Po czterech latach w zamknięciu otrzymałam klucz do życia. Tylko nikt mi nie powiedział, że ma on datę ważności. Dla niektórych zbyt krótką…
Jestem Rose, a oto moja historia.
Nie mam przyjaciół. Uczęszczanie do szkoły to moje marzenie. Posiadam więcej zmartwień niż niejeden dorosły, ale i tak są niczym w obliczu cierpienia bliskich mi osób.
W końcu moje życie wraca na właściwy tor i drzwi liceum stają przede mną otworem. Nowe miejsce, nowi ludzie – do tego właśnie dążyłam, lecz nie przewidziałam jednego… Już pierwszego dnia stanę się pośmiewiskiem.
Tyler to uzdolniony zawodnik szkolnej drużyny futbolowej, który każdego dnia zakładał maskę. Ale nie od razu to zauważyłam. Z pozoru popularny chłopak tak naprawdę walczył o przetrwanie. Gdy niechcący dokładam mu kłopotów, wyładowuje na mnie swój gniew. Mimo to coś zaczyna nas do siebie przyciągać, tylko…
Czasem ludziom pozostają jedynie chwile. Pośród bólu i rozpaczy są wszystkim.
„Pogodzona z losem” to opowieść pełna emocji, ważnych przemyśleń, niesłusznych ocen i właściwych wyborów. Czytając możemy się zastanawiać dlaczego bohaterowie podejmują takie a nie inne decyzje ale koniec końców są one bardzo dojrzałe jak na tak młodych dorosłych.
Autorka porusza ważny temat jakim jest dręczycielstwo i tu przybrało ono niezwykle okrutny wymiar. Nie mogłam uwierzyć jak zachowywały się te głupiutkie dziewczyny i do czego potrafią być zdolne w imie wyimaginowanej zazdrości! Tym bardziej uważam że takie zachowania zawsze powinno się zgłaszać bo mówienie o nich jest jedynym ze sposobów by skutecznie zwalczać problem, milczenie nic tu nie pomoże.
Książka nie jest lekka, nie jest wcale prosta w odbiorze ale ma piękny przekaz i trafi moim zdaniem do każdego. Można się złościć, dziwić i nie rozumieć dlaczego Rose cierpiała w milczeniu i nikomu nie chciała powiedzieć ale gdy zacznie wyjawiać swoje powody to całkowicie ją zrozumiałam. Każdy w końcu marzy czasem o odrobinie normalności a tutaj te życzenia były po prostubardzo przyziemne.
Z drugiej strony był z kolei Taylor, który pozornie wydawało się że miał wszystko a jak było naprawdę? Nie miał wiele ale miał cudownych ludzi wokół siebie, którzy znaczyli więcej niż wszystko inne. Podnieranie ubrań czy wspólne śniadania to coś co nabrało zupełnie innego wymiaru. I z jednej strony serce pękało i nie wiedziałam w zasadzie kto miał smutniejsze życie, a z drugiej radość się rozlewała w sercu z powodu tak pięknych gestów. To cudowna historia choć finał z góry można przewidzieć jednak nie odbiera to w żadnym stopniu emocji ani głębi tej historii. Czytajcie bo nie pożałujecie!
Na samym początku warto wspomnieć, że porusza ona ważne tematy i nie jest jedną z tych po które sięga się żeby się "odmóżdżyć".
Bardzo spodobała mi się wrażliwość głównego bohatera. Był bardzo wdzięczny za otrzymaną pomoc a jego łzy dosłownie topiły moje serce. Chociaż przy pierwszym spotkaniu mogło nam się wydawać, jakby był typowym złym chłopcem, po kilku rozdziałach zyskał moją sympatię.
Jeśli chodzi o główną bohaterkę ciężko mi się jest do niej odnieść bo cały jej postać skupiona jest na chorobie i tym jak sobie z nią radzi. Łatwo natomiast było wczuć się w jej ból, jej walkę. Czułam się jakbym razem z nią przeżywała to wszystko.
Na początku byłam trochę zła, że ta ich relacja trochę wzięła się z nikąd ale później zrozumiałam, że ta książka wcale nie jest o tym. Pokazała mi ona jak ważne jest wsparcie bliskich nam osób w trudnych chwilach i co możemy dzięki nim zyskać. Tyler skradł moje serce i przez jego cierpienie na końcu dosłownie czułam jak łamie się moje serce. Bardzo dawno żadna powieść nie wzbudziła we mnie tyle emocji.
Jeśli lubicie wyciskacze łez, a także książki które zmuszają do głębszych przemyśleń - sięgnijcie po ten tytuł.
Ta książka przeorała mnie,złamała i sprawiła,że wylałam na niej ogrom łez. Tak piękna chociaż trudna i do granic wytrzymałości bolesna historia. Minęły dwa dni od jej przeczytania a emocje wciąż we mnie buzują i oczy zachodzą łzami i wiem,że nie jestem w stanie przelać tego co czuję.
Ta książka w brutalny sposób otwiera oczy na tu i teraz. By doceniać każdą chwilę bo nie wiemy ile dane jest mieć nam tych chwil. Szara codzienność,która czasami nas przytłacza dla kogoś może być marzeniem. Czytajac miałam w głowie masę pytań,które pozostają bez odpowiedzi...
Czy można przygotować się na odejście bliskiej osoby?...nie można, nie da się....
Autorka wplotła w historię jeszcze jeden trudny temat-dreczycielstwa w szkole. Temat bardzo istotny,a zamiatany pod dywan ..skala jego jest ogromna i przerażająca.
Przykro mi oceniać tak nisko ten tytuł. Poruszane tematy naprawdę są trudne i ciężkie. Niestety styl w jakim została książka napisana kompletnie nie przypadł mi do gustu, czułam, że momentami zmuszam się do czytania. :(
Kiedy książka pojawiła się w zapowiedziach wiedziałam, że ją muszę przeczytać. Po pierwsze to książka osoby, która znam od strony recenzenckiej po drugie debiut literacki a ja debiuty uwielbiam. Kolejny zachęta był opis i okładka. Jednak opis nie przygotował mnie na taką treść. Treść która.....
Rose wraz z matką, młodszym bratem i ojczymem przeprowadza się do Seattle. Tu zaczyna kolejny rozdział swojego życia. Po czterech latach spędzonych w zamknięciu dostaje szansę, by spędzić swój czas jak normalna nastolatka. Nowe liceum miało być dla niej nowym etapem. Już pierwszego dnia wpada w kłopoty. Jednak Rose ukrywa przed wszystkimi nie tylko problemy ale i tajemnicę. Kiedy ona ujrzy światło dzienne, nic nie będzie już takie samo.
Tyler to jeden z zawodników szkolnej drużyny. Nie ma lekko a jego życie to jedna wielka porażka. Tylko jego przyjaciel Aron wie o nim wszystko. Kiedy pewno zdarzenie stawi na jego drodze Rose ta staje się ofiarą jego frustracji. Jednak wszystko się zmieia gdy poznaje ja od innej strony. Tylko życie bywa przewrotne i postawi mu na drodze nie tylkoRose ale i wyzwanie.
Historia Rose i Tylera to nie cukierkowa historia miłości między nastolatkami. To nawet nie jest słodko-gorzka historia, jakich wiele. Opis jest zwodniczy i nie przygotował mnie na taką emocjonalną pułapkę. Czytałam wiele historia, które wycisnęły łzy z moich oczy. Kilka z nich miały momenty, gdzie musiałam odkładać je na chwilkę, bo emocje były za silne. Ale po raz pierwszy spotkałam na swojej drodze książkę z taką gamą sinych emocji, że 300 str czytałam 3 dni. Nie dlatego że książka była zła, nudna mało wciągająca a wręcz przeciwnie. Od samego początku wciągała, sprawiała, że musiałam czytać dalej ale nastąpił taki moment, że się nie dało. To nie jest książka dla osób, które szukają lekkiej historii. Historia Rose jest bolesna, pełna emocji, walki, marzeń ale także troski o innych.
Postacie są świetnie wykreowane, tak mocno i realnie opisane aż do bólu. Książka ma mocne przesłanie, w zasadzie kilka jakby się dobrze przypatrzeć. Pełna refleksji, emocji i to, co kocham najbardziej trafia czytelnika prosto w serce. Az trudno uwierzyć, że to debiut literacki. Oprócz głównej bohaterki nam szereg różnych postaci mniej lub bardziej tworzących całość. Tyler to młody człowiek, który swoje przeszedł. Kiedy w jego życiu pojawiło się słońce okazało się , że szybko zniknie. Tych emocji, jakie doświadczał nie da się opisać. On i Rose to postacie, które czujemy. Ich emocje doskonale poruszają nasze czułe struny. Przez ta historie płyniemi ale nie jest to łatwe przeżycie.
Zakończenie to jedna wielka emocjonalna karuzela. Nie dałam rady czytać bez przerwy. Końcówka rozłożyła mnie na łopatki i nie tylko rozłozyła ale nie pozwoliła wstać z emocjonalnego upadku. "Pogodzona z losem" to piękna historia, która zostawi was w rozsypce. Jeśli chcecie ją przeczytać to musicie się nastawić, że bez chusteczek i melisy się nie obędzie. Musicie być też świadomi, że są tu sceny, które są mocne, a te radosne momenty są w mniejszości. Jednocześnie musicie być świadomi, że happy endu nie będzie.... Ta książka to póki co najlepsza książka tego roku i będzie trudno ją przebić... To jedna z tych, o której trudno napisać, ją po prostu musicie przeczytać.
Trudno się pisze recenzje książek takich jak ta. Trudno chociaż na chwilę wyzbyć się emocji, jakie za sobą niosą. I chyba dlatego tak dobrze się je zapamiętuje.
[współpraca reklamowa z @wydawnictwo_imaginebooks]
Ładunek emocjonalny tej książki jest ogromny. Niemal od początku czuć w historii Rose drugie, mroczne dno, a gdy w pewnym momencie nadchodzi jego potwierdzenie, wszelka nadzieja znika. Patrzenie na to z dwóch perspektyw było dotkliwym przeżyciem.
Rose nie jest tu jedyną, którą dotyka coś trudnego, choć to jej historia stanowi najważniejszą część, mającą największy wpływ na pozostałe postaci. Ona i Tyler stwarzają pozory tego, że wszystko jest dobrze – w rzeczywistości nic takie nie jest. Ona godzi się z własnym losem, ale chce wycisnąć z życia jak najwięcej. Wydaje się, że niczego się nie boi. On zdaje się być szanowanym w grupie, zawziętym i może nawet groźnym zawodnikiem futbolu. Ale maski wiele skrywają, prawda?
Tyler stanowi dla Rose wielkie wsparcie i choć sam cierpi, wie, że jej nie opuści. W końcu szybko stała się dla niego słońcem, gwiazdą gorejącą w centrum jego wszechświata. Troska, którą jej okazywał, i to wszystko, co dla niej robił – mimo bólu, jaki to w nim wywoływało – samo wyduszało ze mnie łzy. Nawet nie wiedziałam kiedy się pojawiały; nie zauważałam ich, dopóki nie spływały mi ciurkiem po policzkach.
Ta książka w trzystu stronach zamyka wielką niesprawiedliwość losu. Nawet epilog nie daje czytelnikowi zbyt wiele oddechu. Symbolika grafik, zarówno na okładce, jak i wewnątrz książki, jeszcze bardziej mnie dobija. To niesamowite, jak wiele taka mała rzecz może znaczyć.
Dodam tu jeszcze, że postać tajemniczego Yeti była dla mnie bardzo ciekawa. Wątek z nim związany, mimo że niewielki, sprawił, że chętnie poznałabym bliżej jego własną historię.
Co do innych kwestii: z początku czułam mały zgrzyt, jeśli chodzi o emocjonalność ukazywaną przez głównych bohaterów. Rose we własnej perspektywie wydawała się być bardzo skryta. Stroniła od wszystkich, i fakt, później zdała sobie z tego sprawę, ale w pierwszych chwilach ten obraz nie zgrał mi się z tym, jak postrzegał ją Tyler. Z jej podejścia wynikało raczej, że wolałaby jak najszybciej uciec i się ukryć; jak dla mnie nie tryskała radością, którą chłopak w niej widział.
Historie takie jak ta odciskają trwały ślad na sercu. To jedna z tych, które pamięta się nawet po latach. Bólu nie da się tak łatwo zapomnieć, a “Pogodzona z losem” jest nim przesiąknięta. Nie było chyba rozdziału, do którego autorka nie przemyciłaby w opisach świadomości nieuniknionego końca. Trudno to obserwować, a jednocześnie trudno się oderwać od lektury. Bo może coś się zmieni? Może będzie jeszcze szansa? Może wspomnienia nie będą jedynym, co pozostanie?
Boli.
To piękna historia, dołująca, a równocześnie bardzo prawdziwa. Czyta się ją szybko, ale daje dużo do myślenia. Pełno w niej poruszających cytatów. Polecam ją osobom o mocnych nerwach i tym, którzy nie boją się czytać o niesprawiedliwości życia.
Ta książka była dziwna. Określenie flądry na wredne dziewczyny było tak odklejone, że miałam ochotę przewrócić oczami za każdym razem.
Chyba przeczytałam już wystarczającą liczbę tego typu wattpadowych książek żebym mogła ją ocenić wysoko. Chociaż zakończenie wzruszyło mnie z tego względu że miało takie prawdziwe przesłanie i autentyczność. . . . . . ⭐️⭐️⭐️ (2,5/5)
Byłam mega zaintrygowana tym tytułem, z tego co słyszałam jest to historia, o której można powiedzieć jedno słowo - ból. Jak możecie zauważyć uwielbiam smutne książki, pojawiające się łzy podczas czytania są dla mnie czymś dobrym. I skoro miało być przygnębiająco to dokładnie takich emocji oczekiwałam. I teraz pytanie, czy ja jestem nieczuła? Chyba nie o to chodzi, bo na wielu pozycjach wylałam morze łez. Po prostu historia Rose kompletnie do mnie nie trafiła, z powodu chaotyczności akcji i średnio realistycznych zachowań.
Główni bohaterowie poznają się w niemiłej sytuacji i Tyler przez to postanawia „nie dać żyć” Rose w tej szkole. Pomyślałam, okej, wątek nękania, oprawca i ofiara, później jakoś zmieni się to w romans, ciekawe! Nic bardziej mylnego bo chłopakowi szybko przechodzi ta myśl o uprzykrzaniu Rose życia i w sumie znikąd, po praktycznie zerowej interakcji z dziewczyną, stwierdza że go pociąga i chce być bliżej niej. Czy muszę mówić, że nie czułam żadnej chemii i prawdziwych uczuć między tą dwójką? :( Wszystko działo się za szybko, ta relacja była nijaka, skąd pojawiła się miłość? Bohaterowie sami w sobie byli okej, trochę zbyt impulsywni, czasami dziecinni, ale koniec końców nie byli tacy źli - nie zmienia to faktu, że kompletnie się do nich nie przywiązałam. Jednak jest wątek, który chwycił mnie za serce, przyjaźń/relacja siostry z bratem. Ich wspólne chwile zostały ślicznie napisane i miło mi się je śledziło, a pożegnanie się ze sobą rodzeństwa jako jedyne na moment zasmuciło.
Zaznaczę, że w tej książce pojawia się również przemoc domowa [ogólnie zapoznajcie się z ostrzeżeniem!] i ten wątek szczerze mnie zainteresował, szkoda tylko, że było go tak mało bo naprawdę mógłby być bardzo dobry.
Styl pisania Marty jest przyjemny, nie mam się do czego przyczepić, nie sprawił mi on żadnych trudności. Niestety nie dostałam tego czego chciałam, ale zachęcam do wyrobienia sobie własnego zdania, może akurat komuś z was się spodoba?
,,Nie warto marnować chwil na coś, czego nie da się zmienić. Idź dalej, nie patrz na przeszłość. Żyj, jakby jutra miało nie być”
,,Pogodzona z losem” to książka, która zostaje ze mną na zawsze. To przejmująca historia, w której Autorka pokazała siłę miłości. Jest to poruszająca i wzruszająca historia, którą musicie przeczytać? A dlaczego? Czytajcie dalej!
,,Pogodzona z losem” to nie jest łatwa historia, ale pozwoliła mi poczuć głębiej. Nie tylko losy głównych bohaterów, ale też hart ludzkiego ducha, siłę i oddanie. To pozycja dla kogoś pragnącego zanurzyć się na chwilę w innym świecie, ale mającego świadomość, że nie jest to cukierkowa historia, ale opowieść o prawdziwym życiu. Życiu dwójki młodych, zagubionych ludzi, czyli Rose i Tylera.
Ona mieszka z bratem, mamą i ojcem alkoholikiem. Wraca do szkoły po dłuższej nieobecności, pragnie zacząć żyć na nowo i cieszyć się z każdej chwili.
On mieszka w biednej dzielnicy z ojcem, który po śmierci matki stoczył się na dno. Pomaga mu starszy brat, który wyprowadził się z domu 5 lat temu.
Pewnie wydarzenie w szkole spowoduje, że ta dwójka młodych ludzi pozna się w mało przyjaźnych okolicznościach. Ich relacja zostanie wystawiona na wielką próbę. Co z tego wyniknie? Musicie przekonać się sami ✋
O rany! Jaka ta książka jest dobra! Mam ochotę przytulić głównych bohaterów! Brak mi słów, które by mogły opisać jaka to jest wspaniała książka! Choć porusza bardzo trudne tematy ma w sobie przyjemną lekkość. Nie mogłam się wprost od niej oderwać, wielokrotnie mnie wzruszyła. No dobrze, były rozdziały, które przepłakałam w całości. Myślę, że jeszcze wielokrotnie do niej wrócę.
Bolączki dnia codziennego, radości i marzenia, jakie odczuwają Rose i Tyler nie są niczym odmiennym od tego, co czuję ja lub ty. Choć ja mam więcej szczęścia w życiu niż para tytułowych bohaterów, to i tak czytając tę powieść, przeżywałam fabułę wyjątkowo mocno. ,,Pogodzona z losem” pozostawiła mnie w poczuciu tego, że człowiek to istota niezwykła silna i mimo wielu przeciwności losu nie poddaje się. Książka daje do myślenia, wzrusza, smuci i zadziwia. Krok po kroku, wydarzenie po wydarzeniu, razem z bohaterami odkrywamy prawdę.
Trudną. Bolesną. Rozrywającą. Przerażającą.
Chociaż temat książki jest niezwykle poruszający, to książka przepełniona jest ciepłem, serdecznością, wzruszeniem. Doszłam do wniosku po przeczytaniu tej książki, że ważne jest w życiu trafić na ludzi, którzy cię zaakceptują, będą przy tobie. Tak po prostu, ze wszystkimi wadami i zaletami. Staną za Tobą murem, ramię w ramię z problemami!
,,Pamiętaj, że nie jest ważne to, ile razy upadniesz, ile razy będziesz chciał się poddać, ważne jest to, by po każdym upadku powstawać”
,,Pogodzona z losem” to niepozorna książka, która z całą pewnością znajdzie się na szczycie listy książek, które w roku 2024 poruszyły mnie najbardziej. Niewątpliwie siłą tej powieści jest jej styl. W pozornie pogodny i lekki sposób opowiedzieć o rzeczach w istocie strasznych, nie trywializując i nie popadając w patos czy przesadę, naprawdę trzeba umieć. Marta, chylę czoła. Gratuluję!
,,Właśnie czułem, że płynę przez ocean gwiazd, ale nie sam, a z Rose, która stała się moim wszechświatem, choć nie wiedziałam, jakim cudem do tego doszło”
Świetna, naprawdę świetna książka o miłości i o tym wszystkim, co składa się na człowieczeństwo. Są to małe rzeczy, codzienne gesty, które niewiele kosztują, a tak wiele znaczą. Ale chyba najbardziej jest to książka o samotności i tym, co z nami robi.
Bardzo, bardzo polecam 🖤 Czytajcie i zatracajcie się w tej historii! Obowiązkowo przygotujcie sobie chusteczki!
"Przyjaciele… każda nastolatka w moim wieku ich posiadała. Ja natomiast miałam jedną, lecz wierną przyjaciółkę – samotność".
▪️Tytuł: Pogodzona z losem ▪️Autor: Marta Wiczuk ▪️Wydawnictwo: Imagine Books ▪️Premiera: 24.06.2024 r.
Tysiąc myśli na minutę przechodzą nam przez głowy, gdy chcemy opisać dla Was emocje jakie wzbudziła powyższa książka... "Pogodzona z losem" oddaje szkolny klimat, z nastolatkami i problemami z jakimi na pewno nie powinny zmagać się osoby w ich wieku. Pieniądze to coś o co powinni martwić się ich rodzice czy opiekunowie. Bezpieczeństwo, szczęście i miłość powinny być z nimi na każdym kroku natomiast życie postanowiło ich nie oszczędzać... Historia wciąga od samego początku delikatnością i nieubłaganą fabułą ❤️
Książka jest dobrym przykładem, aby nie oceniać ludzi po okładce. Rose i Tyler ocenili się wzajemnie już na podstawie pierwszego spojrzenia i mowy ciała. Błędne szufladkowanie spowodowało, że oboje wybudowali między sobą mur, nieświadomie krzywdząc siebie nawzajem. W rzeczywistości łączy ich dużo więcej, niż im się wydaje.
"Byłem chłopcem marzącym o boisku pełnym reflektorów i kamerach skierowanych tylko na niego. A teraz siedziałem sam w szatni i zdawałem sobie sprawę, że tamte chłopięce marzenia się spełniły, tylko nie miałem z kim dzielić szczęścia".
Rose po paru latach hospitalizacji związanej z chorobą idzie do szkoły. Pragnie rozpocząć nowe życie jak każda inna nastolatka. Pech chciał, że na dzień dobry podpada jakiemuś mięśniakowi, sprowadzając na siebie kłopoty. Ale to nic w porównaniu z tym, z czym przyjdzie jej jeszcze walczyć. Odwaga to za mało by chcieć opisać Rose. Siła, inteligencja i dobroć. Cudowna młoda kobieta zamknięta w kruchym ciele o wielkim sercu. Nie pragnęła zmieniać świata, ale sprawiała, że stawał się lepszy mimo jej woli. Była jak promyk słońca, ale nie tylko dla nas. W szczególności dla Tylera, chociaż zanim to do chłopaka dotarło... 🙈😂 Ale ważne, że dotarło, tego się trzymajmy! Jaki on był? Zdradzimy tylko, że na początku był z niego prawdziwy "Bad Boy", a jaki stał się później, pozostanie naszą słodką tajemnicą. Na pewno nie miał łatwego życia, z pewnością nie należy do rozpieszczonych nastolatków. A jego charakter na pewno was zaskoczy 🙂
"Gdyby wiedzieli, że zbyt często myślałam o tym, że to może być właśnie ta ostatnia chwila… Typowy nastolatek nie docenia poszczególnych momentów, pędzi naprzód, nie myśląc o przyszłości. Ale ja nie byłam typową nastolatką".
Chciałybyśmy napisać, że to piękna historia, ale coś boli nas w środku, gdy tak o niej myślimy. Główna bohaterka musiała znieść wiele cierpienia, aby zmienić ludzi, którzy stali na jej drodze. My w trakcie czytania uroniłyśmy wiele łez, nie chcąc, aby książka się kończyła. Tylko tym razem te słowa, mimo, że wiele razy powtarzałyśmy już o nie jednej książce, tym razem mają zupełnie inne, głębsze znaczenie. Dodatkowo "Muffinka" będzie dla nas od teraz słowem o nowym znaczeniu. Czymś co będzie już zawsze kojarzyć się z "Pogodzoną z losem", przez co z pewnością nigdy o niej nie zapomnimy. Każdemu życzymy takich emocji w trakcie czytania. Polecamy dla czytelników lubiących motyw young adult a także cięższe tematy jak trudne dzieciństwo czy też problemy rodzinne oraz materialne 🥺
Debiut. To słowo jest odbierane bardzo różnie. Książkowy świat jest już na tyle rozbudowany, że dla początkujących Autorów, wejście na rynek bywa stresujące, a czytelnicy podchodzą do nich z dystansem. Cóż, do książki, o której dziś mowa nie da się z nim podejść.
Rose marzy o tym, żeby móc żyć jak każda nastolatka. Pragnie chodzić do szkoły, co zostało odebrane jej na cztery lata. Właśnie tyle spędziła z dala od rówieśników, od radości, błahych problemów dnia codziennego. Jednak walka o powrót do tego była najważniejsza. Teraz wraca prosto do liceum, w którym ma poznać nowych ludzi, poznać smak prawdziwego życia, zdobywać sukcesy, odnosić porażki, po prostu być. Cóż, początki mogą być trudne. Bardzo. Rówieśnicy potrafią być zawistni, brutalni. Jako nowa dziewczyna, Rose staje się pośmiewiskiem, a to, co wydarzy się dalej...o tym musicie się przekonać.
Ta książka porusza bardzo trudne tematy. Chorobę, utratę bliskich osób, stosowanie przemocy, problemy finansowe, a także trochę te związane z używkami. Pokazuje jak bezbronny staje się człowiek wielu sytuacjach. To wszystko zostało jednak oblane również szczęściem i troską. Przede wszystkim troską właśnie o drugą osobę, zarówno tę, którą kochamy miłością rodzinną i tę, którą decydujemy się pokochać.
"Pogodzona z losem" zdobyła zainteresowanie jeszcze na wattpadzie, gdzie dostępna była pod nieco innym tytułem i wtedy jeszcze pisana pod pseudonimem. Już tam miałam przyjemność czytać ją pierwszy raz. Już wtedy zaczęłam przeżywać ją całą sobą, a to sprawiło, że Autorka postanowiła mi zaufać i przyznać się do swojego występku.
Dzięki tej historii pałam do Marty dwoma skrajnymi uczuciami. Nienawidzę jej za to, co zrobiła z moim sercem i kocham za to, że sprawiła, iż ta książka zostanie w mojej głowie już na zawsze. Uwierzcie mi, że czytałam ją już kilka razy i z każdym kolejnym, płakałam coraz więcej.
Marta napisała w notce na końcu, że ma nadzieję, że łezka została uroniona. Jestem przekonana, że nie napiszę tego tylko za siebie, ale nie da się zliczyć, ile ich uleciało. Ta historia jest autentyczna, dotyka naszego ludzkiego życia w sposób naturalny, a to sprawia, że przezywamy ją dwa razy bardziej. Chociaż tak naprawdę nikt z nas nie chce zostać zmuszony do odczuwania tego w prawdziwym życiu.
Historia ta jest pięknym przykładem, aby cieszyć się z drobnych rzeczy. Kiedy nie pozostaje nam dosłownie nic innego, żyjmy na dwieście procent. Niezależnie od czasu, który płynie nieubłaganie, dajmy sobie szansę na szczęście, aby ludzie o nas pamiętali. Jeśli tylko mamy możliwość, sprawmy, żeby dobre momenty zdominowały ból i cierpienie. Korzystajmy z szansy na uszczęśliwienie siebie, a tym samym innych.
Pamiętajcie, że to jedna z tych książek, którą trzeba czytać całkowicie świadomie. Bądźcie pewni, że to jedna z najbardziej emocjonalnych historii, jakie dane będzie Wam czytać. Historia cudownej, a jednocześnie najtrudniejszej drogi i miłości dwójki młodych ludzi i ich otoczenia.
“Czasem ludziom pozostają jedynie chwile. Pośród bólu i rozpaczy są wszystkim.”
Rosie ma niespełna osiemnaście lat i bagaż nieprzyjemnych doświadczeń na plecach. Życie dziewczyny to nie bajka, a jedynym jej marzeniem jest, żyć jak normalna nastolatka, chodzić do szkoły, mieć przyjaciół i nie rzucać się nikomu w oczy. Przychodzi czas, że jej marzenia się spełniają. Po przeprowadzce do nowego miejsca dziewczyna zaczyna naukę w nowej szkole. Taylor to szkolna gwiazda drużyny futbolowej. Chłopak jest znany i lubiany. Jednak nikt nie wie, że codziennie przywdziewa maskę, a jego życie nie jest takie kolorowe, jak wszystkim się wydaje. Gdy przez przypadek wpada na nową w szkole dziewczynę, postanawia właśnie na niej wylądować swoją frustrację i zgotować jej piekło na ziemi.
“Nowe miejsce, nowi ludzie – do tego właśnie dążyłam, lecz nie przewidziałam jednego… Już pierwszego dnia stałam się pośmiewiskiem.”
Jestem Rose, a oto moja historia.
🥹 Ta historia mnie złamała🥹
Przeżyła, wypluła i zdeptała. Płakałam jak dziecko.
Gdyby nie to, że w domu nie by��am sama zanosiła bym się płaczem. Po przeczytaniu tej historii czuje się złamana, a zakończenie tylko mnie dobiło. Czytając tę książkę nie liczyłam na to co tam znalazłam. Kocham debiuty, uwielbiam poznawać nowych autorów, nowe historie, ale podchodze do nich z dystansem. Zaczynając tę książkę, liczyłam na romans z motywem szkolnego bad boya i szarej myszki, wiecie od nienawiści do miłości i takie tam. Ale się zdziwiłam i to bardzo pozytywnie. To, co zaserwowała tu autorka, to nawet nie jest rollercoaster emocjonalny, to jest dosłownie młot emocjonalny, który miażdży serca. Ciężko mi znaleźć słowa, które opiszą, jak dobra była to historia. Czytając ją miałam wrażenie jakby przeżyła ją razem z bohaterami. Była tak prawdziwa, tak bolała, że słów mi brak. Bohaterowie dwoje zranionych ludzi, bojących się zacząć od nowa, aby znowu nie zostać zdeptanym. Pokochałam również postacie poboczne, które odgrywają tu dużą rolę. Ta historia pokazuje jak ważna jest przyjaźń w ciężkich chwilach, jak bardzo potrzebujemy wsparcia innych osób, kiedy los z nas drwi. Powiem Wam, że brakuje mi słów, aby opisać to, co czułam czytając historię Taylora i Rosie ich miłość była piękna.
Na koniec dodam, że autorka ma cudowny styl pisania, jej pióro jest lekkie, przyjemne w odbiorze a każde napisane przez nią słowo zostaje głęboko w pamięci. Książkę czyta się szybko.
“Pogodzona z losem” to piękna historia o walce nie tylko o miłość. To historia o walce o każdy oddech, każdą minutę i każdy uśmiech. Słowo “Muffinka” od teraz dla mnie nabiera całkiem innego znaczenia.
Dla wielu z was pójście kolejny dzień do szkoły to koszmar. Dla mnie to było największe marzenie. Marzenie wstawać codziennie jak każdy inny nastolatek. Tego właśnie chciałam- żyć jak typową nastolatka ze szkołą i mieć błahe problemy. Niestety nie miałam takiego szczęścia, jednak po czterech latach mogłam poczuć tą chwilę normalności. Jednak nie sądziłam że pierwszego dnia szkoły stanę się pośmiewiskiem.
Tyler to zawodnik szkolnej drużyny futbolowej. Bardzo uzdolniony który codziennie zakładał maskę.
Jednak potrzebowałam czasu by to zauważyć a przede wszystkim poznać.
Jednak nie zawsze to co pragniemy idzie w parze z czasem.
Lubicie debiuty polskich autorek?
Ja uwielbiam dlatego z wielką nadzieją sięgnęłam po “Pogodzona z losem”.
Jednak nie liczyłam na to co dostałam..
Na samym początku poznajemy Rose oraz Tyleraz który nie pomaga jej w pierwszym dniu szkoły poniżając ją na oczach wszystkich. Zastanawiałam się co ta dziewczyna mu zrobiła. Przecież jej nie znał, jaką przykrość mogła mu sprawić by była tak potraktowana. Od razu nie polubiłam chłopaka. Rose natomiast przyjęła całą tą sytuację z pokorą.
Jednak z czasem poznawania historii obojga nastolatków byłam w stanie zrozumieć ich zachowania. Z czasem między nimi hate zmienił się w love i tu to przejście było tak wymuszone więc tutaj był pierwszy zgrzyt.
Nie spodziewałam się dostać tego co faktycznie dostałam tutaj. Nie nastawiałam się na nic. Nie chciałam się rozczarować na samym początku.
Im dalej w powieść tym nie mogłam pojąć jak ta książka mogła być wydana… Wydana tak późno.
To jest niesamowicie udany debiut. Nie sądziłam że uronie chociaż jedną łzę tymczasem końcówkę czytałam po kilka stron powstrzymując się przed łkaniem. Ta książka jest w stanie złamać serce 20 razy w ciągu jednego rozdziału. Nie wiem czy Marta jest w stanie wziąć na swoje sumienie tyle załamań czytelniczych podczas czytania jej książki.
Gdybyście chcieli w streszczenia dowiedzieć się co ta książka w sobie odpowiem: Ból.
Tak straszny ból, strach przed stratą, walkę, docenianie każdej chwili. Docenienie siebie i bliskich.
Nie sądziłam,że dołączę do grona złamanych serc Marty. Jednak tak się stało.
W swoim życiu czytałam 2/3 dobre debiuty.
To były debiuty dla których mogłabym oddać hołd. Te pozycje były mistrzostwem napisanym na kartkach. Witaj “Pogodzona z losem” w tym gronie.
Chcecie mieć złamane serce i policzki mokre od łez? Sięgnijcie po tą książkę…
Recenzja to nie będzie bo nie umiem ich pisać. Będzie raczej chaotyczny opis uczuć które towaszyły mi podczas czytania. Wiem, powinnam zacząć od krótkiego streszczenia fabuły, ale opis wydawniczy z tyłu okładki zawiera wszystko co powinien, więc zapraszam do zapoznania się. Znając gust czytelniczy Marty, niby wiedziałam czego się spodziewać, ale ile ja łez wylałam to jest jakieś szaleństwo. Zacznę od początku, poznajemy dziewczynę i chlopaka Rose i Tylera na początku swojej drogi z mnóstwem możliwości... cóż nie do końca. Rzadko to co widzimy na pierwszy rzut oka jest prawdziwe, nie ma co się oszukiwać wszyscy nosimy maski, inną dla rodziny, inną dla znajomych i czasem jeszcze inną dla samych siebie. Do momentu kiedy spotkamy osobę przy której nie chcemy nic udawać, i tak jest z naszymi bohatermi, wydawało by się że wszystko teraz pójdzie dobrze bo mają siebie i szanse na nowy start i szczęście, niestety to wspólne szczęście może potrwać tylko chwilkę, ale ta chwila jest warta przeżycia jej. Dalej mamy całą masę emocjonalnych opisów końca drogi bohaterki I z każdym zdaniem nasze serce jest rozrywane na strzępy, jest to zrobione bardzo dobrze. Autorka perfekcyjnie ukazuje nam, że spotkanie odpowiedniedniej osoby na swojej drodze potrafi zmienić życie i wskazać odpowiedni kierunek który w ostateczności da nam szczęście, nawet jeśli ta osoba jest tylko przez chwilę. Moi drodzy bardzo polecam przeczytać tą książkę, tylko ostrzegam, że bez wielkiego pudła chusteczek się nie obędzie. Marta ŚWIETNA ROBOTA! I ty się bierz za kolejną książkę bo ja chce się dowiedzieć co się przydarzyło chłopakowi w kapturze i poznać dalsze losy Alison.
[współpraca reklamowa] Styl pisania autorki był w porządku, nie mam do niego większego problemu, dobrze i szybko czytało mi się tę książkę, lecz uważam, że w niektórych sytuacjach jeden z głównych bohaterów zbyt często nadużywał przekleństw. To taki jedyny mankament jeśli chodzi o język. Książka jest krótka, ma niecałe 300 stron, więc na spokojnie możecie pochłonąć ją w jeden dzień. Poza tym ja w ogóle nie odczułam, że jest to debiut, a to bardzo na + Fabuła już od samego początku strasznie mnie zaciekawiła, ale też przerażała, bo ciągle z tyłu głowy rozmyślałam o tym, jak książka może się skoczyć... Było to coś innego niż czytam zwykle. Autorka poruszyła naprawdę ciężki temat jakim jest śmiertelna choroba. Młoda dziewczyna - miała całe życie przed sobą, a została postawiona w tak niesprawiedliwej sytuacji. Jakoś w połowie książki zaczęłam jej naprawdę bardzo współczuć, a końcówkę czytałam ze łzami w oczach. Mimo że wiedziałam jak to się skończy, to autorka opisała wszystko tak, że bardzo to na mnie wpłynęło i mnie wzruszyło. Jedyna rzecz, która mi tutaj nie podpasowała to… Tyler. Chłopak już od początku zaczął mnie irytować swoim zachowaniem i dość dziwnie zbliżał się do Rose(głównej bohaterki) Ich relacja była dla mnie dość chaotyczna. Zbliżyli się do siebie zbyt szybko, przez co nie przywiązałam się do nich. Za to Tyler bardzo zżył się z bohaterką i było mu naprawdę ciężko pogodzić się z jej losem. Ogólnie autorka wprowadziła nam smutny klimat do książki, który naprawdę mi się podobał. Rzeczywiście czytając tę książkę odczuwamy gorycz i gulę w gardle…Jeśli szukacie książki, która sprawi, że wylejecie na niej dużo łez to idealnie trafiliście. Ta książka spowoduje, że nie zapomniecie o niej jeszcze na długi czas. Jestem ciekawa czy pogodzicie się z jej zakończeniem tak, jak bohaterka pogodziła się ze swoim losem…
"𝒫ℴ𝑔ℴ𝒹𝓏ℴ𝓃𝒶 𝓏 𝓁ℴ𝓈ℯ𝓂" tytul da sie zrozumiec tylko po przeczytaniu tej książki. Historia Tylera i Rose wzruszyla mnie dosyc wiele razy. Ani ona ani on nie mieli łatwego zycia. Trudną przeszłość, problemy, choroba... Bardzo podobał mi się prowadzony tutaj wątek ℯ𝓃ℯ𝓂𝒾ℯ𝓈 𝓉ℴ 𝓁ℴ𝓋ℯ𝓇𝓈, został on bardzo dobrze wykreowany pod bohaterow. Książka odrazu podpadła w moje gusta czytelnicze i z chęcią przeczytałabym ją jeszcze raz bez wiadomości co sie tam wydarzy!! Końcówka połamała mnie na kawałki, ale nie tylko ona bo było dużo momentów na ktorych plakałam. Książke pochłonełam w jeden dzień i moge polecić ją każdemu, bo autorka zrobiła dobrą robotę. Dziekuje slicznie wydawnictwie za możliwość poznania tej historii.
Szczerze nie tego się spodixewlaam. Nie mogę nazwać tej książki dobra, ale świetnie mi się ją czytało, wciągnęła mnie bardzo i czytałam ją z zapartym tchem. Jednak nie zmienia to faktu, że mieliśmy tutaj parę żenujących momentów I sytuacji, które były nie do końca wyjaśnione(np. nie zrozumiałam w pełni tej z lekami i poznaniem się Rose z Taylerem). Fabuła była oryginalna i podobała mi się. Jednak nie mogę powiedzieć, że była cudowna. Czasmai chciało mi się śmiać z Taylera. Został wykreowany na twardziela, a praktycznie wszystkie jego wypowiedzi kończyły się wykrzyknikiem. Książka była potwornie smutna, plakalam praktycznie cały czas czytając ją, co jest na plus(bo wzbudziła we mnie masę emocji). Przekazuje ona wartości, które są ważne. Pokazuje że miłość to poświęcenia i troska, że ludzie zmagają się z okrutnymi rzeczami i tzreba być dla innych miłym i wyrozumiałym,bbo nigdy nie wiemy co druga osoba przechodzi.
Trochę słabo napisana, ich relacja strasznie szybko się rozwineła i była (przez pierwszą połowę) dość tandetna i randomowa. A potem... wypłakiwałam sobie oczy co 10 sekund 🥲