Polska odpowiedź na „Pamiętnik księgarza” Shauna Bythella! Dla miłośników książek, księgarń i buszowania w antykwariatach Od kiedy powstał druk i narodziła się „Galaktyka Gutenberga”, towarzyszyli jej drukarze, potem księgarze zwani bibliofilami. Byli wtajemniczeni niczym strażnicy, dzierżąc klucze do sezamu rozmaitości, jakimi stały się z czasem antykwariaty. To w tych skarbcach wiedzy przechowywano inkunabuły, pieczęcie, starodruki, rzadkie grafiki oraz książki współczesne. Po tej galaktyce, uchylając rąbka swojej wiedzy tajemnej, oprowadza nas w swoim dzienniku pt. „Sekrety antykwariusza” wytrawny mistrz nauk bibliofilskich Stanisław Karolewski. Autor z dużą dozą humoru dzieli się z czytelnikami swoimi obserwacjami, przemyśleniami oraz co ciekawszymi sytuacjami, których doświadczył w swojej antykwariackiej karierze.
Istnieją jeszcze na tym świecie miejsca, w których czas staje się pojęciem względnym – upływające minuty i godziny mizernieją w zestawieniu z dziesiątkami czy nawet setkami lat zaklętymi na kartach książek, w obrazach oraz innych dziełach sztuki. Wrota do jednego z takich miejsc otwiera przed nami Stanisław Karolewski, właściciel wrocławskiego antykwariatu Szarlatan. W swoim dzienniku z pieczołowitością dokumentuje kolejne dni z życia antykwariusza, ukazując różne oblicza tej tylko z pozoru spokojnej profesji. Bo przecież ciężko mówić o spokoju, gdy do kasy ustawia się kolejka klientów, co drugi z nich pyta: „dlaczego tak drogo?”, a nie brakuje też chętnych do odsprzedaży księgozbiorów (własnych lub otrzymanych w spadku po zmarłym bibliofilu), które trzeba przejrzeć, wycenić i skatalogować. Ratunkiem stają się humor i ironia, które – w połączeniu z błyskotliwością autora – w perfekcyjny sposób odzwierciedlają sylwetki nietuzinkowych klientów oraz inne Szarlatańskie perypetie. Dużą wartość mają także celne spostrzeżenia i rady dotyczące rynku antykwarycznego, związane np. ze metodami doboru i wyceny książek. Nie bez znaczenia jest fakt, iż Karolewski spisywał swój dziennik w czasach widma kolejnych fali covidu, co wymusiło przetarcie nowych szlaków – jednym z nich był debiut Szarlatana na internetowych aukcjach. Cóż, pozostaje więc doceniać ziemskie raje, bo przecież „wszystko zostało już powiedziane, i tak zginiemy pod walącym się regałem z książkami albo na przerost kurzu w płucach, a nasze serca zeżrą mole” (s. 110).
Jako stały klient opisanego antykwariatu nie miałem żadnych oporów przed zakupem i nawet mam dedykację od autora :) A jak wyszło? Chwilami zabrakło redakcji, a niektóre wspomnienia można by pominąć. Po za tym historie antykwaryczne bardzo ciekawe. Perypetie z klientami raz zabawne, raz oburzające. Czasem żarty śmieszą, czasem nie, ale czyta się lekko i przyjemnie.