𝐖𝐲𝐩𝐥𝐲𝐰𝐚𝐣𝐚 𝐳𝐞 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐦𝐲𝐬́𝐥𝐢, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐞 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐫𝐚𝐬𝐭𝐚𝐣𝐚 𝐦𝐨́𝐣 𝐬𝐭𝐚𝐧 𝐬́𝐰𝐢𝐚𝐝𝐨𝐦𝐨𝐬́𝐜𝐢. 𝐒𝐚 𝐝𝐳𝐢𝐤𝐢𝐞, 𝐦𝐨𝐜𝐧𝐞 𝐢 𝐧𝐢𝐞𝐳𝐚𝐩𝐥𝐚𝐧𝐨𝐰𝐚𝐧𝐞. 𝐂𝐳𝐮𝐣𝐞̨ 𝐣𝐞 𝐤𝐚𝐳̇𝐝𝐚 𝐭𝐤𝐚𝐧𝐤𝐚 𝐦𝐨𝐣𝐞𝐠𝐨 𝐜𝐢𝐚𝐥𝐚. 𝐂𝐳𝐚𝐬𝐞𝐦 𝐝𝐞𝐜𝐡 𝐦𝐢 𝐳𝐚𝐩𝐢𝐞𝐫𝐚𝐣𝐚, 𝐬𝐞𝐫𝐜𝐚 𝐥𝐨𝐦𝐨𝐭𝐚𝐧𝐢𝐚 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐩𝐫𝐨𝐬𝐳𝐚. 𝐏𝐨𝐰𝐬𝐭𝐚𝐣𝐚 𝐛𝐞𝐳 𝐩𝐲𝐭𝐚𝐧𝐢𝐚 𝐨 𝐳𝐠𝐨𝐝𝐞̨, 𝐛𝐞𝐳 𝐳𝐚𝐡𝐚𝐦𝐨𝐰𝐚𝐧́, 𝐛𝐞𝐳 𝐩𝐫𝐮𝐝𝐞𝐫𝐢𝐢.
Jejku… ile ja słyszałam o tej książce. Polecał mi ją dosłownie każdy i słyszałam same pozytywne opinie. Nic więc dziwnego, że miałam do niej bardzo wysokie oczekiwania. Liczyłam na coś co złamie mi serce, być może poskleja je ponownie. Coś co przekaże mi historię nastolatki, która długo nie będzie w stanie wyjść z mojej głowy i która zostawi mnie z ogromną pustką w sercu.
Niestety… otrzymałam totalne przeciwieństwo.
Historia Bianki zapowiadała się niesamowicie, miała ogromny potencjał, który autorka mogła świetnie wykorzystać. Liczyłam na naprawdę głęboką fabułę oraz na to, że mimo krótkiej książki zdążymy zżyć się z bohaterką i przeżywać jej wydarzenia z zapartym tchem.
Odczułam jednak coś kompletnie innego. Nie potrafiłam polubić się z bohaterką z jednego prostego powodu. Miałam wrażenie, jakby autorka bardzo chciała pisać 15-latka, ale kompletnie nie wiedziała jak się za to zabrać. Bianka przez to była taka… nieprawdziwa. Nie czułam się jakbym czytała historie osoby w swoim wieku, co jest naprawdę przykre, bo szczerze na to liczyłam.
Generalnie nie potrafiłam polubić bohaterów. Czułam, jakby każdy z nich był po prostu… głupi. Decyzje. które podejmowali były zazwyczaj nieadekwatne do wieku, nierozsądne i wprost dziecinne, przez co nie miałam chęci kibicowania żadnemu z nich. Początkowo miałam nadzieję, że polubię się z Amelią, jednak im dalej w las, tym bardziej uświadamiałam sobie, że jej postać ma ten sam problem co postać Bianki, czyli niestety również jest stworzona w bardzo kiepski sposób.
Poza tym… język. Strasznie nie mogłam się do niego przekonać. Moim zdaniem cała otoczka WWWM powinna być dość poważna, w końcu czytamy tutaj o naprawdę poważnych problemach, a język który wykorzystała autorka jest wręcz nieodpowiedni do tego typu historii. On nawet nie był prosty. On był wręcz przesadnie luźny. Mam wrażenie, że niekiedy wiadomości pisane do znajomych potrafią być poważniejsze…
Do tego styl był nierównomierny. Raz czytamy zdania z ,,przedłużonymi” wyrazami (,,Umreeeeeeeeeeeeee”) a chwilę później autorka pisze wręcz poetycko (jak w przytoczonym na początku recenzji cytacie), jakby przemyślanie zmieniając szyk zdania. No niestety, to do siebie nie pasuje. Nie spodobało mi się też wciskanie na siłę słów typu ,,Fuck” ,,OMG” ,,WTF” w opisach. To kolejna rzecz, która pokazywała że Bianka była bardzo ,,na siłę” kreowana na nastolatke…
Odczułam też problem dość specyficznego stylu przedstawiania wydarzeń, przez który nie mogłam się połapać, gdzie jesteśmy, jaka jest pora czy kto jest w pobliżu bohaterki. Przez to czytanie nie należało do szczególnie przyjemnych bo większość poświęconego na nie czasu musiałam skupiać się na tym, by w ogóle zrozumieć położenie wydarzeń.
Jest jeszcze jedna rzecz, której kompletnie nie mogę wybaczyć autorce i serce mi pęka, że została tak zmarnowana. Wątek siostry Bianki. On mógł być tak cudownie rozwinięty, być ważnym elementem historii… mimo to, dostaliśmy jedynie pojedyncze krótkie wspomnienie. Uważam pomysł na taki wątek za świetny i żałuję, że nie został rozwinięty. Nie jest to też jedyny motyw, który został wspomniany zbyt krótko, na rzecz rozwinięcia czegoś co było nudne lub wręcz żenujące…
Skad więc te 2 gwiazdki? Cóż, fabuła. Ona naprawdę miała potencjał i pomysł Irminy był świetny. Przedstawienie tego typu problemów, z jakimi zmagała się Bianka mogło być świetne i wnieść bardzo dużo wartościowych rzeczy w życie czytelnika. Do tego książkę bardzo szybko się czytało i były momenty, które pokazywały, że autorka wie co robi. Ogromny plus również należy się za normalizację psychoterapii poprzez bardzo przystępne przedstawienie jej jako coś pozytywnego, do czego Bianka dążyła i co faktycznie przynosiło efekty.
Podsumowując. Nie jest to książka, którą bym poleciła. Jest wiele innych pozycji, które poruszają temat problemów, przyjaźni czy życia nastoletniego i robią to o wiele lepiej. Podejrzewam, że Irmina dostanie ode mnie jeszcze jedną szansę, bo wierzę, że jeszcze jestem w stanie przekonać sie do jej powieści. Jesli jednak chodzi o WWWM, niestety się zawiodłam.