Chłodny, deszczowy Gdańsk kryje w sobie mrożącą krew w żyłach tajemnicę.
W Nowym Porcie zostaje wyłowione ciało młodej kobiety, a sprawą interesuje się starszy aspirant Edward Sokulski, który podejrzewa, że zwłoki mogą należeć do zaginionej przed niespełna tygodniem osiemnastolatki.
Szybko okazuje się jednak, że trudno ustalić tożsamość denatki, a śledczy natrafia na labirynt niedomówień i zaskakujących powiązań.
Śledztwo zaczyna zataczać coraz szersze kręgi, wciągając Sokulskiego w historię, która stawia przed nim i jego partnerką Darią Tyszką coraz więcej pytań bez odpowiedzi.
Od momentu zobaczenia tytułu miałam w głowie tylko „Biały Płomień Tańczący na Kurhanach Wrogów” i już tej myśli porzucić nie mogłam, kto wie ten wie 😅
Jak widać książka do najkrótszych nie należy choć wspomagając się momentami audiobookiem nie odczułam tego. Fakt obfituje ona w opisy, które mi osobiście tym razem nie przeszkadzały. Słowo najbardziej pasujące do tej książki jakie mi się nasuwa to „typowe”. Mamy tutaj typowe przeciągające się śledztwo oraz typowych śledczych z problemami. Znajdziemy różnorakie wątki od zagięcia po mafię, o ile te drugie często są dla mnie przedstawione jak z kiczowatego filmu to tutaj tak nie było.
Wytypowałam sobie (w 68% książki) prawdopodobnego sprawcę bo miałam wrażenie, że poniekąd coś podobnego już…oglądałam. Sprawdziło się choć droga do odkrycia prawdy była satysfakcjonująca.
👤 Za co odebrałam przy ocenie? Główny bohater, Edward. Na drugie mu hipokryta. Już na samym początku nie zdobywa sympatii czytelnika, a jego partnerka ma anielską cierpliwość, której nie podzielałam. Niesubordynacja to jego znak rozpoznawczy wraz z zamiłowaniem do przemocy.
👮🏻♂️Do tego mam wrażenie, że nikt na posterunku policji nie był w stanie przeprowadzić normalnej konwersacji bez rzucania przekleństwami w każdym zdaniu. Książka na ogół mi się podobała, niestety wspomniane wyżej aspekty były irytujące.
„Tańcząc na prochach zmarłych” to bardzo dobrze skonstruowany i precyzyjnie opisany kryminał. Autor bardzo skrupulatnie buduje swoją historie, która ma związek w pośredni sposób z głównym bohaterem i jego życiem przez to musimy wręcz poznać wszystkie istotniejsze elementy z jego życia.
Sama historia nie jest obfita w okrutne opisy, traktuje jednak o bardzo nietypowych zbrodniach. Niesamowicie zainteresował mnie motyw krioniki i był bardzo barwnym elementem tej historii, minimalnie zabrakło mi jednak jego rozwinięcia w zakończeniu powieści. Jednakże samo zakończenie to był prawdziwy plot twist jakiego zupełnie się nie spodziewałam. Mniej więcej już od połowu historii towarzyszyło mi uczucie triumfu iż odgadłam zagadkę przedstawioną przez autora jednak nie mogłam się bardziej mylić! Bałam się rozczarowania z powodu mojej przypuszczalnie szybkiej dedukcji jednak widać, że cała konstrukcja powieści została sprytnie pomyślana. Powiem więcej - w pewnym momencie już myślałam nawet że autor być może się pomylił i umieścił w książce coś co nie do końca wydało mi się prawdopodobne ale i tu dostałam prztyczka w nos!
Lwia część opowieści to mozolnie budowana charakterystyka postaci i zbrodni a w zasadzie tła dla nich. Otrzymujemy sporo elementów śledźtwa i faktycznie można zrozumieć że to nie jest wcale szybka i łatwa praca. Śledczy bardzo często opierają się na ułamkach informacji, okruchach dowodów i domysłach bądź dedukcji dotyczącej przebiegu zdarzenia. Sami zmarli również potrafią dostarczyć nieco dowodów pod warunkiem, że uda się ich w jakikolwiek sposób zidentyfikować😉.
Ciekawym elementem było obsadzenie całości w dość realnych środowisku skorumpowanych stróży prawa. Do pewnych informacji nie sposób było dotrzeć bo wszyscy dbali by pozostały ukryte lub ujawniono to co pasowało by na dany moment ujawnić. Z drugiej strony ukazano jak pewne elementy łatwo obejść jeśli ma się odpowiednie znajomości lecz należy pamiętać, że żadna przysługa nie jest za darmo i należy się spodziewać oddania tej pomocy.
Nie wiem jaki był zamysł autora jednak mam cichą nadzieję, że to początek nowej serii wraz ze starszym aspirantem Edwardem Sokulskim i jego służbową partnerką Darią Tyszką a nie jedynie jednotomowa opowieść🙂.
Do tej pory nie miałam styczności z twórczością Ludwika Lunara, choć czytałam wiele dobrego na temat jego powieści. Kiedy pojawiła się zapowiedź najnowszej książki autora, bez wahania zdecydowałam się po nią sięgnąć. „Tańcząc na prochach zmarłych” to kolejny kryminał, który zaintrygował mnie swoim tytułem i opisem fabuły. Decydując się na lekturę, liczyłam na porywającą od pierwszych stron historię z ciekawą zagadką kryminalną i zaskakującym zakończeniem. Jak wypadało moje pierwsze spotkanie z twórczością autora?
W Nowym Porcie zostaje wyłowione ciało młodej kobiety. Starszy aspirant Edward Sokulski podejrzewa, że są to zwłoki zaginionej przed tygodniem osiemnastolatki. Okazuje się jednak, że ustalenie tożsamości denatki nie jest łatwe, a Sokulski natrafia na szereg niedomówień. Aspirant wraz ze swoją partnerką Darią Tyszko zostają wciągnięci w historie, która stawia przed nimi coraz więcej pytań bez odpowiedzi.
Biorąc do ręki „Tańcząc na prochach zmarłych” troszkę się przeraziłam. Ten liczący sobie ponad 600 stron kryminał był moim pierwszym spotkaniem z twórczością autora i trochę się obawiałam, czy tak obszerna lektura na początek naszej znajomości, to dobry pomysł. Jednak moje obawy na szczęście okazały się zbyteczne. Powieść kryminalna, którą stworzył Ludwik Lunar wciągnęła mnie od pierwszych stron. Pomimo obszernej fabuły, książkę czytało mi się naprawdę dobrze i szybko. Fabuła jest intrygująca, pełno w niej niedomówień, poszukiwań, odkrywania kolejnych tropów, które z każdą stroną potęgują naszą ciekawość i chęć odkrycia prawdy. Tak naprawdę, nim się spostrzegłam, moja przygoda z bohaterami zbliżała się ku końcowi. „Tańcząc na prochach zmarłych” to dobrze skonstruowany kryminał, w którym nie brakuje zaskakujących zwrotów akcji, ciekawe wykreowanych bohaterów, ale również pewnych niedociągnięć. Całość uważam za naprawdę świetną lekturę, z którą spędziłam dobrze czas, jednak to, co niektórych z Was może zniechęcić, to zbyt obszerne opisy niektórych wydarzeń, które można by było troszkę skrócić i w moim odczuciu fabuła na pewno nie straciłaby na wartości. Niemniej jednak uważam, że „Tańcząc na prochach zmarłych” to godny uwagi kryminał, który dostarczy Wam wielu emocji I będzie trzymała w napięciu do ostatniej strony. Polecam.
Ponad 600 stron to sporo, ale jeżeli trafiamy na tak dobry kryminał jak "Tańcząc na prochach zmarłych", okazuje się, że tej objętości nie odczuwamy. Powieść Ludwika Lunara to klimatyczna, mroczna i dopracowana historia, której trudno się oprzeć, gdy tylko w nią wsiąknemy. Każda strona to kolejne emocje, zwroty akcji i pytania.
Ludwik Lunar nie patyczkuje się i już od pierwszych zdań wciąga w akcję, która zatacza coraz szersze kręgi. Początkowo było to nieco przytłaczające – sprawa zaginięcia, zagadkowa śmierć, mafia, półświatek, prywatne problemy i coraz to nowi bohaterowie. Było tego sporo, jednak Autor pisze w przystępnym stylu, a akcja była dynamiczna, dzięki czemu trudno było oderwać się od książki. Momentami jest brutalnie, kiedy indziej refleksyjnie, jest też tajemniczo i mrocznie – wszystko tu bardzo dobrze się uzupełnia.
Z czasem wątki zaczęły się ze sobą splatać, tworząc spójną i intrygującą całość. Z każdą stroną kolejne elementy trafiały na swoje miejsce. Do tego Ludwik Lunar stworzył przekonujących bohaterów. Sokół, który zdaje się niczym nie przejmować i działać po swojemu oraz Tyszka, stanowiąca jego przeciwieństwo – okazali się ciekawym teamem. Do tego komendant, który miota się między tym, co powinien, a tym, czego się od niego wymaga. W swoich wypowiedziach i relacjach z podwładnymi jest autentyczny, dzięki czemu stał się moim ulubionym drugoplanowym bohaterem.
Nie do końca jestem fanką zakończenia kryminału, trzeba jednak przyznać, że Ludwik Lunar potrafi zaskakiwać. Natomiast ostatnie zdania wprawiają w poczucie niedosytu – czekam na więcej! Naprawdę liczę, że Sokół i Tyszka pojawią się na kartach kolejnych powieści Autora.
„[...] nie wszystko jest proste i czarno-białe. Pomiędzy dobrem a złem jest mnóstwo pierdolonego miejsca”.
W „Prawie łaski”, poprzedniej książce, którą czytałam, bohaterowie trochę naiwnie wierzyli, że sprawiedliwość, równość wobec prawa i brak podwójnych standardów są możliwe do osiągnięcia. Ludwik Lunar na kartach swojej powieści przeniósł mnie do prawdziwego świata, w którym nikt nie ma najmniejszych złudzeń. Zawsze znajdzie się ktoś dostatecznie niebezpieczny lub mający wystarczająco dużo pieniędzy bądź władzy, by stać ponad prawem.
„[...] prawo nie jest nienaruszalnym dobrem uniwersalnym, gdyż to ludzie je ustalają, a więc wszystko jest płynne. Zależnie od tego, kto jest na górze, przepisy mogą się zmieniać i coś, co dziś uchodzi za zbrodnię, wcześniej lub później może być w pełni dozwolone”.
„Tańczący na prochach zmarłych” to pierwszy tom cyklu o Edwardzie Sokulskim i Darii Tyszce, który swoją premierę miał 19 czerwca 2024 r. Ukazał się on nakładem wydawnictwa Filia w ramach serii wydawniczej Mroczna Strona. Drugi tom cyklu zatytułowany „Tonąc w morzu krwi” wydany został całkiem niedawno, bo 18 czerwca tego roku. I to ten ostatni tytuł przykuł moją uwagę, a także zmotywował do sięgnięcia po pierwszą część. Swoją drogą nazwa cyklu jest gigantycznym spoilerem. 🤔
Akcja powieści została umiejscowiona w Gdańsku i rozpoczyna się pod koniec marca 2022 roku – zaledwie miesiąc od napaści Rosji na Ukrainę. Autor tropem bohaterów oprowadza czytelnika po całym mieście wraz z przyległościami i nie szczędzi przy tym szczegółów. Jest tak skrupulatny i dokładny, że mając książkę w ręku, możemy podążać dokładnie tymi samymi trasami. Ludwik Lunar podaje nazwy kolejnych ulic, w które skręca bohater, a także wymienia charakterystyczne miejsca. W Gdańsku mieszkałam ponad trzydzieści lat i choć wyemigrowałam, to nadal mam bardzo blisko, więc dla mnie ta szczegółowość z oczywistych powodów była plusem. Jednak dla czytelników niezorientowanych może być tego trochę za dużo.
Zgodnie z tym, co sugeruje nazwa cyklu, głównymi bohaterami są: Starszy aspirant Edward Sokulski, doświadczony policjant, który ostatnimi czasy nie może narzekać na nadmiar szczęścia, a wręcz odwrotnie. U komendanta jest na cenzurowanym i dostaje kiepskie sprawy, a to wszystko przez aferę z poprzedniego roku, która do tej pory odbija mu się czkawką. Jeszcze gorzej wiedzie mu się w życiu prywatnym. Edward to uparty drań, mający problemy z panowaniem nad nerwami i nie widzący problemu w łamaniu zasad dla dobra sprawy. Jest jednak świadomy, że wszystkie kłopoty dzieją się za jego sprawką – tyle dobrego.
„Niech to udręczenie będzie jego hołdem, jego pamięcią i podarunkiem dla bliskich, których zawiódł. Niech jego ból i nienawiść przerodzą się w symbol żalu nad umarłymi, nad ich przyszłością, której zostali pozbawieni, i nad wszystkim tym, co zostało im wraz z nią odebrane. Niech ten wątły ukłon i ta gonitwa przerażających myśli staną się jego tańcem na prochach zmarłych”.
Jego partnerką w śledztwie jest Daria Tyszka, która od komendanta dostała prostą – tylko pozornie – misję pilnowania, żeby Edward znowu nie zrobił czegoś głupiego. To młoda, silna i przestrzegająca zasad kobieta, która bardzo szybko awansowała. Wszystko zawdzięcza swojej ciężkiej pracy, nikt jednak w to nie wierzy.
Fabuła powieści skupia się na dwóch, powiązanych ze sobą, albo i nie, sprawach. Podczas nocnej imprezy na plaży dochodzi do zniknięcia nastolatki. Wkrótce później z morza przy plaży w Brzeźnie zostaje wyłowione ciało młodej kobiety. Edwardowi została przydzielona sprawa zaginięcia, ale nie potrafi opanować ciekawości, którą wzbudziła "Rusałka" i zaczyna wtykać nos tam, gdzie nie powinien.
„[...] jakakolwiek kontrola była tylko iluzją, a wszelkie zdarzenia były jedynie wynikiem splotu setek decyzji, których nie sposób przewidzieć i trzymać w garści. Każda chwila przynosiła ze sobą nowe okoliczności, które zmieniały rzeczywistość niczym w kalejdoskopie. Właściwie to właśnie ta zmienność i nieuchronność chaosu były jedynymi pewnikami w świecie, w którym przyszło im żyć”.
Sprawa jest bardzo żmudna. Nikt nic nie wie ani niczego nie widział albo po prostu nie chce mówić, a na okolicznym monitoringu nic się nie zarejestrowało. Edward wszędzie gdzie się skieruje, trafia na solidny mur zbudowany z niewiedzy, tajemnic i kłamstw. I jakby tego było mało, w sprawę miesza się prywatny detektyw, a doskonale zorientowani dziennikarze patrzą policji na ręce. Starszy aspirant jest na tyle zdesperowany, że sięga po kontakty w Gdańskim półświatku, co przysparza mu jedynie więcej problemów.
„Każdy przestępca prędzej czy później wpada w ręce organów ścigania, a dzieje się to zazwyczaj dzięki zupełnemu przypadkowi lub łutowi szczęścia. Policja sama w sobie nie dysponuje jakimiś specjalnymi mocami, które potrafią doprowadzić ją do sprawcy zbrodni. Jej największą siłą jest umiejętność przetwarzania informacji i łączenia ich w jeden obraz. Nierzadko to sam zbrodniarz dawał śledczym tropy, dzięki którym mogli oni dojść do niego, niczym po nitce do kłębka. Ślady te najczęściej wynikały z głupoty, nieostrożności, a czasem zbytniej pewności siebie przestępcy”.
Język powieści jest przystępny i momentami dosadny. Mimo że nie mamy tu do czynienia z obszernymi opisami, czy nadużyciem przymiotników, to nie można powiedzieć, że Ludwik Lunar oszczędza na słowach – wręcz odwrotnie. Tempo akcji jest spokojne – jednak dysponując 608 stronami, Autor nie musi się jakoś bardzo śpieszyć. Szybsze momenty występują, ale jest ich niewiele. Pojawiają się też zaskakujące zwroty akcji – bez nich dobry kryminał chyba nie istnieje. Jednak mamy też chwile, w których konsekwencje decyzji podejmowanych przez bohaterów są absolutnie przewidywalne – na szczęście nie ma ich zbyt dużo. Całość czytało mi się bardzo dobrze, choć zachowanie niektórych wysoko postawionych postaci działało na nerwy. Ostatnie dwieście stron praktycznie pochłonęłam, ciężko znosząc odrywanie się od lektury.
Wątek romantyczny obecny, ale jest to relacja z wieloma problemami. Jeśli ktoś nie lubi tego typu wątków, to mimo wszystko ten konkretny nie powinien przeszkadzać. Sceny erotyczne się pojawiają, ale są nieliczne i krótkie.
Przemoc, brutalność i śmierć… Tak, tak i jeszcze raz tak, w końcu to kryminał, ale raczej bez przesadnych opisów.
„Tańcząc na prochach zmarłych” to dobrze napisany kryminał z nieidealnymi bohaterami, a także ciekawą i zgrabnie poprowadzoną fabułą, który potrafi wciągnąć – im dalej, tym bardziej. Jeśli nie przeszkadza Wam spokojne tempo akcji i zasypywanie szczegółami, to ta książka może się spodobać.
Czy mi się podobało? Im dalej, tym bardziej, a pod koniec nie mogłam się wręcz oderwać. Na pewno sięgnę po kolejną część.
Deszczowy Gdańsk, spowity mgłą i tajemnicą, stanowi doskonałe tło dla powieści kryminalnej. Wilgotne, brukowane uliczki, tonące w szarościach i półmroku, skrywają niejedną mroczną historię, której echa wciąż rozbrzmiewają w odgłosach deszczu uderzającego o dachy starych kamienic. Miasto o bogatej i często burzliwej przeszłości, z wąskimi zaułkami, staje się niemym świadkiem ludzkich dramatów, splątanych losów i tajemnic, które przenikają każdą cegłę, każdy bruk. Mgła, unosząca się nad portowymi dokami, zdaje się zasłaniać nie tylko widok, ale i prawdę, a wszechobecna wilgoć wsiąka w dusze mieszkańców, pozostawiając w nich uczucie niepokoju. W takim otoczeniu każde śledztwo nabiera dodatkowego wymiaru, a poszukiwanie prawdy staje się podróżą przez mrok ludzkich serc i dusz.
Powieść zaczyna się od makabrycznego odkrycia – w Nowym Porcie zostaje wyłowione ciało młodej kobiety. Sprawą natychmiast interesuje się starszy aspirant Sokulski. Jego pierwsze podejrzenie, że zwłoki mogą należeć do zaginionej przed niespełna tygodniem osiemnastolatki, nadaje sprawie szczególnego znaczenia. Jednak ustalenie tożsamości denatki okazuje się nieoczekiwanie trudne. To, co mogło być rutynowym dochodzeniem, szybko przeradza się w śledztwo pełne niedomówień i zaskakujących powiązań.
Fabuła książki jest misternie skonstruowana i pełna zaskakujących zwrotów akcji. Autor umiejętnie dozując informacje, stopniowo prowadzi czytelnika przez gąszcz zagadek, które trzymają w napięciu do ostatniej strony. Każdy nowy trop, każdy nowy ślad prowadzi do kolejnych pytań, na które nie ma łatwych odpowiedzi. Czytelnik zostaje wciągnięty w wir wydarzeń, nieustannie zadając sobie pytanie: czy mają do czynienia z seryjnym mordercą, czy może prawda jest jeszcze bardziej przerażająca?
To nie tylko doskonały kryminał, ale również powieść o głębokim zabarwieniu psychologicznym. Wnikliwa analiza motywacji, lęków i pragnień postaci, ukazuje, jak skomplikowana może być ludzka natura. Każdy z bohaterów, zarówno główni, jak i poboczni, ma swoje sekrety, które stopniowo wychodzą na jaw, nadając opowieści dodatkowy wymiar. Zostajemy zmuszeni do refleksji nad istotą zła, granicą między dobrem a złem oraz tym, co kryje się w najgłębszych zakamarkach ludzkiej duszy.
Kulminacyjny moment powieści jest zaskakujący i pełen emocji. Rozwiązanie zagadki, choć nieoczekiwane, jest logiczne i satysfakcjonujące, co świadczy o umiejętności budowania spójnej i przekonującej fabuły. Ostateczne odkrycie prawdy nie tylko wyjaśnia, co stało się z denatką, ale również rzuca nowe światło na całą historię, zmuszając do ponownego przemyślenia wydarzeń.
„Tańcząc na prochach zmarłych” to powieść, która z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom literatury kryminalnej i psychologicznej. Bogata w emocje, pełna napięcia i zaskakujących zwrotów akcji, dostarcza nie tylko rozrywki, ale również głębokich przemyśleń. Jej bogactwo emocji, mistrzowsko zbudowana fabuła i literacki kunszt sprawiają, że jest to lektura, której nie można przegapić. Postać samego aspiranta może momentami irytować, jednak mimo wszystko warto wraz z nim kroczyć poprzez tajemniczy labirynt faktów i domysłów.
Tak było i w tym przypadku. Tytuł wyborny: TAŃCZĄC NA PROCHACH ZMARŁYCH, opis świetny, a i okładka znakomita. Ale czy to wystarczy?
Czytelnik zostaje zaproszony do rozwiązania pewnej mrocznej sprawy. W porcie wyłowiono ciało młodej kobiety, a sprawą zajmuje się aspirant Edward Sokulski. Tu niemalże każde pytanie na początku zostaje bez odpowiedzi. Trzeba ich szukać, co nie jest proste, bo sieć kłamstw i tajemnic jest mocno poplątana, do tego dziwne powiązania i traumy.
Trudno ocenić mi tę książkę. Z jednej strony działo się tu sporo, ale nie mogłam wgryźć się w tę historię początkowo. Z każdą stroną co prawda było coraz lepiej, ale do samego końca czułam, jakby była dla mnie „obca”. Dodatkowo główny bohater to totalnie nie mój typ człowieka, ok można marudzić na swoje życie, ale aż tak jęczeć to aspirantowi nie wypada, tym bardziej, że sam był prowodyrem tego co go spotkało, poza tym momentami myślałam, że będzie kolejna ofiara, że go uduszę! Liczyłam na powiew świeżości i element zaskoczenia, na moment kiedy będę czytać z otwartymi ustami, a tu przebiegło wszystko standardowo, można by rzec książkowo bez większych ekscytacji. Ogólnie mogę powiedzieć, że bawiłam się dobrze, ale oczekiwałam nie dobrej, a świetnej przygody. Poza tym, budując napięcie, mrok, surowość, momentami odrazę, wiadomo, że trzeba sięgnąć po znane wszystkim zabiegi, chociażby to, że bohaterowie przeklinają, ale przeklinanie, a „rzucanie mięsem” to dwie różne sprawy. Nie ukrywam, sama lubię czasem wypowiedzieć to słowo z siarczystym r, ale wszystko w granicach rozsądku.
Mimo tego bardzo się cieszę, że odwiedziłam Gdańsk, a uwierz mi to była długa wycieczka, bo książka ma ponad 600 stron! Czy sięgnę po kolejną historię autora? Jasne, z wielką przyjemnością, może Sokulski się trochę opamięta 😉
Gdańsk. To tu toczy się akcja najnowszej powieści Ludwika Lunara. W Nowym Porcie z wody zostaje wyłowione ciało młodej kobiety. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że denatce brakuje prawej dłoni, a jej nogi były mocno związane. Ponadto z oględzin patomorfologa wynika, że ten kto zabił nieznaną nikomu kobietę wynika, że jej oprawca pragnął zmylić funkcjonariuszy. Jednocześnie w mieście dochodzi do zaginięcia osiemnastoletniej Karoliny Langiewicz. Czy te dwie sprawy coś łączy? Na te pytania odpowiedzi poszukuje starszy aspirant Edward Sokulski , choć działa co najmniej na granicy legalności. A wszystko z powodu jednego filmiku w internecie. Policjantowi pomaga Daria Tyszka - kobieta doświadczona ogromną traumą i bagażem w postaci trudnej przeszłości. Czy uda się dopaść mordercę? Powiązania z półświatkiem, gangsterskie porachunki, tajemnice, mylne tropy i szukające szczegóły wyłaniające się z kolejnych, krótkich i świetnie napisanych rozdziałów tworzą świetną mieszankę , gwarantującą świetnie spędzony czas. Fabuła powieści jest dynamiczna i skomplikowana , a styl autora cechuje lekkość przez co całość jest niezwykle przyjemna w odbiorze. Książka jest sporą cegiełką , ponieważ liczy ponad sześćset stron , lecz czyta się ją z wypiekami na twarzy , a zakończenie naprawdę zaskakuje.
Z zimnego morza w gdańskim porcie wyłowiono ciało kobiety, jednocześnie trwają poszukiwania zaginionej nastolatki. Edward Sokulski, odpowiedzialny za sprawę młodej dziewczyny, uwikłany zostaje w prowadzone równolegle śledztwo topielicy. Walczy nie tylko z dużymi, medialnymi sprawami, deszczem, wiatrem i wszystkimi niespodziankami, jakie może nam sprawić nadmorska pogoda (przynajmniej ta w Polsce), ale również ze swoimy demonami.
Jest to poprawnie skonstruowany kryminał. Fabuła ciekawa, sprawa zawiła i szczegółowa - niczego tu nie brakuje, wszystkie wątki pięknie się spinają. Polubiłam bohaterów - nie byli jednoznacznie kryształowi, czego bardzo nie lubię. Męczyły mnie dwie rzeczy: wymienianie po kolei ulic, którymi poruszali się policjanci - jakby Autor chciał konieczne udowodnić, że świetnie orientuje się topografii Gdańska i próby opisu moralnych rozważań młodej policjantki. Brzmiało na wymuszone.
Na tle wydawanych ostatnio hurtowo kryminałów i thrillerów polskich autorów, ta pozycja plasuje się dość wysoko w moim osobistym rankingu powieści akcji.
Tym razem kryminalnie wybrałam się na Pomorze, by z policjantem Edwardem Sokulskim rozwikłać sprawę zaginięcia osiemnastolatki. Gdy morze wyrzuca zwłoki młodej kobiety, wszyscy podejrzewają, że to właśnie zaginiona Karolina, jednak prawda okazuje się dużo bardziej szokująca.
Powieść na pewno zaskakuje. Ma elementy konieczne do bycia tytułem wciągającym: ciekawego (aczkolwiek nieco schematycznego) głównego bohatera, policjanta z mocnym osobistym backgroundem, intrygującego przestępcę, frapujące czytelnika elementy psychologiczne. Mnie osobiście najbardziej zaabsorbował wątek krioniki, bo nie jest to temat mocno eksploatowany w literaturze kryminalnej.
I tak naprawdę, jedyne, co może przeszkadzać w odbiorze, lub w wejściu w ten świat wykreowany przez Autora, jest spora ilość opisów. Momentami czułam, że jest ich trochę za dużo, bo akcja potrafiła wręcz stanąć w miejscu. Przez to odbiór nie był tak dobry, jakbym tego chciała. Jednak! To nadal dobra powieść z istotnym wątkiem psychologicznym, więc myślę, że można to Autorowi wybaczyć :)
"Tańcząc na prochach zmarłych" Ludwika Lunara to prawdziwa literacka perełka, która wciąga czytelnika od pierwszej strony i nie pozwala się oderwać aż do ostatniego zdania. Autor z niezwykłą maestrią kreuje świat pełen tajemnic, emocji i głębokich refleksji, który na długo pozostaje w pamięci. Autor w swojej książce porusza tematy trudne i bolesne, ale robi to w sposób niezwykle subtelny i pełen empatii. Bohaterowie są żywi, pełni sprzeczności i autentyczni, co sprawia, że czytelnik z łatwością się z nimi identyfikuje. Każda postać ma swoją unikalną historię, która splata się z innymi w fascynujący sposób, tworząc bogatą i wielowymiarową narrację. "Tańcząc na prochach zmarłych" to książka, która porusza serce i umysł, skłaniając do refleksji nad życiem, śmiercią i tym, co jest pomiędzy. To opowieść o miłości, stracie, nadziei i odkupieniu, która pozostawia czytelnika z poczuciem, że właśnie doświadczył czegoś wyjątkowego. Gorąco polecam i czekam na tom drugi z Sokołem w akcji :)
Jeśli nie myśli się za wiele podczas lektury to całkiem niezła pozycja… Ale jeśli zaczniesz się zastanawiać jak kobieta mogła prowadzić samochód z dwoma rękami przyklejonymi do kierownicy to coraz więcej rzeczy zacznie się rozmijać. Z tyłu na skrzydełku pojawia się napis sugerujący, że akcja dzieje się w Gdańsku oraz Poznaniu. Poznań, a dokładnie Luboń, pojawia się w tej historii raz - na stronie 540. Jeśli szukasz książki, która zabierze Cię w podróż po którymkolwiek z tych miast, myślę że się zawiedziesz. Pomijając wyżej wymienione elementy, książkę czytało się dobrze i całkiem szybko, dlatego ode mnie 3⭐️
This entire review has been hidden because of spoilers.
Podobało mi się przez większość czasu, ale końcówka mnie rozczarowała. Kolejna książka w której osoby z zaburzeniami psychicznymi są pokazywane jako te ze "złą wewnętrzną bestią" (nawet jeśli na końcu okazało się trochę inaczej)
Ciężko mi było wbić się w rytm tej powieści. Jest ona dość długa przez co zbrodnia bywa momentami wręcz na siłę przeciągana. Ale bawiłam się całkiem dobrze i z przyjemnością sięgnę po kolejny tom tej serii.