Nie sztuką jest zatrzymać upływ czasu. Sztuką jest wyluzować w każdym wieku.
Katarzyna Grochola, dorastające dzieci i nadopiekuńcze matki. Uzdrawiająca opowieść o dystansie, którego wszyscy potrzebujemy nabrać. Pora dać sobie odetchnąć!
W życiu matki nadchodzi taka chwila, gdy musi zmierzyć się z największym przeciwnikiem – utratą kontroli. U Wiki ta utrata przybrała postać Agaty – narzeczonej syna, Piotrusia. Przecież to matka jest najważniejsza, to ona najlepiej o wszystko zadba. Wyluzować? Nigdy w życiu!
Czy chodzi o wieczne ogarnianie nieogarniętego życia rodzinnego? Czy może pępowinę, która oplata wszystkich dookoła? Czy o – narzucane nierzadko przez samą siebie – konwenanse i ograniczenia?
Mistrzyni polskiej literatury obyczajowej mówi: czas dojrzeć, spuścić z łańcucha i się śmiać. Ile jest w Tobie z Wiki, ile z Grocholi, ile z matki Polki? Przestań gryźć się w język i usłysz: wyluzuj!
Urodziła się w lipcu 1957 roku w Krotoszynie. Obecnie mieszka pod Warszawą z córką, kotami i psem. Zanim zajęła się literaturą pracowała m. in. jako salowa, korektorka, aktorka, dyrektor składu celnego, a nawet jako konsultantka w biurze matrymonialnym. Pracowała też jako specjalista ds. szkoleń w fundacjach demokracji lokalnej oraz jako pomoc cukiernika. Jej sztuka „Kot mi schudł” otrzymały po cztery nagrody na konkursie dramaturgicznym Tespis 2000, a „Kot mi schudł” w 2001 zdobył Grand Prix pierwszego Krajowego Festiwalu Słuchowisk Polskiego Radia i Teatru Telewizji w Sopocie w kategorii spektakli radiowych. Jest laureatką wielu nagród, m.in. nagrody „AS” EMPiK-u w 2001 i 2002 roku oraz nagrody wydawniczej „IKAR” w 2001. W 2002 r. wspólnie z Andrzejem Wisniewskim wydała książkę "Związki i rozwiązki miłosne". Już bardziej prywatnie boi się wojującego feminizmu i jest przeciwna stawianiu przy garach faceta, który nie lubi i nie umie gotować. Wolałaby, żeby poszedł do szopy naprawiać rower.
Ukochana książka Grocholi to Mistrz i Małgorzata, a ideałem mężczyzny jest Mistrz.
Cała historia jest nieskomplikowana. Piotr, zwany przez mamę Piotrusiem lub Moje kochanie. Mój ciapuś. Mój królewicz malutki. planuje oświadczyć się ukochanej. Jak to możliwe? Przecież jego mama była dla niego wszystkim, a raczej on był wszystkim dla swojej mamy. A teraz? Inna kobieta? Obca kobieta? A on taki nieprzygotowany! Co dalej? Oto wstęp do tej prześmiewczej komedii rodzinnej, która niby fikcyjna - ma w sobie aż zbyt wiele prawdy.
Idealna lektura na poprawę nastroju dla "dzieciatej" czterdziestolatki. K. Grochola jak zwykle z humorem podsumowuje, co siedzi w głowie matki, której jedyne dziecko opuszcza rodzinne gniazdo. Dużo życiowych spostrzeżeń i trafnych uwag na tematy małżeńskie i rodzinne. Książka, po której ciepło się robi na sercu.
Ewenement, książka napisana przez kobietę dla kobiet bez żadnej pozytywnej postaci kobiecej. Główna bohaterka Wiktoria jako dusząca matka polka co gdyby mogła to synowi tyłek by podcierała do trzydziestki. W małżeństwie nie lepiej, mężowi wszystko pod nos podtyka bo wiadomo on taki artysta zabiegany. Jeszcze o zdradę będzie go podejrzewać (tak jakby ten chłop był zdolny gdziekolwiek się ruszyć bez niej) i oskarżać o to swoją przyjaciółkę "Joannę łatwą pannę", tudzież kobietę której w życiu na oczy nie widziała ale epitet ma dla niej gotowy (Ewa-cipewa). Reszta kobiet w fabule też nie ma za bardzo czym się pochwalić, a końcowa scena to już czysta kastracja. Książka powiewa szowinizmem, alkoholizmem i ciężką głupotą, a wyluzować się przy niej absolutnie nie da rady.
Wiktoria przeżywa szok, kiedy jej i Pawła jedyne dziecko, dwudziestosześcioletni syn zapowiada, że podczas najbliższego rodzinnego obiadu zamierza poprosić swoją dziewczynę, Agatę, o rękę. Wszak jeszcze całkiem niedawno mały berbeć Piotruś zapewniał, że to ona, Wiki, jest i pozostanie jedyną najukochańszą kobietą w jego życiu.
Zabawna, dobrze napisana komedia, z ciekawie przedstawionymi relacjami w trzypokoleniowej rodzinie i roli przyjaciółek w pacyfikowaniu nastrojów zestresowanej mamuśki.
Katarzyna Grochola czyta również wersję audio swojej książki. Mimo że jej dykcja nie dorównuje może standardom profesjonalnych aktorów - zdarza jej się, na przykład, połykać końcówki - ale przy lekkim wspomaganiu bezprzewodowych słuchawek udało mi się z przyjemnością słuchać audiobooka nawet podczas świątecznej krzątaniny.
Lekka obyczajowa historia z matką polką w roli głównej, jej synu wyfruwającym z gniazda i mężu, który nieustająco przypomina jej by wyluzować.
Naturalna i prosta opowieść, która mnie zauroczyła, wciągnęła i sprawiła bardzo pozytywne wrażenie.
O tych wiecznie niesparowanych skarpetkach, o trudzie zmywania makijażu, o tym, o chęci nadmiernej kontroli i o tym, że dzieci muszą nauczyć się na własnych błędach.
Jeśli szukasz książki, którą można pochłonąć w jeden dzień, która zapewni Ci dawkę rozrywki, humoru i skupia się na relacji rodzic-dorosłe dziecko oraz roli kobiet, matek, żon, przyjaciółek i ogarniaczek życia za wszelką cenę - „Wyluzuj, kobieto!” to właśnie taka pozycja!
Czekałam aż się skończy, na szczęście była krótka. Chciałam dać szansę uwielbianej przez moją mamę autorce. Zawsze się z niej ojciec śmiał, że słabe książki czyta. No to teraz rozumiem. To miała być lekka, śmieszna obyczajówka i z początku dobrze się ją czytało. Potem za dużo politycznych tematów, za dużo alkoholu, a główny wątek nielubianej synowej w połowie już strasznie męczył. Wszystko opisane na pseudo śmieszno, nawet tematy jak zdrada, pandemia, czy nadużywanie alkoholu. Może gdyby między nie wplecione były jakieś inne emocje… tak to się czułam jak gdybym ten sam żart czytała w kółko od godziny.
To było moje pierwsze czytelnicze spotkanie z Katarzyną Grocholą. Spotkałam się już z nią na żywo, gdy byłam recepcjonistką w jednych z hosteli w Krakowie i obiecałam sobie wtedy, że sięgnę kiedyś po jej powieść. „Wyluzuj, kobieto!” Jest dokładnie taka jak ona sama. Pełna pasji, życia, kolorów i ekscytacji. To słodko-gorzka opowieść o życiu, o tym co nas najbardziej przeraża, boli, o tym co skrywamy gdzieś głęboko i o tym co mamy odwagę pokazać światu. To powieść napisana z myślą o kobietach, dla kobiet i przez kobietę, jest tak bardzo kobieca jak tylko może być. W dużej mierze opowiada o rodzinie, najbardziej o macierzyństwie. Wszystko przemija, nasze pociechy dorastają, a my się starzejemy. Nie da się zatrzymać czasu. Powieść czyta się po prostu świetnie, jest pełna humoru, dowcipna, niezwykle przyjemna i lekka, chociaż niesie ze sobą także wiele wartościowych prawd. Cieszę się, że w końcu udało mi się sięgnąć po coś pióra tej autorki z pewnością nie będzie to nasze ostatnie czytelnicze spotkanie. I myślę że, wszystkie kobiety powinny ją przeczytać, zwłaszcza matki. Absolutnie uwielbiam także sposób w jaki autorka opisuje małżeństwo, zdarzyło mi się śmiać w głos. To niesamowicie uniwersalna i pełna emocji opowieść. Jak chillować wakacyjnie to tylko z taką książka!
Wiktoria jest już dojrzałą kobietą, a jej syn staje się Piotrem, nie małym Piotrusiem. Podejmuje własne decyzje i chce się ożenić. Problem polega na tym, że jego matka wciąż pragnie być najważniejsza i nie chce tak łatwo oddać syna. Kobieta musi jednak zrozumieć, że na wszystko w życiu jest pora.
Za mną nowość od spania Katarzyny Grocholi czyli „Wyluzuj,kobieto!”
Jest to pierwsza przeczytana powieść tej autorki, choć oglądałam „Nigdy w życiu” i czułam że obecna pozycja będzie obyczajówką z humorem ale i z jakąś refleksją. Nie pomyliłam się - wręcz bardzo pozytywnie zaskoczyłam ☺️
Wika jest kobietą jakich wiele. Jest matką jedynaka - Piotrka, oczka w głowie, który dzwoni jej przekazać jakie Ma plany a mianowicie…że zamierza się oświadczyć swojej dziewczynie Agacie.
Jakie oświadczyć?!?!? Przecież Piotrek to jeszcze dziecko!!! A że po dwudziestce, nic nie szkodzi, to nadal jest synek mamusi, przynajmniej w oczach Wiki.
Przyjecie do świadomości upływającego czasu, oraz tego, jak wpływa on na relację i nasze życie jest trzonem powieści. Jest to dla Wiki moment przejścia przez całe swoje dotychczasowe życie i małżeństwo. Zauważenie ile w tym wsparcia i radości ale też ile goryczy i trudu.
Może ten napięty czas pokaże kim naprawdę jest teściowa? Jaki jest jej mąż Paweł? Czy wspólna pasja jest na pewno wspólną? Czy ona kiedykolwiek będzie gotowa na wypuszczenie pisklęcia z gniazda? Jaką jest kobietą ?
Jest tutaj dużo wesołych fragmentów, ale też momentów wzruszeń i ukojenia.
Idealna lektura na wakacyjny czas i docenienie co się posiada ☺️☀️☀️☀️
Mój mąż ma wiele wad, więcej od innych, więc jest lepszy :) Wiele momentów uśmiechu dała mi ta książka. Idealna na wakacyjne wyluzowanie. Na długą trasę do domu. Sprawdzałam czy jestem taka sama jak główna bohaterka, czy się czepiam, oplatam, dopowiadam.. Czy też będę się tak miotać, gdy dzieci wyfruną z domu. Rozmowa z teściową zeszkliła mi oczy.. To prosta opowieść, codzienna, ale jakoś dająca nadzieję. Mimo wad i braków staramy się przecież być najlepszymi matkami, żonami, przyjaciółkami. I czasem nawet nam się to udaje. 4 gwiazdki może trochę na wyrost, ale nie ma opcji 3,5, a jakoś chcę wyróżnić tę opowieść. A jeszcze na plus - jako że słuchałam prowadząc auto, a czytała autorka, to miałam takie miłe poczucie, jakbym z fajną koleżanką tę drogę przejechała. Dobra interpretacja mocnym, głębokim głosem pani Katarzyny, to jakby usiąść razem z nią w wygodnym fotelu.
(Wypożyczona z biblioteki) Daję 3*, ale wyłącznie przez wzgląd na sympatię do autorki i Jej niebywałą inteligencję. Bo sama książka… niestety słabiutka. Nie wiem, czy to mnie się gust zmienił (co nie jest wykluczone), czy była napisana trochę na siłę. Za dwa dni podejrzewam, że nie będę pamiętała imion żadnych bohaterów, a za miesiąc zapomnę, o czym w ogóle była. Choć skłamałabym, gdybym napisała, że nie było „momentów” 😉
Śmiałam się w głos! To jest ta Grochola, którą czytałam w pociągu relacji Hel-Puck w wakacje mając siedemnaście lat. Problemy głównej bohaterki są dojrzałe- jej syn chce oświadczyć się swojej dziewczynie. Ten synek, najkochańszy, wychuchany. Zabawna, aktualna, bardzo dobra. Do połknięcia w jeden wieczór i przekazania dalej- mamie albo teściowej.
Moje drugie i chyba ostatnie podejście do Grocholi! To nie jest literatura, to książka o jakości telenoweli, ale rozrywkowo nie taka zła :) Główna bohaterka to taka zaborcza, polska mama... co prowadzi do kilku zabawnych perypetii. Nie poleciłabym, czy nie traciłabym czasu na Waszym miejscu, ale no tragedii nie ma. Zwłaszcza, że audiobook czyta sama autorka! A jej zawsze miło posłuchać.
Książka miała być lekką odskocznią, a okazała się nużącą podróżą przez frustracje głównej bohaterki, której ewidentnie potrzebna jest pomoc specjalisty. Narracja pozbawiona lekkości, humor sprowadzony do poziomu niskiej farsy, a wplatanie politycznych aluzji tylko pogłębiało irytację. Brak sensownej fabuły i miałkie przemyślenia sprawiły, że odłożyłam po połowie.
Sprawnie napisana, okraszona zabawnymi scenami powieść o codzienności jest dokładnie tym, czego spodziewałam się po nowej książce Grocholi. Lekka i przyjemna lektura, po którą warto sięgnąć, kiedy mamy przesyt poważnych tematów.
Takie 3,75. Historia o Matce Polce, której syn wyfruwa z gniazda. Znakomita większość historii dzieje się w głowie bohaterki - tak jak to zwykle w życiu bywa. Zabawna, przepływa się przez nią płynnie i na końcu wniosek jest utulający - większość naszych zmartwień nie wydarzy się naprawdę.