[Współpraca reklamowa]
„Hellpunk” jest książką o której nie słyszałam zbyt wiele, jednak motywy, które w niej występują, ogromnie zachęciły mnie do sięgnięcia po tę historię. Pierwsza miłość, friends to enemies to lovers, muzyka, trudne relacje rodzinne, czy slow burn to jedne z bardziej lubianych przeze mnie motywów, dlatego miałam nadzieję że powieść mi się spodoba. I faktycznie w pewnych aspektach książka przypadła mi do gustu, za to w innych kompletnie nie.
Na pewno jednym z najważniejszych aspektów, który doceniam w tej powieści oraz za który jestem pełna podziwu dla autorki, to problemy z jakimi borykają się nastolatkowie w obecnych czasach. Zazwyczaj w książkach spotykamy się ze spłaszczeniem tego tematu, bo największym problem bohatera jest zakaz wyjścia na imprezę. Tutaj natomiast dostajemy bardzo brutalny i surowy obraz tego jak te problemy mogą realnie wyglądać. Toksyczni rodzice, mobbing, hejt, czy bieda, to tylko niektóre z trudnych tematów, które porusza „Hellpunk”. Nie raz czułam jak moje serce się rozrywało, pod wpływem różnorodnych wydarzeń, które przewijały się przez praktycznie całą książkę.
Może to nie będzie żadne zaskoczenie jeśli powiem, że bardzo polubiłam się z główną bohaterką, czyli Asią. Dziewczyna jest naprawdę silna oraz zdeterminowana. Pomimo okropnie ciężkiej sytuacji życiowej nie poddaje się i stara się zrobić wszystko, aby zapewnić sobie lepsze jutro.
Oliver również jest bohaterem, którego doceniam, tyle że nie w takim stopniu jak Asię. Jest to chłopak, który przez swoich toksycznych rodziców, a w szczególności matkę, posiada zerowe poczucie własnej wartości. Dzięki niej popada również w inne, bardziej skomplikowane problemy i tak naprawdę za wszystko co okropne w jego życiu, moglibyśmy obwiniać właśnie ją. Jednak jako nastolatek Oliver powinien zacząć rozróżniać co jest złe oraz jak nie wolno postępować i pomimo strasznie bolesnej przeszłości, nie zachowywać się tak jak się zachowywał. Niestety nawet pomimo tego, że darzę tego chłopaka sympatią, tak kompletnie nie kupuję usprawiedliwiania jego złych uczynków, trudną przeszłością.
No to przejdźmy teraz do rzeczy, które mnie nie zachwyciły. Chyba najważniejszą z nich jest relacja głównych bohaterów, bo o ile moment friends to enemies mi się podobał, tak moment gdzie nastąpiło enemies to lovers, w ogóle mnie nie kupił. Chyba jeszcze nigdy przy czytaniu nie miałam takiej nadziei na to, aby bohaterowie nie skończyli na koniec razem, serio. Po tym jak okropnie zachował się Oliver w stosunku do Asi np. podczas nazwania jej „ćmą” (co w gwarze więziennej oznacza dziwk*), czy wielu, wielu innych akcji, których nie będę wspominać, aby Wam nie zaspoilerować, moim zdaniem nie zasłużył na wybaczenie. Rozumiem motywację jego działań, jednak to dalej nie sprawia, że spojrzę na niego łagodniej.
I najgorszą chyba rzeczą jaka pojawiła się w tej książce to - mowa potoczna, a konkretniej slang, którym w teorii posługują się nastolatkowie. No niestety, ale słowa takie jak - rizz, sigma, zeesuj, szał macicy, czy nawet głupie „XD”, nie sprawiły, że książka stała się dla mnie bardziej młodzieżowa, a wręcz przeciwnie, te wyrażenia sprawiły, że czułam tylko i wyłącznie zażenowanie. Tak naprawdę, kiedy czytam książkę, to oczekuję od niej jakiegoś bardziej górnolotnego języka, a nie takiego jaki mogę dostać po odpaleniu komunikatora. Także niestety, ale przez to moja ocena tej książki drastycznie zmalała.
Sam pomysł na fabułę był naprawdę ciekawy jednak wykonanie go, niezbyt przypadło mi do gustu. Gdyby nie ten młodzieżowy slang, oraz przyłączenie się Olivera do dręczycieli Asi, książka na spokojnie mogłaby otrzymać ode mnie cztery gwiazdki. Niestety wyszło jak wyszło, ale jestem ciekawa co wy sądzicie o tej powieści, a może macie ją w planach? Koniecznie dajcie znać w komentarzu.