I and brother of mine were flying from Liverpool Airport. We noticed the book - it was year 2008-09 and I said: a good face.
Afterwards at Manchester Library I was extending the loan of this book a couple of times.
Then I have written the article for some Polish newspaper, about the main hero-murderer, and it was an enormous scandal in Polish media lasting for a fortnight...
I've added the phrases about Catholic Church's help for a hundred thousands of SS-men whose fled Europa after the war, due to the pope Pius XII.
It was shocking experience for me - the first, large, public writing...
At the moment I am writing in German, avoiding publishing any private outpourings...
Btw, the article - which I abundantly extended - got a lot of support...
Here I paste a tiny part of my article, which had at its peak 20 000 words (just showing off a little bit for the simple reason, that writing (creating the art) is everything for me).
The chapter: The trial and the execution.
(...) Różnoraki nacisk był wywierany na Hausnera, przeważnie przez członków izraelskiego rządu i prezydenta państwa, by odpowiednio wyeksponować proces i poruszyć wybrane, leżące w interesie państwa Izrael zagadnienia.
Proces rozpoczął się 11 kwietnia 1961 r. Eichmann, w ciemnym garniturze, typowy starszy pan – urzędnik, nie sprawiał wrażenia wpływowego działacza z Gestapo. Jego aparycja była silnie
myląca, co było częścią obrony, nakreślonej przez dr. Servatiusa.
Na pytanie dr. Landaua, czy oskarżony zrozumiał co mu zarzucano, padła odpowiedź: Jawohl (tak jest). Obrońca zaczął od długiej mowy sugerującej, jakoby państwo Izrael nie miało prawa sądzić jego klienta.
Po kilkudniowej wymianie argumentów z Hausnerem, dr Landau spytał Eichmanna, czy zgadza się z aktem oskarżenia. Eichmann odparł: W tym znaczeniu zarzutów – nie (miał tu na myśli różnice
między odpowiedzialnością prawną i moralną). Po tym Hausner wygłosił płomienną mowę oskarżającą. 56 dni zajęło oskarżeniu, przedstawienie dowodów i przesłuchanie 112. świadków. Dr Servatiusnie znalazł żadnych pytań dla ofiar obozów koncentracyjnych.
Zachował milczenie, zadając tylko gdzie niegdzie pytania tym ofiarom, których zeznania ewidentnie nie obciążały Eichmanna. Głównym celem Hausnera stało się udowodnienie osobistej odpowiedzialności Eichmanna. W międzyczasie, dr Servatius powołał się na 27 tomów pamiętników dr. Hansa Franka – Generalnego Gubernatora na ziemiach polskich. Zostało ujawnione i ogłoszone, że fraza: Adolf Eichmann, w ogóle we wspomnieniach nie występowała. Eichmann zachowywał obojętną postawę podczas zeznań świadków, o zbrodniach w gettach i obozach koncentracyjnych. Problemem, zarówno obrony jak i oskarżenia, była niemożność powołania świadków – funkcjonariuszy nazistowskich, którzy albo przebywali w więzieniach, albo zostaliby aresztowani natychmiast poprzybyciu do Izraela.
Zezwolono świadkom na zeznawanie zaoczne – zarówno na korzyść obrony, jak i oskarżenia. Zajmowano się następnie zbrodniami w Europie Zachodniej. Servatius twierdził, że zeznania pewnych nazistów wybielają ich, przypisując całą winę jego klientowi. Krzyżowe badanie, dokonane przez obrońcę, jednego z sędziów Procesu norymberskiego potwierdziło, że Eichmann nie był powiązany z Einsatzgruppen, które działały na wschodzie, za co odpowiedzialny był jego przełożony – Reinhard Heydrich. Jeden ze świadków – profesor psychologii, który po wojnie badał komendanta Auschwitz – Hößa, przyznał, że obiekt jego badań za osobę odpowiedzialną za dostawy Żydów do obozu, wydającą instrukcje ich traktowania i rejestrującą napływ i odpływ (liczbę zgonów) ofiar z obozu, podał Adolfa Eichmanna. Servatius z wprawą umniejszył te zeznania do poziomu zasłyszenia. Monotonne przesłuchania, które ciągnęły się w nieskończoność, odstręczyły dziennikarzy od rozprawy. Kolejne kraje były na agendzie: Grecja, Rumunia. Przy omawianiu zbrodni w Czechach Servatius pokazał, że dzieci z Lidic zostały zgermanizowane i uniknęły śmierci. Przystąpiono do omawiania Węgier. Hausner odmówił powołania na świadków, funkcjonariuszy nazistowskich, którzy wiedli dostatnie życie w RFN. Byli to m.in.: Hans Jüttner i Kurt Becher. Rozważano świadectwo (pamiętnik) Rudolfa Kasztnera. Zeznawał szef Judenrat'u z Budapesztu, z 1944 r. Wywołało to głosy potępienia wśród publiczności motywowane brakiem oporu, który to nie został okazany, w czasie wojny, ze strony głowy Rady Żydowskiej, wobec okupanta Węgier. Dr Servatius obstawał przy założeniu, że ludobójstwo ludności żydowskiej było pomysłem samych Węgrów, i że oni odegrali kluczową rolą w całym przedsięwzięciu. Następnie przesłuchał małżeństwo Brandów, ujawniając nieścisłości i brak korelacji w ich zeznaniach. Po tym wykazał, że Eichmann nie był panem sytuacji na Węgrzech i wskazał gorliwość i skwapliwość Madziarów, jako decydującą przyczynę katastrofy tamtejszych Żydów. W dalszej części procesu przesłuchiwano ocalonych z obozów zagłady. Nawet Hausner musiał przyznać, że nie było bezpośrednich poszlak wiążących Eichmanna z ofiarami łagrów. Z obozu w Bełżcu nikt nie ocalał i zeznania z drugiej ręki były traktowane jako zasłyszenie – nie mogły obciążać oskarżonego. Obejrzano ponad godzinny film, prezentujący praktyczną realizację Holokaustu. Najsilniejszym ciosem, który wyprowadziło oskarżenie, była prezentacja kopii kompletnych taśm Sassena, ich manuskryptu i notatek osobistych Eichmanna. Oskarżony twierdził, że były nagrywane w stanie upojenia alkoholowego, a dr Servatius zażądał wezwania ich autora – Willema Sassena – na świadka. Obajwiedzieli, co taśmy zawierały. Sędziowie patrzyli na taśmy krytycznie i z dystansem, jako na materiał wprowadzony do rozprawy zbyt późno. Ze względu na niemożność wezwania Sassema na rozprawę, taśmy, wg prawa powinny być traktowane jako zasłyszenie. Uporczywe wysiłki prokuratora sprawiły, że sędziowie uznali jako dowody w sprawie, transkrypty uwierzytelnione przez Eichmanna jego podpisem oraz jego osobiste notatki. Taśmy prezentowały Eichmanna jako bezkompromisowego i bezwzględnego fanatyka – z jedynym celem – eksterminacji ludności żydowskiej. Obrona rozpoczęła swe czynności. Dr Servatius, tak jak na Procesie norymberskim, starał się umniejszać rolę i rangę swojego klienta. Według doktora: Eichmann nigdy nie miał inicjatywy i nie był gorliwymi pilnym SD-mannem. Istniał jako odbiorca lub ogniwo przekazujące rozkazy. III Rzesza była winna – nie Eichmann. Olbrzymia machineria nazistowska pozwala zaliczać Eichmanna do ofiar – nie katów, ze względu na obowiązek posłusznego i bezdyskusyjnego słuchania rozkazów (wg tzw. zasady wodzostwa Führerprinzip).
Eichmann nie był liderem politycznym, a to oni podejmowali decyzje i tworzyli politykę działań. Eichmanna nieszczęściem był obowiązek wykonywania poleceń, kontynuował doktor, a poprzez emigrację (przymusową) próbował on ochronić i zapobiec późniejszemu losowi Żydów, nakreślonemu odgórnie. Styl wypowiedzi Eichmanna był ultra-długi i Eichmann, w samoobronie, unikał zwięzłych i prostych odpowiedzi (tak/nie), co wywoływało konsternację, także wśród sędziów.
Rozpoczęło się krzyżowe badanie oskarżonego przez prokuratora i obrońcę. Eichmann przyznał, że wierzy w Boga, ale odmówił złożenia przysięgi na Biblię. Servatius poprzez celowe pytania, moderował tok wypowiedzi Eichmanna.
Twierdził on, że antysemityzm był sprawą drugorzędną w partii (NSDAP) – to był pomysł Hitlera. Jego kolejne awanse w SD nie świadczyły o jego gorliwości, czy dogłębnym zaangażowaniu. On sam, prosił o przeniesienie (do Waffen–SS) wielokrotnie, co było bez odzewu ze strony przełożonych, zwłaszcza dr. Sixa. Twierdził dalej, że był tylko syjonistą, gotowym pobierać nawet lekcje języka hebrajskiego. Planował obdarowanie Żydów ziemią (Madagaskar lub Syberia), która dana by im była na wyłączność i gdzie rządzili by się sami, co było nakreślone w planie RSHA. To była jego główna linia obrony. Eichmann dowodził, że polityka wobec Żydów zależała od wielu agencji, MSZ-u; panował chaos. Himmler podejmował ważkie decyzje. Twierdził dalej, że w barbarzyńskiej
akcji wysiedlenia pół miliona Polaków z terenów przyłączonych do Rzeszy, on tylko przygotował rozkłady jazdy pociągów, by zapewnić wygodną i komfortową podróż. Podobnież, starał się wyrzucić Żydów z okupowanej Francji do pół-niezależnego terytorium Vichy, aby nie dostali się oni do obozów koncentracyjnych, na terenie Rzeszy. Natomiast, za plądrowanie majątków Żydów odpowiadało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Przeznaczeniem Konta W było zapewnienie Żydom opieki i powstało ono by jego fundusze wspomagały ubogich Żydów, chcących wyemigrować, stylizował swą mowę. Dokumenty przedstawione w sądzie i przez niego podpisane, winiły Müllera, Heydricha i Himmlera. Przejęty głęboką troską, chciał, by Żydzi uniknęli zagłady w ZSRR, dlatego jesienią 1941 r. deportował 20 tys. obywateli Rzeszy do Łodzi (do tamtejszego getta). Nie wiedział nic o tym, że transporty do Rygi i Mińska miały zakończyć się masowymi rozstrzeliwaniami. Sędzia przerwał tok jego opowieści wskazując, że Eichmann sam kiedyś oglądał masowe rozstrzeliwania Żydów na Białorusi. Przyznał, że jego biuro otrzymywało raporty z działań mobilnych grup eksterminacyjnych na wschodzie, ale to kontrolował Müller. Ponadto przed konferencją w Wannsee, on sam nic nigdy nikomu nie sugerował, zwłaszcza Hößowi i w tamtym czasie (rok 1941), nie widział innej alternatywy Ostatecznego Rozwiązania niż kontynuacja przymusowej emigracji. Listu Höppnera (sugerującego wymordowanie inną metodą, niż zagłodzenie) z Kraju Warty, nigdy nie widział, łgał z przekonaniem. Komunikacja listowna na temat użycia ciężarówek trujących gazem, dotyczyła tylko szkicu projektu i była niesprecyzowanym planem. Przed podberlińskim spotkaniem w Wannsee, Eichmann nic nie wiedział o planach eksterminacji – kontynuował zawzięcie. Gdy już doszło do spotkania, pozwoliło ono mu się odprężyć i zrelaksować – bonzowie partyjni i elita RSHA podjęli decyzje. W następnych latach – tylko wypełniał ich rozkazy. Podczas tych fałszywych dywagacji, nasuwało się pytanie: dlaczego zaprzeczał potwierdzonym faktomi swoim dojmującym powiązaniom z akcją, skoro konferencja pozwoliła mu na umycie rąk i na bycie tylko nic nieznaczącym, trybikiem w maszynerii? Jaki cel miały jego uniki i zaprzeczanie odpowiedzialności, skoro decyzje spływały z góry? Twierdził dalej, że nie był odpowiedzialny za sterylizacje, ani dostarczenie szkieletów Żydów do badań anatomicznych. Na swym posterunku, przykazywał tylko innym rozkazy do wykonania. O dzieciach, ze spacyfikowanych Lidic, nigdy nie słyszał. Nie było mu wiadomo wiele, o wysyłaniu Żydów w podeszłym wieku z Terezina na wschód. Ponowił stwierdzenie, że kreślił jedynie kolejowe rozkłady jazdy. Listy odmawiające pomocy Żydom, których rodziny zostały rozbite poprzez deportacje, podpisywał, ale na życzenie Müllera, dowodził bez zająknięcia. O osobistym wkładzie w sposób traktowania więźniów, niewiele mógł powiedzieć – w tej gestii, jego biuro przekazywało jedynie polecania od WVHA, które zarządzało obozami, do KL Bergen-Belsen, nic więcej. Jego rozmowy z wielkim muftim nie miały na celu ukrócenia emigracji do Palestyny i uruchomienia fizycznej zagłady, jednakże wiedział o tym pomyśle, który zrodził się w umyśle Müllera. Na oryginalnych dokumentach wstrzymujących wizy, widniały jego podpisy, ale takie były rozkazy, przekonywał. W Austrii, Eichmann zajmował się akcją edukacyjną na rzecz Gestapo, ponownie nic nie wiedział o deportacjach do Terezina, choć często odwiedzał obóz (na rozkaz szefa Gestapo). We Francji, był tylko szefem agencji, która zajmowała się przekazywaniem rozkazów. Himmler wydawał rozkazy, on o je biernie i posłusznie wykonywał. Co do Żydów duńskich, to jego biuro miało ustalić szczegóły podróży. Po deportacjach próbował wyciszyć szum, jaki wywołały sprzeciwy Skandynawów. Eichmann zaprzeczył swojej roli, jako głównego organizatora i koordynatora transportów z Grecji, Chorwacji i Serbii. To było domeną MSZ-u, WVHA i faszystowskiego reżymu dr. Ante Pavelicia. Eichmanna przedstawiciele – wysłannicy do innych krajów, raportowali Müllerowi, nie jemu. Przekonywałdalej, że na Węgrzech był nikim – podrzędnym pionkiem. MSZ decydowało. Jak zwykle, zajął się organizacją transportu. Miał tylko małe i nic nie znaczące biuro – zabrzmiało to bardzo niewiarygodnie. Eichmann wyraźnie pozował na przyjaciela Żydów. Sprawa interesu z Brandem miała to potwierdzać. Oskarżył Bechera o próbę przyspieszenia deportacji! Zachęcał Kasztnera i żonę Branda, by sfinalizowali plan Krew za dobra. Servatius przedstawił szereg dokumentów, plasujących swego klienta w jasnym świetle. Eichmann potwierdził dostarczenie listu, zezwalającego na dokonanie ludobójstwa w GG, do Odilo Globocnika. Odwiedzał wszystkie miejsca kaźni, tuż przed konferencją w Wannsee. Zdystansował się do faktu, jakoby jeden z pierwszych, widział pisemny rozkaz zagłady Żydów. Stwierdził, że wiedział, jaki los czeka ludzi, których deportował. Odrzucił ideę, jakoby wina spoczywała na nim. Decyzje były podejmowane na górze. On był tym nieszczęśnikiem, któremu przypadło wykonywać takie rozkazy. Nie czuł się osobiście winny. Uciekł do Argentyny, bo sądził, że władze nowych Niemiec nie mogą zapewnić sprawiedliwego procesu. Był jednym z milionów posłusznych obywateli Rzeszy, tylko że wykonywał specyficzne zadania. Był tylko urzędnikiem.
Przyszła kolej na badanie krzyżowe, prowadzone przez Hausnera. Zajęło ono 50 godzin. Głównym celem prokuratora było udowodnienie, że Eichmann regularnie i systematycznie kłamał. Oskarżyciel obscenicznie i niekurtuazyjnie próbował skruszyć spokój i opanowanie Eichmanna. Wykazał się stanowczością i determinacją, wielokrotnie, w sposób ostentacyjny zmuszając oskarżonego do udzielania zwięzłych odpowiedzi. Swoją drogą, Eichmann łgał notorycznie, zacierał i rozmydlał fakty, w najlepszym razie wypowiadał wątpliwe półprawdy.
Same dokumenty przedstawione i zeznania świadków to było dosyć, by skazać kilku SS-mannów. Suplement, w postaci agresji prokuratora nie był koniecznie potrzebny. Taśmy Sassena były mocno obciążające i zaważyły decydująco na szali. Prokurator generalny nie miał zbyt dużej wiedzy na temat funcjonowania mechanizmów III Rzeszy.
Hausner o swych przygotowaniach: Nie miałem sposobności, by się dobrze do sprawy (proces Eichmanna) przygotować.
Dokumenty były opacznie interpretowane. Eichmann twierdził uparcie, że z prawnego punktu widzenia, był niewinny. Wyjaśniał dziwacznie i w sposób bardzo skomplikowany swe słowa, wypowiedziane w czasie wojny, co wzbudzało podejrzliwość. Twierdził, że likwidacja Żydów, autoryzowana przez Hitlera znaczyła ich emigrację. Dodał, że uciekł do Ameryki Południowej, bo nie zawierzał systemowi sprawiedliwości. Zaprzeczył, wbrew faktom i zeznaniom m.in. Dietera Wisliceny, jakoby był antysemitą. Negował bez mrugnięcia okiem, autentyczność dokumentów przez siebie podpisanych. Dodał, że podczas pracy w SD, Żydzi byli jego przeciwnikami, ale nie myślał o ich fizycznej zagładzie, co w tym przypadku było zgodne z prawdą, ale w obliczu innych oczywistych faktów (którym zaprzeczył), zabrzmiało niewiarygodnie. Kolejne, oryginalne dokumenty z jego podpisem, pokazały jego niechęć na zezwolenie lub ponowne uruchomienie emigracji Żydów do Palestyny. Prosta i wielokrotnie powielana odpowiedź to: Reichsführer-SS wydawał takie decyzje. A poza tym, te dokumenty były fałszywe – objaśnił. Hausner próbował zdemaskować go jako krypto-syjonistę. Tu padły zaprzeczenia na temat wyrzucania Żydów poza granice Rzeszy. Ta praca nie dawała mu radości i satysfakcji i nie trzymał Żydów w garści, jak pisał w swoich listach. W Wiedniu, praktycznie nie miał żadnej władzy. Prokurator popełniał gafy. „Operacja Nisko” została, całkiem niesłusznie, uznana przez niego projektem ludobójczym. Eichmann cały czas grał rolę przyjaciela Żydów – syjonisty. Projekt Madagaskar wg niego, był realizacją idei jego przywódcy duchowego: Theodora Herzla, de facto Żyda. Stek łgarstw płynął nieprzerwanie z jego ust. Czuł się bardzo rozgoryczony, kiedy na wpół ludobójczy plan wysłania Żydów do kolonii francuskiej, zakończył się fiaskiem. Jego marzenia się nie spełniły. W międzyczasie, nieprzygotowany Hausner, skompromitował się uważając, że część dokumentów podpisana przez oskarżonego, była przejawem wyłącznie jego woli, a nie pośrednio jego przełożonych, zwłaszcza Müllera. Eichmann zagubił się w zeznaniach, kłamiąc regularnie, jakoby Ostateczne Rozwiązanie było niczym innym, jak tylko planem masowej emigracji, a nie transportem ofiar do obozów zagłady. Wiedział, że deportacje na wschód były jednoznaczne z wyrokiem śmierci i celowo ominął i mocno zniekształcił ten motyw. Prokurator i oskarżony ginęli w mirażach nieporozumień, wierutnych kłamstw i pochopnych oskarżeń. Taśmy Sassena wyraźnie i bez cienia wątpliwości, wskazywały Eichmanna, jako prekursora i organizatora Endlösung'u który, paradoksalnie, w początkowej fazie nie był jednoznaczny z fizyczną zagładą, ale Eichmann wyparł się i tego. Bizantyjsko komplikował swe zeznania i zacierał wszystkie fakty, które mógł, choć część z nich nie obarczała go winą. Uparcie twierdził, że pracował dla kolei, chociaż zeznania Sixa i Wisliceny plasowały go wśród najbardziej wtajemniczonych, wiele mogących, zauszników Himmlera. Częste, kontrolne wizyty w Auschwitz były mocnym dowodem. Jeśliby nie widział rezultatów swojej pracy, jak mógł ją dalej prowadzić i kontrolować? Eichmann przekonywał, że nie wiedział o tym, że Żydzi przez niego transportowani, jechali po pewną śmierć (rozstrzelanie) do krajów bałtyckich. Więc dlaczego twierdził, że ocalił 20 tys. Żydów niemieckich, poprzez wysłanie ich do łódzkiego getta, a nie na wschód? Snuł fantastyczne wizje o silnie scentralizowanej organizacji III Rzeszy, opierającej się na rozkazach i braku swobody na wszystkich szczeblach. Tymczasem fakty i dokumenty wciąż prezentowane, potwierdzały jego opinię, jako fanatyka. Także nic nie wiedział o dostawach Cyklonu B do obozów. Na pytanie co było dla niego ważniejsze: przysięga wojskowa i współudział w morderstwach czy zasady moralne, padła prosta i rozwiązująca skomplikowany węzeł odpowiedź: nie byłem zaangażowany w morderstwa. Czy inni zamieszani w ludobójstwo byli winni? Odp.: to były osoby nieszczęśliwe. Czy zabiłby swojego ojca, gdyby otrzymał taki rozkaz? Odp.: gdyby zdradził – tak. Skoro Żydzi byli zdrajcami, czy powinni ulec zagładzie? Miałem swoje zadania i to nie ja wydawałem rozkazy, brzmiała uniwersalna odpowiedź. Taśmy Sassena jawnie kontrastowały z jego kłamstwami.
Eichmann, podczas podania krzyżowego, 13 lipca 1961: Żałowanie to nic dobrego, żałowanie czegoś nie ma sensu, dobre jest to dla małych dzieci...
Przemawiał przez niego bezlitosny SS-mann, bez ludzkich uczuć i miłosierdzia.
Starał się udowodnić, że nie odpowiadał za swych podwładnych, a tylko przekazywał im rozkazy od szefa Gestapo (...)