Zapowiadało się dobrze, ale niestety znowu miałam wygórowane oczekiwania.
Jeśli szukasz czegoś świeżego, wyjątkowej historii innej niż wszystkie, to nie jest to. Fabuła i wątki są bardzo podobne do kilku innych książek z tego wydawnictwa
Chociaż nie,
Behind the teraz tak jakby… nie ma nawet fabuły.
Autorka próbowała wpleść jakieś ciekawsze elementy, ale zamiast je rozwinąć, ciągle wracała do tego samego.
Ivy wstaje rano, idzie zjeść skromne śniadanie (tw: matka ją głodzi), ojciec zawozi ją do szkoły, ojciec odbiera ją ze szkoły, ojciec zawozi ją na balet, ojciec odbiera ją z baletu. W domu jest słaba sytuacja, Ivy idzie wziąć gorący prysznic. Koniec. I ten sam scenariusz powtórzony milion razy.
Nie wspomnę już o tym, że słowo “lawenda” w różnej odmianie, pojawia się na co drugiej stronie! ROZUMIEM, Asher pozostawia za sobą zapach lawendy, który Ivy tak kocha, ale czy trzeba o tym ciągle pisać? Żałuję, że nie liczyłam ile razy pojawiła się ta wzmianka, bo z czymś takim to ja się jeszcze nie spotkałam. Nie wyolbrzymiam, serio.
Ahh ten balet… po co?
Ivy była baletnicą, książka posiada grafiki z baletkami, a cała postać dziewczyny jest tak naprawdę zbudowana na tym, że chodzi na balet. A wiecie, ile z tego baletu dostaliśmy w książce? Całe nic. Wiemy tylko, że uczęszczała na zajęcia, a ojciec ją odbierał. Szkoda, że autorka nie rozbudowała czegoś tak ważnego, wokół czego ma niby kręcić się życie bohaterki.
Było tu tak dużo niespójności!
(uwaga, mini spoiler)
W pewnym momencie Ivy posunęła się dalej z Davinem i doszło do zbliżenia. Podobno zmarnowała na niego swój PIERWSZY pocałunek. Chwilę później powiedziała, dla Ashera, że jednak go nie pocałowała. A gdy pierwszy raz całowała się z Asherem, uznała, że ten pocałunek jest wyjątkowy i inny niż wszystkie. CO? Wszystkie co? Pocałunki, których wcale nie miała?
Siostra Ivy, Iris, przeniosła swoje studia z Londynu dla chłopaka, którego znała kilka dni. Gdy cała szopka wyszła na jaw, powiedziała, że była z nim, bo był “fajny i przystojny”. No faktycznie, warty rzucania wszystkiego i przeprowadzki.
Nie podobało mi się także, jak zbudowana została relacja bohaterów. Wszystko działo się szybko, chaotycznie. Nawet nie wiedziałam, w którym momencie tak naprawdę się polubili. Jakież było moje zaskoczenie, gdy pojawiło się słowo “kocham”. A gdy sprawy zaczęły się komplikować, Asherowi bardzo łatwo przyszło zmienić swoje uczucia, wiedząc przez co na co dzień przechodzi Ivy. Gdzie to zaufanie, które do niej miał? Bez sensu.
Podsumowując, pomysł na książkę był fajny, te wszystkie plot twisty, zarys całej fabuły naprawdę miały potencjał. Jednak moim zdaniem, zupełnie nie jest dopracowana. Nie zaciekawiła mnie na tyle, by sięgnąć po drugą część.
@bodeasbooks