Zakazany owoc skusił węża, dlatego ten zatruł go własnym jadem, aby nikt inny nie mógł go skosztować.
Po aresztowaniu Luca i odejściu Brooke z NYPD kobieta wchodzi w układ z Marcusem Brelandem – wspólnikiem i przyjacielem fałszerza. Przez to, co się wydarzyło, nie jest już pewna, po której stronie prawa powinna stanąć.
W tym samym czasie w Nowym Jorku zaczynają ginąć ludzie. To sygnał ostrzegawczy od niebezpiecznego przemytnika broni, Rafaela Franchettiego szukającego zemsty na byłej policjantce.
Brooke musi teraz zrobić wszystko, żeby oczyścić się z ciążących na niej zarzutów, ale też poradzić sobie z tęsknotą za fałszerzem. O ile to pierwsze wydaje się jej całkiem udawać, brak Luca w życiu kobiety staje się wyjątkowo uporczywy.
W zapomnieniu o kochanku nie pomaga fakt, że była policjantka kupuje jego loft i zaczyna otaczać się należącymi do niego przedmiotami. Wkrótce Brooke zaczyna czuć, że ona sama należy do niego.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
To wcale nie tak że piszę to zdanie będąc całkiem zapłakaną🥲🤘 Wiecie minęło kilka godzin i zdałam sobie sprawę, że naprawdę nie pamiętam kiedy ostatnio jakaś historia stała się dla mnie tak ważna i chociaż pewnie zabrzmi to jak banalny frazes, cholernie będę tęsknić za tą trylogią
Boże jakie to było świetne. Cieszę się, że mogłam poznać historię policjantki i fałszerza, którzy mino licznych przeciwności i widocznych różnic w sposobie życia i funkcjonowania mogli skończyć po prostu szczęśliwi. Patrzenie na to, jak przez całą trylogię Brooke i Luc zmieniali się pod względem emocjonalnym jak i w poglądach na różne sprawy było cudownym doświadczeniem. Nie żałuję przeczytania tego i cieszę się, że nie zraziłam się po opiniach innych osób, że jak pierwszy tom był dla nich nudny to nie warto czytać dalej, ja przeczytałam i totalnie przepadłam dla tej historii.
to było od początku do samego końca doskonale. to ciągłe napięcie i strach co się odwali na kolejnej stronie? wow!!! kocham tą trylogię całym sercem, dziękuję Julio Kubicka za stworzenie Brooke, Luca i całego gangu wspaniałych postaci ❤️🔥 zdecydowanie ulubiona ze wszystkich 🥹 będę za wami tęsknić, ale ten pytajnik na końcu daje mi nadzieję... sooo i'm waiting...
Niestety ta trylogia to jedno z większych rozczarowan tego roku, a ten tom jest zdecydowanie najgorszy ze wszystkich. Przez większość książki nie dzieje się nic specjalnego, a sama historia też jest nie taka, jak oczekiwałam.
6⭐️ mogłabym napisać książkę o tym, jak uwielbiam tą trylogię i nazwałabym ją „sztuka obsesji”, bo chyba mam obsesje na jej punkcie kubicka niezaprzeczalnie stworzyła arcydzieło
Z całym szacunkiem, ale połowa tej książki to było zderzenie programu "Jaka to melodia" i czegoś w rodzaju "Booktok w książce" (ktoś kiedyś coś takiego wymysli, dajcie mi czas). Skąd to się wzięło w tej historii?XDDD
ALEZ TO BYLO NUDNE I MONOTONNE Teraz to potrzebuje jakiegoś L4 żeby to przechorować.
4,75⭐️ Na początku trochę przegadane, dużo wątków na raz, ogólnie trochę nudne, ale później zaczęło się dziać! Przywiązałam się do tej trylogii, bohaterów, całej historii. Jednak muszę stwierdzić, że spodziewałam się innego zakończenia. Nie sądziłam, że autorka zdecyduje się na happy end, a jednak, dostaliśmy dobre zakończenie (według mnie niestety, bo w całej tej historii o wiele bardziej pasowałoby brak dobrego zakończenia). Może i główni bohaterowie zasłużyli na takie zakończenie, ale naprawdę brak happy endu by mną znacznie bardziej poruszył, ale to nie zmienia faktu, że ta historia (cała trylogia) znaczy dla mnie naprawdę dużo. Byłabym skonna dać pełne 5⭐️ gdyby nie to zakończenie🥹
This entire review has been hidden because of spoilers.
Do końca życia będę podziwiała Julkę za to, jak wykreowała fabułę tej książki (właściwie nie tylko „sztuki obłędu”, ale całej trylogii). Ci wszyscy bohaterowie, dobrzy i źli, każda tajemnica czy przekręt, plany działania bohaterów - to wszystko sprawiło, że „sztuka obłędu” jest piekielnie wciągającą książką, od której nie da się oderwać. Zanurzając się w ten pełen intryg i sprzeczności świat Luca i Bee, trzeba być gotowym na to, że wciągnie nas on do takiego stopnia, że ostatnim, czego będziemy chcieć, to oderwać się od czytania.
Jedną z rzeczy, których się spodziewałam najmniej, była współpraca Bee i Marcusa. A jednak ta dwójka postanowiła połączyć siły, aby pomóc fałszerzowi wyjść z więzienia, co spowodowało, że… ta dwójka się do siebie zbliżyła. Relacja Marcusa i Bee jest wspaniała, serio. Wytworzyło się między nimi coś na kształt przyjaźni, w której oboje znaleźli wzajemne zrozumienie, bo w końcu oboje chwilowo stracili niesamowicie ważną dla nich osobę. Z czasem ta relacja tylko się pogłębia i nawet nie wiecie, jak ich przyjaźń cieszy moje serce za każdym razem, kiedy myślę o tej dwójce.
Postacie Brooke nigdy nie przestanie mnie fascynować. To, ile ta kobieta przeszła, czego dokonała, jakich decyzji podjęła, a przede wszystkim, jak bardzo zmieniła podejście do życia na przestrzeni całej trylogii, jest dla mnie czymś intrygującym. Jest sprytna, silna, odważna, ale również zniszczona, bezuczuciowa i momentami zwyczajnie przerażająca. Brooke dosłownie z bohatera zmieniła się w złoczyńcę. Zaczynała jako policjantka, której sprawa fałszerza obrazów zniszczyła psychikę, a skończyła jako kobieta, którą fikanie wydawała rozkazy całej grupie zamieszanej w sprawę. Jest postacią ikoniczną, która uwielbia władzę. Nie jest bohaterką, która słucha się innych, nie jest kobietą, która dla mężczyzny się zmieni.
Luc, mój ukochany fałszerz i kłamca. Cóż, Luc ma dużo za uszami, nie można temu zaprzeczyć, ale zdecydowanie jest jednym z moich ulubionych książkowych postaci. Kocham sposób, w jaki Julka go stworzyła. Za każdym razem, kiedy Luc martwił się o bezpieczeństwo Bee, moje serce się roztapiało. Był gotów zaryzykować wszystkim, nawet tym, co sprawiało mu największą radość, jeśli miało to oznaczać, że detektyw Astley nie będzie nic grozić. POWIEDZIAŁ JEJ, ŻE KOCHA JĄ BARDZIEJ NIŻ SZTUKĘ!!! 😭
Relacja Luca i Brooke miał wzloty i upadki, wady i zalety. Nie była prosta, była toksyczna, ryzykowna, nie każdy ją rozumiał. Ale była ich. I to chyba w tym wszystkim było najpiękniejsze. Potrafili odnaleźć się w tym chaosie, który był dla nich oznaką pewnego bezpieczeństwa. Julka cudownie poprowadziła ich znajomość od samych początków, a w tym tomie szczególnie, kiedy maski naszych bohaterów zaczęły odpadać.
Ta książka zawiera w sobie mnóstwo plot twistów i każdy z nich potrafi nieźle namieszać w głowie. W dodatku pojawiają się nowe postacie, które zaczynają współdziałać z naszymi przestępcami. Okej, może nie do końca "nowe" w trylogii, jednak nowe po tej brudnej stronie prawa 👀 Nawet teraz, kiedy o tym myślę i piszę, mam uśmiech na twarzy, bo czytanie tego było zwyczajnie ekscytujące.
„Sztuka obłędu” to książka, która wzbudziła we mnie każdą możliwą emocję. Jestem zdania, że to pióro Julki działa takie cuda, bo czułam się tak, jakbym razem z bohaterami przeżywała każde wydarzenie w ich życiu. Płakałam, śmiałam się, wzruszałam, piszczałam i denerwowałam.
Jest mi przykro, że historia Brooke i Luca dobiegła końca. Będę często wracała do nich myślami, czy będę po prostu robić reread’y całej trylogii. Julka napisała coś niespotykanego, coś, czym trudno jest się nie zachwycać. Przedstawiła czytelnikom inną perspektywę na świat, oczami zranionych dzieciaków, które kiedyś nie otrzymały tego, co powinny dostać, a których jedna decyzja zmieniła całe ich życie. Tak właśnie to widzę. Julka bądź z siebie dumna, bo zrobiłaś kawał niesamowitej roboty i napisałaś coś zupełnie wyjątkowego!! 🖤
400 pierwszych stron szło mi strasznie opornie, za dużo opisów, za mało konkretnej akcji i niepotrzebne wątki. Oczywiście 170 ileś końcowych stron było już dobre, czytałam z ogromnym zainteresowaniem, a ponadto, nie mogłam sobie wymarzyć lepszego zakończenia. To są niestety jedyne plusy... Próbowałam rozgryźć Brooke, ale niejednokrotnie podczas czytania miałam wrażenie, jak gdyby była niezdecydowana. Ta część na pewno wypadała odrobinę lepiej niż poprzedni tom 🫡 Jednak jest mi bardzo przykro, ponieważ "Sztukę kłamania" pokochałam całym sercem, a drugą oraz trzecią część trylogii, szczerze znienawidziłam (nie licząc zakończenia).
Brook przychodzi do Luca szuka u niego wsparcia, chwilę później go wyzywa, żeby później go przepraszać, wpaść w furie i pomalować Luca pędzlem (xd) żeby za chwilę się z nim przespać i parę dni później wziąć z nim ślub.
W książce o policjantce, fałszerzu i dziełach sztuki, zabrakło mi policjantki, fałszerza i dzieł sztuki. Czekałam na powrót do sztuki kłamania i wielkiego potencjału, ale się nie doczekałam. Tutaj albo nie działo się nic, albo działo się wszystko na raz. Próba zrobienia z tego książki poetyckiej z przekazem była niepotrzebna, bo czytając już 3 tom z kolei spodziewałam się akcji, a nie przemyśleń bohaterów na poziomie moich z podstawówki. Lubię kiedy w książce są jakieś nawiązania, ale kiedy co parę stron nawiązujesz do czegoś, często do tego samego, podając tytuł czasami nawet dwa razy na jednej stronie robi się to męczące. Nie jesteśmy debilami wystarczyło raz napisać, że książka nazywa się czas żniw i każdy by zapamiętał.
Brooke ma jakąś dwubiegunowość, żyje za kasę Luca, mieszka w jego lofcie, chodzi w jego ubraniach i wysyła ryzykowne wiadomości miłosne do więzienia, tylko po to żeby jak on już wyjdzie, powiedzieć mu że ma chłopaka i kazać mu wyjechać i trzymać się z dala od niej. I gdzie ta twoja wielka miłość i wielka obsesja? Wyparowała jak moja sympatia do Brooke? Jak dla mnie zabrakło w ich relacji szczerej rozmowy której nie odbyli przez całą książek. Z takim zakończeniem ja nie wiem czy powinnam życzyć im powodzenia na nowej drodze życia w sensie pozytywnym czy negatywnym.
Morale buduje Luce którego darzę wielką sympatią 🫶 Podobało mi się również to że podtytuły to wersy z piosenek (fajna zabawa w próbowaniu odgadnięcia z czego są dane słowa) Na ogół czytało się dobrze, ale czym więcej czasu mija od przeczytania tego, tym mam bardziej mieszane uczucia.
Zaczynając trylogię "Tak powstają złoczyńcy," nie wiedziałam, czego się spodziewać ani czego się obawiać. Bałam się, że nie polubię bohaterów, ale tak się nie stało, ponieważ uwielbiałam główne postacie. "Sztuka obłędu" to książka, przy której uświadomisz sobie wiele rzeczy, popłaczesz się przez niektóre fragmenty i na pewno oczarujesz się głównymi postaciami.
Luc, Brooke i Marcus (bo nie można zapomnieć o nim w tej recenzji) byli tak dobrze napisani, że mogę śmiało stwierdzić, iż każdy znajdzie w nich cząstkę siebie.
Uwielbiałam widzieć progres zachowania Brooke, nawet mimo tego, że zrobiła parę złych rzeczy. W tej części Bee jest nieprzewidywalna i niebezpieczna, co dodawało wiele do książki. Może nie powinnam, ale strasznie się ucieszyłam, gdy stanęła po stronie złoczyńców.
Nigdy nie czytałam o bohaterze takim jak Luc — strasznie tajemniczy, mimo że odkrywał przed nami coraz więcej sekretów. Miękłam przy praktycznie każdym momencie, gdy myślał słodko o Brooke i martwił się o nią. Chciałabym móc powiedzieć, że nasz bohater się zmienił, ale nie byłaby to prawda. Luc jest taki sam jak w pierwszym tomie, poza tym, że teraz kocha Bee. Może dlatego tak polubiłam tę historię, bo nie było na siłę tyle przemian w osobowości.
To, jak Luc martwił się o Brooke, było dla mnie rozczulające. Moment, w którym Luc myślał, że Bee zginęła, był dla mnie rozbrajający, bo był gotowy zrobić wszystko, aby dowiedzieć się więcej.
Relacja Brooke i Luca naprawdę trzymała mnie w napięciu z wielu przyczyn: ich niewyobrażalna chemia, sposób, w jaki potrafili porozumiewać się oczami, i ich walka z sercem. Czytając tę trylogię, należy pamiętać, że jednak ta relacja była toksyczna — były w niej manipulacje, tajemnice i niepoprawne zachowania. Zachowania bohaterów nie należy naśladować, bo nie byli dobrzy czy poprawni.
Nie spodziewałam się, jak relacja Brooke i Marcusa się zmieni, ale było to kompletnie urzekające, gdy troszczyli się o siebie i zachowywali jak rodzeństwo.
Strasznie wciągnęłam się w "Sztukę obłędu" i gdy zauważyłam, że jestem w połowie, stwierdziłam, że nie chcę jeszcze żegnać się z bohaterami i odwlekałam to aż do ostatniego momentu. Emocje towarzyszyły mi przez cały czas, a ja ciągle chciałam wiedzieć, co będzie dalej. Bardzo przywiązałam się do tej trylogii, bohaterów i całej historii. Jednak muszę przyznać, że spodziewałam się innego zakończenia.
Jeśli jeszcze nie czytaliście tej trylogii, serdecznie ją polecam. Naprawdę warto. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie.
Trzecia część jest zdecydowanie lepsza od drugiej. Nie jestem pewna jak wypada w porównaniu do pierwszej, ale zdecydowanie zasługuje na uwagę.
Uwielbiam symbolikę kwiatów w każdym tomie. Playlista jak najbardziej dostraja do klimatu. Styl pisania jak zwykle piękny. "Niewidzialne życie Addie LaRue" zostało wspomniane 🫢.
Ostatnie sceny miały cudowną atmosferę. Chyba wszystkie wątki (których trochę jednak było...) zostały sprawnie zakończone. Bardzo się cieszę, że Marcus dostał to na co zasługiwał 🥹. Doceniam również ostatni rozdział "w innym życiu...". Rzadko widzę by autorzy tworzyli osobną historyjkę biorąc pod uwagę efekt motyla.
Na koniec chciałabym podziękować rodzicom głównych bohaterów za całkowite zniszczenie swoim dzieciom psychiki <3. To dzięki nim mogli jeszcze bardziej zrujnować ją sobie nawzajem... Przy okazji dając czytelnikom niezłą rozrywkę.
To nie ja skończyłam sztukę, to ona skończyła ze mną.
Nie jestem w stanie zliczyć łez, które wylałam podczas czytania. Przeżyłam wiele różnych emocji i nie jestem w stanie uwierzyć, że to już koniec tej trylogii. Na zawsze zajmie specjalne miejsce w moim sercu.
To był chyba najsłabszy tom z wszystkich w mojej opinii albo po prostu już trochę odstawał od moich preferencji. Autorka mnie zestresowała na końcu, wrzucając alternatywne zakończenie
Już minął jakiś czas od premiery ostatniego tomu „Tak powstają złoczyńcy” i tak, jak nie wiedziałam jak ubrać w słowa moje emocje świeżo po skończeniu, tak nie wiem do tej pory. Julia Kubicka wyniosła te książki na zupełnie inny, wyższy poziom i obawiam się, że nie istnieją żadne słowa mogące oddać jej geniusz.
W stylu pisania Julki zakochałam się już przy pierwszym spotkaniu i niesamowicie cieszę się, że zdecydowałam się sięgnąć po Sztukę Kłamania, która nieodwracalnie uzależniła mnie od całego ich małego uniwersum. Z książki na książkę, gdy poznawaliśmy bohaterów coraz mocniej, na jaw wychodziły kolejne tajemnice i gry, przepadałam coraz mocniej, dlatego powrót w trzecim tomie, był tym czego ogromnie potrzebowałam. Ta część jest najgrubsza, lecz czyta się tak samo szybko i przyjemnie jak w poprzednich i ja nie wiem kiedy przewróciłam ostatnią kartkę, bo czytałam w każdej wolnej chwili. Byłam jak zaczarowana czytając o sztuce; o tym jak Luc z wielką pasją i miłością wypowiadał się o wielu aspektach i o tym jak inteligentni są bohaterzy.
W Sztuce Obłędu nie brakuje trzymającej w napięciu akcji, wielu łez wylanych na emocjonujących scenach i ogromu śmiechu. Nie zliczę ile razy zaśmiałam się na głos, bo połączenie Luca i Brooke jest zbyt ikoniczne, by móc przejść koło nich obojętnie. Oni oboje są dla siebie idealnie dopasowanymi puzzlami; byli swoim największym uzależnieniem. Z zapartym tchem czytałam o ich dalszych losach, o tym co dla siebie robili i na jak wielkie poświęcenia byli dla siebie gotowi. Wykreowanie tej dwójki wyszło autorce G E N I A L N I E, bo każdy z nas zdaje sobie sprawę, że to nie są postacie, które można romantyzować i w prawdziwym życiu należy trzymać się od takich osób jak najdalej, lecz to nie przeszkodziło by całkowicie i bezpowrotnie przepaść dla nich w tej fikcyjnej rzeczywistości. Byli oni pełni sprzeczności, lecz jednak nikt nie kochał ich tak bardzo; nie rozumiał ich tak mocno jak oni siebie nawzajem. Tylko oni wiedzieli jak wiele dla siebie znaczą, jak wiele razem przeszli i co byli i będą w stanie dla siebie zrobić.
Sztuka Obłędu to była dla mnie jednocześnie lekka i ciężka książka. Ogrom manipulacji, gier psychologicznych mógł być przytłaczający, lecz autorka idealnie poradziła sobie z wyważeniem ilości scen i wplatała chociażby luźniejsze dialogi do poważnych rozmów, przez co jako czytelnik odczuwałam nieświadomie ulgę i poczułam zdjęty z ramion ciężar.
Wykreowanie nie tylko głównych, ale przede wszystkim tych pobocznych bohaterów zasługuje na ogromny podziw, bo każdy z nich był inny, miał swój własny charakter i był tam „po coś”. Każdy z osobna, chociażby był pionkiem w grze, pojawił się by spełnić swoją określoną rolę, i nie wyobrażam sobie jak wiele godzin autorka spędziła na przemyśleniu wszystkiego tak, by miało to ręce i nogi, a w dodatku było interesujące.
Trylogia Tak Powstają Złoczyńcy to gra pełna manipulacji, tajemnic i walki pomiędzy dobrem i złem. Ta część jest zwieńczeniem całej ich okropnie trudnej drogi, by znaleźć się w tym jednym konkretnym miejscu. Jakim? Tego musicie dowiedzieć się sami, bo gwarantuję, że nie ma piękniejszego uczucia podczas czytania zakończenia, jak czytanie najpierw wszystkich poprzednich części. Ja sama, podczas poznawania trzeciego tomu, do samego końca zastanawiałam się jak autorka postanowi to zakończyć i chociaż miałam w głowie milion scenariuszy, Julce udało się mnie zaskoczyć.
Ta trylogia stała się dla mnie bardzo wyjątkowa, bo już samą treścią wyróżnia się na tle innych. Jest tu ciągła akcja, cudownie poprowadzony romans, lecz przede wszystkim bijąca z tej książki inteligencja. Na każdej stronie można dostrzec jak wielki research zrobiła autorka; z jak wielką powagą podeszła do pisania i jak wielkie serce w nie włożyła. Myślę, że za jakiś czas ponownie wrócę do tych bohaterów, bo w pokręcony sposób naprawdę ich polubiłam i stali się oni tymi bohaterami, o których nie da się zapomnieć, bo tak mocno zapadają w pamięć. Uważam, że Julka napisała trylogię, o której każdy powinien usłyszeć i dać jej szansę, bo to jedne z najlepszych i najciekawszych książek, jakie dane mi było przeczytać.
Tytuł: „Sztuka Obłędu” Autor: Julia Kubicka Ocena: 4,5/5 ⭐️
Współpraca reklamowa @wydawnictwoniezwykle
Recenzja:
Finałowy tom trylogii „Tak powstają złoczyńcy” ostatnia prosta do odkrycia wszystkiego co ciekawi nas od pierwszej części. A teraz zapraszam was do świata kłamstwa i manipulacji.
Kilka słów najpierw o poprzednich częściach. Jak „Sztuka kłamania” podobała mi się i byłam w stanie się wczuć w historię bohaterów i bardzo szybko przeczytałam ją to odrazu chciałam sięgnąć po kolejną część. Moje podekscytowanie „Sztuką pożądania” bardzo szybko opadło, faktycznie początek był interesujący tak coraz dalej mniej mi się podobała, miałam wrażenie że ciągle dzieje się to samo i po przejściu całej książki końcówka mi się dopiero podobała.
Do finałowego tomu jestem pozytywnie nastawiona liczę że tutaj zadzieje się dużo więcej niż wcześniej. Już od pierwszych stron czytało mi się bardzo przyjemnie i szybko. Książka zawiera mnóstwo plot twistów i każdy potrafi nas nieźle zaskoczyć. Szczególnie pojawianie się „nowych” postaci może nie całkowicie nowych w historii ale pojawiają się w współudziału z naszymi przestępcami🫣.
Czasem gubiłam się w fabule i nie byłam pewna o kim w danym momencie jest mowa. W połowie książki było tyle nowych informacji, wątków że nie nadarzałam za fabuła i tak jak wspomniałam wyżej gubiłam się. Co nie oznacza że do końca książki tak było bo nie było i mimo wszystko super bawiłam się czytając.
Jak w poprzednich tomach nie do końca lubiłam się z piórem autorki i lekko mnie męczył to w „sztuce obłędu” bardzo dobrze mi się czytało i pióro Juli zdecydowanie bardziej przypadło mi do gustu. Na tak dużą ilość stron nie czułam znudzenia i książka nie ciągła mi się w nieskończoność. Nie ma szans na to że będziemy nudzeni fabuła, tutaj dostajemy co stronę coraz więcej niewidomych i będziemy pragnęli dojść do wyjaśnia.
Podziwiam autorek za tak dobre wykreowanie bohaterów, to jak bardzo możemy odczuć ich charaktery jest dla mnie super przeżyciem bo byłam w stanie bardzo się wczuć w nich.
Najczęściej jaką emocją byłam we mnie podczas czytania to zdecydowanie szok i niepewność co dalej. Ale również bardzo dużo śmiechu przez sarkastyczne teksty jakie tutaj padały i serio to była super zabawa w czytaniu. Ale czy było mi przykro? Oczyśćcie ze tak.
Zdecydwnie ich relacja jest bardzo ale to bardzo toksyczna, oni nie są w stanie żyć bez drugiej osoby bo są już w tak dużym stopniu uzależnieni od siebie. Mimo tego jak bardzo siebie nienawidzili to tak samo mocno kochają się, podobano od nienawiści do miłości jest ciekna kresa czy tutaj to się sprawdza? Zdecydowanie tak. Ich relacja miała ogromne wzloty i upadki. Nie wszyscy byli w stanie zrozumieć i zaakceptować ich ale w tym wszytko było piękne to że było to tylko ich.
Zdecydowanie moim ulubionym duem jest Bee i Marcus uwielbiam ich sarkazm w rozmowach. Było dla mnie to niespodziewane że oboje połączą swoje siły i zaczną współpracować przez co znacznie bardziej się do siebie zbliżą. Roztapiało się moje serce czytając jak oboje się wspierają po utracie ważnej osoby dla nich. Pięknie została opisana ich przyjaźń. Uwielbiam jego ikoniczne teksty to jak bardzo wspierał Bee w oczywistych momentach gdzie nie było przy nich Luca.
Jak już mowa o Marcusie uważam że jest on bardzo niedocenioną postacią. Osobiście jest on jednym z moich ulubionych bohaterów tutaj. Z tego co możemy się dowiedzieć przeszedł przez piekło jak swoją drogą każdy tutaj. Ale pragnę więcej się dowiedzieć o nim.
Bee jest bardzo mocno „zniszczona” poprzez tyle cierpienia podczas sprawy z fałszerzem. Cholernie było mi przykro czytać to co musi przechodzić i do czego jest zdolna żeby dojść do końca sprawy. Jej postać nigdy nie przestanie mnie ciekawić to ile ona musiała przejść przez fałszerza jest niepojęte. To ile podjęła decyzji dobry i tych złych i jaka bardzo zmieniła swoje podejście do życia przez całą trylogię jest bardzo interesujące.
Luc co by tu dużo mówić no po prostu jego kreacja jest świetna. Ja naprawdę podziwiam to jak on perfidnie potrafi kłamać. Okej mam bardzo dużo złego za uszami ale to jak troszczył się o naszą Bee roztapiało moje serce. Był on gotowy zaryzykować swoim życiem tylko dlatego żeby jego ukochaną Bee uratować, po to żeby ona nienarażana swojego życia. Ten jedno zdanie jakie jej powiedział sprawiło że piszczałam z radości.
Jest mi przykro kończąc całą trylogię bo mimo wszystko przywiązałam się do bohaterów i mam nadzieję że jeszcze będziemy mieli styczność z nimi w innych książkach autorki.
Najlepsza trylogia jaką przeczytałam! Spacerując po straganie wydawnictwa niezwykłego napotkałam ostatnią część historii fałszerza i detektyw. Od razu zakupiłam ją oraz podpisałam. Po powrocie do domu zabrałam się za czytanie, które jak zawsze przychodziło mi z łatwością przy książkach tej autorki.
Julia Kubicka ponownie ukazała swój ogromny talent. Ta pozycja jest napisana z dokładnością oraz zrozumieniem, wszystko jest idealnie wytłumaczone. Każda chwila u boku bohaterów jest przyjemnością pełną emocji.
Brooke po aresztowaniu Luca oraz odejściu z NYPD wchodzi w układ z Marcusem Brelandem, czyli wspólnikiem i przyjacielem fałszerza. Przez wiele wydarzeń straciła pewność, po której stronie powinna stanąć. Kobieta musi teraz zrobić wszystko, żeby oczyścić się z zarzutów, ale również poradzić sobie z tęsknotą. O ile pierwsze wydaje się łatwe to brak Luca, staje się wyjątkowo uporczywy. Nie pomaga w tym to, że zakupuje jego loft i zaczyna otaczać się należącymi do niego przedmiotami. W końcu czuje, że sama należy do niego. Z całego serca uwielbiam tą postać, jest świetne utworzona. Brooke to kobieta odważna, ambitna oraz inteligentna. Z początku odejście, z pracy nie miało na nią najlepszego wpływu. Alkohol oraz seks stały się codziennością, a to wszystko, aby zapomnieć. Z czasem próbowała ustatkować się u boku Matta, który był dobrym mężczyzną. Jednak kobieta nie wiązała z nim przyszłości, nie kochała go. Bo jej serce obsesyjne skradł Luc Moreau. Utalentowany malarz, jak i fałszerz, który po wydarzeniach z Francji został złapany. Wszystkim zależało na rozwiązaniu jego sprawy, ale to nie było łatwe. Potrafił nawet podejść wariograf kłamiąc. Udało mu się wyjść, ale mimo to wciąż był obserwowany. Fałszerz to postać, która już od pierwszych stron skrada serca kobiet. Jest czarującym, inteligentnym mężczyzną. Jaki i również świetnym manipulatorem. Posiada trudną przeszłość, a w życiu popełnił wiele błędów. Na szczęście odnalazł spokój u boku swojej miłości.
Relacja Luca i Brooke w pierwszych dwóch części nie należała do zdrowych, w tej również nie mogę jej taką nazwać, ale jest inna. Obsesja przerodziła się w prawdziwe uczucia. Byli gotowi zabić dla siebie. Troszczyli i martwili. Mimo każdego błędu znaleźli bezpieczne miejsce przy sobie. Pomiędzy nimi była ogromna chemia oraz masa różnorodnych uczuć. Należeli do siebie już od pierwszego spotkania.
Fabuła tej pozycji jest wciągająca, pełna emocji, jaki i przyprawiająca o dreszcze. U boku bohaterów nie można się nudzić. Weszli w układy ze złymi ludźmi, co doprowadziło do wielu śmierci. Jednak Julka ku mojemu zaskoczeniu doprowadziła wszystko do szczęśliwego końca, na który zasłużyli.
Podsumowując jest to trylogia warta przeczytania. Jestem bardzo zadowolona z tego, że po nią sięgnęłam. Losy bohaterów zostaną przeze mnie zapamiętane, a ta historia zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Trafia na listę moich ulubionych książek. Luc i Brooke na was czekają! Fałszerz i detektyw to połączenie wybuchowe.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Nic nie opisuje lepiej całej trylogii jak cytat z okładki Sztuki Obłędu .
„ Zakazany owoc skusił węża , dlatego ten zatruł go własnym jadem, aby nikt inny nie mógł go skosztować „
Motywy, jakie znajdziecie w trzecim tomie :
🖤Intrygi 🖤Kłamstwa 🖤Tajemnice 🖤Działania niezgodne z prawem 🖤Życie w więzieniu
Moja Ocena : 5/5 ⭐️
Krótko o fabule :
Naprawdę nie mogę w to uwierzyć , że już nie poznam dalszych losów moich ulubionych bohaterów. Brooke w ostatnim tomie przeszła samą siebie. Podejmowane przez nią decyzje mogły się wydawać irracjonalne , niewłaściwe , a nawet momentami głupie , jednak dobrze wiemy , że celem kobiety była ochrona bliskich oraz zapewnienie sobie lepszej przyszłości. Jest to moja ukochana postać , ponieważ ciężka droga, jaką musiała przejść oraz jej przemiana są godne podziwu. Z pomysłami Brook nigdy nie można się nudzić ,a autorka w świetny sposób przedstawiła jej tok myślenia oraz motywacje.
Ogromne brawa należą się również dla Luca i jego patentach na przetrwanie odsiadki w więzieniu. Ten bohater nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Czy mogę powiedzieć ,że Luc się zmienił ? Nie .. Czy to źle , że nadal jest moralnie szarym charakterem ? Również nie . Kocham to, jak Julia Kubicka wykreowała fałszerza , ponieważ z jednej strony chcemy mu współczuć oraz usprawiedliwiać jego decyzje , a z drugiej strony kibicujemy mu w intrygach oraz pragniemy poznać więcej historii o skradzionych dziełach sztuki.
Chemia między głównymi bohaterami nadal jest tak samo elektryzującą, jak w poprzednich częściach. Relacja Brooke i Luca doskonale pokazuje nam , jak cienka jest granica między miłością , a nienawiścią oraz jak pożądanie nie może łączyć się w parę ze zdrowym rozsądkiem.
Moim marzeniem jest poznanie dalszych losów Macusa i Martiny. Najlepsi bohaterowie poboczni, jakich można było sobie życzyć. Marcus - lojalny i zabawny z nutką zadziorności , a Martina - inteligentna , piękna i bogata.
W Sztuce Obłędu jest mnóstwo zwrotów akcji oraz sytuacji , o których nawet się nie śniło. Autorka pięknie zamknęła wszystkie otwarte wątki , tworząc wspaniałą , spójną całość. Jest to zdecydowanie moja ulubiona część serii , ponieważ nie można się oderwać od czytania , każdy rozdział serwuje nam kolejną dawkę emocji i niezapomnianych przeżyć. Podczas przygody z ostatnią częścią trylogii będziecie się śmiać w głos, bać o życie bohaterów , pukać się w głowę , a niektóre sytuacje będziecie musieli aż rozchodzić.
Trylogia „ Tak powstają złoczyńcy „ to idealny scenariusz do świetnego filmu akcji. Z całego serca polecam.