Maria, bohaterka powieści, jest tłumaczką i samotną matką. Wychowuje synka – owoc studenckiej miłości. Jakże wielkie okazuje się jej zdziwienie, kiedy pewnego dnia otrzymuje list z Włoch. Napisany przez ojca Marcela, który deklaruje, że dojrzał do roli ojca i chciałby nadrobić stracony czas.
Za radą przyjaciółki Maria decyduje się na podróż i tym sposobem trafia do Kalabrii. Posiadłość na skraju urokliwego miasteczka San Lorenzo Bellizi, gaj pomarańczowy, przytulny dom i pani Giuseppina z sercem na dłoni. Wszystko wydaje się idealne oprócz brata Carla – Giovanniego, który sprawia wrażenie wyjątkowego gbura.
RECENZJA 😃🍊 TYTUŁ: A wokół nas pomarańcze AUTORKA: Weronika Tomala WYDAWNICTWO: Lucky LICZBA STRON: 400 DATA PREMIERY: 15.04.2024 r. WSPÓŁPRACA BARTEROWA: @luckywydawnictwo OCENA: 🍊🍊🍊🍊🍊/5
Włoskie miasteczko San Lorenzo Bellizzi, pomarańczowy gaj, dwóch braci i ona. Tak w jednym zdaniu można by opisać ten tytuł, chociaż oczywiście skrywa on o wiele więcej na swoich 400stu stronach.
Maria jest tłumaczką, wychowuje samotnie synka, który jest owocem jej miłości do pewnego Włocha. Maria poukładała swoje życie tak, aby móc utrzymywać siebie i małego Marcela. Jednak pewnego dnia dostaje list z Włoch, w którym Carl deklaruje, że dojrzał już do roli ojca i chciałby być obecny w życiu syna. Kobieta nie jest pewna czy to dobry pomysł, ale po namowie przyjaciółki decyduje się na podróż do Kalabrii. Deklaracja Carla nie do końca jest adekwatna do tego co Maria zastaje na miejscu. Mężczyzna jest bardzo skupiony na swojej dziewczynie, ale mimo to stara się spędzić trochę czasu z synem. W chwilach gdy go nie ma, Maria poznaje jego brata Giovanniego, który na początku wydaje się gburem, ale zdecydowanie zyskuje przy bliższym poznaniu.
Między Marią a Giovannim rodzi się uczucie, ale bracia mają swoją tajemnicę. Czy jej odkrycie namiesza między nimi? Czy Marcel zyska ojca? Tego Wam nie zdradzę, ale mogę zapewnić, że historia osadzona w gaju pełnym pomarańczy jest otulająca i wciągająca jednocześnie. Przeczytałam ją praktycznie na raz. Urzekło mnie nie tylko miasteczko, które opisała Autorka, lecz także bohaterowie i fabuła. Polecam. 🍊
4.5 Jest realistycznie napisana, mam wrażenie, że wydarzenia w niej mogły by mieć miejsce naprawdę. Czuć ciepły, włoski klimat, ale nie brakuje też rzeczywistych problemów z jakimi zmagają się bohaterowie. (Gdyby porozmawiali sprawy byłyby jaśniejsze 😋)
To moje kolejne spotkanie z twórczością autorki, a za mną prawie wszystkie powieści spod pióra Weroniki. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że stała się ona dla mnie jedną z pisarek, po których powieści sięgam w ciemno i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Stylistyka i język jakim posługuje się autorka jest bardzo lekki, prosty i przyjemny w odbiorze co sprawia, że książkę czyta się niesamowicie szybko. Mi zapoznanie się z losami bohaterów zajęło jeden dzień i muszę przyznać, że z dużym zainteresowaniem oraz zaangażowaniem śledziłam to co działo się na kartach powieści. Fabuła została w interesujący sposób nakreślona, przemyślana, dopracowana i bardzo dobrze poprowadzona. Natomiast bohaterowie, zarówno pierwszo jak i drugoplanowi, zostali w ciekawy i barwny sposób wykreowane. To postaci, które mają swoje wady i zalety, borykają się z różnymi mniejszymi bądź większymi problemami, zdarza się im popełniać błędy czy postępować pod wpływem chwili, dlatego tak łatwo się z nimi utożsamić w wielu kwestiach podzielając podobne troski i dylematy moralne. Razem z bohaterami przeniosłam się do Włoch, a dokładniej do Kalabrii. Autorka w bardzo plastyczny i pobudzający wyobraźnię sposób oddały ten niepowtarzalny włoski klimat. Momentami miałam wrażenie jakbym towarzyszyła bohaterom we wszystkich poczynaniach, zwiedzała razem z nimi, chłonęła piękno zabytków, odczuwała zapachy unoszące się na uliczkach i naprawdę zapragnęłam przespacerować się ścieżkami uczęszczanymi przez głównych bohaterów. Historia została przedstawiona z perspektywy Marii i Giovanniego, co pozwoliło mi lepiej ich poznać, dowiedzieć się co czują, myślą, z czym się zmagają każdego dnia, jakie wydarzenia z przeszłości wpłynęły na ich obecne życie, a tym samym mogłam lepiej zrozumieć ich postępowanie oraz decyzję. Maria od samego początku zaskarbiła sobie moją sympatię, bardzo podobała mi się więź łącząca ja z synkiem. Naprawdę z całych sił jej kibicowałam i chciałam dla niej jak najlepiej. Postać Giovanniego była dla mnie jedną wielką zagadką, którą jak najszybciej chciałam rozwikłać. Ważną rolę w tej historii odgrywają postaci drugoplanowe, które wprowadzają sporo zamieszania do życia głównych postaci. Mowa w szczególności o synku Marii, ojcu chłopca i babci. Mały Marcel oraz pani Giuseppina całkowicie skradli moje serce, natomiast Carl wywoływał we mnie same mieszane odczucia, nie byłam w stanie pojąć jego zachowań oraz decyzji. Relacja bohaterów została w rewelacyjny sposób zaprezentowana. Wyraźnie dało się odczuć wszystkie targające nimi emocje, chwile niepewności, a jednocześnie chłonęłam każdy gest, każdy najdrobniejszy szczegół kiedy przebywali razem, kiedy otwierali przed sobą swoje dusze i serca. Autorka w swojej powieści porusza wiele ważnych, życiowych i ponadczasowych tematów, które tak naprawdę mogą spotkać każdego z nas czy naszych bliskich. Mowa o samotnym rodzicielstwie, trudnych relacjach rodzinnych oraz niełatwych decyzjach do podjęcia. "A wokół nas pomarańcze " to emocjonująca, miejscami poruszająca historia, która z całą pewnością zmusza do głębszych przemyśleń i daje nadzieję na lepsze jutro. Świetnie spędziłam czas z tą książką i czekam już na kolejne powieści spod pióra autorki! Polecam!
Z przyjemnością zanurzyłam się po raz kolejny w świat wykreowany przez Weronikę Tomalę, tym razem w powieści „A wokół nas pomarańcze”. Autorka, której pióro poznałam już przy okazji „Zaśpiewaj tylko dla mnie”, po raz kolejny zapewniła mi przyjemny czas z doskonałą lekturą.
Historia przenosi nas do malowniczego miasteczka na południu Włoch, dokąd pewnego dnia trafia Maria, główna bohaterka. Gdy niespodziewanie otrzymuje list od Carla - mężczyzny, który niegdyś, w czasach studenckich, zniknął z jej życia, gdy tylko dowiedział się, że spodziewa się jego dziecka. W liście Carlo twierdzi, że dojrzał do roli ojca i chciałby poznać syna. Mimo wielu wątpliwości i bolesnych wspomnień, Maria za namową przyjaciółki, decyduje się na podróż do Włoch. Czy Carlo naprawdę się zmienił? Czy Maria będzie w stanie mu wybaczyć? I jaką rolę w tej historii okaże się mieć jego gburowaty brat, Giovanni?
Mimo że jest to dość przewidywalna historia miłosna, jej lektura to świetnie spędzony czas. To opowieść pełna emocji i rodzącego się uczucia. Do tego południowe Włochy, zapach pomarańczy, gościnna włoska rodzina, letni klimat i wypieki babci Giuseppiny - wszystko to sprawia, że od razu można się poczuć jak na wakacjach.
Polubiłam Marię i małego Marcela. Gburowaty Giovanni też był ciekawą postacią, a już w szczególności pokochałam babcie Giuseppine. To taka typowa urocza włoska nonna, która roztacza wokół siebie mnóstwo ciepła, zawsze ma dobre słowo dla innych, a jeszcze upiecze przepyszne rogaliki. Za to Carlo? Nie polubiliśmy się. Manipulował, kłamał, wysługiwał się innymi i nie umiał brać odpowiedzialności za swoje czyny.
Autorka porusza w powieści temat samotnego rodzicielstwa. Ukazuje jego trudności i bolączki, a także samotność z nim związaną. Pokazuje, jak trudne bywają pewne życiowe wybory - dla Marii najważniejsze było zawsze dobro dziecka. Autorka ukazuje też, jak skomplikowane bywają relacje rodzinne.
„A wokół nas pomarańcze” to przyjemna, wciągająca powieść z włoskim klimatem, który pachnie pomarańczami i świeżo upieczonymi rogalikami Giuseppiny. To historia pełna emocji i ciepła, napisana z lekkością. Polecam każdemu, kto chce się na chwilę poczuć jak na słonecznych wakacjach we Włoszech.
Książka "A wokół nas pomarańcze" kusi słodko pachnącym tytułem, zaś jej wnętrze zawiera o wiele więcej, niż moglibyśmy się spodziewać... Nie zawsze coś słodkiego.
Nie wiem, czy zwracacie uwagę w książkach na to, jak dany autor podchodzi do kwestii opisywanych przez niego miejsc. W przypadku Weroniki Tomali kolejny raz możecie być spokojni o tło wydarzeń, gdyż autorka była w miejscach, które znajdziecie na kartach niniejszej powieści. Jestem zachwycona sposobem, a przede wszystkim realizmem oddania klimatycznych upalnych Włoch. Bez problemu mogłam sobie to wszystko wyobrazić. Słoneczna Kalabria, urokliwe San Lorenzo Bellizzi, gaje pomarańczy i praca przy ich zbiorach, włoskie legendy i piękny dom, w którym króluje Giuseppina - aż zapraszają, by tam wyruszyć.
Mamy tu przedstawiony motyw samotnego macierzyństwa, z jego trudami dnia codziennego i dylematami. Maria to niezwykle troskliwa matka. Jest również ojciec Carl, tyle że bardzo nieodpowiedzialny, dla którego życie to ciągła zabawa. A gdzie obowiązki ojcostwa? A pośrodku tego wszystkiego małe dziecko Marcelek tęskniący za ojcem, z jednej strony pragnące się przypodobać, a z drugiej lgnące do innego mężczyzny. Czy Carl przestanie zachowywać się jak rozkapryszone dziecko i zechce nadrobić stracony czas?
Mamy jeszcze tajemniczego gburowatego (tylko czy aby na pewno) Giovanniego - brata Carla. Byłam ciekawa, jakie relacje łączą braci. I w tej kwestii nie zawiodłam się, ponieważ dzieje się niemało. Będzie sporo zaskoczeń. Może i momentami niektóre rzeczy wydarzają się za szybko, a zachowanie głównej bohaterki jest zbyt pochopne, to kibicowałam jej w drodze do szczęścia. Z którym z mężczyzn ostatecznie będzie Maria? Czy warto dać drugą szansę Carlowi?
"A wokół nas pomarańcze" to pełna ciepła, wzruszeń, emocji i refleksji powieść o samotnym rodzicielstwie, rodzinnych konfliktach, kłamstwach, popełnionych błędach, nieporozumieniach, trudnych decyzjach i ich konsekwencjach. To historia o tym, co w życiu ważne oraz o próbie pogodzenia się z bolesną przeszłością. Co wygra - rozsądek czy miłość? Zachęcam do poznania, jak może smakować miłość w otoczeniu pomarańczowego gaju.
Gdy Maria, samotna matka 6letniego Marcela, pewnego dnia otrzymuje list z Włoch, jej świat staje na głowie. Pomimo, że nie podpisany, ona odrazu wie od przyszedł. Kobieta za namową przyjaciółki, postanawia przyjąć zaproszenie ojca dziecka, Carla, i pojechać do słonecznej Kalabrii. Czy mężczyzna wykorzysta szansę, by nadrobić stracony czas? Jak Marię i chłopczyka przyjmie włoska rodzina dziecka? Szczególnie Giovanni, od lat nie przychylnie nastawiony do poczynań beztroskiego stylu życia Carla...
✨ "A wokół nas pomarańcze" to pełna słońca, kalabryjskiej historii i zapachu pomarańczy opowieść o szansie, jaką daje życie. Idealna lektura na lato. Pomimo poruszanego w niej trudnego tematu samotnego rodzicielstwa, odrzucenia, klimat fabuły nie pozwala się długo smucić. Czytałam pełna zachwytu nad miejscem, w którym toczy się powieść, nad jego historią, kalabryjską kuchnią, i przede wszystkim otwartością międzyludzką. Nie od dziś jestem urzeczona Włochami. A ta książka jeszcze bardziej mnie do nich przekonuje. Jeśli chodzi o samą konstrukcję powieści, to bardzo odpowiada mi formuła ukazania rzeczywistości, na bieżąco przez dwie strony, Marię i Giovanniego. Czytelnik może wejść w ich myśli, uczucia, spojrzenia na daną sytuację. Również postacie wykreowane przez autorkę są konkretne, wyraziste. Cała historia wciąga od samego początku, wzbudza w czytelniku emocje, sympatie bądź antypatie do bohaterów powieści. Aż żal było mi się z nimi rozstać, i jestem pewna, że ta podróż do Kalabrii na długo we mnie pozostanie. Czego i wam życzę, książkę polecam z całego serca 🧡
Bo nieważne jak nazywamy otaczających nas ludzi, liczą się uczucia jakimi nas darzą. Maria sporo w życiu przeszła. Jest samotną mamą wychowującą synka - Marcela, a na co dzień zajmuje się tłumaczeniami literatury. Nie ma zbyt wielu pieniędzy, jednak status materialny nie jest dla niej ,aż tak istotny. Pewnego dnia spokojna egzystencja kobiety zostaje zakłócona. Wszystko z powodu listu z Włoch. Jegi nadawcą okazuje się Carlo - młodzieńcza miłość Marysi. Mężczyzna twierdzi,że dojrzał do ojcostwa i pragnie nawiązać więź z dzieckiem. Za namową najlepszej przyjaciółki Maria podejmuje decyzję o wyjeździe do San Lorenzo Belizzi. Tam poznaje mieszkańców rodzinnej rezydencji familii Vinci. Czy Carlo rzeczywiście się zmienił? A może prosząc byłą partnerkę o przyjazd spełniał życzenie kogoś innego? I jak odmieni się życie Marii? Jakim człowiekiem okaże się mężczyzna, którego niegdyś darzyła uczuciem?
Ta Polka wpadła w życie Giovanniego z siłą huraganu i choć początkowo był delikatnie mówiąc niechętny jej obecności z czasem nawiązał z nią i sześcioletnim chłopcem więź. Czy uczucie zwycięży wobec zawikłanych układów i przeszłości łączącej ukochaną z bratem?
Uwielbiam takie historie. Klimatyczne , pełne emocji , z wyrazistymi bohaterami - a wierzcie mi nikt tak nie denerwował jak Carlo- napisane z wielkim sercem I dające nadzieję tym, którzy nie wierzą w miłość. Piękna i ciepła niczym włoskie morze.
"A w okół nas pomarańcze" to książka, która idealnie sprawdziła się jako lektura na relaksujące wieczory. Nie jest to może dzieło, które zmienia życie, ale zdecydowanie ma w sobie coś, co sprawia, że czyta się ją z przyjemnością.
Fabuła jest lekka, momentami wręcz kojąca – taka historia, która pozwala oderwać się od codziennych problemów i zanurzyć w świecie bohaterów. Postacie są sympatyczne, a ich losy wciągają na tyle, że trudno odłożyć książkę na bok. Styl autorki jest przystępny, płynny, dzięki czemu całość pochłania się szybko i bez wysiłku.
To jedna z tych opowieści, które nie przytłaczają dramatem, a zamiast tego dają chwilę wytchnienia. Polecam każdemu, kto szuka czegoś lekkiego i niezobowiązującego – idealna lektura na odstresowanie.