Drzwi do mojego życia są zamknięte. Nie tylko dla innych, ale także dla mnie samej.
Jestem Corinne Adams i nie wiedziałam, jak bardzo potrzebuję pomocy, dopóki ktoś nie wyciągnął do mnie ręki... To właśnie wtedy obudziły się wszystkie potwory, które czekały w uśpieniu na odpowiedni moment.
Jak wygląda superbohater w świecie realnym? Jest wysoki, wysportowany, lubi pływać w lodowatym jeziorze i pilotuje śmigłowiec ratunkowy. Bez wahania niesie pomoc, kocha adrenalinę i uwielbienie, jakim darzą go mieszkańcy alpejskiej wioski.
Jestem Hans Fischer i nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. A przynajmniej do momentu pojawienia się tej dziewczyny. Jest niegrzeczna, sarkastyczna, zamknięta w sobie, tak potwornie irytująca i... pełna tajemnic.
Sądziłem, że wiem wszystko o ratowaniu, ale to właśnie przy niej rozpoczął się mój egzamin na bycie prawdziwym bohaterem.
„Heart on fire” to drugi tom serii „Miłość w Alpach”, której autorką jest Iwona Jaworska. Książka, podobnie jak jej poprzedniczka, trafiła do mnie w ramach BookToura organizowanego przez @jpryczek. Czy lektura drugiego tomu bardziej przypadła mi do gustu niż pierwsza? Już spieszę z wyjaśnieniem.
Tym razem poznajemy losy Hansa Fischera, znanego z poprzedniej części, pierwszego pilota śmigłowca ekipy ratunkowej ze Schwarzzimmer oraz Corinne Adams, nowej kelnerki w przybytku Gerdy, dziewczyny z trudną przeszłością, która nie pozwala jej oddychać pełną piersią. Czy przeprowadzka do małego miasteczka w Alpach wreszcie odmieni jej los?
Jedno jest pewne! Z tą dwójką z pewnością nie będziecie się nudzić! Dlatego czym prędzej odsyłam was do lektury.
„Heart on fire” to zdecydowanie mój ulubiony tom. Między Hansem a Corinne iskrzyło już od samego początku, a ich wszelkiego rodzaju uszczypliwości tylko podniecały ten żar i to do tego stopnia, że wręcz nie mogłam oderwać się od lektury.
Chociaż oboje mogliśmy już w malutkim stopniu poznać w poprzedniej części, dopiero w tej ich postacie rozkwitły i nabrały głębi. Moje serce w szczególności skradł Hans, który przedstawił się czytelnikom jako niezwykle ciepły, troskliwy, opiekuńczy, zaradny i przede wszystkim bardzo inteligentny przedstawiciel płci męskiej, który znajdzie wyjście z każdej, nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji.
Jednak myślę, że tym, co jest w tej historii najważniejsze, było ukazanie, że wszystko w życiu ma jakiś głębszy sens, a każda podjęta w nim decyzja, niesie za sobą coś pozytywnego. I chociaż w domyśle „Heart on fire” to romans, tak naprawdę jest to opowieść o tym, że po burzy zawsze wychodzi słońce, a nawet najgorsze momenty życia mogą być punktem wyjścia do czegoś pięknego, najważniejsze tylko by nie zatracać się w tym, co negatywne tylko szukać pomocy.
Losy Corrinne i Hansa to jedna z tych historii, która zostaje z czytelnikiem na dłużej i myślę, że w moim przypadku będzie dokładnie tak samo, ponieważ naprawdę polubiłam tę dwójkę, więc liczę na to, że będą oni mieli swoje pięć minut również w kolejnej odsłonie „Miłości w Alpach”.
Na prawdę fajna książka! Sięgnęłam po nią jakoś coś lekkiego, a dostałam fajną opowieść pełną humoru (który rzeczywiście mnie bawił), świetnych dialogów, świetnego ciętego języka bohaterki i kilka genialnych potyczek słownych. Generalnie jestem w szoku, że polska autorka napisała coś tak dobrego, a to na prawdę miła odmiana w dobie tego "niezwykłego" chłamu nazywanego książką, który sprawia wrażenie pisanego przez gimnazjalistkę czytadełka do szuflady, których masę otrzymujemy aktualnie. Książkę szybko się czytało, a jednocześnie całość została napisana ładnie, elegancko i wszytskie wątki łączą się w całość. Mamy tu ciekawych i barwnych bohaterow z dobrze ukształtowanymi charakterami. Bardzo doceniam, że autorka nie zrobiła z głównej bohaterki totalnej mimozy, biednej i potrzebującej ratunku samca alfa, tego typowego babsztyla tupiącego nogą, a gdy przyjdzie co do czego kulącego się w kącie. Dziękuję, że dostałam dziewczynę twardo stąpającą po ziemi, która potrafiła radzić sobie w sytuacji zagrożenia, zamiast tylko płakać, robić smutne minki i rumienić się. Podobało mi się, jak opisywane były emocje, przeżycia bohaterów, polubiłam też ich wzajemna chemię. To moje pierwsze spotkanie z tą autorką, ale nie na długo, ponieważ reszta opowieści jej autorstwa już do mnie jedzie! Po tym co dostałam mam ogromne oczekiwania! Aha, i ratownicy górscy>hokeiści. Poproszę więcej strażaków i facetów latających helikopterami, najlepiej gdzieś w alpach, dziękuję.
Całkiem przyjemnie się słuchało,ekipa alpacpulko fajne chłopaki,szkoda że babiarze. Hans istny super bohater,yeti z gór, człowiek który ginie w górach,rozwala helikopter, ląduje bez silników,każdy go szuka,a on wraca pieszo bo jest umówiony z laską na rozmowę, normalnie zasłużył na przydomek top gun jak nikt inny. Dialogi dość zabawne. Ich wyznania miłosne zbyt cukierkowe i wzniosłe ale może ja po prostu takich nie lubię.