Trzeci tom antologii Creepshow od Image Comics to kolejna porcja krwistych, groteskowych opowieści, zrealizowanych zgodnie z duchem kultowego serialu i filmu z lat 80. Jak to jednak bywa w przypadku antologii — poziom jest nierówny, a między świetnymi konceptami potrafią znaleźć się historie, które bardziej zaskakują absurdem niż grozą.
Zaczyna się z wysokiego C. „Flesh Wounds” Mike’a Careya to brutalna przypowieść o nieśmiertelności jako przekleństwie — żołnierz, który nie może umrzeć, bardzo szybko żałuje swojej transakcji z diabłem. Pomysł niby ograny, ale wykonanie budzi niepokój i zgrzytanie zębów. Nieco gorzej wypada „Let 'Er Trip” Chipa Zdarsky’ego — opowieść o matce ratującej córkę z narkotycznego kultu. Efektowne rysunki Kagan McLeoda nie maskują jednak tego, że fabuła jest kompletnie oderwana od logiki, a horror ustępuje tu miejsca psychodelicznemu slapstickowi.
Na szczęście tom ratują perełki. „Scrimshaw” Jamesa Stokoe to sugestywna i misternie narysowana opowieść rybacka — melancholijna i pełna napięcia jak opowieść grozy z „Weird Tales”. Równie dobrze wypada „The Murder Variant”, meta-historyjka o fanatycznym kolekcjonerze komiksów, który dla unikatowego zeszytu zrobi absolutnie wszystko. Mamy tu błyskotliwy komentarz na temat obsesji i chciwości wśród geeków — jak z Black Mirror, tylko bardziej makabryczny.
Na drugim biegunie znajdziemy kilka rozczarowań, np. „Sacrifices” — groteskowo niedopowiedzianą historyjkę o przeklętym diamencie i biznesowych układach z kosmicznymi bytami. Błyskawiczne tempo i banalny finał sprawiają, że ta opowieść wypada jak koncept porzucony w połowie realizacji. Nieco lepiej wypadają krótsze formy jak „True-ish Crime”, gdzie mamy satyrę na kulturę true crime i amatorskich internetowych śledczych. Szydercze, ale też trochę powierzchowne.
W warstwie graficznej tom prezentuje się przyzwoicie — stylistyka poszczególnych rysowników jest bardzo różnorodna, od ekspresyjnych, niemal karykaturalnych plansz po oszczędne, minimalistyczne kadry Zoe Thorogood. Szczególnie warto wyróżnić właśnie Thorogood za świetne wykorzystanie pustki i powtarzalności w opowieści o niekończącej się egzystencji.
Creepshow Vol. 3 to nadal solidna antologia dla fanów grozy — pełna odniesień, easter-eggów i puszczania oka do fanów gatunku. Ale w odróżnieniu od poprzednich tomów, tym razem straszy mniej konsekwentnie. Dostajemy miks opowieści naprawdę udanych, przemyślanych formalnie i narracyjnie — jak również kilka nieco „niedogotowanych” konceptów, które zbyt szybko przechodzą do finału albo opierają się wyłącznie na groteskowym „efekcie wow”. Jeśli więc szukasz jakościowego horroru — znajdziesz tu kilka smakołyków, ale musisz się też przygotować na straszenie „na pół gwizdka”.
Przyjemność 3,1/5
Styl: 2,8/5
Historia: 3,3/5
Ocena: 3,07/5
goodreads - 3/5
thestorygraph -3/5
lubimyczytac - 6/10