Rondo Rodeo jest powieścią drogi ze Środkowym Zachodem USA w tle. Kobieta i mężczyzna podróżują przez Amerykę jak z horroru. Polska fotografka i francuski dziennikarz. Ona od lat mieszka w Wiedniu, pracuje w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, archiwizując zbiory. Kiedy jej partner zostaje wysłany jako reporter na prowincję USA, ona widzi w tym szansę na powrót po latach do fotografii. Podróż we dwoje obiecuje wspólne jutro. Tymczasem transowy obraz amerykańskiej prowincji uruchamia wspomnienia. Odkrywanie Ameryki staje się wędrówką po śladach - w przeszłość. Rondo Rodeo to historia zapętlenia, wyrafinowanej gry między kobietą a mężczyzną, której stawką jest osobista wolność. W tej podróży dwoje ludzi podąża w jedną stronę, ale coraz bardziej osobno.
Niezwykła rzecz. Podobnych wątków i ujęcia tematu nie spotkałam dotąd we współczesnej polskiej literaturze - czuje się tu austriackie klimaty, i to te najlepsze. Można to czytać jako powieść drogi, jako świadectwo rozpadu związku, ale i znakomity reportaż - sceny z owego mitycznego "nowhere", redneckowego wygwizdowa należą chyba do najlepszych w tej książce. Są one niesamowicie fotograficzne, choć językowo wręcz drażniąco oszczędne, pełne rzuconych niedbale haseł. A jednak to funkcjonuje, obrazy pojawiają się jak wywołane w ciemni.
Polska fotografka mieszkająca w Austrii i jej mąż, francusko-amerykański dziennikarz, podróżują przez Stany Zjednoczone w celu napisania reportażu o tych stanach, o których się mało mówi - Środkowy Zachód, bieda, farmerzy, kowboje, trochę okrucieństwa, dużo podławych moteli. Jednocześnie jest to podróż przez ich sypiące się małżeństwo, z retrospekcjami i częściowo z wiwisekcją związku. Dobrze napisane, niby nie mam się do czego przyczepić, ale zachwytów recenzentów, przez które sięgnęłam po tę książkę, nie podzielam. Ktoś to porównywał do Jelinek, ja porównuję trochę do Eriki Jong, ale całościowo moje zdanie na temat tej powieści jest takie, że ani mnie ona nie rozbawiła, ani nic nowego z niej nie wyniosłam. Słowem można, ale nie trzeba.
Zawód: Auto-reporter. Heartland of życie zagubione na poboczu autostrady życia. Konfabularyzowana podróż do środka siebie, raz meandrująca w co dziwniejsze stany Ameryki (sporo bezcennych obrazków bezeceństw Mitoameryki), innym razem pstrykająca migawkowymi paroksyzmami pamięci emocjonalnej narratorki, przez cały czas biegnąca lewym pasem dookoła romantycznego rodeo.