Młoda dziewczyna odkrywa portal prowadzący do krainy centaurów i jednorożców, do świata, który oczekuje, że jego goście podejmą wyzwanie i zostaną bohaterami. Kiedy Jack wraca do szkoły, staje się jasne, że coś się jej przydarzyło. Coś strasznego. W przezwyciężeniu skutków tej traumy mogą jej pomóc wyłącznie przyjaciele.
Hi! I'm Seanan McGuire, author of the Toby Daye series (Rosemary and Rue, A Local Habitation, An Artificial Night, Late Eclipses), as well as a lot of other things. I'm also Mira Grant (www.miragrant.com), author of Feed and Deadline.
Born and raised in Northern California, I fear weather and am remarkably laid-back about rattlesnakes. I watch too many horror movies, read too many comic books, and share my house with two monsters in feline form, Lilly and Alice (Siamese and Maine Coon).
I do not check this inbox. Please don't send me messages through Goodreads; they won't be answered. I don't want to have to delete this account. :(
Choć poprzednie części podobały mi się bardziej, to oceny nie zmieniam. Przede wszystkim wciąż te powieści mają smak, klimat mrocznych baśni. Druga wydaje się słabsza, gdyż sama historia jest w gruncie rzeczy opowieścią o samopoznaniu, samozrozumieniu. Nic nowego, ale finał wydał mi się niedokończony. Być może ta bohaterka powróci jeszcze, jak zdarzało się bohaterom poprzednich części. Na przykład jak w znajdującym się w tym wydaniu „Upadku”. A może nie. Patrząc z perspektywy dotychczasowych części to mało istotne. Warto przeczytać - to krótkie powieści, jak dotychczas. Ale bardzo urokliwe mimo mroku a może dzięki niemu.
Ostatnio zachciało mi się wrócić do cyklu o Zbłąkanych dzieciach. Niestety chyba jednak coś pękło. Choć nadal doceniam pomysły Seanan McGuire, jej styl pisania i fantastyczną magie którą mi daje, to podczas lektury ciągle towarzyszy mi wrażenie, że czegoś tu brakuje. Prawdopodobnie wynika to z niewielkiej objętości tych książek. Przez to zbyt często dostajemy skrótowe opisy w stylu „i po tym, jak uratowali świat…”, a omijają nas najciekawsze przygody. Te dwie nowele, czyli „Upadek” i „Przez zielone pola”, uświadomiły mi to aż za dobrze.
Początkowo cieszyłem się na „Upadek”, głównie ze względu na powrót do mojego ulubionego, mrocznego świata. Niestety, sam obiecujący klimat to za mało, gdy szwankuje literacka konstrukcja. Miałem z tą nowelą dokładnie ten sam problem, co z „Pod cukrowym niebem” nagle wszystko zaczęło przychodzić bohaterom zbyt łatwo. Śmierć w tej części całkowicie traci swoje ostateczne znaczenie. Zamiast budować emocjonalny ciężar tracimy go. Przez to cała stawka opowieści gdzieś ulatuje, a finał jest boleśnie pozbawiony jakiegokolwiek napięcia. Zrozumiałem, że początkowo oceniłem tę książkę wyżej chyba tylko z sentymentu i niechęci do przyznania przed samym sobą, że seria zaczyna mnie mocno rozczarowywać.
Z kolei „Przez zielone pola” okazało się dla mnie lekturą zwyczajnie nudną. W przeciwieństwie do wcześniejszych nowel, nie poczułem tu absolutnie żadnej więzi emocjonalnej z postaciami. Cała ta nowa fantastyczna otoczka wydała mi się sucha i nieciekawa, być może dlatego, że w dzieciństwie ominęła mnie faza fascynacji końmi i ten specyficzny rodzaj magii w ogóle do mnie nie przemawia.
Zastanawiając się, dlaczego inne nowele tak bardzo do mnie trafiły, a te nowsze książki mnie zawodzą, doszedłem do prostego wniosku. W pierwszych tomach widzieliśmy, co kryje się głębiej badaliśmy psychikę postaci, dowiadywaliśmy się, co pchało je w stronę drzwi i dlaczego ich nowe krainy były dla nich idealnie skrojone. Ostatnie książki to z kolei czyste odtwarzanie sprawdzonych schematów. Motyw przewodni całej serii, mówiący o tym, że nie ma jednego właściwego sposobu na bycie marzycielem, jest wspaniały i bardzo mi bliski, ale dotarłem do momentu, w którym czuję przytłaczające wręcz déjà vu. Mam wrażenie, że czytam wciąż o tym samym, tylko z podmienionymi imionami i dekoracjami.
Obie historie na 3.5 Przez zielone pola czytało mi się przyjemnie, a nowy świat jest całkiem kreatywny, ale jednak zabrakło jakiejś mocniejszej historii. Tak to po prostu przebywaliśmy z bohaterką i tyle.
o dziwo te dwa tomy są moimi chyba najmniej ulubionymi. Nie czułam do nich takiej miłości jaką bym mogła i nie wracałam też do nich jakoś bardzo chętnie… Będę na pewno czekać na kolejne.
[kryteria oceny dla „fantastyki”] 0,6/1 logiczność i ciągłość wydarzeń 0,4/0,5 fabuła 0,4/0,5 stworzony świat 0,4/0,5 spójność, konsekwentność 0,35/0,5 płynność i przyjemność w odbiorze 0,25/0,5 kreacja bohaterów 0,3/0,5 „sedno”/ cel/ morał 0,25/0,25 styl pisania autora 0,2/0,25 wyjątkowość 0,15/0,25 pozytywny odbiór całości 0,1/0,25 ✨ to coś ✨
Upadek bardzo mi się podobał, mimo że, moim zdaniem, widać tendencję spadkową - na szczęście małą :) Natomiast - przez zielone pola - sporo się różni od wszystkich innych opowiadań. Tempo i „ciężar” historii jest inny. Nadal ważny ale inny . Miałam wrażenie, że napisała ją inna osoba, osoba z mniej mroczną i skomplikowaną wyobraźnią.
Ponownie bardzo mi się podobało tylko zastanawia mnie poprowadzenie drugiej części w sposób chyba odbiegający od poprzednich chociaż możliwe że czegoś nie rozumiem ( Kim jest Regan? Chyba nie pojawiała się w poprzednich częściach)
4.5 - Upadek - Jeden z moich ulubionych światów, ale chyba wolałabym poczytać trochę o jakimś mniej wspominanym.
2.0 - Przez zielone pola - Najsłabsza część. Całkowicie przewidywalna, nieciekawa i zabrało mroku/dziwności, która charakteryzowała pozostałe (nawet te cukierkowe) światy. Męczyłam się, żeby skończyć, mimo małej objętości.