Kropla olejku lawendowego, kilka płatków bergamotki, światło księżyca i szczypta magii…
Lena jest sercem Zagrodzia, a prowadzona przez nią Pełnia jego duszą. Od wieków kobiety z tego rodu pomagały tym, którzy potrzebowali ich daru. Igor, ambitny dziennikarz, rzuca wszystko i wyjeżdża na Warmię, gdzie zamierza zebrać materiał do wymarzonego reportażu. Przyjmując zakład od przyjaciela, rzuca wyzwanie odwiecznej słowiańskiej tradycji. Niespodziewany przybysz przynosi do miasteczka tajemnicę, której rozwikłanie zmieni życie wielu osób. Czy polowanie na współczesną czarownicę stanie na drodze rodzącemu się uczuciu? Kim jest tajemnicza Anna i w jaki sposób trafiła do Zagrodzia? W sielankowym krajobrazie Warmii splatają się losy ludzi pozornie ze sobą niezwiązanych, a magia tka nić ich przeznaczenia w świetle pełni księżyca. Znachorka to pełna uroku i skrząca humorem opowieść dla wielbicieli szeptuch, czarownic, magii i… miłości.
A jednak rozczarowanie :( do połowy bawiłam się super, ale kolejne wydarzenia to był taki zlepek nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności, nieracjonalnych zachowań i motywów, znikających bohaterów, którzy niby ważni dla życia postaci pierwszoplanowych, po spełnieniu swojej roli słuch o nich zanika, a to wszystko posypane przerysowanymi charakterami bohaterów, których koniecznie mamy nie lubić.
Na kilka elementów spokojnie jestem w stanie przymknąć oko, ale tego było po prostu za dużo.
Zapraszam do Zagrodzia, magicznego miasteczka w Warmii, gdzie mieszkają kobiety, które obdarzone są darem widzenia tego, czego inni nie potrafią dostrzec…
Lena prowadzi Pełnię - sklepik, w którym można kupić to, co natura nam daje. Aromatyczne, ziołowe olejki czy maści oraz dobre słowo właścicielki, która dla każdego ma otwarte dobre serce. Do miasteczka sprowadza się Igor - dziennikarz pełen sprzeczności, który chce reanimować temat o miejscowych czarownicach. Czy grzebiąc w rodzinnych dramatach nie zachwieje miejscowej harmonii?
„Znachorka” to napisana lekkim piórem powieść obyczajowa, w której przeplata się wiara w magię i życie w zgodzie z naturą. W książce mamy silne żeńskie bohaterki, które choć mają odmienne mocne charaktery dopełniają siebie nawzajem. To również powieść, w której jest trochę tajemnic, które bardzo chcą zostać rozwiązane.
Powieść czyta się bardzo szybko i przyjemnie, ale tak jest z każdą lekturą Gosi, która ma po prostu dar pisania. Autorka zabrała nas w malownicze miejsce i pozwoliła nam odkrywać magię, o której w natłoku bieżących spraw zapominamy. Bo magia jest w każdym! Dawno nie sięgałam po literaturę obyczajową. W „Znachorce” jest to, o czym chciałam przeczytać. Chciałam silnych kobiet, przyjaźni, nadziei i prawdy o życiu. Dostałam również wątek miłosny, który stopniowo się rozwija. Był również niepokój, lęk a nawet zdrada.
Książka idealna na zły czas, który aktualnie przeżywałam- problemy w rodzinie. Powieść pozwoliła mi choć na chwilę zapomnieć o tym co było zle w tamtym czasie. „Znachorka” to idealna pozycja na jesienny wieczór. Otuli ziołami i pozwoli zwyczajnie się odprężyć.
Uwielbiam takie opowieści w słowiańskich klimatach, więc oczywiście od razu przyciągnęła mnie ta książka - i bardzo dobrze. Nie tylko niesamowicie przyjemnie się słuchało, ale też ciężko było nie dać się porwać tej wszechobecnej magii. Wciągnęłam się bez reszty. Jedyny zarzut - zakończenie pozostawia lekki niedosyt, z chęcią przeczytałabym jeszcze więcej ;)
Hmmm...bardzo ciekawi bohaterowie i pomysł na fabułę, ale wygląda na to że autorka nie miała pomysłu na zakończenie. Jest ono strasznie po macoszemu i bez składu. Urywa się w pewnym momencie po prostu i byłam zdziwiona że to już koniec.
Czy tylko dla mnie wiara w magię, znachorów szeptuchy czy mądre Baby to jest coś tak naturalnego, że nawet się nad tym nie zastanawiam, bo po prostu wierze, że są?
Chociażby patrząc na magię ziół i na to, jak niektóre rośliny działają na nasz organizm, jestem w stanie uwierzyć, że te 300/400 lat temu taka osoba wręcz czarowały, tworząc różnego rodzaju mikstury.
Reklama-skarpa warszawska
Książki Małgorzaty Starosty powiedzieć, że są przyjemne to jak nie powiedzieć tak naprawdę nic. Ja przeczytałam już trochę tych książek i mam wrażenie, że każda, nowa jest lepsza od poprzedniej a "znachorka" to jest już takie podium tego jak autorka jest dobra.
W tej pozycji nie ma niepotrzebnych dram, bohaterowie nie są toksyczni, nie ma przemocy i nie ma trigger warningówe. Książka jest urocza i my nie jesteśmy duszenie w tej historii.
Lena jest ceniona zielarką, która prowadzi swój mały sklepik. Za to Igor jest dziennikarzem, który ucieka od Warszawy. Jest to bohater, który wręcz marzę o napisaniu dobrego reportażu o niczym innym jak wiedźmach i w tym celu udaj się na Warmię.
Totalnie książka mnie w sobie rozkochała, dla mnie to jest 5⭐️ historia. Mamy świętych bohaterów, którym my kibicują od początku do końca, mamy też tajemnice, którą my rozwiązujemy.
Książka jest fantastyczna, ale nie w ten sposób, o którym teraz pomyśleliście. Mamy tutaj wierzenia ludowe, które wręcz ożywają kiedy o nich czytamy. Zioła, które leczą. I ludzi, którzy wierzą w przesądy i to tak mocno!
Ja nie powiem, żeby relacje między głównym bohaterem i czy to, co robią, było jakkolwiek oryginalne, ale przez klimat, jaki tam jest, ja nie mogłam się od niej oderwać i przesłuchałam ją na raz i dzięki temu, bawiłam się jeszcze lepiej.
Jednak mam też takie drobne, ale i zastrzeżenie do tej historii mianowicie była ona za krótka, bo miałam wrażenie, że już tak ostatnie 100 stron było za bardzo przyśpieszonych, żeby tylko wy robicie w jakimś limicie znaków. Ale ten humor tych postaci i wykreowanie świata zrekompensowało mi to.
Szczypta magii, wierzenia słowiańskie, nutka tajemniczości i zapach ziół? Jestem na tak!
Znachorka to pełna magii i humoru opowieść nie tylko o miłości, chociaż i to się tutaj znajdzie jednakże nie jest tematem nachalnym.
Igor trafia do Zagrodzia w poszukiwaniu współczesnej czarownicy, jednocześnie zakłada się z przyjacielem.
Lena to dusza Zagrodzia, każdemu skora do pomocy, zawsze uczynna a jednocześnie skryta, każdy ją zna i szanuje a kobiety w jej rodzinie od wieków przynoszą ulgę i wsparcie mieszkańcom Warmii.
Tych dwoje zderza ze sobą dwa światopoglądy.
Do bohaterów Zagrodzia dołącza tajemnicza kobieta, Anna. Kim jest? Dlaczego się tam znalazła?
Książka ma niedużą objętość stron, moim zdaniem powinna być ciut dłuższa. Mimo to, wspaniale się bawiłam przy jej lekturze. Jest pełna humoru, ociekająca sarkazmem a z drugiej strony bardzo emocjonalna, eteryczna i magiczna.
Zwraca uwagę nie tylko na takie życiowe problemy, więzi między ludźmi ale także na wierzenia naszych przodków, regionalne legendy i mity.
Czy szeptuchy nadal istnieją? Czy czarownice to po prostu kobiety, które się znały na czerpaniu z natury? Czy Igor wygra zakład?
Trzeba dodać, że nie było też cukierkowo, bohaterowie mają swoją przeszłość a i teraz zmagają się z różnymi problemami. Postaci jest sporo jednak nie gubimy się, nikt się nie myli i każdego łatwo rozpoznać po zachowaniu. Postacie są barwne i charakterne - i mam na myśli nie tylko panią burmistrz.
Czytając tę lekturę czuć zapach. Ma on nuty bergamotki, lawendy, białej szałwi. Księżyc jest tu ważnym bohaterem, natura gra pierwsze skrzypce a ja czułam się bliżej korzeni.
Emocje ludzkie są jak huragan, który zmiata wszystko na swojej drodze ale po burzy zawsze przecież wychodzi słońce.
Znajdziemy także nutę przygody, poszukując nie tylko tajemnic słowiańskich szeptuch ale także zwyczajnych ludzi, którzy się odnaleźli w odpowiednim miejscu niespodziewanie nawet dla nich samych.
Ja jako prawnuczka szeptuchy czułam się w obowiązku sięgnąć po tę książkę gdy ją tylko zobaczyłam. Prababcia ponoć na mnie czekała i odeszła po naszym pierwszym spotkaniu. Fascynujące. Wiedziała.
Dzień dobry Kochani 🥰 Zapraszam Was dzisiaj na recenzję książki, którą przeczytałam dzięki #współpracabarterowa z wydawnictwem @skarpawarszawska. Jest to książka @malgorzata.starosta.autorka pt. ,,Znachorka"
Igor to młody oraz ambitny dziennikarz. Pewnego dnia podejmuje decyzje o przeprowadzce na Warmię. To właśnie tam kupuje lokalną gazetę, którą zamierza prowadzić. Miejsce to jest bardzo osobliwe a przyjaźni mieszkańcy wspierają się w trudnych chwilach. Tuż po przyjeździe mężczyzna poznaje oryginalną i niezwykłą kobietę o imieniu Lena. Kobieta znana jest w miasteczku jako miejscowa zielarka, która ma ogromne serce i z przyjemnością pomaga wszystkim, którzy się o tą pomoc do niej zgłaszają. Prowadzi w miasteczku sklepik o nazwie Pełnia gdzie każdy może tam znaleźć coś na dokuczające mu schorzenia. Igor niestety jest z tych co nie wierzą w magię, jednak postanawia napisać na ten temat artykuł.
Czy klimat miasteczka oraz Lena sprawią iż mężczyzna zmieni zdanie? Czy będzie w stanie odnaleźć się w nowej rzeczywistości? Jak potoczą się ich losy?
Lekka i niewymagająca książka, którą przeczytacie w jeden dzień. Autorka zabiera nas do małej, klimatycznej miejscowości gdzie wszyscy się znają i wspierają. Do tego dostaniecie dużą dawkę magii, ziołolecznictwa oraz wejdziecie do świata szeptuch. Gdzie w nocy w trakcie pełni powstają napary oraz nalewki zdrowotne, które służą potrzebującym. Do tego dostajecie uczucie między głównymi bohaterami, które rodzi się powoli. Książka pozwoli wam oderwać się od rzeczywistości. Niestety jak dla mnie akcja na samym końcu zdecydowanie za bardzo przyspieszyła i zabrakło mi wyjaśnienia i rozwinięcia wielu kwestii. Czuję niedosyt 😉 Ale pozatym książka warta przeczytania 😉 @skarpawarszawska dziękuję bardzo za egzemplarz do recenzji 😘😘😘
Do małej miejscowości Zagrodzie przyjeżdża młody, ambitny dziennikarz. Poznaje tu Lenę – znaną i cenioną w okolicy zielarkę lub jak kto woli szeptuchę, bądź znachorkę. Oczywiście będzie romans, co nieco dramatyzmu i mnóstwo wątków pobocznych. Obiecywano mi magię, mnóstwo uroku, czaru i humoru. Czy poczułam magię? Niekoniecznie. Miałam wrażenie, że czytam poradnik początkującego zielarza, a nie książkę obyczajową. Opisów ziół rodem z Wikipedii było ty zdecydowanie za dużo, omijałam te fragmenty. Niewiele się tu działo, a to, co się działo, nie wywołało u mnie żadnej reakcji zwrotnej. Nie, żebym nie lubiła książek o tego rodzaju tematyce. Takie książki uwielbiam i czytałam ich już sporo. Opowieści o współczesnych szeptuchach, wcześniej o wampirach i wilkołakach głęboko zakorzeniły się we współczesnej popkulturze. Ja jestem cierpliwa i cierpliwie czekałam, aż coś zacznie się dziać, ale było tego niewiele. Duży plus ode mnie za wspomnienie o Sailor moon – dzięki temu wiem, że z autorką co nieco mnie łączy. . Nadal uważam jednak, że jest to nieco nieudana kopia „Totalnej magii” i jeśli macie ochotę na tego typu historię, to sięgnijcie po tę pierwszą. Znachorkę możecie sobie darować. Do warsztatu pisarskiego przyczepić się nie mogę, pani Starosta bez wątpienia talent pisarski posiada. Czasem to za mało, aby zaczarować czytelnika. Dla mnie książka była po prostu nudna. Gdyby nie współpraca recenzencka to odłożyłabym ją już po pierwszym rozdziale. Ode mnie tym razem skromne 5//10 w skali lubimyczytac. . Ps. Jeśli chcecie poznać prawdę o książce, nie czytajcie tylko pozytywnych opinii o niej, a zerknijcie w te, które posiadają mniej gwiazdek. Zwykle nie są one zamawiane i nie pochodzą ze współprac recenzenckich. . Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję @skarpawarszawska
Uwielbiam styl Pani Gosi i jestem wielką fanką jej komedii kryminalnych. Tym razem mamy okazję poznać ją w nowej odsłonie – obyczajowej. Już dawno nie czytałam takiej cudnej historii. Romans pachnący ziołami, olejkiem lawendowym, i bergamotką. A to wszystko przy blasku księżyca. Lena mieszka w Zagrodziu całe życie. Jest lokalną zielarką. Pomaga wszystkim w nagłych przypadkach, maściami i olejkami. Wysłucha każdego i wesprze, kiedy trzeba. W jej sklepie stoi słoik z marzeniami, które Lena wysyła w świat, z intencją by się spełniły. Kobiety w jej rodzinie mają wyjątkowy dar. Co jest ich sekretem? Życie w zgodzie z naturą, znajomość właściwości ziół, wiara w spokojne życie i niespieszne celebrowanie chwil. Igor to nowy właściciel lokalnej gazety, który marzy o nagrodzie za najlepszy reportaż. Przybywa do Zagrodzia, bo wierzy, że potrafi zdemaskować mazurską czarownicę. Nie wierzy w magię, słowiańskie zwyczaje i za wszelką cenę chce udowodnić wszystkim, że to bujdy.
Jak możecie się domyślać, tych dwoje się spotka. Co z tego wyniknie? Czy Igor uwierzy w moc Znachorki? Musicie się przekonać sami. Obiecuję wam, że nie oderwiecie się od pierwszej do ostatniej strony. Cudowna ciepła obyczajówka. O tym, jak ważne są relacje międzyludzkie i jaka siła tkwi w małej społeczności, jak wielka jest moc przyjaźni. Jak to u Pani Starosty, nie może zabraknąć humoru i tajemnicy. Myślę, że autorka wspaniale się odnalazła w nowym gatunku, i liczę na więcej.
Nie to, czego chcesz, ale to, czego potrzebujesz, jest w życiu najważniejsze.
Lubisz słowiańskie klimaty? Szeptuchy i magię? Porozmawiajmy.
Autorka ma fenomenalne pióro! Przyjazne, lekkie i zabawne. Wielką przyjemność sprawiło mi poznawanie "Znachorki". Wykreowała interesujących bohaterów i nawet Ci, którzy pojawiali się tylko epizodycznie, sprawiali dobre wrażenie.
Małomiasteczkowość to tutaj bardzo ważny element. Akcja dzieje się na Warmii, a to tereny wypełnione naturą i spokojem. Poza tym to obszar szczególnie bliski mojemu sercu – tym bardziej cieszę się, że autorka tak dobrze oddała klimat tych terenów.
Wiele tu perypetii, w które zaangażowana jest większość mieszkańców. Wszyscy się znają, działają na wspólne dobro i pomagają sobie, mają swoje małomiasteczkowe tajemnice i od razu rozpoznają nowo przybyłych.
Znajdziesz tutaj przyjemnie dual POV, które pozwala poznać historię z szerokiej perspektywy. Lena to tamtejsza znachorka, tworząca lecznicze specyfiki dla miasteczka i okolic. Igor natomiast to dziennikarz, który rzuca wielkomiejskie życie i chce poznać tajemnice Zagrodzia.
To przyjemna powieść wypełniona świetnym humorem, urokami małomiasteczkowego życia, pięknem okolicy i tajemnicami, a to wszystko przyprószone szczyptą magii i miłości.
Igor założył się z przyjacielem, że żadne czary i gusła nie mają racji bytu. Z tego powodu porzuca swe dotychczasowe życie i przenosi się na drugi koniec Polski, by napisać reportaż o spalonej tam dwieście lat temu ostatniej czarownicy w Europie i poznać współcześnie żyjącą w Zagrodziu znachorkę. Lena nie tylko leczy ziołami, ma również niebywałą intuicję, która nigdy jej nie zawodzi oraz ogromne serce.
Tym, co charakteryzuje twórczość Małgorzaty Starosty, jest niebywała lekkość pisania. Tworzy ona czarujące i niesamowicie urokliwe miejsca, które wypełnia niezwykle barwnymi postaciami. Prócz dwójki głównych bohaterów: Igora i Leny, którym autorka oddała głos, znajdziemy tu rzeszę nie mniej ważnych postaci drugoplanowych, które nadają całości niesamowitego kolorytu. Każde z nich dźwiga swój bagaż doświadczeń, skrywa przed światem swoje bolączki i problemy dnia codziennego, a ich losy są ze sobą nierozerwalnie związane.
"Znachorka" to powieść, która wciągnie Cię od pierwszych stron i urzeknie małomiasteczkowym klimatem. Ciepła, urocza i zabawna. Wprowadza wspaniałą atmosferę i tryska optymizmem, zachwyca lekkością i angażuje w sprawy bohaterów.
"Znachorkę' czytało mi się cudownie, a to przez niezwykły klimat, który stworzyła autorka. Książka wprowadza nas w świat magii i wierzeń słowiańskich, które otaczają nas że wszystkich stron. Niewątpliwą zasługę w tym ma Lena, od której emanuje takie ciepło, że chciałoby się do niej przytulić. Wprawiona w ziołolecznictwo kobieta, która przejawia również inne umiejętności, jest bardzo ceniona i lubiana wśród lokalnej społeczności. Zestawienie z nią sceptycznego, zdystansowanego i praktycznego Igora to dosyć odważne posunięcie, ale też ciekawe. Co wyniknie z tej relacji? Na pewno nie nuda, a dosyć nieoczekiwane zwroty akcji wprawią czytelnika w duże zainteresowanie. Do tego smaczku dodadzą liczne tajemnice, sekrety z przeszłości i problemu "teraźniejsze", przeplatane z magią. Całość prezentuje się naprawdę wyjątkowo. Fabułę poznajemy z perspektywy pierwszoosobowej narracji Leny i Igora, więc tych bohaterów możemy poznać bardzo dobrze. Tajemnicza postać Anny i tajemnice z nią związane sprawiają, że czytelnik czuję się zaintrygowany jej postacią. Podobnie jak zresztą całą fabułą, której sekrety odkrywamy stopniowo i nieśpiesznie. Polecam
Czy znachorki i zielarki kryją w sobie magię, która znana była od setek jeśli nie tysięcy lat. Lena od zawsze mieszkała w niewielkim Zagrodziu i prowadziła sklepik z ziołami oraz amuletami, a także pomaga mieszkańcom leczyć codzienne dolegliwości, cechuje ją też niezwykła intuicja Jej spokój zaburza pojawienie się w niewielkiej społeczności trzech osób- kuzynki Kory , tajemniczej Anny, która wyraźnie przed czymś ucieka i przede wszystkim dziennikarza Igora. Jego pojawienie się odmieni życie wielu osób. Mężczyzna po burzliwym rozwodzie postawił sobie za cel wygranie konkursu i w tym celu chce zdemaskować mit o lokalnej czarownicy i tym samym wygrać zakład z przyjacielem. Czy mu się uda? Co szykuje dla niego los? O tym musicie się przekonać. Ta opowieść otuli Was ciepłem, humorem i empatią. Z jej kartek aż bije pozytywna moc miłości, która pokonuje wszelkie uprzedzenia i łamie schematy.
Ogólnie nie przepadam za realizmem magicznym, ale w Znachorce urzekł mnie on, a szczególnie nawiązania do wierzeń słowiańskich. Jakiś czas temu myślałam o tym, żeby coś takiego przeczytać, bo blisko mi zawsze było do mitologii, aczkolwiek jakoś z wierzeniami słowiańskimi nie miałam do czynienia. Bardzo spodobała mi się Lena, jej rodzina, pasje, codzienność i Zagrodzie w którym żyła. Igor z kolei to jeden z najgorszych bohaterów z jakim miałam do czynienia. Całą książkę liczyłam na to, że po prostu spakuje się, wyjedzie i nie będziemy go więcej widzieć. Żałuję, że tak się nie stało. Obłudny chłop, karierowicz nie potrafiący widzieć niczego poza czubkiem własnego nosa. Kompletnie nie spodobało mi się zakończenie. Ocena zawyżona ze względu na część Leny. Jak dla mnie książka w ogóle mogłaby być pisana tylko z jej perspektywy. Co więcej wątek Anny potraktowany po macoszemu, a miał ogromny potencjał. Szkoda.
"Nie to, czego chcesz, ale to, czego potrzebujesz, jest w życiu najważniejsze."
Lena prowadzi sklep z naturalnymi eliksirami, mieszankami i miksturami o nazwie Pełnia, zaś Igor jest dziennikarzem z powołania, który przyjeżdża do Zagrodzia aby ratować miejscową gazetę oraz aby powalić mit dotyczący magii i szeptuch które żyją w okolicy. Przy okazji poznajemy tajemniczą Annę, która niespodziewanie przyjeżdża do miasteczka. Czy uda nam się poznać prawdę o mieszkańcach Zagrodzia i współczesnych czarownicach?
Znachorka, to świetna, pełna pozytywnej energii książka, która zachwyca od początku. Poznajemy ciekawe postacie, nowe spojrzenie na Warmię, a przy okazji jak zwykle Autorka nam pokazuje ciekawe ludowe zwyczaje, które tym razem pobudzają naszą wyobraźnię. Jak zawsze, po każdej lekturze książki Autorki czułam się usatysfakcjonowana i zrelaksowana. Bo to naprawdę kawał dobrej lektury!
Czuję niedosyt po przeczytaniu „Znachorki”. Chciałoby się więcej magii, więcej historii o kobietach z rodziny Leny. A mniej uganiania się za dziennikarzem, który nagle pojawia się w Zagrodziu. O dziwo prawie każda dziewczyna była nim zainteresowana 😅
Jest to przyjemna książka do poczytania, Lena, Kora, ich znajomi to fajne postacie, faktycznie oddają klimat małego miasteczka. Bardzo dobrze jest tutaj pokazane wsparcie i zażyłość mieszkańców oraz promowanie lokalnych biznesów. 👌
Natomiast kilka sytuacji jest jakby na siłę i mi nie pasowały w książce.
Jeżeli szukacie słowiańskości, magii, a raczej liczycie, że książka jest nią przesiąknięta, to rozczaruję Was, aż tak dużo ich tutaj nie ma. ✨
Książka ma swój urok, zabawne momenty (postać pani burmistrz 😅), łatwo i szybko się ją czyta. 📖
Ciekawa fabuła i pomysł poprowadzenia opowieści: magia i słowiańskość są na pierwszym miejscu, wiele uwagi jest też poświęcone relacji całej społeczności w małej miejscowości i dopiero na końcu, lakonicznie są opisane miłostki, relacje romantyczne itp. Bardzo mi się podobało takie rozłożenie "ciężkości". Styl autorki jest bardzo prosty, ale na książkę trafiłam w chwili jak szukałam czegoś lekkiego i klimatycznego i ta książka doskonale się dopasowała do mojego nastroju czytelniczego. Jedyne rozczarowanie to zakończenie - jakieś takie napisane na szybko i bez polotu.
Przeciętne czytadło, nawet jak na lekką literaturę obyczajową. Nie poczułam magii, ani obezwładniającego zapachu ziół, a zakończenie pojawiło się tak nagle, że aż sprawdziłam czy przypadkiem audiobook mi się coś nie zawiesił.
Nie jest to najlepsza z książek Pani Starosty, ale jest taka przytulaśna , taka mięciutka i optymistyczna że nie mogę inaczej jak 4*. Tylko to zakończenie... nie zakończenie....
Czytałam nie po kolei, ale to nie zmienia faktu, źe połknęlam serię. Bardzo dobrze spełniła oczekiwania, jakie wobec niej miałam. Służyła rozluźnieniu i zadanie wykonała. Polecam
"Znachorka" to lekka, niewymagająca i urocza powieść obyczajowa z wątkiem romantycznym, skupiająca się jednak głównie na zielarstwie, ludowych wierzeniach i odrobinie magii, pełna magicznego i tajemniczego klimatu, zapachu ziół, leczniczych naparów i dobrej energii. Autorka zabiera nas do małego miasteczka na Warmii, w którym wszyscy się znają, co więcej mogłoby się wydawać, że czas się zatrzymał, bo mieszkańcy nadal wierzą w szeptuchy i leczą się naturalnie u miejscowej zielarki.
Pani Małgosia, jak zwykle zresztą, absolutnie kupiła mnie tą książką, było to coś czego potrzebowałam, trochę magii, ludowych wierzeń, tajemnic, odrobina humoru i sympatyczni bohaterzy. Wprawdzie przyznaję, że liczyłam na trochę więcej samego motywu słowiańskości, ale mimo tego że jest go mniej niż myślałam nie zawiodłam się, bo sama fabuła zrekompensowała mi tamte braki. "Znachorka" to może i przewidywalna ale ciepła i otulająca serce historia idealna szczególnie teraz na ponure jesienne wieczory. Z rozkoszą wróciłabym ponownie do Zagrodzia i sprawdziła co słychać u mieszkańców tej sielskiej warmińskiej miejscowości, bo niestety ale po tych trochę ponad 300 stronach czuję ogromny niedosyt.
Jeśli zatem szukacie czegoś co rozgrzeje waszą duszę w te zimne wieczory, a ponadto tak jak ja czujecie, że macie w sobie coś z wiedźmy to czym prędzej bierzcie się za "Znachorkę" i niech moc księżyca będzie z wami!