(Recenzja tylko „Teściowej”)
No cóż, raczej nie przemawia do mnie palliata (a może tylko Terencjusz?). Intrygi miłosne są powtarzalne, postacie niezbyt wyraźne, a samym dialogom brakuje szybkiej błyskotliwości, która byłaby współcześnie zabawna w odbiorze. Antyczny sposób budowania humoru obecnie już nie wybrzmiewa z tekstu, choć doceniam rozwiązania tłumaczki w kreatywnym przekładzie gier z brzmieniem.
W przypadku „Teściowej” nawet rozwiązanie akcji dzieje się poza sceną, całość wybrzmiewa więc mętnie i wprawia najwyżej w obojętność. To nie tekst nieprzyjemny per se, ale napewno niegodny też zapamiętania.
Dodatkowo: dlaczego ZNÓW główną osią fabuły jest gwałt?? Konflikt wewnętrzny głównego bohatera jest wykreowany bardzo umiejętnie, nie mogę tego odmówić. Za to obecnie wypada to fatalnie — znowu czytam o małżeństwie ofiary i jej gwałciciela, a wszyscy cieszą się i radują na koniec…
Ale dzięki temu tym bardziej doceniam starego dobrego Arystofanesa. Komedia jednak bawi najmocniej, gdy ma dystans do samej siebie, a społeczeństwo kąsa ostro i bez skrupułów.