Tętniła również w ziemi, zaklęta i rozsiana pośród mroźnych lasów i gór. Do czasu. Z przybyciem Veaziru magiczne światło zaczęło gasnąć. Od tej chwili czarownice oraz magowie znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie – lecz nie wszyscy pozwolili sobie na strach czy bezradność.
Alvira, młoda czarodziejka, która za wszelką cenę chce ocalić miejsca mocy i własny dom, spotyka na swej drodze Einara, łowcę żądnego zemsty. Wspólnie ruszają w niełatwą podróż, podczas której oboje zderzą się nie tylko z okrutnym światem, ale także bolesną przeszłością. Nie mogą jednak poddać się zwątpieniu. Veazirscy władcy nie baczą bowiem na nic, poza dobrem własnym, a w starciu dzikiego z ludzkim magia powoli umiera. Wraz z przyjaciółmi wiedźma i łowca muszą zrobić wszystko, by na niebie już nigdy więcej nie zgasły zorze.Tętniła również w ziemi, zaklęta i rozsiana pośród mroźnych lasów i gór. Do czasu. Z przybyciem Veaziru magiczne światło zaczęło gasnąć. Od tej chwili czarownice oraz magowie znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie – lecz nie wszyscy pozwolili sobie na strach czy bezradność.
Alvira, młoda czarodziejka, która za wszelką cenę chce ocalić miejsca mocy i własny dom, spotyka na swej drodze Einara, łowcę żądnego zemsty. Wspólnie ruszają w niełatwą podróż, podczas której oboje zderzą się nie tylko z okrutnym światem, ale także bolesną przeszłością. Nie mogą jednak poddać się zwątpieniu. Veazirscy władcy nie baczą bowiem na nic, poza dobrem własnym, a w starciu dzikiego z ludzkim magia powoli umiera.
Wraz z przyjaciółmi wiedźma i łowca muszą zrobić wszystko, by na niebie już nigdy więcej nie zgasły zorze.
Ja przeczytałam w swoim życiu kilka fajnych książek właśnie z tą Mitologią, ale mam wrażenie, że jej na rynku jest strasznie mało. Jeśli znacie jakieś książki właśnie z nordycką Mitologią, koniecznie napiszcie mi tytuły w komentarzu!
Reklama-wydawnictwo spisek pisarzy
Nie od dziś wiadomo, że debiutować jest strasznie trudno, a jednak Paulinie Piontek się to udało!
Świat, w którym od zawsze w zorzy płynęła magia, tętniło życie, ziemia była w dużo lepszej kondycji, lasy i góry były też jakieś takie nafaszerowany magią, wręcz skrzyły się nią. Jednak taka Sielanka nie może trwać za długo, przybywa Vaezir. I tak naprawdę od tego momentu wszystkie czarownice, magowie i jakkolwiek powiązane osoby z magią czy zwierzęta, są w ogromnym, śmiertelnym wręcz niebezpieczeństwie.
Jak możemy się domyślać mamy też główną bohaterkę w tym przypadku jest to Alvira. Bardzo charakterna młoda czarownica, która nie zawaha się przed niczym, żeby ocalić własny dom. Mamy też łowcę, który pała ogromną nienawiścią. Ich ścieżki mocno się ze sobą splączą. Jest to książka z motywem drogi, którego ja nie do końca lubię, bo zazwyczaj jest to nudne, a tutaj ja nie czułam takiego przestoju. Tu cały czas się coś dzieje. Bohaterowie też są dobrze wykreowani, wyczuwalny charakter. Pomimo tego, że mają dosyć trudną przeszłość, to ja byłam w stanie ich zrozumieć i byłam w stanie podzielić ich decyzje. Może nie do końca wszystkie podzielałam, ale byłam w stanie ich usprawiedliwić.
Muszę też zaznaczyć, że jest to książka dla starszej młodzieży, bo jest 15+. Językowo pomimo tego, że jest to debiut, było bardzo dobrze. Bardzo szybko mi się czytało tę książkę, bo tak naprawdę przez to, że jest raczej cieńsza, przeczytałam na raz.
Bardzo fajnie się przy niej bawiłam i są dla mnie tak 5/5 ⭐️. I uważam, że więcej osób powinna ją poznać. Jest to naprawdę dobra książka, gdzie nie ma przestoju w akcji, bohaterowie są wyraziści, fabularnie też dzieje się dużo i mamy również Mitologię. Moim jedynym takim, "ale", wręcz zarzutem do tej książki jest jej długość. Wydaje mi się że gdyby była trochę dłuższa, na pewno lepiej by niektóre wątki wybrzmiały.
Pierwszy raz zetknęłam się z mitologią nordycką przy okazji mojego pierwszego patronatu. Zakochałam się w tym klimacie i teraz, kiedy tylko mam okazję, sięgam po książki oparte na tej mitologii. Gdy tylko zobaczyłam książkę „Gdzie nie sięgają zorze” Pauliny Piontek, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Książka jest napisana lekkim i przyjemnym językiem, dzięki czemu czyta się ją bardzo szybko. Paulina potrafi pisać w taki sposób, że wciąga czytelnika w świat swojej opowieści. Mimo że to jej debiut, pod względem językowym radzi sobie bardzo dobrze. Fabuła jest interesująca, a stworzony świat urzeka klimatem i emocjami, którymi autorka świetnie operuje. W tej historii znajdziemy magię, runy i wiedźmy. Całość urozmaicają intrygi, polowanie na czarownice i próby wyparcia starej kultury, zwyczajów oraz wierzeń. Autorka wprowadziła do swojej opowieści mistrzowsko prowadzony slow burn, czyli powoli rozwijające się uczucie między dwójką bohaterów. Książka jest napisana z wielu perspektyw, co pozwala lepiej poznać historię i zagłębić się w życie bohaterów. Dodatkowo mamy rozdziały, w których wracamy do przeszłości naszych dwóch głównych postaci, naznaczonej bólem i cierpieniem, które wzbudziły w nich potrzebę zemsty, a także pchały ku ratowaniu znanego im świata. Bowiem działania wroga mogą mieć tragiczne skutki dla całego państwa i jego mieszkańców. Paulina świetnie buduje warstwę emocjonalną książki, pozwalając nam odczuwać to, co czują bohaterowie. Sprawia, że czytanie staje się zarówno przyjemnością, jak i oczekiwaniem na to, jak zakończy się historia. Cały czas zastanawiałam się, czy bohaterom się uda i jak zakończy się książka. Akcja jest dynamiczna i trzyma czytelnika w napięciu. Zakończenie napawa nadzieją i całkowicie mnie usatysfakcjonowało. Bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani, realni, wzbudzający różne emocje i uczucia. Ich charakter przekłada się na czyny. Moimi ulubionymi postaciami są Alvira i Einar, którzy wzbudzili moją sympatię. Oboje są przepełnieni gniewem, który przez długi czas kieruje ich działaniami, co sprawia, że momentami są impulsywni i muszą ponosić konsekwencje swoich czynów. Autorka świetnie operowała relacjami między bohaterami, prowadząc powoli rozwijającą się więź między Alvirą a Einarem. Dodatkowo ukazała, jak ludzie i wiedźmy potrafią się zjednoczyć w obliczu zagrożenia. Współpraca, walka o wolność i możliwość bycia sobą zostały tutaj pięknie ukazane. Reasumując, mogę z czystym sumieniem polecić tę książkę, ponieważ jest świetnym debiutem. Takie debiuty chciałabym czytać częściej, ponieważ sprawiają, że nadal wierzę w nowych autorów, zwłaszcza polskich. Książka zasługuje na większy rozgłos i zachęcam Was do jej przeczytania.
Miłośnicy książek fantasy z pewnością nie raz zetknęli się z opowieściami o życiu czarownic i osobach, które magię pragną za wszelką cenę wytępić. Czy takie historie wciąż mogą być angażujące? (spojler - tak, mogą)
"Gdzie nie sięgają zorze" to idealny przykład fantastyki, obok której nie można przejść obojętnie. Od pierwszych stron czaruje ona niezwykłym nordyckim klimatem, doprawionym runiczną magią, pachnącym ziołami i zasilanym mocą pochodzącą z zórz. Cały system magiczny, oparty na ludowych wierzeniach, przekazywanych z pokolenia na pokolenie, zapewnia wyjątkową, mistyczną atmosferę, która pochłania bez reszty.
Możliwość tak silnego przywiązania się do bohaterów wydawała mi się nieosiągalna przy niezbyt dużej objętości powieści, a jednak w tym przypadku właściwie od razu zaczęło mi na nich zależeć, przeżywałam to, co ich spotkało i naprawdę ich polubiłam. Relacje i więzi pomiędzy poszczególnymi postaciami były rozbudowane i poprowadzone z gracją, a okoliczności, które zbliżyły ich do siebie doskonale współgrały z całością.
Kolejną bardzo istotną zaletę stanowią język i styl powieści. Bogate i barwne, ale nieprzesadnie poetyckie czy stylizowane słownictwo, cudowne dialogi oraz redakcja i korekta na najwyższym poziomie, to tylko niektóre z elementów godnych pochwały, które dodatkowo umilały lekturę.
Z kolei przyglądając się fabule, można dostrzec świetne rozmieszczenie zabawnych, uroczych i lekkich fragmentów, które splatały się z poważnymi, niewesołymi scenami, gwarantując zbilansowaną mieszankę radosnych chwil i chwytających za serce momentów.
To nie jest bardzo skomplikowana i wymyślna historia, a jednak ma wiele do zaoferowania, zarówno zagorzałym fanom gatunku, jak i tym, którzy z fantastyką chcieliby się dopiero zaprzyjaźnić, co moim zdaniem stanowi dodatkowe potwierdzenie jakości.
Jeśli szukacie nieodkładalnej, klimatycznej, wzruszającej, pięknie napisanej książki, to właśnie ją znaleźliście.
Czarownice to niezwykle potężne istoty, jedni się ich boją, drudzy nienawidzą. Nie są bezpieczne, zwłaszcza, iż wszystko co nieznane, zdaje się być wrogie. Gdy przypadek stawia jedną z nich na drodze Einara, łowcę żądnego zemsty, dość szybko przekonuje się on, iż dziewczyna jest kimś wyjątkowym. Rozmowa z wilkami, magiczne, uzdrawiające mikstury i emanujący z niej, niespotykany blask… Gdy czarodziejka ratuje mu życie, wyruszają razem w tajemniczą podróż, w czasie której wszystkie karty zostaną odkryte, a nasi bohaterowie będą musieli zmierzyć się z niebezpieczeństwem, licznymi intrygami i własnymi demonami przeszłości. Czy w tym wszystkim znajdzie się jeszcze miejsce na powoli rozwijające się uczucie?
Pióro pisarki wyróżnia się poetyckim, nienagannym, nadzwyczaj sugestywnym stylem. Naszkicowane opisy działają na wszystkie zmysły i rozbudzają wyobraźnię do granic, dlatego czytelnik gubi się, otumaniony pomału nie dostrzega, gdzie przebiega granica między prawdą a fikcją. Akcja toczy się subtelnie, niespiesznie, a jednak nie zabrakło trudnej tematyki, która silnie chwyta za serce. Skomplikowane relacje rodzinne, śmierć bliskich, prześladowanie czarownic, to wszystko tworzy mroczną scenerię, na którą postanawiają wkroczyć miłość, nadzieja i wiara. Czy tym razem dobro zwycięży nad złem?
Wyjątkowa w każdym calu, dotykająca najciemniejszych zakamarków ludzkiej duszy, paraliżująca skrajnymi emocjami! "Gdzie nie sięgają zorze" to mistyczna, pełna wzruszeń, łez i uśmiechu, dopieszczona magicznym, odurzającym, nordyckim klimatem opowieść, w której nie sposób się nie zatracić. Wspaniała fantastyczna atmosfera, zatarte granice między prawdą a fikcją, doskonałe kreacje bohaterów, między którymi powoli kiełkuje szczere uczucie, walka magii ze złem, jakie pragnie ją za wszelką cenę osłabić, a wreszcie zniszczyć, a wszystko to nakreślone niebywale błyskotliwym piórem! Dla tak wybitnej uczty literackiej, warto zarwać całą noc! Polecam gorąco!💚
"Gdzie nie sięgają zorze" to debiut literacki osadzony właśnie w klimacie północy - jest mroźny, nie zawsze gościnny, lecz zorze związane z magią niewątpliwie sprawiają, że czytelnik chciałby zobaczyć ten świat i różne jego lokacje na własne oczy.
Główną bohaterką jest Alvira, samotnie żyjąca kobieta, która ukrywa przed światem i swego rodzaju inkwizycją swoją magię. Los stawia na jej drodze Einara, dążącego do zemsty młodego mężczyznę, a spotkanie to odmieni losy ich obojga, szczególnie gdy na jaw wyjdą ich przeszłość oraz sekrety.
Oprócz tego mamy kilka drugoplanowych bohaterek - kobiety zdecydowanie zdominowały tę powieść. Kilka z nich miało ciekawie zarysowane charaktery - szczególnie wyróżniły się moim zdaniem bliźniaczki.
Największym minusem książki uważam jest to, że jest za krótka. Dobrze mi się ją czytało i z chęcią poznałabym więcej przygód bohaterów. Oprócz tego wydaje mi się, że dość mocno wyczuwa się, że jest to debiut. Większość elementów jest dość poprawna - bohaterowie, fabuła z niewielką liczbą wątków, przewidywalny, acz całkiem sympatyczny wątek romantyczny, ciekawy pomysł na system magiczny, o którym jednak mogło być ciut więcej... Ogólnie mam wrażenie, że wiele elementów można by było dopieścić i nieco lepiej wyeksponować.
Mapka zdecydowanie jest przyjemnym dodatkiem, podobnie jak ilustracje głównej dwójki ❤️ opisy w tej książce bardzo przyjemnie mi się czytało, ale niestety przy dialogach odczuwałam zgrzyty.
Jest to debiut w ciekawym klimacie, z motywem czarownic i ich walki z inkwizycją - czyli jednym z moich ulubionych ❤️ jeśli też takie lubicie, to może się Wam spodobać ❤️ miłośnicy mroźnych, północnych klimatów i zorzy również powinni być zadowoleni, a także ci, którzy preferują powieści, w których akcja nie skupia się na wątku miłosnym, a podąża głównym wątkiem fabularnym. No i oczywiście fani zórz❤️😉
Kiedy pomyślę, jak mało brakowało, żebyśmy nie poznali tej historii, to aż boli mnie serce. Warto prześledzić drogę "Gdzie nie sięgają zorze" do wydania, bo była koszmarnie trudna. Ostatecznie jednak @wydawnictwospisekpisarzy zobaczyło w książce @paulinawkabinie potencjał i tak oto jest: cudowna opowieść, która niezwykle mnie urzekła.
Zacznijmy od języka, jakim jest pisana książka. Wow. Po prostu wow, bo jego bogactwo jest wręcz niesamowite. Nie lubię długich opisów, ale do pewnego momentu czytałam je z przyjemnością. Oddają klimat, niemal czułam panującą tam zimę, siedząc w 30-stopniowym upale. Potem było już ich trochę za dużo, ale to kwestia moich subiektywnych preferencji.
Świat przedstawiony jest wprowadzany stopniowo, wraz z podróżami głównych bohaterów i akcją. Nie ma natłoku zbędnych informacji, prawie wszystko, co przeczytamy, ma znaczenie, które odkrywamy prędzej lub później.
Budowanie postaci jest świetnie poprowadzone - nie są płytkie, mają swoje różnorodne charaktery, indywidualne różnice i podobieństwa. Relacje rodzinne, przyjaźń, romans - wierzę we wszystkie, z przyjemnością śledziłam ich rozwój, a także wzloty i upadki. Przy okazji - uwielbiam wilki. 💕 No cudowne są!
Antagonistą nie jest jedna osoba, a cała grupa i dobrze budowane jest zagrożenie z ich strony. A zakończenie? Bez plot twistu, a mimo to bardzo satysfakcjonujące.
Książka jest niewulgarna, nie zawiera zbędnej erotyki. Stylem przypomina stare romantasy i to, co kochaliśmy w nich przed laty, zanim rynek przejęło porntasy, więc jeśli też tęsknicie za takimi powieściami - Zorze przypadną wam do gustu.
Moja ocena to 4.75/5 ze względu na długie i barwne opisy, które po około 200 stronach zaczęły mnie męczyć, choć nie przestały być wyjątkowo piękne. Ja już po prostu tak mam. 😅
Ta książka miała absolutny potencjał, żeby mnie zachwycić. Historia wiedźm dla współczesnej wiedźmy – no coś cudownego! Tym bardziej boli mnie, że nie wszystkie aspekty przemówiły do mnie i zachwyciły w sposób, którego oczekiwałam. Szczerze mówiąc, zmęczyła mnie ta lektura. I jest mi niesamowicie przykro wyznawać to już na początku recenzji. Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną, żeby wiedzieć dlaczego.
Najpierw chcę oddać autorce to, co zdecydowanie przemawia na korzyść Zórz. Siostrzeństwo. Zarys relacji między główną bohaterką i jej towarzyszkami naprawdę pozytywnie mnie nastrajał. Ich relacja, w moich oczach, to prawdziwy hołd dla kolektywu zaprzyjaźnionych czarownic. Naprawdę, bardzo chętnie przeczytałabym historię (być może w formie prequela), o splatających się losach czterech wiedźm żywiołów, które łączy przyjaźń, miłość i magia zórz.
W „finalnym produkcie” niestety, ciężar narracji i natłok wydarzeń mnie przygniótł. Może to kwestia dysleksji, ale naprawdę gubiłam się w zawiłościach zdań i akapitów. Czasem zupełnie traciłam poczucie wątku. To, że momentami musiałam czytać jedno zdania dwu-trzykrotnie zupełnie wybijało mnie z rytmu i klimatu.
Podobne trudności sprawiało mi przebrnięcie przez ekspozycje serwowane przez autorkę. Dla jasności, nie chodzi o ich obecność, tylko raczej złe rozłożenie ich akcentów. Wiele wiedziałam o tym, kiedy bohaterowie śpią i podróżują. Niestety, ta sama szczegółowość nie przełożyła się na opis i zróżnicowanie motywacji bohaterów drugoplanowych. Wielu z nich zlewało mi się w jedną osobę (w duchu czekałam, aż któreś użyje magii, żeby ich wreszcie rozpoznać).
Wydaje mi się, że największym problemem tej powieści jest jej objętość. Jest po prostu przeładowana informacjami o bohaterach, których motywacji i osobowości nie byłam w stanie zgłębić, by zaczęło mi zależeć nam na ich przetrwaniu i sprawie, za którą walczą. Gdyby autorka zdecydowała się napisać dylogie, może miałaby szansę na lepszą eksplorację podejmowanych w tej książce motywów i rozbudowę znaczenia sieci powiązań między bohaterami dla rozgrywającej się fabuły.
Ta książka to debiut i mam szczerą nadzieję, że autorka nie porzuci motywu wiedźm w swojej twórczości.
Magiczna, pełna miłości i ciepła, w której znajdziecie niesamowity klimat. Świetnie skonstruowani bohaterowie! Bardzo podobała mi się relacja Alviry i Einara. Było naturalnie i slow, nie była to miłość od pierwszego wejrzenia a budowanie zaufania i więzi i właśnie to uwielbiam w książkach najbardziej 😍
Motyw próby uratowania magii bardzo mi się podobał, czarownice bardzo się wspierały i potrafiły zrobić wszystko dla większego dobra. Relacje rodzinne też były świetnie opisane, czuć było miłość siostrzaną, lecz wyczuwalne były także ból i cierpienie, ponieważ życie naszych bohaterów nie zawsze było lekkie i kolorowe.
Bardzo spodobał mi się styl pisania autorki, pięknie zbudowane zdania i opisy. Fabuła toczyła się swoim tempem, nie było nadmiernego rozciągania czy przyspieszania akcji. Mieliśmy możliwość zagłębić się w klimat historii i poznać świat, o którym czytamy.
Uwielbiam także klimaty nordyckie, a tutaj będzie mocno wyczuwalny ten vibe 😍
Okej, kreacja bohaterów była 🤌 ich relacja była absolutnie naturalna i nie przerysowana, (na szczęście) nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, a budowanie świata zdobyło moje serce, co prawda brakowało mi odrobiny tego nordyckiego vibe jakiego oczekiwałam, ale poza tym totalnie jestem w miłości
"Jeśli znasz siebie, runy i jesteś tam, gdzie sięgają zorze, możesz dokonać naprawdę wiele."
“Choć gardło zaciskało jej się z emocji, a palce nerwowo międliły zerwaną gwiazdnicę, zdołała wypowiedzieć swoje najwłaściwsze życzenie: Proszę o zaufanie. Żebyśmy przez tych, którzy nas zawiedli, nie tracili wiary i nie bały się bliskości z drugim człowiekiem.”
W zorzach nad Eanareth od zawsze płynęła magia, tętniąca w ziemi i przynosząca moc zaklętą w mroźnych lasach i górach. Wszystko zmieniło się wraz z przybyciem Vaeziru, gdy magiczna harmonia została zachwiana, a moc zaczęła gasnąć, czarownice i magowie znaleźli się w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa. Alvira, młoda czarodziejka, pragnie ocalić magiczną krainę, i tym samym swój rodzinny dom. Na swojej drodze spotyka Einara, łowcę żądnego zemsty i razem z nim wyrusza w niebezpieczną podróż pełną wyzwań i konfrontacji z demonami przeszłości. W świecie, gdzie bezwzględni władcy Veaziru dbają tylko o własne interesy, a magia zanika, Alvira i Einar wraz z przyjaciółmi muszą znaleźć sposób, by zorze nad Eanareth nigdy więcej nie zgasły.
“Gdzie nie sięgają zorze” to niezwykle klimatyczna powieść, zabierająca czytelnika do świata pełnego magii, oczarowujących i mroźnych krajobrazów oraz zjawiskowych zórz rozpościerających się nad krainą, a także okraszona nutką grozy, okrucieństwa i smutku. Barwny, plastyczny i przede wszystkim poetycki styl autorki doskonale pobudza wyobraźnię i pozwala przenieść się do Eanareth oraz na własnej skórze poczuć nordycki klimat - mróz szczypiący w policzki, zapach pradawnych lasów i magię drzemiącą głęboko w ziemi. Świat został wykreowany z dbałością o szczegóły, intrygując czytelnika i dostarczając mu informacji niezbędnych, by zrozumieć wydarzenia, które łączą się w logiczną całość. Ponadto mamy tu do czynienia z rozbudowanymi, stworzonymi od podstaw zasadami rządzącymi krainą. Zdecydowanie przypadł mi do gustu ciekawy system magiczny oparty na runach i bezpośrednio powiązany z czterema żywiołami oraz oddziałujący na połączenie czarownic z naturą. Na uwagę zasługuje również ich powiązanie z roślinnością i komunikacja ze zwierzętami, które stanowiły dla wiedźm swego rodzaju strażników, broniących je za cenę własnego życia. Autorka sprawiła, że bohaterowie jej powieści są wyraziści, indywidualni, a także niezwykle wiarygodni w swoich czynach i działaniach, niewykraczających poza ich dotychczasową wiedzę. Ich mocne, ciekawie zarysowane charaktery doskonale wzajemnie się dopełniają, a swoboda i poczucie humoru nadają ich relacji domowej, rodzinnej atmosfery. Każda z postaci ma za sobą trudną przeszłość oraz ciążące brzemiona, które ukształtowało ich charaktery i żelazną wolę. Alvira już od pierwszych stron skradła moje serce swoim ciętym językiem oraz niezłomnością i zadziwiającą odwagą. To czarownica, która wybrała samotne życie w lesie, z dala od miejskiego zgiełku i oceniającego wzroku mieszkańców. Wydarzenia z przeszłości sprawiły, że wyrosła na nieugiętą i zdeterminowaną kobietę o dobrym sercu, zdolną do wielkich poświęceń. Oczarowała mnie jej relacja z wilkami, nieustannie dbającymi o bezpieczeństwo kobiety, a także jej zdolności magiczne, łatwość w kreśleniu run i sporządzaniu leczniczych ziół, niejednokrotnie ratujących życie. Einar również zyskał moją sympatię z ogromną łatwością. To tajemniczy łowca, który stracił wszystko, co kochał w wyniku działań Veaziru, żądny zemsty za doznane krzywdy. Jego determinacja, wewnętrzna siła oraz emocjonalność i dobro, mimo traumatycznych przeżyć, są godne podziwu. Wątek romantyczny pojawiający się między tymi bohaterami jest dość przewidywalny, lecz mimo wszystko niezwykle emocjonalny i uroczy. Z rumieńcami na policzkach śledziłam powoli i naturalnie rozwijające się uczucie między Alvirą i Einarem. Wyczuwalna jest między nimi chemia, lecz sam wątek nie przytłacza i jest jedynie tłem dla głównego wątku fabularnego. Również postacie drugoplanowe z łatwością dają się polubić i wnoszą wiele barw i uśmiechu. Autorka w doskonały sposób gra na emocjach czytelnika i buduje napięcie, a sama historia chwyta za serce i porusza do głębi duszę człowieka. Pojawiają się w niej trudne tematy, tj. utrata bliskich osób, skomplikowane relacje rodzinne oraz prześladowania, lecz mimo to książkę czyta się lekko ze względu na przyjemne pióro Pauliny Piontek. Dynamiczna akcja stopniowo się zagęszcza, pozwalając na dokładne zrozumienie motywacji i zachowań bohaterów oraz poznanie historii całego Eanareth. Niespodziewane zwroty akcji oraz liczne intrygi nie pozwalają nudzić się nawet przez chwilę, a ogrom sprzecznych emocji wprawia czytelnika w głęboką zadumę.
“Gdzie nie sięgają zorze” to książka pełna bólu i wzruszeń, a także ciepła i uśmiechu, która zapada na długo w pamięci czytelnika. Sięgając po nią nie spodziewałam się takiego ogromu emocji towarzyszących mi podczas lektury - rzadko się zdarza, by książka poruszyła mnie do łez. Pozycja ta zmusza do zatrzymania się i refleksji, a także niesie za sobą ważny przekaz - niszcząc wszystko wokół siebie, nie mamy szansy przetrwać. Ponadto w znakomity sposób przeplata ze sobą elementy klimatu nordyckiego i magii z walką o wolność, odkupieniem za popełnione błędy oraz więzami łączącymi ludzi mimo odmiennej krwi, płynącej w ich żyłach. Warto zaznaczyć, że jest to niesamowity debiut autorki z klimatycznie wykreowanym światem, ciekawym systemem magicznym oraz wyrazistymi bohaterami z nutką slow burn w tle. Ta książka zdecydowanie zasługuje na większy rozgłos. Z pewnością magiczne zorze nad Eanareth oczarują Was tak samo jak mnie!
Daje dwie gwiazdki bo koncepcja mi sie gdzueś tam podobała, ale nie czuje tej książki. Dużo opisów, poza tym łatwo wybijało mnie z fabuły i w pewnym momencie to już zgupiałam i sama już nie rozumiem świata przedstawionego. Może trafiła do mnie w złym momencie, a może po prostu nie jest ona dla mnie. Ale runy i zorze cool.
Bardzo mi się podobało, że było powiązane z mitologią nordycką, ale poza tym tak nie za bardzo mi się podobało. Za mało wątku z Alivirą i Einarem i za dużo tej całej otoczki, chyba tyle co chciałam powiedzieć.