Tomik poezji wydany w 2011 r. Trzy puste wiersze: "Śmierć" Że się przepisze na drugą stronę światła, na których stoją kierowcy śmieciarek i bez tego ślepi? Że się obróci nominał w kruszec? Nie wiem. Mój narrator dokonał samospalenia. Nagi, złuszczony, leży pode mną jak swój cień, a ja znowu odpowiadam za niego. "Ptactwo" Pamiętasz piec kaszlący od framug i zwózkę drewna na oczach piekieł? Bo nie pamiętasz. I nie ma świadków, chyba że ptactwo twoich kominów: gawron polaczek i kawka żydziak. "Historia" Sączyć jad, kształtować widmo. Poić zgorzel w kośćcu żeber. Tracić pamięć przez opór do dni. Pobierać pamięć do oporu żeber. Wypierać widmo, które niesie ulgę. Wreszcie historia: trzy puste kubły.
czytałam mojemu bratu i tłumaczył mi jakieś biologiczne terminy. top wiersz ten o detektorze metalu, popłakałam się ze śmiechu od tej niedorzeczności im a survivor
Wiem, że nazwanie tego grafomanią nic nie wnosi. Ale to w sumie tak samo jak te wiersze. Chcę z tego pokoju widzeń wyjść jak najszybciej, a potem wydłubać sobie skalane poezją oczy.
Tomasz Bąk dostał 0 gwiazdek, temu dam 0.5, bo w może 2 wierszach zabłysnął. Poza tym czułam się jakby ten pokój był definicją "crazy? i was crazy once. they locked me in a room, a rubber room, a rubber room with rats, and rats make me crazy. crazy? [...]". W skrócie: zabierzcie mnie z tego pokoju.
Poszło mi o wiele szybciej niz z Requiem, już trochę lepiej wyczuwam Konrada Górę, a Pokój Widzeń okazuje się być dla mnie na wiele sposobów lepszym (bo bardziej płynnym, relatywnym, mniej wycyzelowanym) tomem. Fajna ta składnia (i dzieje się w niej tutaj wiele więcej niż w debiucie).