Duszne wakacje na poddaszu i nieznane dotąd uczucia oraz dwie osoby, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego.
Thea Zarie i Jacoby Camden muszą ze sobą zamieszkać na czas wakacji. Ich rodziny bez konsultacji z nimi podejmują decyzję o uczestnictwie w reality show Prawdziwe życie. Żadne z nich nie jest w stanie odwieść bliskich od koszmarnego pomysłu, który dla nastolatków kończy się w… pokoju dziewczyny na poddaszu.
Jacoby od dawna jest zauroczony Theą, ale do tej pory nie odważył się tego okazać. Na domiar złego czuje się odpowiedzialny za każdą krzywdę, której dziewczyna doznała z ręki jego wrednej siostry. Chłopak decyduje się zrobić wszystko, aby Thea poczuła się przy nim dobrze, ale atmosfera za kamerami nieustannie się zagęszcza.
Nadchodzące tygodnie przewrócą ich życie do góry nogami.
Czy da się przetrwać pod jednym dachem i nie zostać ze złamanym sercem?
✨[patronat/ współpraca reklamowa Wydawnictwo Kreatywne] ✨Historia, która od pierwszych stron zawładnęła moim sercem. Idealny wakacyjny romans i piękny obraz miłości, a także definicja powiedzenia “nie oceniaj książki po okładce”, które odnosi się do głównego bohatera. Jacoby wygląda jak typowy bad boy, ciemne włosy, tatuaże i zamiłowanie do muzyki, jednak w środku to największy słodziak, jakiego poznacie. Sposób, w jaki patrzy na Theę, rozczula, nim jeszcze zdąży powiedzieć o niej słowo. Dziewczyna od dawna skrycie mu się podoba, jednak nigdy nie miał odwagi do niej zagdać, aż do pewnego momentu. Ich rodziny wpadają na szalony pomysł, by wziąć udział w reality show. Jedynie Jacoby i Thea są przeciwni temu pomysłowi, jednak nie mają za wiele do gadania, gdyż decyzja już została podjęta. By unikać występu w show, zmuszeni są zamieszkać w jednym, ciasnym pokoju. Jedynym, w którym nie umieszczono kamer. Dla tej dwójki to nie lada wyzwanie. Nieśmiała Thea i pewny siebie, skrycie zakochany w dziewczynie Jacoby mają przed sobą naprawdę długie i duszne wakacje. Jednak to, co dzieje się za kamerami ukazuje prawdziwe życie rodzin. Na jaw zaczyna wychodzić coraz więcej intryg, o których nikt nie miał pojęcia. Jedną z ucieczek od problemów całego świata okazały się gwiazdy. Dla Theii te, które pojawiają się na niebie. Dla Jacobiego ta, która zamieszkała z nim w jednym pokoju. Cudowna historia słodkiej miłości, która przetrwała nawet najgorsze rodzinne dramy. Czytając, nie mogłam przestać się rumienić, pojawiły się też łzy i zaskoczenie, kiedy prawda wyszła na jaw, a Jacoby stał się dla mnie idealnym książkowym mężem. Jeśli chcecie przenieść się w wakacyjny klimat pełen gwiazd i miłości, to sięgnijcie po “Za kamerami”. Reality show okaże się intrygującą historią, jednak to, co dzieje się za kamerami ukaże wam prawdę o tym, co naprawdę skrywają rodziny.
Znacie takie uczucie, że główny bohater jest tak idealny, że aż zbyt idealny? Dosłownie mąż książkowy pierwsza klasa; troskliwy, kochany, zabawny, same pozytywy, a jednocześnie nie jest nachalny, daje przestrzeń bohaterce, czego chcieć więcej? Jednak mi to właśnie przeszkadzało:( UWIELBIAM JACOBIEGO okej? Tak jak mówię kto by nie chciał takiego chłopaka, ale chciałabym w jego osobie jakichś większych wad.
To samo mogę powiedzieć o relacji Theii i Jacobiego, jak na moje gusta zbyt słodka para, zero problemów na drodze (oczywiście w kwestii ich związku, nie mówię o problemach rodzinnych, które się tu pojawiają, etc.). Zabrakło mi wiarygodności, wszystko bardzo szybko się dzieje, kwestia kilkunastu dni.
Co do problemów rodzinnych…hmm… ciekawy wątek, ale wciąż dla mnie niezrozumiały, tak jakby autorka nie wycisnęła z niego wszystkiego. Chciałabym dowiedzieć się więcej o członkach obu rodzin. W sumie odnoszę wrażenie, że parę wątków nie zostało dobrze poprowadzonych w 100%. Zakończenie było zaskakujące, przyznaję, ale również strasznie chaotyczne, takie nagłe wielkie BUM, zabrakło mi spokojnego wytłumaczenia wszystkiego.
Zaznaczę, że byłam mega pozytywnie nastawiona do tej historii. Pomysł na fabułę był ciekawy, nie mogłam się doczekać rozpoczęcia tej książki. A tak naprawdę od samego początku miałam trudności z wciągnięciem się. Niemniej po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do pióra autorki i w miarę szybko przebrnęłam przez resztę stron - w całkiem miły sposób. Myślę, że warto zapoznać się z tym tytułem i wyrobić sobie własną opinię, bo była to urocza młodzieżówka z odrobiną ciężkich tematów 🤍
zaczęło się bardzo absurdalnie i na początku wszystko działo się tak bez powodu, ale z każdym kolejnym rozdziałem było coraz lepiej. Kilka nieskończonych wątków i kilka niesmacznych akcji, ale przyznaję, że bawiłam się świetnie. Plot twist pod koniec był co najmniej odklejony i mimo że nie jestem fanką tego wątku, to jednak pasował dość dobrze. Fabuła była dziwna, ale kreacja postaci naprawdę przyjemna i naprawdę dawno nie polubiłam książkowych bohaterów tak jak tych śmieszków z mafii-nie-mafii
Wiedziałam, że to będzie miłość, od momentu, kiedy spontanicznie sięgnęłam po tą książkę w empiku..
Moje serce zostało uleczone a moja dusza dalej piszczy z zachwytu 🫠
Dokładnie takiego uroczego romansu potrzebowałam teraz w swoim życiu, nie brakowało ciepła, sarkazmu, zwrotów akcji i tej miłości, która przelewała się między kartkami papieru ❤️🔥
Potrzebowałam historii, która pokaże mi na nowo tą prawdziwą miłość i dokładnie to tutaj dostałam. Każda jedna strona była przepełniona uczuciami, które poczułam, co nie zdarza mi się ostatnio zbyt często przy czytaniu romansów. A przy tym coś mnie chwyciło 🩷
Thea i Jacoby dali mi nadzieję na znalezienie mojej własnej konstelacji gwiazd ✨
2,5 :((( bardzo chaotyczna książka, ciężko mi się było w nią wkręcić i w wielu momentach mnie nużyła. Największy plus za bohatera i plot twist który lekko podniósł ocenę
Ale to było cudowne… Brakowało mi takiej książki, kiedy oni od zwykłej znajomości przechodzą do przyjaciół i dopiero później do miłości, a nie że są od razu lovers i nie ma pomiędzy tymi etapami żadnego przejścia. Humor też był tutaj świetny i Jacoby to moja bratnia dusza pod tym względem. Nie mogłam lepiej trafić z pierwszą przeczytaną w tym roku książką.
„Za kamerami” to książka, której byłam bardzo ciekawa, szczególnie wątku reality show, którego jak dotąd nie spotkałam. Niestety, historia Thei i Jacoby’ego nie spełniła moich oczekiwań, dlatego stała się moim małym zawodem.
Zacznijmy od tego, co wywołało we mnie najwięcej sprzecznych emocji, czyli styl pisania autorki. Niesamowicie mnie męczył. Byłam pewna, że książkę przeczytam w kilka dni, a zajęło mi to około tygodnia. Tak naprawdę, zmuszałam się do sięgnięcia po nią i przeczytania więcej niż jednego rozdziału. Bardzo często nie rozumiałam co się dzieje, a co za tym szło – nie potrafiłam się skupić. Niestety, według mnie, kilka wątków po prostu na tym straciło.
Jeśli mowa o wątkach, to były one naprawdę interesujące. Gdy usłyszałam o jednym pokoju albo samym reality show sama zaczęłam wymyślać możliwe sytuacje między bohaterami z ich użyciem. Chociaż było ich kilka, te wątki nie zostały według mnie wykorzystane w stu procentach. W sumie reality show było bardziej wspominane, a dało się z nim stworzyć coś oryginalnego.
Sami bohaterowie byli w porządku. Nie mam do nich żadnych zastrzeżeń, ale równocześnie nie znalazłam czegoś, co by ich wyróżniało. Thea była bardzo sympatyczną postacią, za to Jacoby’ego można określić przeuroczym.
Podsumowując, ta historia, choć miała potencjał, do mnie nie trafiła. Głównym zarzutem tutaj jest po prostu styl pisania, który nie przypadł mi do gustu. Chcąc nie chcąc, jest to klucz do polubienia danej historii.
“Bańki jednak, te piękne i kurewsko ulotne chwile, mają to do siebie, że pękają w mgnieniu oka.”
“Za kamerami”, czyli moja pierwsza książka przeczytana od Pilch i wydaje mi się, że mogę napisać, że to była ciekawe spotkanie czytelnicze jak na mój pierwszy raz.
Ta książka nie jest idealna, bo znalazłam kilka minusów (w moim odczuciu), które nie do końca się zgrywały i mimo wszystko czuję niedosyt. Uważam, że gdyby pewne aspekty historii zostały nieco inaczej przedstawione lub może i nawet uzupełnione, to możliwe, że byłabym w miłości.
Sama kreacja bohaterów została dobrze przedstawiona.
Najbardziej kupiła mnie postać Jacobiego, który nie hamował się w słowach i wypowiadał to, co mu ślina na język przyniosła. Jest to postać, która od lat szalała za Theo i miała poczucie jej chronienia i troszczenia. Zwłaszcza przed jego siostrą, która co rusz miała ochotę zrobić koszmar z życia głównej bohaterki. Czuł się odpowiedzialny za siostrę i żył w poczuciu winy.
On jej bezpieczną przystanią…
Kotwicą…
W Theii zabrakło mi w emocjonalności i wewnętrznych przemyśleń. Thea to taka postać, która pragnęła normalności w świecie, w którym żyła. Na swój sukces pragnęła zapracować sama, a do życia miała podejście “wszystko albo nic” - nic pośrodku, a szkoda, bo wiele to by jej ułatwiło, jednak… chwilami rozumiałam jej podejście. Nie chciała być dla kogoś ciężarem i problemem. Patrzyła na innych, a nie na siebie.
Wszyscy chcieli innej wersji Theii oprócz niego…
On chciał ją prawdziwą. Prawdziwą jej wersję.
Ona centrum jego wszechświata,
a on jej najpiękniejszą konstelacją.
Sama relacja głównych bohaterów nie do końca przypadła mi do gustu, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że brakowało mi w niej wiarygodności. Miałam wrażenie (albo może i tak było), że ich cała relacja trwała kilka dni.
Nie zrozumcie mnie źle, wiem, co oznaczają szybko rozpoczynające się związki (bo sama jestem tego żywym przykładem), ale tutaj zabrakło mi czasu, głębi… Ich pierwsza interakcja (pocałunek) faktycznie pojawiła się bardzo późno, ale nieśmiałe dotyki, jakiekolwiek gesty, myśli pojawiły się wcześniej. Wydaje mi się, że to wszystko miałoby rację bytu, gdyby zostały zastosowane jakiekolwiek retrospekcje z przeszłości dla potwierdzenia słów “znaliśmy się od lat”, które mimo wszystko kłóciły się z “przestaliśmy się przejmować, że jesteśmy dwojgiem teoretycznie sobie obcych nastolatków.” Gdyby ten “czas” został nieco bardziej rozłożony na wydarzenia, to myślę, że ich relacja mogłaby na tym zyskać. * Z drugiej strony, jak tak sobie teraz myślę, to nawet dołożenie kilku rozdziałów przed rozpoczęciem całego reality też mogłoby tutaj wiele zdziałać. * Pomijając to, że brakowało mi początku, to ich “późniejsza” relacja była w dobry sposób przedstawiona. Stawali się dla siebie otwarci i między nimi rodziła się początkowa więź. Obdarowywali się troską, opiekuńczością i bezpieczeństwem, a także oparciem w chwilach, kiedy najbardziej tego potrzebowali. * Jeśli chodzi o tematy, jakie zostały poruszone w TW, czyli seks, narkotyki, grooming czy nawet zaniedbywanie i znęcanie - zostały dobrze przedstawione jak na książkę skierowaną typowo do nieco młodszych odbiorców. Tak samo, jak i relacje rodzinne, które były bardzo dalekie od ideału. Były skomplikowane, pełne bólu, niedopowiedzeń i pewnych priorytetów.
Zabrakło mi nieco rozwoju pewnych sytuacji w tej historii i przybliżenia przeszłości, żeby mój mózg zyskał na jasności i klarowności, bo wiecie… ja lubię, jak wszystko trzyma się kupy i jest dopieszczone do granic możliwości. * O samej akcji i przebiegu historii nie będę wam opowiadać, bo opis z okładki już co nieco o tym mówi, ale! jeśli chodzi o plot twisty, to pewien Pan był dla mnie bardzo oczywisty, a zakończenie? CO TAM SIĘ ZADZIAŁO? Tego się nie spodziewałam (chociaż to i tak było do wydedukowania) i naprawdę czułam się zaskoczona. * Autorka pokazała do czego chęć, a nawet i żądza sławy może doprowadzić i ile może kosztować. Jak wiele może namieszać w życiu i ile może sprawić przykrości. * Zostało również pokazane i wprost napisane, że nieważne co o tobie mówią, jak cię traktują, to mimo wszystko… * Jesteś ważn*. * Jesteś wystarczając*. * Bądź sobą i nie patrz na społeczne oczekiwania. * Pomimo tych niektórych mankamentów, które w pewien sposób przeszkadzały mi w tej historii, to jestem ciekawa kolejnych książek autorki, a w szczególności historii o Upadłych Aniołach. * Miłego, Ania
“Twoja grawitacja jest zbyt potężna, żebym nie czuł całym sobą pragnienia bycia z tobą”.
[ współpraca reklamowa: @wydawnictwokreatywne ]
Na wstępie chciałabym podziękować Oli oraz Wydawnictwu Kreatywnemu za możliwość towarzyszenia przy promocji tej cudownej książki. Ta przygoda na zawsze zapadnie mi w pamięci. Nigdy jeszcze nie czułam się tak bardzo zaopiekowana w podróży, mimo, że to ja miałam być wsparciem. Jesteście moim 𝐖𝐲𝐨𝐦𝐢𝐧𝐠.
Aleksandra Pilch to czarownica. Serio. Już od pierwszego rozdziału z perspektywy Jacoby’ego, wiedziałam, że ta książka mnie całkowicie pochłonie. Niemal od razu się w niej zatraciłam, całkowicie tracąc głowę. Dawno nie doświadczyłam tak dużego komfortu podczas czytania. Poczułam się zrozumiana i otulona kokonem, który był spleciony z miłości, dobrego humoru oraz szczypty bólu. Za każdym razem, gdy wracam do historii Theii i Jacoby’ego, pragnę znów przeżywać te pierwsze chwile, gdy ich poznawałam.
Thea – Dziewczyna, która jest wyśmiewana przez rówieśników, szczególnie przez złośliwą siostrę Jacoby'ego. Mimo że jest wycofana i nieśmiała, nie straciła swojej dobroci. Jest aż za bardzo wyrozumiała dla rodziny. Sytuacja w domu sprawiła, że musiała zbyt szybko dorosnąć.
Jacoby – Chłopak, który od dawna jest zauroczony Theą, jednak dotąd nie odważył się wyznać jej swoich uczuć. Udaje, że nic go nie rusza. Pierwsze wrażenie, jakie można odnieść po spotkaniu z nim, to takie, że przyciąga kłopoty.
Thea Zarie i Jacoby Camden zostają zmuszeni do wspólnego zamieszkania na czas wakacji, gdy ich rodziny, bez konsultacji z nimi, podejmują decyzję o uczestnictwie w reality show "Prawdziwe życie". Mimo prób stworzenia przyjaznej atmosfery, napięcie między Theą a Jacobym narasta wraz ze wzrostem presji kamer.
Przez nadchodzące tygodnie ich życie zmienia się nie do poznania. Czy uda im się wyjść z tego bez złamanego serca?
Zacznę od tego, że po raz pierwszy spotkałam się z powieścią, w której pojawia się motyw reality show. Każdy ruch kamer śledziłam z fascynacją – naprawdę, jestem zachwycona sposobem, w jaki zostało to napisane oraz całą otoczką i klimatem, jaki stworzyła Ola. Reality show miało ogromny wpływ na głównych bohaterów. Choć teoretycznie zostali wykluczeni z nagrań, wciąż silnie na nich oddziaływało – podsycało dramaty, budowało stres i napięcie. Musieli pilnować się na każdym kroku. Relacja między Theą a Jacobym buduje się powoli, ale mimo to odczuwalne jest duże napięcie między nimi. Każdy gest, dotyk, nawet zbyt długie spojrzenie, podsyca atmosferę. Czasami nie mogłam się doczekać, aby usłyszeć jakąkolwiek deklarację z ich ust. Ich uczucia były od początku aż po sam koniec pokryte wątpliwościami. Chociaż Jacoby miał świadomość, że to co czuje do Thei jest szczere, powstrzymywał się od wyznania jej miłości, aby jej nie przestraszyć. Dawał jej przestrzeń, jakiej potrzebowała, choć zawsze był obok. Sposób, w jaki rozwijała się ich relacja, rozgrzewał moje serce. Jestem zachwycona, jak subtelnie została ona poprowadzona.
Od początku do końca bohaterowie stanowili dla siebie ogromne wsparcie. Pomimo chaosu, który otaczał ich świat, starali się zachować spokój i wspólnie stawiali czoła wszelkim przeciwnościom.
Jedną z rzeczy, która mnie najbardziej ujęła, to sposób, w jaki autorka ukazała wsparcie ze strony rodziny. Może nie każdy był wsparciem, ale ojciec Jacoby’ego i jego "wujkowie" zasługują na wyróżnienie. To, jak bezgranicznie wspierali chłopaka, jest po prostu niesamowite. Nawet później Thea została wciągnięta do ich małego grona, a oni starali się zapewnić jej komfort i bezpieczeństwo na każdym kroku. To dowód, że rodzinne więzi mogą być silniejsze, niż się wydaje, i nie zawsze muszą opierać się na więzach krwi. Czasem to właśnie wybór i zaangażowanie decydują o prawdziwej rodzinie.
Aleksandra pokazała, że sława nie zawsze jest dobrym wyjściem. Sztuczne parcie na szkło, szczególnie w młodym wieku, może naprawdę poplątać życie. Dobrym przykładem jest Chloe, siostra Jacoby’ego. Sposób, w jaki bohaterka próbowała osiągnąć cel kosztem innych, wspierana przez matkę i ojca Theii... Momentami przerażała. Pokazuje to, do jakich skrajności ludzie są zdolni się posunąć, aby choć na chwilę zabłysnąć.
Jest to także ostrzeżenie, że warto zachować zdrowy rozsądek i nie dać się zwieść pokusie łatwego sukcesu. Często prawdziwa wartość tkwi w uczciwej pracy i dbałości o relacje z innymi.
Zauroczyła mnie technika, jaką autorka zastosowała, tworząc świat wyższych sfer. Chwilami czułam, że otoczenie całkowicie mnie pochłonęło, ale razem z Theą i Jacobym starałam się zachować zimną krew. Akcja na początku rozwijała się powoli, ale w miarę jak głębiej poznawałam historię, tempo wzrastało. Nagle zaczęło się dziać tyle, że trudno było oderwać się od lektury. Głowa parowała od natłoku akcji i nowych informacji. Całość układa się w fascynującą opowieść, pełną wartości i przesłań. Wystarczyło po prostu dać się ponieść, aby poczuć całą gamę emocji. Styl pisania Oli okazał się niezwykle przyjemny i humorystyczny. Niejednokrotnie musiałam powstrzymać łzy śmiechu. Humor chłopaka i odpowiedzi Thei – mistrzostwo.
“Za kamerami” nie tylko ujawnia mroczne oblicze szkodliwej sławy, ale również maluje portret subtelnej i pięknej nastoletniej miłości. Czasem warto otworzyć serce na tych, którzy pragną naszej uwagi i wsparcia.
Ta książka to opowieść o niezwykłej mocy relacji, której wpływ sięga poza granice zwykłego życia. W niej odnajdujemy zarówno świecące momenty miłości, jak i cienie, które rzuca na nią publiczność i presja bycia zawsze w centrum uwagi.
Od początku wiedziałam, że ta książka mi się spodoba. Już na wattpadzie ją pokochałam, a w papierze? Nie chciałam jej kończyć, bo wiedziałam, że z każdym rereadem to już nie będzie to samo. Odkrywałam Theo i Jacoba na nowo. Odkrywałam cudowne obrazki w książce, które idealnie opisywały moje ulubione sceny!
Zaczniemy sobie od fabuły, która jest CUDOWNA! Książka to slow burn, którego w ogóle nie odczuwałam. Zauroczenie, którzy czują do siebie bohaterzy jest tak idealne, że jak pocałowali się pod koniec książki byłam w szoku, że to jest wolna akcja. Emocje między tą dwójką były cudowne. Może to też przez fakt, że w książce jest wiele zwrotów akcji, które nie są nużące i ich ilość w ogóle mi nie przeszkadzałą, bo te akcje idealnie pasowały do całego “Reality show”, które dzieje się w książce. Chociaż końcowa afera, bo nazwanie jej dramą to by było grube przegięcie. KOŃCOWA AFERA, mimo, że wiedziałam, że ona tam będzie to i tak siedziałam z otwartymi oczami, przyswajają na nowo ten wulkan emocji.
Relacja głównych bohaterów w tym tytule to jest coś czego od dawna potrzebowałam. Od samego początku wyczuwałam napięcie i uczucia, kktórymi darzyli siebie nawzajem. Myślę, że gdyby ich relacja była inna, cała książka w moich oczach wypadłaby o wiele gorzej. Jednak właśnie ich relacja przykuwała uwagę najbardziej. Ich wyjścia, spotkania, czy zwykłe rozmowy. Uwielbiam je. Tak samo, jak uwielbiam opisy Thea w oczach Jacoba.
Jest jeszcze jedna grupka osób, które bardzo polubiłam w tej książce. Bliźniaczki - siostry Thea’e. Uwielbiam te maluchy! Również polubiłam jej mamę, która na swoich barkach trzyma wielką odpowiedzialność. Tata Jacoba i jego przyjaciele/współpracownicy. UWIELBIAM I BÓSTWIE ICH. Ojciec Jacoba to najcudowniejsza postać w tej książce. Kocham jego charakter, rady i całego jego. Prawie, jak Cole’a czy Foxa i innych jego przyjaciół. Jednak to on skradł mi serce, nawet bardziej niż Jacob…
Thea Zaire to bohaterka, którą niesamowicie mocno polubiłam. Z pozoru może wydawać się osobą, która żyje w cieniu. Jednak jest waleczna, gdy ktoś zajdzie jej za skórę. Mimo to zawsze można zaobserwować jej miękkie serce i nie zawszę idzię za głosem rozsądku. Czasem woli się zaszyć na poddaszu, czy “uciec” z Jacobem. Bo wie, że niektóre rzeczy mogą skończyć się nieprzyjemną wymianą zdań miedzy nią, a ludźmi, którzy postanowili utrudniać jej życie. Mimo to bardzo podziwiam tą kobietę.
Jacoby Camden to bohater, którego również polubiłam na starcie (Jednak jestem team jego tata). Jest on bohaterem, który stawia dobro innych ponad swoje, przez co obrywa. Mowa tutaj w pewnym sensie o Chloe, jego siostrze, która jest małą żmijką. Jednak on niejednokrotnie starał się chronić jej tyłek przez tatą. Do pewnego momentu. Zauważył, że ona się nie zmieni. Co końcówka mocno podkreśla. Jednak chciałabym się skupić także na tym, jak wiele dobrego wniósł do życia głównej bohaterki, która jest dla niego światłem i gwiazdką. Przysięgam, że uwielbiam w sposób jaki mówi o niej i do niej. Uwielbiam ich wspólne wyjścia i rzeczy, które Jacob dla niej zrobił.
Skoro powiedziałam, wam które postacie uwielbiam to powiem wam, że mam też trójkę, której nie cierpię i nie ma rzeczy przez, które byłabym skłonna je polubić. Miejsce pierwsze Chloe i jej mama. MATKO JAK JA NIE CIERPIĘ TYCH KOBIET. Myślę, że gdyby Chloe nie była manipulowana przez matkę oraz nie gnębiła głównej bohaterki, dałabym radę ją polubić. Jednak jej matka miała na to wiele wpływów. I wiem, że jej za nic w świecie bym nie polubiłam. Tak samo, jak ojca Thea’e, który wypowiedział wiele złych słów w tej książce i jeszcze więcej złego zrobił. Tutaj nie wydaje mi, żeby on się pogubił, myślę, że tak jak w przypadku mamy Chloe. Oni tacy po prostu są.
Na koniec powiem wam. CZYTAJCIE ZA KAMERAMI. Mam nadzieje, że będziecie odczuwać tyle emocji co ja i pokochacie tą historię równo mocno. Gratuluję jeszcze Oli napisania i wydania tak cudownej książki. Muszę nadrobić twoje poprzednie i wszystkie nowe tytułu, bo po tej książe wiem, że będzie warto!
Była to moja pierwsza styczność z piórem Oli i naprawdę przyjemna. Zarówno pomysł na fabułę jak i kreacja bohaterów na duży plus.
Thea to cudowna, ambitna nastolatka, kierująca się w życiu pięknymi wartościami, czego nie można niestety powiedzieć o reszcie jej rodziny. To dziewczyna pełna empatii, która stawia dobro innych ponad swoje, przez co trzyma w sobie wszystkie uczucia, co z czasem znacznie ją przytłacza. Ale przy tym wszystkim potrafiąca także pokazać swój charakterek i pewność siebie.
Jacoby to tak duży słodziak. To chłopak pełen troski o innych, nawet jeśli nie do końca na to zasługują. Niesamowicie wrażliwy, czuły, o złotym sercu, nie wstydzący się pokazywać tego co czuje. Przy tym pewny siebie i kiedy trzeba pokazujący swoją męską, waleczną stronę. Zdecydowanie jest to kandydat na idealnego, książkowego męża.
Relacja tej dwójki jest pełna wzajemnego zrozumienia i wsparcia. Ze strony Jacoby’ego uczucia względem dziewczyny są znacznie głębsze, ponieważ jest ona obiektem jego westchnień od wielu lat. Natomiast ona dopiero poznając go bliżej, zauważa jak błędne miała o nim zdanie i powoli odnajduje w nim swoją bratnią duszę. Uwielbiam czytać o pierwszej miłości, dlatego cudownie się czytało o tym jak bardzo Jacoby się stara, a w tym wszystkim jest tak uroczy i niepewny siebie. Biorąc pod uwagę fakt, że całość książki zamyka się w miesiącu, to do niektórych gestów doszło może za szybko, jednak podczas samego czytania, aż tak tego nie odczułam.
W książce obserwujemy przeróżne relacje rodzinne, które dalekie są ideału. Ciężko czytało się o tym jak Thea jest traktowana przez ojca, a Jacoby przez matkę. Bardzo urzekła mnie natomiast relacja chłopaka z jego tatą. Pan Camden jest zdecydowanie moim ulubionym drugoplanowym bohaterem z całej książki. Moje serce zdobyli też wujkowie. Czułam także wzruszenie w momentach, kiedy Thea i bliźniaczki okazywały sobie siostrzaną miłość. Natomiast największe zdenerwowanie i złość powodowała u mnie siostra Jacoby’ego i jego matka, czytając zobaczycie dlaczego.
Styl pisania autorki jest przyjemny, a pomysł na fabułę bardzo oryginalny. Nie ma tutaj miejsca na nudę, bo ciągle się coś dzieje. Akcja ma miejsce w bardzo krótkim czasie, ale dni są opisane na tyle szczegółowo, że czytając w ogóle się tego nie odczuwa. Większość książki jest w miarę spokojna, jednak im bliżej zakończenia tym emocje są większe, a na końcu autorka funduje nam prawdziwy emocjonalny rollercoaster. W trakcie całej lektury czułam zarówno radość, wzruszenie i komfort, jak i oburzenie, złość, obrzydzenie i smutek. Zakończenie niestety trochę mnie zawiodło. Nie chcę spoilerować, więc napiszę tylko krótko, że w moim odczuciu niektórzy powinni ponieść większe konsekwencje swoich czynów.
„Za kamerami” to książka zawierająca wiele ważnych wartości. Pokazująca jak bardzo fałszywi potrafią być ludzie, nawet w naszym najbliższym otoczeniu. Ale przede wszystkim pokazująca jak zakłamany obraz pokazują tego typu programy. Ukazująca, jak duży wpływ na dziecko ma zachowanie jego rodziców oraz jak kłamstwa, sekrety i intrygi mogą zniszczyć komuś życie.
Nie jest to historia, do której będę wracać, ale naprawdę super się na niej bawiłam i spędziłam miło czas. Nietuzinkowa fabuła, świetnie wykreowani bohaterowie i przepięknie ukazana młodzieńcza miłość. To naprawdę super pozycja na letnie wieczory.
Jakbyście zareagowali, gdyby nagle całe zainteresowanie spadło na Waszą rodzinę, gdybyście mieli być dosłownie na świeczniki i oczach milionów ludzi?
Cóż, dla mnie byłoby to równie uciążliwe, co dla głównych bohaterów. No, chyba że udałoby mi się odnaleźć takie same plusy, jak im 😁
Ale od początku.
Thea i Jacoby znają się od dawna. Łączy ich szkoła, ale i relacje ich rodziców. Niestety, siostra bohatera przyczyniła się do wielu występków, przez które Thea również nie ma z nim najlepszych więzi. On jednak od dawna czuje coś innego. Tylko, czy przez konflikty, będzie miał u dziewczyny szansę? Szybko otrzyma możliwość, żeby się o tym przekonać. Niby całkowicie rożni, a połączeni wspólną niechęcią do pomysłu rodziców. Chcąc uchronić się przed oczami kamer, Thea i Jacoby zamieszkają razem... W domu dziewczyny... W jednym pokoju...
Aj, motyw he fell first został dograny tu idealnie. Przyznam szczerze, że bohater zasłużył u mnie na miano jednego z najbardziej komfortowych. Największą miłością pałam do drani i jeszcze gorszych osobników, ale ci najmilsi też potrafią skraść moje serce. Ogromną rolę w tym wypadku odgrywały wszystkie zachowania chłopaka, każde słowa kierowane w stronę ukochanej dziewczyny. Cóż, nie tylko w jej kierunku.
Do tego wszystkiego bohaterka, która przeszła niedawno coś, co ją złamało. Wcześniej utraciła również osobę z rodziny, która rozumiała ją jak nikt inny. Teraz dąży do tego, aby móc być sobą i zdobyć wszystko sama z siebie.
Chociaż występuje tu wątek wspomnianego wcześniej reality show, najważniejsze nie jest ono samo w sobie. Tak, jak sugeruje tytuł, najważniejszą rolę odgrywa to, co dzieje się za kamerami. Autorka skupiła się na relacjach bohaterów. Nie tylko głównych. Kilkukrotnie rzucała im pod nogi kłody, które sprawiały, że tych dwoje, kruchych ludzi odnajdywało pocieszenie i wsparcie w sobie nawzajem.
Odrobinę zabrakło mi czasu, który bohaterowie mieli przeznaczony na rozwój relacji. Wszystko potoczyło się w moich oczach trochę za szybko.
Myślę, że mogę napisać o dwóch stronach medalu związanych z fabułą. Z jednej całe meritum, czyli Jacoby i Thea oraz to, jak stają się dla siebie swoimi wszechświatami (uwielbiam motyw gwiazd, który ma ogromne znaczenie), z drugiej przedstawienie całego ich otoczenia, a tu już nie było tak kolorowo.
Na początku książki pojawia się trigger warning dotyczący mało komfortowych treści. Słusznie, ponieważ poruszone zostały tu tematy, z którym ciężko jest się nam mierzyć we współczesnym świecie, a z którymi przyszło zmierzyć się bohaterom. Wszystko wychodzi krok po kroku, zwłaszcza, kiedy w grę wchodzą pieniądze i sława.
Jednak, żeby nie kończyć takim smutnym akcentem, pamiętajcie, że znajdziecie w tej historii również wiele postaci, za które można wskoczyć w ogień!
❝-𝐍𝐢𝐞 𝐣𝐞𝐬𝐭𝐞𝐦 𝐧𝐢𝐤𝐢𝐦 𝐬𝐩𝐞𝐜𝐣𝐚𝐥𝐧𝐲𝐦 𝐝𝐥𝐚 𝐤𝐨𝐠𝐨𝐤𝐨𝐥𝐰𝐢𝐞𝐤, a ty… ty dwoma zdaniami sprawiłeś, że… że stałam się centrum wszechświata. 𝐉𝐚𝐤𝐛𝐲𝐦 𝐛𝐲ł𝐚 𝐜𝐞𝐧𝐭𝐫𝐮𝐦 𝐭𝐰𝐨𝐣𝐞𝐠𝐨 𝐰𝐬𝐳𝐞𝐜𝐡ś𝐰𝐢𝐚𝐭𝐚. [...] -𝐃𝐥𝐚 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐣𝐞𝐬𝐭𝐞ś.❞
[współpraca reklamowa wydawnictwo kreatywne]
Zawsze uwielbiam wracać do książek opisujących tą pierwszą nastoletnią miłość. Tą jedyną niepowtarzalną, pełna przede wszystkim niepewności, strachu, niewinności (choć nie zawsze, tak Jacoby o tobie mówię), ponieważ ma w sobie właśnie ten uroczy charakter. Myślę, że właśnie tą niepewnością, ale i szczerym uczuciem opisałabym relację łączącą Jacobiego i Theę.
Akcja 𝐙𝐚 𝐤𝐚𝐦𝐞𝐫𝐚𝐦𝐢 jest dosyć zwięzła, ponieważ zamyka się w miesiącu podczas trwania reality show “Prawdziwe życie”, które miało być kręcone w posiadłości rodziny Zaire, czyli rodziny Thei. Jednakże gdy dziewczyna odmawia wzięcia udziału w przedsięwzięciu, dowiaduje się, że jedna osoba z drugiej rodziny również to zrobiła. W ten sposób Thea i Jacoby, są zmuszeni do dzielenia jej pokoju na poddaszu w trakcie nagrywek. Czy to nie idealna okazja dla chłopaka, który od tylu lat w ukryciu ją chronił przed swoją irytującą siostrą, by teraz zbliżyć się do niej?
Pomimo dość szybko toczącej się fabuły, dopiero pod koniec książki zorientowałam się w jak krótkim czasie rozwinęła się cała historia. Rozwój uczuć bohaterów (głównie ze strony Thei, ponieważ dla Jacobiego Thea już dawno stała się jego wszechświatem) również został poprowadzony powoli, spokojnie. Najbardziej urzekły mnie te momenty niepewności uczuć bohaterów, którymi się kierowali. Jak słodkie to było gdy Jacoby wewnętrznie chciał już wykonać kolejny ruch, ale tak bardzo się powstrzymywał by jej nie spłoszyć i dać jej swoją przestrzeń. Ahhh Jacoby… chłopak zabawny, miły, z wielkim sercem, czego można w nim nie lubić? Z Theą również poczułam specjalną więź gdy ta czuła się jakby przez przytłoczenie wydarzeniami miała się rozpaść, gdy próbowała upychać swoje emocje głęboko w sobie. Zakochałam się w tym wsparciu jakie otrzymywała w tych chwilach od chłopaka.
Kocham motyw gwiazd i nocnego nieba, wzruszając się chyba zawsze na wielu porównaniach ich do nich. Sama historia z jednej strony jest tą odprężającą młodzieżówką, z drugiej strony ukazanie brutalnej strony tego typu reality show, czy niektórych czynów, których dopuszczali się niektórzy bohaterowie może pozostawić po sobie niemałe oburzenie, dlatego przez przeczytaniem warto zapoznać się z Notą Autorki (TW) na początku książki.
𝐙𝐚 𝐤𝐚𝐦𝐞𝐫𝐚𝐦𝐢 także zapewniło mi największy rollercoaster emocjonalny na samej końcówce, przy której już miałam “jeszcze jeden rozdział i kładę się spać” tymczasem autorka swoim rozwojem akcji zapewniła mi zarwaną noc dla skończenia historii. A sam koniec…? Tu już sami musicie sprawdzić, ale gorąco wam polecam sięgnąć po tą pozycję. Bawiłam się na niej bardzo dobrze <3
Co wolelibyście oglądać: reality show czy nocne niebo? Ja zawsze wybrałabym nocne niebo – podobnie jak bohaterowie książki, o której pogadamy dzisiaj. Przyjrzymy się bliżej, co się dzieje “Za kamerami”! 🤭
[współpraca reklamowa z @wydawnictwokreatywne]
Główna oś akcji nie jest zbyt mocno rozciągnięta w czasie, zamyka się w miesiącu, z czego między ważniejszymi sekcjami wydarzeń są przeskoki – dokładnie dwa. Zazwyczaj nie przepadam za tym, że fabuła toczy się tak szybko, ale tutaj autorka rozegrała ją tak, że ani trochę tej prędkości nie wyczułam. Nic nie poleciało na łeb, na szyję. Wątek romantyczny wbrew pozorom został poprowadzony powoli, a rozwój uczuć był stopniowany – głównie w przypadku Thei, bo pewne wydarzenie z przeszłości (swoją drogą bardzo… intrygujące 😂) sprawiło, że Jacoby już dawno temu stracił głowę.
Atmosfera za kamerami faktycznie się zagęszcza, chwilami wręcz w szokujący sposób, choć relacja głównych bohaterów raczej na tym zyskuje niż traci. Sytuacje, w jakich się znajdują, jeszcze bardziej ich do siebie zbliżają, a Jacoby korzysta z tego, by zmienić się w troskliwą, cynamonową rolkę.
Rodziny Thei i Jacoby'ego nadal stanowią dla mnie pewną zagadkę. Najwięcej dowiedziałam się o matce chłopaka i ojcu dziewczyny, ale mimo to mam wrażenie, że ten temat był tylko muśnięty – niby wystarczająco, a jednak mam poczucie, jakby czegoś zabrakło. Jakbym chciała zjeść całe ciastko – albo lizaka – ale musiała się zadowolić połową. W jednym miejscu nieco obsunęła się też linia czasowa, ale nie wpływa to w żaden sposób na fabułę. Poza tym bywały momenty, w których dialogom lub opisom brakowało jasności, przez co nie nadążałam za tokiem myślenia bohaterów albo ich intencjami. Ale wiecie, to tylko ja; wcale nie trzeba postrzegać tego jako wadę.
“Za kamerami” ma w sobie coś z tych kwaśnych lizaków, które tak bardzo lubi główny bohater. Niby to słodycz, ale jednak z kwaskowym posmakiem. Z jednej strony przyjemna, odprężająca młodzieżówka, z drugiej niektóre sytuacje i problemy w niej zawarte potrafią i wzbudzić niemałe oburzenie, i sprawić, że “kopara opada”. Dobrze się przy niej bawiłam.
“Za kamerami” jest książką, o której bardzo dużo słyszałam i nie mogłam się doczekać, aż ją przeczytam. Czy książka sprostała moim oczekiwaniom? Tak. Czy mnie zachwyciła? Nie.
Thea i Jacoby znają się od dawna. Kiedy ich rodziny postanowiły wziąć udział w reality show, nastolatkowie zostali zmuszeni aby zamieszkać w jednym pokoju. Oboje postanowili nie brać udziału w programie, jednak przez brak pełnoletności zostali zmuszeni do przebywania w domu, w którym reality show będzie kręcone.
💜 Jakie inne książki poruszające podobne tematy możecie polecić?
[współpraca reklamowa @wydawnictwokreatywne ]
“Za kamerami” jest idealną pozycją dla miłośników motywu he felt forst, który w tej pozycji jest bardzo widoczny już od samego początku. Ale i również dla tych, który lubią wolno rozwijające się uczucie czy motyw z jednym pokojem. Mimo wspomnianego w motywach reality show, główną rolę w fabule odgrywa to, co się dzieje za kamerami, jak głosi tytuł.
Ta historia należy do tych, przy których podczas czytania otula Was uczucie komfortu i bezpieczeństwa. Szybko można polubić się z bohaterami i ich rodzinami. Albo wręcz przeciwnie. Równie szybko można ich negatywnie ocenić. Pomimo komfortowego klimatu, jaki panuje w książce, autorka wprowadza nas w świat, w którym liczy się sława i pieniądze. Bohaterowie muszą zmierzyć się z negatywną stroną sławy i tego, jaki ma wpływ na ich rodziny.
❗ Pamiętajcie, aby zapoznać się z ostrzeżeniem, przed rozpoczęciem lektury!
Jak dziwnie to nie zabrzmi wolno rozwijająca relacja romantyczna między bohaterami, moim zdaniem potoczyła się za szybko. Od samego początku wiadomo, że łączy ich silna więź, jednak zabrakło mi płynnego przejścia. Z przyjaźni w relację romantyczną. Przez większość książki nie czułam między nimi chemii, aż nagle coś zaiskrzyło.
Książka nie zachwyciła mnie, ponieważ się na niej wynudziłam. Nie zżyłam się z bohaterami. Polubiłam ich, ale nie na tyle, aby śledzić z dużym zaangażowaniem ich losy. Moim zdaniem fabuła była monotonna. Bardzo mało się w niej działo, aby zaangażować czytelnika.
Mimo kilku elementów, które mi nie przypadły do gustu, zachęcam Was do zapoznania się z historią.
Jacoby i Thea muszą zamieszać razem na poddaszu, gdyż nie zgadzają się wziąć udziału w reality show, wraz ze swoimi rodzinami. Chłopak oprócz tego, że jest zauroczony w dziewczynie, czuje się odpowiedzialny za każde złe zachowanie swojej młodszej siostry skierowane właśnie do niej.
Sposób w jaki została napisana książka przypadł mi do gustu, gdyż mam wrażenie, że wyróżniał się zarówno pod względem różnych fraz czy porównań o których do tej pory nie słyszałam, jak i przepięknym i treściwym sformułowaniem teksu, który to nie powodował u mnie zażenowania.
Książka pomimo tego, że potrafi dostarczyć słodyczy, genialnie przeplata się z ciężkimi tematami, które przewijają się przez całą fabułę. Mowa tutaj o zaniedbywaniu przez rodzinę jak i groomingu. Samo zaś zakończenie było dla mnie niespodziewane, co pozytywnie mnie zaskoczyło.
Relacja bohaterów rozwija się powoli, lecz tym co mnie w niej najbardziej urzekło były małe gesty, czy przelotny kontakt z jej początków, dostarczyło mi to o wiele więcej emocji niż "pełna relacja" która również skradła mi serce.
"Byłem frajerem, bo przepadłem dla niej z powodu małych gestów".
"Jeden jej uścisk, ciepło ciała przy moim sercu. Cudowna Thea".
Jeśli chodzi o głównych bohaterów to musze przyznać, że jestem zakochana w ich kreacji, a w szczególności w chłopaku.
Gdy tylko dowiedziałam się o jego zauroczeniu dziewczyną, a wraz z tym jego wodzeniem za nią wzrokiem wiedziałam, że mnie nie zawiedzie. Uwielbiam to, że jego uczucia były skrywane, autorka nie przedstawiła go jako dużego flirciarza, a wręcz pokazała nam jego niepewną i uroczą stronę, związaną z obawą o nieodwzajemnienia uczuć. Cały czas jednak czul się odpowiedzialny za swoją siostrę, która potrafiła robić złe rzeczy, a ciężar jej wybryków spoczywał na jego barkach. Thea była urocza, lecz miała wyraźny charakter, umiała okazać pewność siebie, lecz kierowała się głównie dobrem innych.
Jeśli poszukujecie komfortowej książki o nieszablonowej fabułe, gdzie relacja bohaterów wydaje sie być autentyczna to zdecydowanie powinniście sięgnąć po tę powieść. [Współpraca]
Bardzo cenię w książkach oryginalny pomysł. Ciężko jest stworzyć coś wyróżniającego się, a Oli zdecydowanie się to udało!
W reality show, które gra tutaj pierwsze skrzypce biorą udział rodziny głównych bohaterów. Jacoby i Thea nie zamierzają w tym uczestniczyć, jednak na czas nagrywek muszą zamieszkać razem w pokoju dziewczyny, który znajduje się na poddaszu, czyli jedynym miejscu bez kamer.
Ta pozycja jest tak przyjemna, że nie mogłam się wręcz oderwać od lektury! Podoba mi się fakt, że cały czas się coś działo i jednocześnie nie wkradł się tutaj żaden chaos. Ola posiada niezwykle przyjemne pióro i operuje pięknym językiem, dzięki czemu jako czytelnik zostałam całkowicie pochłonięta przez tę historię i bohaterów.
Sami bohaterowie są fantastyczni! To postacie, które zapamiętam na bardzo długo, bo zostali świetnie wykreowani i przedstawieni w tak wyjątkowy sposób, że od razu zyskali moją sympatię. Thea i Jacoby to dwójka cudownych osób, które dopiero w swojej obecności pozwolili sobie na wytchnienie i chwile spokoju. Budowali swoją relację powoli, Thea otwierała się na Jacoby’ego kawałek po kawałku, aż pozwoliła mu wejść do swojego serca i dzięki temu zyskała nie tylko miłość, ale również przyjaciela i ogromne wsparcie.
Kochaj relację tej dwójki i fakt, że została zbudowana tak naturalnie. Te dwie zagubione dusze znalazły w swoich ramionach schronienie i miłość. Ale nie tylko oni zwrócili moją uwagę. Ola zadbała o każdy szczegół i nie brakuje tutaj wspaniałych bohaterów pobocznych (mam za dużą słabość do taty Jacoby’ego i jego wujków) oraz takich, których obecność wręcz podnosi ciśnienie! Kocham fakt, że tę książkę można odczuć całym sobą🥹
Ta pozycja to niesamowite ciepły i komfortowy romans, który zabierze was do gwiazd. Ale nie brakuje tutaj również zaskakujących zwrotów akcji i wydarzeń, po których opadła mi szczęka. W tej książce znajdziecie wszystko, co najlepsze i spędzicie z nią niesamowity czas🎬
𝐙𝐚 𝐤𝐚𝐦𝐞𝐫𝐚𝐦𝐢 ma dosłownie ulubione mo tywy, w tym jedna z rzadszych, bo reality show. Jeszcze cudna okładka, więc co jeszcze może być dobrego? Treść. Już sama okładka zachęca do czytania, ale zarazem bardzo byłam ciekawa tej pozycji, jednak nie nastawiając się na nic szczególnego. Ostatecznie i tak bylam zachwycona.
Autorka ma cudowny styl pisania, który jest lekki i przyjemny. Możliwe, że to mój zastój, jednak do któregoś rozdziału trudno było mi się wkręcić w tę książkę, tak później szło jak z płatka. Dodatkowo później zaczęło się dziać nie tylko między bohaterami, ale także na planie, dzięki czemu chciałam wiedzieć co się stanie dalej i tak aż do końca.
Zanim wzięłam się za książkę, gdzieś mignęło mi, że Jacoby to zielona flaga. I cholera… tak jest. Wiecie, słowa to jedno a czyny to drugie – Jacoby to miał dwa w jednym. Każda scena przyprawiała mnie o motylki w brzuchu i aczkolwiek miałam lekkie wrażenie, że to nie taki slow burn, bo na przestrzeni czasu to trwało to jakoś miesiąc? Nie mogę nie wspomnieć o tym, że za każdym razem, gdy jego młodsza siostra, Chloe, chciała uprzykrzyć dzień głównej bohaterce, ten zawsze starał się łagodzić sytuację.
Thea z kolei to dziewczyna, która jest inna od reszty swojej rodziny. Jej nie zależy na rozgłosie, tylko pragnie ciszy i spokoju – czego zdecydowanie nie dostaje, gdy dostaje współlokatora do swojego pokoju. Możliwe, że były momenty, gdzie dziewczyna mnie leciutko irytowała, tak przez resztę książki uwielbiałam jej kreację.
No i jeszcze obrazki, które idealnie odwzorowały daną sytuację. Uwielbiałam ich wspólne spędzanie czasu, wzajemne wsparcie i zrozumienie. A no i wujkowie Jacobiego – to moi faworyci. Humor, poświęcenie i generalnie skupianie się na bezpieczeństwie swoich bliskich. Genialne.
Czy polecam tę historię? Zdecydowanie. Ciekawe plot twisty i chodząca zielona flaga. Niczego więcej nie trzeba.
Pierwszy raz miałam styczność z piórem autorki i nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Jest to przyjemna i lekka lektura, która nie jest wymagająca i idzie się przy niej super bawić. Jednak czasami czułam się lekko zagubiona i miałam wrażenie, że jest bardzo chaotycznie.
To nie zmienia jednak faktu, że już od pierwszych rozdziałów polubiłam się z książką oraz bohaterami. Jacoby jest świetnym i wesołym chłopakiem, który niejednokrotnie potrafi rozczulić. Było to bardzo widoczne, że to on zakochał się pierwszy, a że ja taki element w książce kocham, to chłopak od razu mnie kupił. Thea również jest cudowną dziewczyną, która stawia dobro innych ponad swoje, jednak czegoś w jej kreacji mi zabrakło.
Relacja tej dwójki wyróżnia się zrozumieniem. Myślę, że ta relacja jest elementem, który zasługuje na najwięcej uwagi, bo został on poprowadzony najlepiej. Jest to niby slow burn, ale ja tak bardzo tego nie odczułam. Nie przeszkadzało mi to jednak, ponieważ skupiłam się na ich pięknym uczuciu.
Motyw reality show został również poprowadzony ciekawie, ale nie było go tak dużo, jak się spodziewałam. Jednak jest to element bardzo ciekawy i rzadko spotykany, więc dodaje takiej świeżości. Moglibyśmy tylko trochę lepiej poznać rodzinę, bo na tej płaszczyźnie czegoś mi zabrakło.
Książka pokazuje problemy nastolatków oraz trudne tematy, więc myślę, że jest idealna dla młodych osób, ale nie tylko. Jesteście ciekawi tego tytułu? A może już jesteście po lekturze? Z chęcią się dowiem.
Thea i Jacoby. Dwie osoby, które nie łączy niby nic. Kiedy ich rodziny decydują o wzięciu udziału w reality show, ta dwójka nie ma nic do powiedzenia. Oboje zatem lądują w pokoju Thea na poddaszu. Jacoby od dawna skrycie podkochuje się w dziewczynie. Cała otoczka reality show zmieni ich życie nieodwracalnie.
✨
Postać głównej bohaterki dość mocno przypomniała mi mnie z czasów szkolnych. Cicha, szara myszka, która nie chciała w ogóle być zauważona. Mimo to i tak ktoś się przyczepił za samo oddychanie. Czytając tę książkę często się uśmiechałam pod nosem bo relacja bohaterów była naprawdę fajna. Dało się wyczuć pozytywną energię. Było kilka sytuacji, których się zupełnie nie spodziewałam. Ucieszyło mnie to bo zwykle w książkach tego typu da się przewidzieć właściwie wszystko. Tutaj było inaczej.
Gdybym w szkole poznała takiego chłopca jakim był Jacoby to przepadła bym od razu. Niesamowicie cudowna postać. Jego zachowanie i słowa kierowane do Thei wzbudzały we mnie ciepło.
Co by nie było tak cukierkowo to każde z nich prywatnie zmaga się z czymś trudnym. Każdego dnia próbują żyć spokojnie ale jest to trudne. Sprawy nie ułatwia całe to reality show.
No i warto zwrócić uwagę na to, jak pięknie wydana została ta książka. Zadbano o absolutnie każdy szczegół. Kolorystyka, papier, elementy ozdobne w środku. Aż chce się trzymać ją w dłoniach i nigdy nie wypuszczać.
Jest też ostrzeżenie o treściach wrażliwych więc miejcie to na uwadze.
Cała historia jest emocjonalna. Sprawia, że chce się ją czytać i brnąć wraz z bohaterami przez tę przygodę. Jestem pewna, że wielu osobom się spodoba.
Światła, kamera, akcja! Rozpoczynamy Reality Show pt ,,prawdziwe życie” Thea I Jacoby zamieszkają razem w pokoju dziewczyny na poddaszu! Nastolatkowie są bardzo sceptycznie nastawieni do całej sytuacji. Czy z tego może wyjść cokolwiek dobrego? Czy to będzie jedna wielka katastrofa? Przekonajcie się jeśli macie odwagę.
Thea nasza słodka Thea, próbująca bronić swoje serce przed chłopakiem, który od lat był w stanie wskoczyć za nią w ogień. Poddasze, wspólne śniadania zbliżają ich do siebie. Stał się jej kotwicą w najtrudniejszych momentach.
Pokochałam poczucie humoru Jacoby’ego. Jego nietuzinkowe powiedzonka dostarczały mi sporo rozrywki, myślę że dla wielu z nas on właśnie byłby taką ,,comfort person” Niejednokrotnie chronił swoją tymczasową współlokatorkę przed okrutnym zachowaniem swojej siostry.
Powieść miała swoje plusy i minusy, które pozostawiły niedosyt po skończeniu lektury. Brakowało mi emocji towarzyszących przy czytaniu. Niektóre wątki były a szkoda, byłyby bardziej zrozumiałe dla czytelnika. Nie mamy też konkretnej informacji jak poznali się bohaterzy, co z perspektywy fabuły jest dość istotne, ponieważ Jacoby i Thea nie są sobie obcy. Znamy tylko ich jedno wspólne wspomnienie z czasów dzieciństwa, nic więcej.
Pomimo tego podobały mi się poruszone tematy uzależnień, które były dobrze przedstawione, opis relacji rodzinnych był strzałem w dziesiątkę za co biję wielkie brawa.
Sama autorka ma bardzo przyjemny styl pisania, przez co czyta się naprawdę szybko.
Pozycja nie do końca spełniła moje oczekiwania, jednak dla fanów luźniejszych książek będzie to lektura obowiązkowa!
„Za kamerami” to historia która w dość brutalny ale i życiowy sposób pokazuje do czego zdolni są ludzie by zyskać chwilę sławy. Pomysł umieszczenia dwóch rodzin w jednyn domu naszpikowanym kamerami i zrobienia z tego reality show bardzo przypadł mi do gustu choć nie do końca trafiło do mnie wyjaśnienie dlaczego Thea i Jacoby zostali umieszczeni razem.
Polubiłam bardzo Jacoby’ego ale nie ma się co oszukiwać jego kreacja była taka że nie sposób mu odmówić czaru i uroku. Myślę że każda czytelniczka od razu polubi tego uroczego młodzieńca, a za odpowiedzialność wobec losu Chloe należy mu się dodatkowy plus bo to nie jest coś czym martwiłby się przeciętny nastolatek.
Przyznam że miałam lekki problem z całą historią bo sposób narracji był specyficzny - niektóre słowa czy frazy mi się nie podobały bo brzmiały dość sztucznie i dziwnie. Nieco wycofana Thea również nie wzbudziła we mnie w zasadzie żadnych uczuć. Była nieco zbyt logiczna jak na typową nastolatke - za wszelką cenę chciała nie być dla nikogo problemem, nie prosiła o pomoc i w efekcie ja nie mogłam jakoś się do niej przekonać.
Książka porusza dość poważne tematy i biorąc pod uwagę opisy pewnych wydarzeń myślę, że ostrzeżenie 16+ nie jest tu przypadkowe. Końcówka zwłaszcza w pewnym względzie jest mocnym szokiem, chociaż nie powinna tak do końca dziwić bo cała historia do pewnego stopnia jest szokująca i niecodzienna. Rodziny Camdenów oraz Zarie zdecydowanie nie należą do tradycyjnych i to zostało idealnie ukazane. Polecam sprawdzić samemu, chociażby dla samego Jacoby’ego😉.
Thea to dziewczyna, która wszelkie sprawy woli załatwiać sama. W swoje problemy nie lubi angażować innych-nawet rodzinę. W szkole jest szarą myszką, na wszystko patrzy z boku, a mimo to niektórzy uczniowie dalej nie dają jej spokoju. Jedną z takich osób jest siostra Jacoba, który od lat jest zakochany w głównej bohaterce. Chłopak na wszelkie sposoby próbuje ochronić Thee. Ma szansę zbliżyć się do niej w trakcie wakacji, ponieważ ich rodziny mają wspólnie uczestniczyć w reality show.
Mimo że nie jestem wielką fanką motywu slow burn, to tę książkę czytało mi się bardzo przyjemnie. Każdy rozdział kończyłam z myślą „to już ostatni” i jak można się spodziewać, dalej oddawałam się lekturze😆. Główni bohaterowie zawładnęli moim sercem, a energia między nimi sprawiała, że sama miałam uśmiech na twarzy. Plot twisty (nie takie łatwe do przewidzenia) wywoływały we mnie zarówno zaskoczenie, jak i zauroczenie. Koniecznie muszę wspomnieć o tym, jak wydane jest „Za kamerami”, ponieważ nie spotkałam się jeszcze z tak dopracowaną książką. Zarówno początki rozdziałów, jak i „niespodzianki”, które znajdziecie w trakcie czytania, prezentują się przepięknie. Myślę, że jeśli sięgnięcie po tę pozycję, to nie pożałujecie🫣
PS. Przygotujcie się na kolejnego książkowego męża😇
Mega fajne :-)) Co prawda jak dla mnie skończyło się troche za szybko, końcowo nie dostałam wybitnych wyjaśnień i pozostało wiele niewiadomych ale całość była urokliwa. Bardzo lubie Jackobiego (o ile dobrze napisałam) jest nastolatkiem o powierzchowności niegrzecznego chłopca ale w środku ma mięciutkie serduszko. Istny słodziak z niego. Thea też była przyjmną bohaterką. Co jak co ich rodzinki były paskudne ale też wyszła z tego koszmarna drama. Polubiłam tych z firmy ochroniarskiej Luki szczególnie - byli spoko chociaż ciężko ich było rozróżnić. Taka ocena głównie za pomysł i brak nudy. To show wcale nie grało głównych skrzypiec, a było jedynie pretekstem, aby Jackoby zbliżył się do Thei, co jak co udało się. Było tutaj w między czasie dużo imprez. No i jak się okazało, Thea na początku tak strasznie nie lubiła Jackobiego a potem się okazało, że w sumie wiele mu zawdzięcza i nie miała o co się denerwować. W sumie to sądziłam, że będzie ich tu więcej jako współlokatorów, a raczej było tu mnóstwo wspólnych wypadów na jedzenie i spędzania ze sobą czasu. I taak Jackoby przepadł dużo wcześniej w tej grze zwanej kochaniem. Także w ciągu dwóch tygodni wydarzyły się cuda na widłach. Ale ogółem wyszło całkiem fajnie. Oprócz zbyt wielu niedopowiedzeń. Bo zawsze mogłobyć lepiej, co nie?
Przyznam szczerze- wielokrotnie płakałam i nie spodziewałam się zakończenia. Jacoby i jego oddanie byli uroczy, uwielbiam szacunek z jakim traktował bohaterkę i pomoc w uleczeniu jej ran. Miałam nadzieję że rodzice głównych bohaterów się na koniec zejdą więc trochę smuteczek. Ostatni rozdział 6 lat później zdecydowanie za krótki. Oprócz przeprowadzki tak naprawdę nie dowiedzieliśmy się co się stało z głównymi bohaterami ani ich rodzinami. Jak się zakończyły rozwody? Czy Jacoby’emu i jego ojcu udało się dotrzeć do Chloe? Czy utrzymują kontakt? Co z mamą Thei? Czy ojciec dziewczyny poszedł po rozum do głowy? Tyle pytań i zero odpowiedzi. Mam nadzieję że dostaniemy jakieś domknięcie tej historii (bardzo chętnie poczytałabym więcej o Sus i wujaszkach Camden!!!)
This entire review has been hidden because of spoilers.
Coraz częściej sięgam po młodzieżówki. Może dlatego, że jestem coraz starsza, a z tym nastoletnio-studenckim okresem mam mega dużo cudownych wspomnień?
„Za kamerami” pochodzi z mojej prywatnej biblioteczki i jest to historia, przez którą się płynie. Jacoby jest typem chłopaka, którego nie sposób nie kochać. Jest też dowodem na to - zresztą nie tylko on, Thea także - że wychowanie w bogactwie i blichtrze nie oznacza od razu, że będzie się zepsutym dzieciakiem.
Nie zabraknie tu trudnych sytuacji rodzinnych czy ukazania postaw zasługujących na nic ponad potępienie. Oli gratuluję kolejnej fantastycznej książki i mam nadzieję, że na kolejną nie będę musiała długo czekać.