Ok, jestem zaskoczona.
Komiksy zazwyczaj nie robią na mnie większego wrażenia – fajnie przeczytać szybko jakąś historię, ale logiczne, że to nigdy nie może być bardzo dopracowane, bo przedstawione pojedynczymi kadrami i krótkimi wypowiedziami.
Przez Martwy Punkt się popłakałam.
(Martwy) punkt wyjściowy (hehehe) jest taki, że mamy coś na kształt wesołego miasteczka, a główną atrakcją w tymże jest właśnie Martwy Punkt, taki a'la dom strachów. A'la lalala bo jednak faktycznie taki dom strachów: budynek jest jednocześnie jakimś magicznym portalem wielowymiarowym, z którego przełażą diabły i dusze. No i tu kogoś opęta, tu kogoś chce pozbawić życia, takie to fantastyczne przygody. Rozdziałów jest 8, teoretycznie każdy o czymś innym, z innym głównym wątkiem, ale w praktyce zgrabnie się to na koniec łączy i jeszcze przewijamy do pierwszego rozdziału, bo tam przecież już ktoś coś takiego mówił, już taka jakaś ilustracja była, i mamy takie "Aaaa to o to chodziło! To on jest!".
No ogólnie fabularnie komiks mnie zaskoczył, jakoś się tego największego plot twistu nie spodziewałam, napultali tam podróży w czasie i między wymiarami jak w jakim Marvelu i What If (OBSERWATOR W TYTULE, NO HELOŁ) czy w innym Doctorze Who, ale smutne momenty też były. Poruszono także kwestię bardziej psychologiczną, strach przed nieznanym, obawy przed oceną innych, stany lękowe. Mamy też reprezentację LGBTQ+: mlm, osoby transpłciowe i postać niebinarną.
Całość tak trochę daje klimatem Wodogrzmotów Małych, Pora na przygodę albo Steven Universe, szczególnie jeśli chodzi o kreskę, czasem sceny są absurdalne, czasem żarty, że się leży na podłodze ze śmiechu, innym razem trochę z zażenowania, bo to zawsze mam przy żartach o kupie.
Ale zadowolona jestem i bardzo chcę już sięgnąć po kolejny tom, bo się to trochę tak skończyło ni z gruchy ni z pietruchy.
A, i jest serial animowany, na Netflix, właśnie na podstawie tego komiksu. Nie jest to ekranizacja kropkę w kropkę, wydarzenia troszkę inaczej poprowadzone, a wręcz całkowicie się rozjeżdżają, dodatkowo Norma przedstawiona wyraźniej jako osoba autystyczna, a Courtney już nie używa zaimków onu. Komiks podobał mi się bardziej, no ale vibe podobny, no i mają musicalowy odcinek, taki totalnie zrobiony pod Upiora, a w polskim dubbingu robi chociażby Maciej Dybowski, Sebastian Machalski czy Krzysztof Szczepaniak jako długonoga blondyna.
Triggery: trochę przemocy i umierające zwierzątka (już wiecie, dlaczego płakałam, podziękujcie Wydawnictwo Nowa Baśń, bo to przez #współpraca z nimi i mnie nie ostrzegli, że mam mieć chusteczki)