Czy diabła można chwycić za rogi? Warchoł i awanturnik Stanisław Stadnicki toczy prywatną, krwawą wojnę z Łukaszem Opalińskim. Płoną wioski, dworki i miasteczka. Z lochów zamku w Łańcucie dobiegają jęki więzionych i torturowanych.
Stadnicki, zwany „Diabłem”, sieje postrach w okolicy. Łupi kupców, rabuje bydło i pustoszy spichlerze. Starosta Opaliński chce posłać go tam, gdzie jego miejsce – do piekła!
Na czyją stronę przechyli się szala zwycięstwa?
Kto wygra – starosta czy warchoł?
„Mnie diabłem zowią tylko skurwysynowie, a od takich ja zelżon być nie mogę…” – Stanisław Stadnicki o sobie
Ja lubię, zwłaszcza kiedy oprócz nowej lub szerszej wiedzy z danego okresu dostarczają też niemałej rozrywki.
Wydawnictwo Replika postanowiło odświeżyć powieść Włodzimierza Sulimy Popiela z 1936 roku „W sidłach diabła”.
Zacznijmy od tego, że polska szlachta pozwalała sobie na bardzo wiele – z kart powieści wyłania się obraz traktowania polskich chłopów, którzy byli wykorzystywani ponad siły do obrabiania pól szlacheckich, kosztem swoich obowiązków i powinności rodzinnych. Ale Stanisław Stadnicki przebijał wszystkich swoim okrucieństwem i terrorem. Stadnicki, zwany diabłem łańcuckim siał terror i nie szczędził najwymyślniejszych tortur wszystkim tym, których uważał za swych wrogów. A nie trzeba było bardzo się starać, żeby paść ofiarą awanturnika. Więził w lochach, darł pasy skóry żywcem, przypalał, a człowieka, który zabił jego wiernego żołnierza kazał zakopać żywcem razem z zabitym. Do dziś w tym miejscu stoi krzyż z tablicą upamiętniająca tamto wydarzenie. Toczył wojny ze wszystkimi swoimi sąsiadami. Tych, którym był dłużny pieniądze napadał, grabił i pozywał do sądu wymuszając odstąpienie od długów. Szczególnie upodobał sobie toczyć wojnę ze starostą leżajskim Opalińskim, co zakończyło żywot samego prowodyra.
Ale „W sidłach diabła” to nie tylko powieść o toczonej miedzy Stadnickim a Opalińskim wojnie. Znajdziemy tutaj również wątek miłosny, który nie jest bez znaczenia dla całej fabuły. Z kart powieści wyłania się obraz polski na początku XVII wieku, gdzie chłopi byli wykorzystywania ponad siły, gdzie szlachta w zasadzie robiła co chciała, a król miał niewielki na to wpływ, gdzie królowała ciemnota i zabobon – doprowadzając niewinne osoby do śmierci na stosie za rzekome czary.
Na uwagę zasługuje też to, że w nowym wydaniu język powieści jest bardziej przystępny dla współczesnego czytelnika, a co trudniejsze zwroty są objaśnione.
To była prawdziwa gratka czytelnicza, móc przenieść się do tamtych czasów i poznać historię słynnego łańcuckiego warchoła i okrutnika. Ta powieść pokazuje też, że dzieci są nieodrodnym odzwierciedleniem rodziców, bowiem dzieci Stadnickiego po jego śmierci nie były wcale lepsze i kontynuowały politykę terroru ojca, dziwnym trafem omijając Opalińskiego i Leżajsk.