej strony. Postać Laury jest doskonale nakreślona, jej determinacja i siła woli sprawiają, że staje się bohaterką, z którą łatwo się utożsamić. "Sześć snów Laury Szuster" to thriller, który wciąga od pierwszej strony i nie pozwala oderwać się aż do samego końca. Złożona fabuła, pełna niespodziewanych zwrotów akcji i psychologiczna głębia postaci sprawiają, że ta książka to prawdziwa perełka w swoim gatunku. Przygotujcie się na intensywną, emocjonującą podróż, która zostanie z wami na długo po zakończeniu lektury.
Autor ponownie udowadnia, że jest mistrzem w budowaniu napięcia i kreowaniu skomplikowanych, wielowymiarowych postaci. "Sześć snów Laury Szuster" to nie tylko thriller, ale i wnikliwa powieść o determinacji, miłości i walce o przetrwanie. Ta książka to absolutny must-read dla każdego miłośnika literatury pełnej tajemnic i zaskakujących zwrotów akcji.
G E N I A L N A! [Premiera 19.06.2024] #recenzja #recenzjathriller #thrillerpsychologiczny #literackimajstersztyk #książka #bookstagrampolska #bookstagram #polskiebookstagramy #kochamksiazki #kochamczytać #czytanietopasja
„Czujesz czasami, że coś się skończy? Że jest jakiś punkt na horyzoncie i jeśli do niego dotrzesz, to już nic cię za nim nie czeka”?
I starły się dwa różne światy i wrota przeszłości się otworzyły. Opowieść życia sprzed laty w metafizyczny pył rozproszyły. Wtem sen ją otulił w swoje poświaty, a te prawdę o matczynej historii ujawniły. Czas i sen przyniosły tchnienia utraty, czas i sen bramy do ratunku uchyliły.
I ogień zapłonął! I wybrzmiał gołębi głos! Młode dusze w cierpieniu utknęły! Tragiczny nastał ich los...
I już tylko łzy „rozgrzane od płomieni” twarz łaskoczą.
Las mrokiem ciszy otoczony, sen szansą na ocalenie. Czas niepewnością naznaczony, przeszłość czeka na wypełnienie. Czas potężny, nieskończony, w nim nadzieja na prawdy brzmienie. I duch przeszłości będzie obnażony, w nim serca wybrzmi wzruszenie.
To już się wydarzyło. W złym miejscu, które wczepiło się mocno w ich dusze. Śmierć tam nadeszła. Rozpostarła swoje ramiona, w płomienie ognia zagarnęła ich losy. Ale gdzieś tam między światami, między tym, co było, a jest, pojawiły się nadzieje na ratunek. Sześć nadziei, sześć snów. Sześć zamknięć oczu pośród leśnej ciszy nocy. Sześć snów Laury Szuster.
2003 rok i przeszłość, którą udźwięczniał rytm wystukiwany w Nokii podczas pisania wiadomości. Bez spacji, bo tak było oszczędniej. Miałam wtedy dwanaście lat, a towarzyszem była mi beztroska i piękno świata nastoletnich czasów, w które wchodziłam. Autor idealnie oddał ich realia i sprawił, że z ciepłem na sercu powróciłam mentalnie do tamtych chwil.
Najnowsza książka autora to powieść płynąca nurtem nadnaturalności, jednocześnie zachowująca konwencję thrillera. Osnuta mgłą nieoczywistości, która oblepia zmysły, trawiąca emocje ciemnością dusz młodych ludzi, którzy zaplątani we własnym mroku, szukali sposobu na życie. To poruszająca czułe zakamarki wnętrza podróż w czasie, który kiedyś upomni się o swoje. Polecam ogromnie.
Czy od lektury “Sześciu snów Laury Szuster” minął ponad tydzień, a ja dalej nie umiem się pozbierać? Być może. Czy nie jestem fanką motywu pętli czasowej? Kto wie. Czy po tej książce polubię podróże w czasie? Jak Jacek napisze więcej takich książek, to kto wie :D
Choć w 2003 roku byłam sześcioletnim brzdącem, to przeniesienie części akcji do tego roku spowodowało, że poczułam się jak w domu. Z popołudniami spędzonymi na podwórku, kopiąc piłkę z kolegami. Laura przenosi się właśnie tam, i staje się przyjaciółką własnej matki. Stara się również ją uratować przed śmiercią w płomieniach. Chcę podkreślić, jak świetnie napisana jest tytułowa bohaterka. To niesamowite, jak Autorowi udało się stworzyć tak prawdziwą postać kobiecą. Podobnie jak w debiutanckich “Miejscach cienistych”, jak i w “Sześciu snach Laury Szuster” czuje się autentyczność głównej bohaterki, kibicuje się do ostatniej strony, by jej ewolucja była taka naturalna. I tutaj się to zupełnie, w stu procentach udało. Czy sześć snów pozwoli Laurze uratować nie tylko Zuzę, ale również siebie? Jakie skutki będzie miało porwanie Szuster przez tajemniczą postać, która pyta jedynie “kim jesteś?”
W morzu schematycznych historii kryminalnych powieść zaserwowana przez Jacka Kalinowskiego jest powiewem świeżości. Wysoka jakość historii wynika z przemyślenia wszystkiego od A do Z. Odpowiednie tempo historii, czasami szybsze, często zwalniające, ale nie dające czytelnikowi uspokoić się ani na chwilę, bohaterowie, których nie sposób zakwalifikować jednoznacznie do dobrych i złych, miejsce akcji, na swój sposób brudne, a z drugiej strony sentymentalne, przynoszące wspomnienia, tworzy książkę kompletną. I to na niecałych czterystu stronach.
Taka prośba do technologii wszelakich: sklonujcie nam Jacka Kalinowskiego, żeby mógł pisać więcej tak dobrych książek!
Co myślicie o podróżach w czasie? Czy chcielibyście cofnąć się w przeszłość i coś zmienić? Czy wszechświat pozwala na zmianę przeszłości? Jak zmiany w przeszłości wpłynęłyby na teraźniejszość? Czy to nie byłoby bardziej straszne, niże trauma z przeszłości?
#jacekkalinowski w swoim najnowszym thrillerze próbuje odpowiedzieć na te pytania tworząc innowacyjną fabułę, gdzie świat realny miesza się z sci-fi. Akcja książki toczy się w dwóch wymiarach czasowych: obecnie i w 2003 roku i to jest wyjątkowe, to ta sama bohaterka Laura, która ma 21 lat w obu przestrzeniach czasowych. Jak to możliwe? Dlaczego to z jednej strony ją przeraża, a z drugiej wydaje się szansą na uratowanie biologicznej matki? Co odkryje Laura w przeszłości i czy uda jej się zmienić teraźniejszość? Kto stawia jej wyzwania? Dlaczego ktoś uwięził ją w dawnym pokoju jej biologicznej matki? Kim jest jej oprawca? Dlaczego on też jej się boi?
Ta powieść jest intrygująca i niesamowicie wciągająca od pierwszych stron. Jej oryginalność, świetna konstrukcja fabuły i nieprzewidywalność sprawiają, że czytelnik nie potrafi oderwać się od lektury. Ta książka prowokuje, wzbudza strach, hipnotyzuje i zmusza do refleksji. Postacie w książce są dobrze wykreowane i wiarygodne. Laura jest silną i inteligentną bohaterką, której łatwo kibicować. Porywacz to postać mroczna i tajemnicza, a jego motywy pozostają niewyjaśnione do samego końca. Zakończenie jest mega zaskakujące i prowokujące czytelnika do stworzenia dalszego ciągu powieści.
#sześćsnówlauryszuster to lektura, od której trudno się oderwać. Będzie idealna dla osób szukających wciągającego i trzymającego w napięciu thrillera z elementami fantastyki.
Długo podchodziłam do napisania moich przemyśleń o najnowszej powieści Jacka Kalinowskiego, bo zwyczajnie ciężko mi ją jakkolwiek zaszufladkować. Historia ta na pewno nie jest szablonowa i nie wpisuje się w typowe schematy co już na tle innych zdecydowanie ją wyróżnia.
Zdecydowanie autora należy docenić za przedstawienie realiów samego roku 2003 (dopadły mnie też nostalgiczne wspomnienia, bo sama miałam Daewoo i do dziś pamiętam, jak było szpetne i szybciej gniło niż jeździło, ale kochałam je mocno) na tyle jak dalece moja pamięć mnie nie zawodzi, to bardzo dobrze przeszłość została przedstawiona, dobrze do tego stopnia, że była to swego rodzaju podróż sentymentalna.
Chyba nie będzie to spoiler, jeśli napiszę, że Laura podróżuje w czasie. Cały ten motyw został bardzo solidnie dopracowany przez autora i pomimo tego, że obecnie wydaje się to nierealne i nielogiczne to zwyczajnie nie zostało to jeszcze teoretycznie udowodnione (chociaż Hawking już próbował). Cała ta senna oniryczność jednak sprawiła, że miałam problem z wczuciem się w tę powieść. Historia Laury jak najbardziej mnie zaciekawiła, jednak nie wywołała tych emocji, których często poszukuje w powieści, tutaj zwyczajnie oprócz zaciekawienie zabrakło lekkiego dreszczyku.
Sam finał serwuje twisty i to zdecydowanie „podoba się dla mnie”, ponieważ lubię gdy autorowi uda się wywieźć mnie w pole i paradoksalnie kibicuje mu, żeby ten niecny proceder mu się udał.
Ja powieść polecam, bo jak już wspomniałem wymyka się utartym schematom i zaskakuje czytelnika.
Post powstał w ramach współpracy barterowej z wydawnictwem Znak Crime
W ramach szybkiej przerwy od fantastyki postanowiłam sięgnąć po thriller. „Sześć snów Laury Szuster” to historia dość pokręcona i makabryczna, jednak ja bardzo lubię motyw cofania się w czasie i próby zmiany przeszłości, więc ciężko było mi się oderwać od tej książki.
Historia opowiada o dziewczynie, która budzi się zamknięta w pomieszczeniu wraz z porywaczem. Nie ma bladego pojęcia czego on lub ona od niej chce i czym sobie zawiniła. Rozpaczliwie szuka próby ucieczki, jednak nigdy by nie pomyślała, że jej jedyna ucieczka będzie ucieczką do 2003 roku…
Historia zaczyna się dość brutalnie. Jednak już od pierwszych stron się wciągnęłam, szczególnie kiedy dowiedziałam się, że Laura podczas snu potrafi podróżować w przeszłość- a konkretnie w jeden rok, który jest decydujący dla nowo poznanych przez nią znajomych. Bohaterowie są ciekawie skonstruowani i choć domyśliłam się kilku rzeczy i czasem pewne zachowania działały mi na nerwy uważam, że książkę czyta się szybko i przyjemnie. Bardzo fajna fabuła, pod koniec wszystko się ze sobą połączyło i mimo, że idzie się domyślić co i jak autor i tak w ostatnim rozdziale mnie zaskoczył ☺️
Fajnie dopracowane szczegóły- np. opis skąd Laura brała nowe ciuchy- bo przecież podróżując cały czas w tym samym w końcu w przeszłości ktoś by zaczął się zastanawiać dlaczego nie zmienia ubrań lub dlaczego nie bierze prysznica.
Jeśli lubicie motyw czasu i zdarzeń postępujących po sobie, koniecznie sięgnijcie po tą książkę! Jest kilka plot twistów i jak dla mnie fabuła była oryginalna.
Gwarantuję, że jak tylko zasiądziesz do tej książki, nie przestaniesz czytać!
Gdy w wyniku pożaru giną młodzi ludzie, są osoby, które „w końcu odetchną od tych okropnych dzieciaków".
Akcja toczy się w dwóch płaszczyznach czasowych, ale przeszłość rozgrywa się w snach tytułowej bohaterki i ma miejsce na osiem dni przed pożarem, w którym zginęła jej matka. Czy można zapobiec tej śmierci? Choć Laura Szuster wydaje się być zwyczajną młodą kobietą, to ma ponadprzeciętny umysł i opanowała zdolność podróżowania w czasie.
Niesamowita fabuła, której nie sposób przewidzieć. Zagadkowa, pełna tajemnic, budzi ogromną ciekawość. Książka napisana lekko i przystępnie mimo występowania zjawiska, które nie sposób objąć rozumiem, wszystko wydaje się być na swoim miejscu, logiczne, poukładane i nie zagmatwane. „Tu nie ma złych ludzi, są tylko pogubieni” te słowa najtrafniej oddają charakter młodych gniewnych. Szalenie podobały mi się ich postacie pełne wad, ale tych wad świadome. Autor fenomenalnie bawi się z czytelnikiem, na maksa pompując napięcie, by za chwilę przekłuć je niczym nadmuchany balon. „Sześć snów Laury Szuster” Jacka Kalinowskiego to bez wątpienia jedna z lepszych książek, jakie czytałam.
Książka swoją premierę miała w tamtym tygodniu, a już zbiera bardzo wysokie noty wśród czytelników.
Czytanie tej książki to była prawdziwa uczta. Świetnie skonstruowana historia, która z każdym kolejnym rozdziałem komplikuje się coraz bardziej.
Wyjątkowy thriller z elementami podróży w czasie. Mogłoby się wydawać, że jest to coś nierzeczywistego, nierealnego. Jakaś książka z gatunku fantasy. Nic bardziej mylnego. Autor tak realistycznie nakreślił nam tę historię, że aż trudno uwierzyć, że to fikcja literacka.
Bohaterowie. Nietuzinkowe postacie nakreślone w sposób mistrzowski. Nie ma tutaj niewidzialnych, płaskich bohaterów. Każdy ma swoje miejsce na kartach powieści i każdy wnosi coś ważnego do tej historii.
Skomplikowana, wyjątkowa, wielowymiarowa opowieść zaglądająca w najgłębsze miejsca ludzkiej psychiki. Tak zakręcona, że w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać jak Autor z tego wybrnie. Niesamowite i zaskakujące zwroty akcji sprawiły jednak, że wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce.
Pióro autora lekkie, przyjemne, bez zbędnych zapychaczy. Przez książkę się wręcz płynie i ciężko ją odłożyć.
Ludzie drodzy, co ta książka ze mną zrobiła. Od kiedy zaczęłam ją czytać wciąż myślę o tym czy fajnie by było cofnąć się do przeszłości i po co? . Tytułowa bohaterka, Laura Szuster, odkrywa, że może podróżować w czasie kiedy idzie spać. Trafia do 2003 roku gdzie poznaje swoją matkę parę dni przed swoimi narodzinami. Dziwnie? To czekajcie dalej... Jej matka ma zginąć wkrótce po porodzie i Laura postanawia temu zapobiec. Dziwnie? Nooo! Uda jej się? Czy zmiany których dokona w 2003 wpłynął na teraźniejszość? . Na prawdę byłam mocno zaintrygowana tym co wydarzy się w każdym kolejnym śnie Laury🔥 . Ps. A znacie film "Przeczucie" Sandrą Bullock? Długo chodziło mi po głowie porównanie z tym filmem:) . Gorąco polecam🔥🖤
No niezłe to, niezłe. Prawie dobre gdyby nie Laura - trudno mi było uwierzyć, że to 21-latka, bo przez większą część książki brzmiała jak przedziwny miks śnieżynki z ciocią dobra rada. Brakowało mi w niej młodości - tej językowej i tej emocjonalnej. Zresztą i rozmowy między młodymi w 2003 brzmiały podobnie co jest o tyle dziwne, że Autor wygląda na niewiele starszego od nich. Skąd więc ten dysonans? Chyba że tak teraz zachowują się ludzie 20+... W takim układzie nie mam pytań, mogę tylko ubolewać. Nie podobało mi się też standardowe wybielanie Zuzy - tradycyjnie dziewczyna ofiarą, "chłopcy" (jak ich określa Laura/Autor) sprawcami. No i kiks logiczny w końcówce (prysznic, spacer a przebranie i makijaż bez zmian? ejże, ejże),która jest najlepszą częścią książki. No niezłe to było, niezłe.
”Za:biję cię kolejny raz. W przeszłości już mi się to udało. Ale za nim to zrobię, powiedz: kim jesteś Lauro Szuster?”
———
Sześć snów Laury Szuster to dość nietuzinkowy thriller, bo z motywem przenoszenia się w przeszłość. I choć ja nie jestem fanką tego wątku, to pan Jacek bardzo ładnie go wkomponował w całą historię. Mało odczuwalny był ten fantastyczny dodatek i to jak najbardziej na plus, bo dzięki temu czytelnik skupia na głównym motywie jakim jest porwanie.
Historia fajnie trzymała w napięciu i miała kilka fajnych plot twistów przez które moja głowa zrobiła bum 🤯
Do moich ulubionych książek bazujących na przeskokach czasowych z pewnością należy powieść kryminalna "Nie to miejsce, nie ten czas", zeszłoroczna premiera, również wydana nakładem Znak Crime. Jeżeli zaś chodzi o adaptacje na wielkim ekranie zawierające ten sam motyw, moim niekwestionowanym faworytem niezmiennie od kilkunastu lat pozostaje "Efekt motyla"💔
"Sześć snów Laury Szuster", to thriller psychologiczny, który przez samego autora nazywany jest również nadnaturalnym. Z pewnością zaskoczy on niejednego czytelnika tego gatunku, który jednak słynie z raczej przyziemnych, realistycznych wydarzeń. Od dłuższego czasu pisarze proponują nam powiew świeżości na arenie dreszczowców mieszając zjawiska nadprzyrodzone ze światem rzeczywistym, serwując miksturę międzygatunkową. Balansując pomiędzy tymi utartymi ramami i zabawiając się schematami otwierają furtkę na nowe doświadczenia, nieodkryte dotąd tereny tym, którzy zwykli trzymać się bezpiecznej przystani, jaką jest standardowy kryminał, czy thriller.
Jacek Kalinowski, to zeszłoroczny debiutant, którego "Miejsca cieniste" wskoczyły do suspensowej topki 2023. Wspomniany thriller psychologiczny był bez cienia wątpliwości tworem idealnym, wybitnym wręcz w swoim gatunku. Poruszył mnie totalnie warstwą fabularną, psychologiczną, jak również językową i stylistyczną.
"Sześć snów Laury Szuster" początkowo zdaje się bazować wyłącznie na motywie porwania i nie wykraczać zbyt daleko, ale to złudzenie błędne. Główna bohaterka budzi się w ciemnym pokoju, z kostkami przypiętymi łańcuchem. Jej porywacz od samego początku stawia ją w niewygodnej pozycji wypowiadając enigmatycznie brzmiące zdania "Zabiję cię kolejny raz. W przeszłości już mi się to udało. Ale zanim to zrobię, powiedz: kim jesteś, Lauro Szuster?"
Młoda dziewczyna, której matka zginęła w tragicznym wypadku przed laty. Nie ma pojęcia, czego chce od niej tajemniczy porywacz, ani w jaki sposób się znalazła w tej felernej sytuacji...
Każda nadciągająca noc przynosi jednak jej życiu nowy bieg, przenosi się do odległych chwil, które zostały już przeżyte przez jej mamę. Każdej nocy nieświadomie transportuje się do wczesnych lat dwutysięcznych. Senne wojaże Laury są dla czytelnika, szczególnie typowego milenialsa niebywale nostalgiczną przeprawą. Gadu-gadu i opisy ustawiane stosownie do nastroju, koniecznie w rytm soundtracku wprost z wysłużonej empetrójki. Tanie papierosy, jeszcze tańsze piwko z nalewaka. Włóczenie się z przyjaciółmi gdzieś bez celu po szkole, głupkowate zabawy i przypałowe akcje. To z pewnością było i nie wróci, jednak Jacek Kalinowski nam to bardzo skrupulatnie przybliżył. Pozwolił nam na powrót poczuć powiew młodości, ten beztroski wiatr we włosach, zmieszany oczywiście z dymem papierosowym.
Brudna i zarazem pełna emocji była to historia, wprowadzająca w stan zawieszenia, odkładająca świat zewnętrzny gdzieś daleko w kąt. Sprawiła, iż totalnie zignorowałam teraźniejszość, zanurzyłam się w sny Laury kibicując jej, by wszystko poszło po jej myśli. I choć życzyłam sobie innego zakończenia, jako typowy człowiek poszukujący smutów i tragedii najwyższego sortu, to nie moja historia i przyjmuję ją, taką jaką ją Jacek spisał. Kolejny raz to zrobił, zagrał mi pierun na emocjach. Za to go lubię.
Podróże w czasie to nie do końca moja bajka, ale już pytanie temu towarzyszące, czy da się zmienić bieg wydarzeń, owszem, tak więc polecam tą fascynacujacą historię
Moi mili, właśnie skończyłam „Sześć snów Laury Szuster” i… sama nie wiem, co myśleć o tej książce. Kupując ją, miałam nadzieję na coś w stylu Stuarta Turtona — zagadkę, wielowarstwową narrację, trochę mroku. A dostałam… no właśnie. Niby ciekawą historię, z kilkoma intrygującymi postaciami pobocznymi, ale główna bohaterka była dla mnie kompletnie nie do zrozumienia.
Taka postać „written by a man” – rzuca studia, żeby zarabiać na ASMR i OnlyFans, mimo że przedstawiana jest jako wyjątkowo inteligentna i uzdolniona dziewczyna. Nie kupuję tego, przepraszam.
A zakończenie? Trochę jak bajka dla dzieci — z happy endem, który nijak nie pasuje do reszty historii.
Przyjemna lektura, ale czułam niedosyt. Liczyłam na coś z lepszą konstrukcją i mocniejszym finałem.
Podążając za ubiegłoroczną analogią, jakoby debiut Jacka Kalinowskiego, to debiut na miarę debiutu Gillian Flynn powiem tylko, że zdecydowanie bardziej wolę Jacka Kalinowskiego w wersji Gillian Flynn niż Gillian McAllister.