O fascynującej Tajlandii, jednym z najciekawszych krajów azjatyckich, słyszał każdy, lecz dla większości pozostaje ona jedynie rajskim kierunkiem turystycznym. „Za pobieżnym poznaniem Tajlandii wcale nie idzie wiedza” – pisze Bogdan Góralczyk, były ambasador RP w Bangkoku i najsłynniejszy współczesny polski badacz Azji. Próbuje to zmienić swoim Notesem, wieloaspektowym dziennikiem łączącym diariusz z dygresjami historycznymi, politycznymi, kulturowymi i społecznymi. Jak zawsze świetny styl Autora współgra z pogłębioną wiedzą i szerokim spojrzeniem, obejmującym oprócz Tajlandii również wątki birmańskie, laotańskie, khmerskie i chińskie. Dziś Czytelnik otrzymuje najnowsze, uaktualnione wydanie Notesu, opisujące wydarzenia polityczne błyskotliwie, ze swadą i kolorytem godnym prywatnego życia obecnego tajskiego króla Vajiralongkorna (Ramy X), którego postać Autor nam przybliża. Naszkicowane w książce problemy społeczno-polityczne jeszcze bardziej nabrzmiały i sprawiają, że Tajlandia jest dziś ponownie beczką prochu, a chcąc zrozumieć dlaczego, trzeba przeczytać niniejsze wydanie.
dr hab. Michał Lubina, prof. UJ były profesor wizytujący na Uniwersytecie Chulalongkorna w Bangkoku
Nie jest łatwo pisać o kraju, który z punktu widzenia Europejczyka jest czystym chaosem, pulsującym neonami, bombardujący zapachami, ogłuszającym i napełniającym harmonią jednocześnie. Ale autor tego reportażu znalazł wspaniałą metodę, zanurzył się w odmętach tajskiej kultury, historii, zwyczajów i popłynął naturalnie z prądem, a będąc wspaniałym gawędziarzem z jego zapisków wyłonił się rzetelny, wciągający i edukujący materiał na temat tego wyjątkowego ale i złożonego, czerpiącego z wielu kultur kraju. Osobiście jestem zakochana w Tajlandii i pomimo, że zdążyłam już odwiedzić ją kilka razy, zawsze będąc w innym regionie to nadal nie mogę się nią nasycić, z zapisków autora bije podobna fascynacja i dlatego czytałam z zapartym tchem.
Lisioł i Brzask. . Bogdan Góralczyk to autor, do którego z przyjemnością się wraca. Jego książki są po prostu solidne i pełne pasji, nie inaczej jest z pozycją "Zmierzch i Brzask. Notes z Bangkoku". Lisioł z przyjemnością wyszedł na aleje mądrości, spływając potem już po kilku krokach. Tłoczno, wszędzie bazary, a mądrość ciężko wypatrzyć nawet z lupą. Za to ludzie szczerze uśmiechnięci, żyjący w istnej mieszance religijnej z Chin i Indii – ważne, że działa prawda? W poszukiwaniu wytchnienia Lisioł potuptał za autorem do parku Ramy IX, gdzie wreszcie uświadczyć można tropikalnej roślinności. Witamy w Bangkoku. . Warto wspomnieć, że Bangkok to pojęcia do użytku zewnętrznego. Tajowie na swoją stolicę mają zupełnie inną nazwę – składającą się z 168 liter łacińskich, stanowiącą najdłuższą nazwę miejscowości wpisaną do Księgi Rekordów Guinnessa. Jeśli ktoś jest ciekaw, jak taka nazwa wygląda w oryginale i tłumaczeniu, Lisioł zaprasza do lektury książki. . Lisioł bardzo polubił tutejszy rytm opierający się na trzech prostych zasadach: przyjemność, beztroska przygoda i zabawa. Widać to zwłaszcza wśród motocyklistów oraz motorowych taksówek. Osiwiejecie, jadąc taka, ale na pewno nie będziecie się nudzić! . Tajlandia to ponoć zupełnie inny świat, ciężki do opisania np. na pogrzebie nie wolno ronić łez, gdyż może chwycić się ich zły czart i będzie po tych łzach pływać. Mają tutaj też park-cmentarz ze sztucznym wzgórzem zrobionym ze skał. Bogaci wykupują sobie poszczególne kamienie na tym wzgórzu, stawiając tam urny z prochami zmarłych. Kto ma rozmach, dorzuci do tego mini pałac albo pagodę jako formę nagrobku. W końcu góra wyrasta ze stawu, gdzie pełno jest kolorowych żółwi i rybek. Prawdziwe miejsce relaksu, cmentarz też, ale stoisk z jedzeniem nie brakuje. . Książka jest naprawdę fajnie napisana w formie zapisków autora. Emocjonalne szczegółowe opisy oraz dygresje pozwalają nam się zagłębić w codzienność Tajów, ich kulturę, zwyczaje, radości i smutki, a także osobliwości. Można powiedzieć, że robimy w ten sposób krok w stronę nowego. Nie zabraknie też dawki historii oraz anegdot.