Настраёвы зборнік апавяданняў пра мястэчка, у якім праводзяць летнія вакацыі мастакі і паэты.
Традыцыйныя два месяцы вакацыяў – ліпень і жнівень — мастакі любяць праводзіць у маляўнічым польскім мястэчку Казімеж Дольны. І нібыта з неба тады свецяць два розныя месяцы. Калі ўзыходзіць адзін, мясцовыя жыхары-гарапашнікі ідуць спаць. Другі, зусім інакшы, зваблівае натхнёных мастакоў, паэтаў, артыстаў і музыкаў на доўгія начныя шпацыры.
Пасля выхаду зборніка ў свет у 1933 годзе Казімеж Дольны стаў надзвычай модным курортам. З таго часу і па сёння турысты, наведваючы мястэчка, шукаюць апісаныя мясціны.
Maria Kuncewiczowa was a Polish writer and novelist. She studied music and literature in Kraków, Warsaw and Paris. She initially wrote for literary magazines under a pseudonym, and published her first book in 1926. In 1938 she was awarded the Gold Laurel (Złoty Wawrzyn) of the Polish Academy of Literature. After 1939 she lived in France, England and the United States. From 1962-1968, she lectured in Polish literature at the University of Chicago. Around 1969, she returned to Poland, to live in Kazimierz nad Wisłą, and in the years 1970-1984 she spent the winter months in Italy. She won a number of literary awards in Poland during her lifetime.
Her most famous work is Cudzoziemka (translated to English as The Stranger), considered one of the most prominent Polish psychological novels of the interwar period. Kuncewiczowa also wrote an English-language guide to Polish literature, Modern Polish Prose (1945) and edited an anthology of Polish contemporary literature in English, The Modern Polish Mind (1962). Her house in Kazimierz Dolny has been a branch of the Vistula River Museum since 2005.
Absolutny majstersztyk. Jest magia, jest poezja w tej prozie. Jest cisza i hałas, są zapachy, dźwięki, dotyk i słowa wypowiadane szeptem. Każde zdanie w tych krótkich, prostych opowiadaniach mają sens i są na swoim miejscu. Pewnie trochę nie jestem obiektywna, skoro rzecz dzieje się w Kazimierzu, ale wygląda na to, że od lata 1930 roku nie się nie zmieniło, jeśli tylko wie się, w którą dróżkę wejść, w którym wąwozie zaczerpnąć powietrza. Dobrze, że znalazłam tę książkę na straganie na Małym Rynku, cieszę się, że ją mam i wiem, że będę do niej wracać.
„Dwa księżyce” to książka, której nie da się czytać obojętnie. Maria Kuncewiczowa nie napisała zwykłego zbioru opowiadań, a stworzyła pejzaż duszy miasteczka, które tętniło życiem gdzieś pomiędzy codziennością a snem. Kazimierz nad Wisłą nie jest tu tylko punktem na mapie. To przestrzeń utkane z zapachów, dźwięków i nastrojów, miejsce, w którym każdy kamień i każdy podmuch wiatru opowiada swoją historię.
Czytając tę książkę, ma się wrażenie, że wchodzi się w świat, w którym czas płynie inaczej. Wisła szepcze swoim dawnym rytmem, rynek budzi się o świcie, a ulice miasteczka rozbrzmiewają rozmowami, które niosą się daleko. To świat, którego już nie ma, a jednak dzięki jej słowom powraca . Autorka nie opisuje go z dystansu. Ona patrzy uważnie, słucha i pozwala nam usłyszeć to, co najważniejsze... cichy puls zwykłego życia.
Symbol dwóch księżyców, tak mocno obecny w tej książce, jest czymś więcej niż literacką metaforą. To obraz dwóch rzeczywistości, które istniały obok siebie, choć nigdy do końca się nie przenikały. Świata tych, którzy tu żyli i twardo stąpali po ziemi, zmagając się z codziennością i świata przyjezdnych, którzy widzieli w Kazimierzu źródło inspiracji, artystyczne azyle, miejsce na chwilowe oderwanie się od własnych trosk. Dwa księżyce świecące nad jedną rzeką, które są piękne i smutne zarazem, jak przypomnienie, że każdy z nas patrzy na to samo niebo, widząc coś zupełnie innego.
„Dwa księżyce” to książka, której nie powinno się czytać w pośpiechu. Jej rytm wymaga uważności. Każde opowiadanie jest jak mały obraz, osobny, zamknięty, a jednak tworzący z innymi całość. Niektóre teksty niosą lekkość, inne refleksję i cichy smutek, wszystkie jednak mają wspólny ton, którym jest zrozumienie dla ludzkich historii i empatię wobec świata. To literatura, która nie moralizuje, tylko pozwala zobaczyć więcej.
Czytając tę książkę dzisiaj, ma się poczucie obcowania z czymś niezwykle cennym. To świadectwo czasu, który przeminął, ale którego echo wciąż można usłyszeć. Autorka ocaliła w słowach nie tylko Kazimierz, ale i całą wielokulturową mozaikę tamtego świata, jego barwy, rytm i tę kruchą harmonię, którą przerwała wojna. Dzięki niej przeszłość nie jest tylko suchą datą w podręczniku, lecz czymś, co można dotknąć, poczuć, zatrzymać w sobie.
Może zacznę od tego, że „Dwa księżyce” to jedna z ciekawszych oraz totalnie odmiennych lektur od tych na które trafiam na co dzień. Pierwsze wydanie tejże powieści pojawiło się w 1977 r., więc możecie się tylko domyślać, jakim językiem jest napisana. Ale mimo tego że czasami trudno mi było ogarnąć, to zdecydowanie jest to pozycja warta Waszego czasu. Polecam z nią zasiąść i powoli odkrywać jej piękno. Cudownie było chłonąć tę rzeczywistość i codzienność ludzi, którzy żyli w Kazimierzu nad Wisłą w międzywojniu. Zupełnie inaczej odbierali świat, inaczej mówili i myśleli, ich rytuały wprawiały mnie w osłupienie, a to jak postępowali sprawiało, że byłam lekko zszokowana. Niby wiem że nasze czasy są zupełnie inne od tych poprzednich, ale chyba nie spodziewałam się że aż tak dużo zmieniło się w przeciągu stu lat. Życie w tym miasteczku, relacje pomiędzy sąsiadami, różne narodowości pod jednym niebem, miejsce kobiety w tym wszystkim, sprawy dotyczące wychowania dzieci, pracy oraz bycia głową rodziny i ojcem - to wszystko oraz wiele więcej znajdziecie w tej bardzo krótkiej powieści. Wiem także, że jest film inspirowany tymi opowiadaniami i że sama autorka zdobyła za „Dwa księżyce” wiele nagród. Cieszę się, że przeczytałam ten klasyk, dobrze że na niego trafiłam i stał się dla mnie cenną lekcją życia. To niesamowite, jakież to było dla mnie budujące i rozwijające. To zdecydowanie lektura z wyższej półki.
Zawiedziona. Tyle się nasłuchałam jak to w tej powieści pięknie piszą o miłości. I nie powiem dwa czy trzy opowiadania były naprawdę warte uwagi. Ale reszta mnie nie wciągnęła.
Zwei Monde von Maria Kuncewiczowa aus dem #guggolzverlag 🌔 Abbruch. Dieses Buch habe ich nicht zu Ende gelesen. . Vielleicht bin ich für diese Art von Literatur nicht gemacht. Dieses Schwammige. Diese Erzählung ohne etwas genau zu sagen. Etwas aus einer anderen Welt, der der Phantasie oder der Vorstellungskraft erzählt… ohne Fantasy zu sein. Geschichten ohne Moral. Geschichten nach deren Sinn ich suchen muss. Was lerne ich hier? . Ich wollte sehr gerne die Eigenheiten eines kleinen polnischen Dorfes kennenlernen. Im nirgendwo. In irgendeiner Zeit. (Vielleicht auch aus der Zeit gefallen, wie das bei manchen Dörfern so ist.) . Aber auch nach mehr als 30 Seiten und drei Erzählungen bleibt mir das Dorf fremd. Die Menschen mysteriös und der Schreibstil unangenehm. . Leider kein Buchtipp von mir. Sehr schade.