On jest okropnie irytujący, ona – uszczypliwa do granic możliwości, a jednak los uparcie krzyżuje ich drogi. Czy to znak, aby dać sobie szansę?
Gdy do stojącego na czerwonym świetle samochodu Lauren Harris niespodziewanie wsiada obcy mężczyzna, kobieta jest przestraszona i… zaintrygowana. Zwłaszcza gdy nieznajomy okazuje się nie tylko wyjątkowo nieznośny, ale też niesamowicie przystojny.
Kiedy Brandon Collins wpada na pomysł ucieczki z nieudanej randki i spontanicznie wskakuje do stojącego w nowojorskim korku auta, nie spodziewa się, że ten szalony pomysł zmieni jego życie bezpowrotnie. W końcu nie zakładał, że za kierownicą spotka zjawiskowo piękną kobietę o niewyparzonym języku.
Ich spotkanie to kolizja dwóch silnych charakterów. Ona daje mu popalić swoimi pełnymi ironii komentarzami, a on nie pozostaje jej dłużny, uparcie irytując ją swoim wszechobecnym optymizmem. Z pozoru mogłoby się wydawać, że nie znoszą swojego towarzystwa, ale każde z nich uśmiecha się, gdy to drugie nie patrzy.
Choć wydaje im się, że to jednorazowe spotkanie było ich ostatnim, Lauren niespodziewanie staje w progu biura nieruchomości, w którym pracuje Brandon i żadne z nich nie skacze z tego powodu z radości. A to dopiero początek serii przypadków, które sprawią, że ich drogi nieustannie się ze sobą krzyżują.
Czym zakończy się starcie dwóch tak mocnych osobowości?
Wraz z bohaterami debiutanckiej powieści Marceliny Bobeł Take a Chance On Me przenieście się do miasta, które nigdy nie śpi i dajcie się porwać tej pełnej emocji historii, która rozpali wasze serca i rozbawi was do łez.
Okropnie przeciągnięta. First meet fantastyczne, ale później robiło się już tylko coraz nudniej... Niektóre sytuacje niczego nie wnosiły do fabuły. Irytujący główny bohater. Warsztat pisarski, to już taki Wattpad z wyższej półki.
3,5 ⭐️ Bardzo dobra pierwsza książka autorki. Nie ukrywam, że najbardziej czekam na trzecią część, ponieważ zachęciły mnie motywy w trzecim tomie i dlatego postanowiłam przeczytać dwie pierwsze i nie żałuję. Fajnie wykreowani bohaterowie, także Ci poboczni oraz cały background opowieści. Największy problem miałam z główną bohaterką, której nie dałam rady polubić. Jej motywacje, co do różnych sytuacji, były niezrozumiałe dla mnie. Plus mam wrażenie, że książka mogła być odrobinę krótsza. Trochę przeszkadza mi też fakt, że nie poznaliśmy powodów dlaczego jej przyjaciel się tak zachowywał w stosunku do Brandona. Jeśli chodzi o samego Brandona, to jest on świetną postacią męską, od razu go polubiłam.
Praktycznie za każdym razem, kiedy próbuje dać szansę polskim autorkom, dostaje po mordzie. Tak porządnie.
Po 4% książki miałam dość. Pomysł z tym wejściem do auta w sumie śmieszny (chociaż jak się dowiedziałam, że główny bohater ma 30 lat, a nie 13, to trochę mina mi zrzedła), ale to jak się to potoczyło potem to już jakaś farsa. Typiara pozwoliła obcemu facetowi, który włamał jej się do auta, żeby pojechał z nią po matkę na lotnisko (bo czuła, że nie warto się z nim kłócić XDDDD po godzinie znajomości), a potem uwaga, żeby udawał jej chłopaka XD Nawet nie podjęła próby wyjaśnienia mamie, że typ urwał się choinki i chuj wie o co mu chodzi. Szczególnie, że wcześniej nawet tego nie uzgodnili. Jeśli dobrze zrozumiałam, to ta dziewczyna pokazała obcemu typowi gdzie mieszka jej mama, a on grzecznie wniósł bagaże do domu. Powtarzam, typowi, którego nie znała i który włamał się do jej auta. Podała adres zamieszkania mamy. Mam nadzieję, że ten idiotyzm stosownie wybrzmiał.
Który 30 latek pozwala matce umawiać się na randki. I to nie tak incydentalnie, że „słuchaj, corka mojej znajomej zerwała z chłopakiem i jest wolna, jest w Twoim typie, może dam Ci jej numer”, tylko normalnie wpierdala mu pod nos wszystko co się rusza i nie ma nic odstającego między nogami.
DLACZEGO NA KONIEC KAŻDEJ JEGO WYPOWIEDZI JEST „ZŁOŚNICO”?! KAŻDEJ. Wiem, że na bookstagramie się wszyscy zachwycają, jak obiekt zainteresowania ma jakieś przezwisko dla bohaterki, ale tutaj to już autorka pojechała.
Sam Manhattan ma ponad 1,5 mln mieszkańców, nie mówiąc o całym Nowym Jorku. Nie jest fizycznie możliwym, żeby oni wpadali na siebie cały czas. Nie jest. A autorka każe mi w to wierzyć.
Już pominę ten wątek, że typ poszedł do łóżka z koleżanką od seksu po drugiej randce z główną bohaterką. Ja wiem, że oni sobie niczego nie obiecywali, ale jakby miała trochę szacunku do samej siebie, to powinna w tym momencie odpuścić.
Podczas czytania przewracałam oczami tyle razy, że cudem nie cofnęły mi się w tył czaszki.
Przychodzę dzisiaj do was z recenzją książki, którą chciałam już od dłuższego czasu przeczytać. Nie wiedziałam czego się spodziewać, bo było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Marceli ale jak najbardziej udane. Ta książka zapewniła mi niesamowitą frajdę i odskocznię od rzeczywiści.
A teraz zapraszam was do poznania dwójki świetnych bohaterów. Lauren Harris to młoda kobieta, która jest właścicielką luksusowego sklepu z winami. Od zawsze radzi sobie ze wszystkim sama i nie chce od nikogo pomocy. Ogromnie ją podziwiam, jej determinację, pewność siebie, tą niezależność. Lauren jest naprawdę cudowną osobą i zawsze stawia na swoim. Nie interesują ją randki, faceci i związki, jest w 100% oddana swojej pracy, której oddaje cały swój czas. Lecz pewnego dnia do jej życia wpada niespodziewanie pewien mężczyzna, który będzie chciał wstrząsnąć jej ułożonym światem. Brandon Collins czyli mój nowy książkowy mąż, który już od samego początku skradł moje serce. Jest on agentem nieruchomości, który odnosi ogromne sukcesy i cały czas pnie się wyżej. Ten bohater cały czas mnie zaskakiwał. To jak się starał i robił wszystko aby Lauren czuła się dobrze. A gdy mówi do niej ,,Złośnico” to miałam ochotę krzyczeć. Ten bohater skradnie wasze serca.
Gdy do twojego samochodu wpada nagle jakiś obcy facet to jedyne o czym myślisz, to jak go z niego wyrzucić, lecz on upiera się, że musisz mu pomóc. I to właśnie od tamtego momentu ścieżki naszych bohaterów będą się przecinać. Ale czy ta dwójka będzie z tego faktu zadowolona?
CO TO BYŁA ZA KSIĄŻKA!!! Dawno aż tak dużo się nie śmiałam. Czytając miałam cały czas przyklejony uśmiech do twarzy. Lauren i Brandon to bohaterowie, którzy odrazu zaskarbili sobą moją sympatię i z zaciekawieniem czytałam ich historię. Przy tej dwójce nie ma czasu na nudę, a ich przekomarzanki to jest coś co uwielbiam najbardziej. Spędziłam bardzo przyjemnie czas na tej książce i zawsze gdy pomyślę o tej dwójce na mojej twarzy pojawia się uśmiech.
A teraz poświęćmy moment na przedstawienie wam dwóch ikon tej o to książki. Grace Harris i Sophia Collins czyli kochane matki naszych bohaterów. Ja z ogromnym wyczekiwaniem czekałam na ich spotkanie, bo wiedziałam, że nikt nie jest gotowy na ich duet razem. Sophia wzięła sobie za cel znalezienie Brandonowi kobiety, dlatego wysyłała go na randki z córkami swoich przyjaciółek, na które on się zgadzał. Oczywiście te randki to były jedne wielkie niewypały ale to właśnie dzięki jednej z nich na jego drodze stanęła Lauren i to dosłownie, bo ten aby uciec z randki wskoczył jej do samochodu. Grace Harris na szczęście nie wysyłała swojej córki na randki, okej wysłała na jedną ale z opresji uratował ją właśnie nasz kochany Brandon. Te kobiety są po prostu cudowne i ja naprawdę współczuję naszym bohaterom, bo pomysły tych kobiet są coraz to bardziej zaskakujące.
I chyba nie sądziliście, że zapomnę wam wspomnieć o pewnej dwójce. Proszę poznajcie Seana Clarka i Tuckera Ashforda czyli dwóch najlepszych przyjaciół naszego Brandona. To cudowne trio trzyma się razem i każdy z nich nie raz zastawiał się jak doszło do tego, że się jeszcze nawzajem nie pozabijali. Sean to ten śmieszek grupy, który potrafi żartować ze wszystkiego. Tucker cóż, moim zdaniem jest narazie jedną wielką niewiadomom. Wiemy tylko tyle, że ma żonę, której ja niestety nie trawię. Naprawdę ta kobieta jest uhh, moim zdaniem Tucker zasługuje na kogoś lepszego. I dlatego jego książki najbardziej nie mogę się doczekać, bo jestem ciekawa co autorka dla niego przyszykowała.
Nie pamiętam kiedy ostatnim razem chciało mi się płakać tylko z powodu tego, że skończyłam książkę i musiałam pożegnać się z bohaterami. Tak bardzo nie chciałam kończyć tej książki, aż żałuję, że pochłonęłam ją w 3 dni. Lauren i Brandon ta dwójka zagwarantuję wam niezapomnianą przygodę. Ja z ręką na sercu mogę polecić wam ich historię! Ja się już nie mogę doczekać aż zabiorę się za pozostałe tomy. 🥹🧡 𝐝𝐨 𝐧𝐚𝐬𝐭𝐞̨𝐩𝐧𝐞𝐠𝐨 𝐊𝐚𝐫𝐨𝐥𝐤𝐚 ♥
3,5 ⭐️ Dobrze się przy tym bawiłam. Niejednokrotnie się uśmiechnęłam i postać Brandona poza żenującymi teksami była całkiem spoko. Jednak historia przeciągnięta i można było ją na prawdę skończyć szybciej. Brunet, brunetka pojawiało się tak często ze jakbym miała pić szota za każdym takim określeniem to przez tydzień spała bym pod stołem. No i scena końcowego pojednania była dla mnie tak ale To tak żenująca że ja przekartkowałam. Dodatkowych scen nie czytałam bo już byłam zmęczona. Mimo wszystko sięgnę po kolejne bo liczę że autorka uczy się na błędach.
Sabrina Carpenter- Nonsense Jonas Brothers- Sucker
3 stars because of the alpaca plot (I want to have a date like that)
The book was quite stretched. The proofreading was nonexistent. Actually, I was most frustrated because of all the mistakes made in this book. I understand that it’s a Wattpad story but please, when the publisher decides to release it in paper, he should make corrections.
Noah, you’re an awful friend and human being.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Na początku nie umiałam się wkręcić później było coraz lepiej.
Styl pisania autorki był spoko. Cała historia była naprawdę super. Czasem irytowała mnie główna bohaterka, ale później bardzo ją polubiłam. A główny bohater skradł moje całe serce.
Finalnie książka mi się podobała i zachęcam do przeczytania jej .
Ucieczka z nieudanej randki w ciemno, skutkująca przypadkowym poznaniem kobiety jego marzeń. Brzmi intrygująco? Przed Wami książka, która w moim odczuciu jest udanym debiutem, choć mam do niego parę zastrzeżeń.
[współpraca reklamowa z @wydawnictwopapieroweserca]
Pierwszy tom serii “Love Songs” opowiada historię Lauren i Brada: właścicielki sklepu z winami i agenta nieruchomości. Oboje trzymają się relacji bez zobowiązań – ona dlatego, że się ich obawia, a on – ponieważ tkwią w nim rany z przeszłości. Ona jest uparta aż do bólu, co jest godne podziwu, ale i potrafi działać na nerwy. Zwłaszcza to, z jakim uporem przeciwstawia się zaangażowaniu. Powód, dla którego Brandon nie pakował się w związki, wydał mi się bardziej wiarygodny. Choć parę rzeczy z nim związanych mi się nie spodobało, i tak mu kibicowałam. Za to z Lauren trudno mi było złapać więź; starałam się, ale ciężko mi było ją zrozumieć.
Tu pojawia się najważniejszy problem ich relacji: brak komunikacji. Jeśli ktoś nie przepada za książkami, w których bohaterów dzielą niewyjaśnione sprawy, to przy tym tytule może odczuwać dużą frustrację. Ja także ją odczuwałam, ale nie chcę, by to całkiem skreślało tę historię – to głównie kwestia charakteru bohaterów, a tu sporo zależy od gustu. Dla mnie ważniejsze się stało, jak ta sprawa zostanie rozwiązana, jak postaci się zmienią oraz jak ogólnie będzie poprowadzona fabuła.
A akcja… dla mnie stanowiła rollercoaster. Love-hate-love-hate-love-frustration-love. Zdecydowany plus za to, że wywołuje emocje i że została nietuzinkowo rozplanowana. Sytuacja, która wydaje się być katalizatorem dla głównego zwrotu akcji, rozwiązuje się jeszcze w pierwszej połowie książki. Końcowy plot twist staje się przez to mniej oczywisty, choć da się przewidzieć, co będzie jego powodem.
Musicie być przygotowani na to, że historia Lauren i Brandona jest nasycona flirtem, w większości takim z wiadomego rodzaju podtekstem. Niektórym może się to podobać, innym na dłuższą metę może przeszkadzać. Mnie akurat ciut bliżej było do tej drugiej grupy, bo w pewnym momencie zaczęło mnie to już przytłaczać.
Jeśli chodzi o przemiany bohaterów, to Brad nawet na moment nie traci swojej flirciarskiej natury, ale za to urzeka romantyzmem, który dość szybko i często zaczyna okazywać. Natomiast Lauren to postać z rodzaju tych, którymi ma się ochotę potrząsnąć, by szybciej dostrzegły to, co mają przed sobą. To ona jest tutaj gburkiem, do tego usilnie uciekającym od uczuć, więc z jednej strony to nie dziwi, ale z drugiej… Miałam wrażenie, że sama nie wie, czego chce, i chyba właśnie przez to trudno mi było się z nią polubić. Szkoda, że tak długo zajmowało jej porozumienie się z Bradem.
Muszę jednak przyznać, że autorka ma bardzo przyjemne, płynne pióro. Mogę mieć zastrzeżenia do bohaterów i tego, jak wyglądała ich relacja, ale do stylu i tekstu samego w sobie – ani trochę. W tej kwestii ta książka w ogóle nie wygląda na debiut. Moim zdaniem mogłaby śmiało konkurować na półkach z bestsellerowymi zagranicznymi romansami biurowymi czy w miejscach pracy. Tu może ten romansowo-biurowy wątek jest skromny, bo zarysowany i w zasadzie zakończony już na początku książki (nie licząc tego, że Brad cały czas pracuje w biurze). Ale ten nowojorski klimat jest mocno wyczuwalny i ma w sobie to coś, co ubiera bohaterów w garnitury i wstrzykuje im w żyły pracoholizm.
Spodziewałam się lekkiej, zabawnej historii, przy której miło spędzę kilka wieczorów – dostałam to w pakiecie z palpitacjami serca i kilkoma facepalmami. W moim przypadku wielka miłość do tej książki się nie pojawiła, ale uważam, że to całkiem dobry debiut. Może nie śmiałam się do łez, a niektóre sytuacje między bohaterami i ich zachowania potrafiły mnie doprowadzić do szewskiej pasji, ale biorąc pod uwagę całokształt, czytało mi się dość przyjemnie. A Wam polecam przekonać się o tym samemu; nie mam wątpliwości, że wielu z Was “Take a Chance on Me” skradnie serca.
To był naprawdę świetny romans na jeden wieczór, jestem ogromną fanką docinek głównych bohaterów i ciągłego dokuczania sobie, miało to swój klimat i naprawdę momentami się śmiałam!
Jedyny minus dla mnie to co stronę powtarzane przezwisko "Złośnica", i fakt, że akcja działa się naprawdę szybko, i tak naprawdę miłość między Lauren i Brandonem pojawiła się znikąd już szybciej niż w połowie książki
Ale dobrze się na tym bawiłam i totalnie nie mogę się doczekać drugiego tomu!
• grumpy x sunshine • enemies to lovers • nowy jork • przypadkowe spotkanie - on ucieka z randki z inną kobietą i wsiada Lauren do auta, kiedy ta stoi na czerwonym świetle 🔥
Uwielbiam sposób pisania Marceliny, każdy kto zajrzy do tej książki nie zawiedzie się 😍 warto przeczytać "papier" ponieważ różni się od wersji z wattpada 😍 Brandon i Złośnica podbija wasze serca
Czuję się jakbym wróciła do czasu i miała z powrotem 13 lat. Tu wszystko jest cringowe - ten do niej mówi złośnica, jego sekretarka wpycha mu cycki przed twarz a on jej nawet nie zwolni, ta mówi do znajomego doktorku, pozwala się obłapywać swojemu przyjacielowi. Ewidentnie są razem, bo była już scena łóżkowa, a ta wiedząc że jego przyjaciel na nią leci zakłada koszulkę z nazwiskiem przyjaciela. Serio? Po tym bym ją kopnęła w dupsko, bo laska jest kretynką. On też będąc z nią na dwóch spotkaniach śpi ze swoją fuck friend. I oni mają po 30 lat i niby są dorośli? Tragedia. Książka na 500 stron a połowę tego co przeczytałam przeklinałam, bo się nic nie działo. Rezygnuje z czytania w połowie, bo nie jestem w stanie znieść słowa „złośnica”, które tu jest w co drugim dialogu. Serio już dawno tak źle się nie czułam czytając coś, nie jest to w ogóle książka dla dorosłych, chyba dla dzieci w podstawówce które właśnie się tak zachowują w relacji jak oni. On i jego przyjaciele też mają lekceważące podejście do kobiet na zasadzie kup jej kwiatka albo naszyjnik, one lubią takie bzdury. Serio? Żadnych głębszych rozmów i sensu w tym? Żałosne. Sięgnęłam po to zachęcona ostatnią częścią co ma być, ale po tym piekle na pewno nie przeczytam już niczego od tej autorki.
5⭐/10⭐ No coś mi tu nie dokońca podpasowało w tej książce. Już od samego początku żenowały mnie teksty Brada i nie mogłam ich znieść. Na początku podobało mi się, że tutaj grumpy była Lauren, ale po kolejnej akcji z rzędu, gdzie ona bez powodu odrzuciła Brada, to już mnie szlak zaczął trafiać i miałam ochotę ją udusić. Podczas czytania miałam wrażenie, że ta książka jest złożona z takich basicowych scen i motywów, które można spotkać w większości romansów, ale w jakiś sposób można się dobrze bawić na tej książce, o ile podejdzie się do niej bez większych oczekiwań. To co mi okropnie przeszkadzało i zabierało radość z czytania, to ewidentny brak korekty i co chwilę pojawiające się literówki. Czy wydawnictwa mogą się w końcu zacząć do tego przykładać??
I picked this up on a whim, because I liked the cover and the sprayed edges, and I was looking for genre fiction by Polish authors to improve my vocabulary.
These 2 things - the cover and the language learning aspect - remain the only things I liked about this book and the only reason I give it 2 stars instead of 1. I found it very helpful to pick up colloquial phrases and some random everyday words that are too niche to come up in lessons (like spatula or something). So this was stellar, and makes me think I should pick up more genre romance in Polish.
Everything else was awful. Look, bad books should at least have the decency to be short. This was like over 500 pages long, and should have been half the size. I know this is a debut. But where was the editor?
There was absolutely no plot that would hold the book together (let alone a character arc). It was just one damned thing after another - a collection of situations with no theme and no end. In the absence of plot, there was pointless drama. Like the heroine walking in on what looks like a compromising situation involving the hero (but it's really just a misunderstanding, resolved in the next chapter); then he walks in on a compromising scene involving her (but it's also an easily resolved misunderstanding). So there's a constant roller-coaster of fights that I struggled to care about because it all felt pointless, and also I wanted these 2 people to just break up and not be together.
The hero was a complete tool. Honestly, we're supposed to want the heroine to end up with THAT? The nail in the coffin was the dual POV - so we really could have no doubt he's a condescending, heavy-handed, misogynistic, judgmental asshole.
The heroine was puzzling. She was supposed to be this tough, self-made young woman who's too hard-working and too independent. But it came off as the reverse. She has her own business (her wine store) and has no employees (see? too hard-working and independent). But wine bottle crates are so heavy, so she invites her best friend to unload them for her every week. So he's doing regular, unpaid hard labor for her, and she has 0 problems with that. Also 0 gratitude. Who would want to be her friend, really? It gets worse. When she finds a boyfriend, and he starts to unload the wine crates for her weekly for free, she also has no problems with that, but also just ghost her "best friend" - never contacts him again, doesn't pick up the phone or respond to his texts ("too busy"). When he shows up at her door, she decides he's a bad person and ends the friendship with an argument. It 100% looks like she threw him out the moment she no longer needed to use him.
Overall, it felt a bit puzzling that a book by a Polish author written in Polish and not even translated into English has a name in English, is set in the USA, and has American characters. It's as if the author is trying to pretend this is an American genre romance book. Why? I expected at least one of the characters would be Polish. But no. It's almost like the author reads lots of American romances, so USA became like Narnia to her - a fantasy setting to be used. Or she's so used to tropes and cliches she's read 100 times, that it would be too much work to try to recycle them in a different setting.
But this is another thing that made the book unbelievable and ridiculous to me. Has the author even been to the US? The heroine purchases an apartment with multiple rooms near Central Park in NY at 26 y.o. Not with trust fund money, but with money she made from her business, completely by herself. The only financial help she got was borrowing money from her mom for the initial 4 wine bottles, which she quickly paid back. This is ridiculous. Laughable. Her store is closed on Sundays (stores in Poland are, but it's not typical in the US). She supposedly made enough money from her small business in just a few years to buy an apartment, but she closes the store whenever she feels like - when she's sick, has a family emergency, wants to go on a date with the hero, it tired, etc. Because she's the only employee, the business is closed. You're telling me this level of service would get her amazing success in USA? The hero was no better: on ONE given day he signed FOUR apartment sale contracts, one of them on Times Square. Sure! Why does he still need a job? With commissions from that kind of work he'd be able to retire already. All of the names also felt fake - like the most bland, standard white names from 40 years ago, as if there are no immigrants in NY and as if Americans don't love naming children Starr or something like that. It was just obvious a foreigner was compiling the most stereotypical names possible.
Overall, I had a terrible time reading this, but it was undeniably useful. Will avoid this author at all costs.
Mam słabość do zabawnych, dobrze napisanych dialogów. Scena otwierająca debiutancką powieść Marceliny Bobeł właśnie taki zawiera, co zachęciło mnie do lektury.
Przystojny, trzydziestoletni agent ubezpieczeniowy, Brandon Collins, jest, jak zwykle, zniechęcony zaaranżowaną przez nadopiekuńczą matkę randką w ciemno. Wymyka się niepostrzeżenie z restauracji i na zatłoczonej nowojorskiej ulicy wdziera się do stojącego na czerwonym świetle samochodu. Kierowcą jest niezwykle atrakcyjna, dwudziestosześcioletnia właścicielka manhattańskiego sklepu z winami, Lauren Harris. Iskrzy od samego początku, ale głównie za sprawą maksymalnego wkurzenia Lauren i niewyparzonych języków obojga. Prześcigają się w przerzucaniu złośliwościami, choć w podtekście ripost autorstwa Brada pobrzmiewa zachwyt nad urodą i temperamentem dziewczyny.
W zasadzie klimaty z tej pierwszej wspólnej przejażdżki samochodowej nadają ton przebiegowi ich romansu: trochę przypadków, od pewnego momentu sporo ognistego seksu, on jest coraz bardziej w niej zakochany, ona zaciekle broni swej niezależności - aż w końcu dochodzi do … poskromienia Złośnicy.
Mimo że pewne cechy charakterologiczne bohaterów, szczególnie Lauren, są ciekawe ich potencjał nie został w powieści optymalnie wykorzystany. Kolejne etapy związku Brada i Lauren, w ich naprzemiennych pierwszoosobowych narracjach pełne są powtórzeń nie tylko w odniesieniu do odczuć własnych i partnera, także w charakteryzowaniu okoliczności wydarzeń oraz zachowań członków rodzin i przyjaciół, gdzie uproszczenia walczą o lepsze z infantylizmem. Jeszcze gorsze wrażenia wywarł na mnie proces przewartościowywania przez Lauren własnych życiowych zasad i jego publicznej manifestacji.
Na dodatek redakcja tekstu jest tak niechlujna, że na widok licznych literówek a nawet błędów gramatycznych przecierałam oczy ze zdumienia. Miejmy nadzieję, że fabuła następnej książki autorki, której wydanie zostało zapowiedziane w przyszłym miesiącu, jest lepiej przemyślana i zostanie staranniej zredagowana. Bo talent językowy, jakim niewątpliwie Marcelina Bobeł dysponuje, to jednak nie wszystko!
[współpraca reklamowa] Przypadkowe spotkanie może sprawić wiele problemów, korzyści i miłości ? Dla każdego przyjdzie czas, by znaleść kogoś kto go zrozumie. ❤️ Bardzo przyjemna historia, bardzo dobrze się to czyta.
Bardzo przeciągnięta i nudna Początek fajny, a im dalej w las tym bardziej na siłę Dodatkowo autorka chyba chciała pokazać książkową parę gdzie to ona zawaliła, a on był ten dobry i zdecydowanie przesadziła robiąc z głównej bohaterki głupiutką lalę (która najpierw mówi swojej matce, że zależy jej na związku i będzie o niego walczyła, a dwa dni później stwierdza, ze jednak nie) podczas gdy główny bohater bez żadnych skaz
Macie tak, że czasami już po kilku stronach wiecie, że polubicie danego bohatera?
Mnie właśnie spotkało to podczas czytania tej książki. Już po pierwszym rozdziale wiedziałam, że Brad przypadnie mi do gustu.
Generalnie ich relacja polega na tym, że Brandon od samego początku robi wszystko żeby Złośnica (jak ją często nazywa) dała mu szansę. Ona jednak, jak to typowa maruda, ciągle "daje mu kosza" i usilnie stara się nie okazywać mu uczuć. I jak zazwyczaj uwielbiam taką zabawę w "kotka i myszkę", tak tutaj pod koniec Lauren zaczęła mnie lekko denerwować swoim zachowaniem.
Styl autorki jest bardzo przyjemny i lekki. Z niechęcią odkładałam książkę i nie mogłam się doczekać kiedy znowu po nią sięgnę. Znalazłoby się kilka fragmentów które są przydługie i moim zdaniem nudnawe (jak np opisy emocji bohaterów) ale są one również potrzebne, żeby lepiej ich zrozumieć.
Bardzo lubię kiedy w książce to on jest tym słoneczkiem, a ona marudą. No i nie mogę nie wspomnieć o mojej miłości do facetów książkowych którzy mają obsesję na punkcie swojej wybranki 👀 A tutaj mamy idealny tego przykład.
Książkę polecam wszystkim miłośnikom komedii romantycznych z pyskatymi brunetkami i facetami którzy mają bzika na ich punkcie 🧡
Przeczytałam ponad połowę tej książki i niestety muszę zrobić dnf. Robię to dopiero po raz drugi w życiu jeśli chodzi o książki romantyczne. Długo biłam się z myślami, bo jednak nie lubię niedokończonych historii, ale książka jest po prostu tak nudna i przewidywalna, że nie mam ochoty żeby dalej ją czytać. Naprawdę autorzy muszą zrezygnować z przezwisk na swoich bohaterów. Rozumiem żeby używać je od czasu do czasu, ale chciałabym wiedzieć ile razy wyraz „Złośnica” został użyty, byłam tym tak zmęczona i zażenowana momentami. Dodatkowo postać Clarka obrzydliwa. Czytałam mnóstwo książek z takimi charakterami, playboyami dla których najważniejszy jest seks. Ale te dialogi z jego udziałem były tak prymitywne, że miałam dość. Jeśli jeszcze raz zobaczę wyraz „laleczko”, nawet w żarcie to chyba zapadnę się pod ziemię. Mam w ogóle wrażenie że autorka chciała właśnie stworzyć taki żartobliwy obraz przyjaciół i niektórych scen i być może kogoś faktycznie to bawiło, ale moje odczucia były takie że czułam tylko cringe. Mega mi szkoda, bo sam pomysł książki nie jest zły. Ale uważam też że można by to było jakoś skrócić i nadać jakąkolwiek dynamikę, bo przeczytałam połowę a nie działo się tak naprawdę nic.
Absolutnie uwielbiam tę książkę. To w jaki sposób pisze Marcelina.. brak słów 🧡 Idealna komedia romantyczna. Naprawdę dawno się tak nie śmiałam.
Jeśli szukacie książki, która was rozbawi i sprawi, że nie będziecie mogli przestać się uśmiechać to to jest właśnie to!
Brandon i Lauren poznają się przypadkiem i to w dość nietypowy sposób. Ich relacja jest pełna perypetii i wzajemnych docinek. On jest mega irytujący a ona super uszczypliwa. Cały czas coś ciągnie ich do siebie ale Lauren boi się zaangażować. Brandon natomiast to cudowny, idealny chłopak, który wkurza was jak nie wiadomo kto ale za to zawsze zostawia sobie jeden kwiat z waszego bukietu żeby wiedzieć kiedy kupić wam kolejny. No chłopak złoto 🧡
Dawno żadni bohaterowie nie irytowali mnie ja ci (ale oczywiście w tej dobry sposób). Autorka stworzyła takie postacie, że brak mi słów. Zakochałam się w nich od pierwszych stron i naprawdę świetnie się bawiłam.
Jeżeli szukacie dobrej rozrywki z cudownym wątkiem miłosnym enemies to lovers to już macie pozycje must read na wasz tbr.
Nie spodziewałam się, że ta historia AŻ TAK mi się spodoba 🧡 Absolutnie ✨idealny romans✨
Dziękuję bardzo wydawnictwu Papierowe Serca za egzemplarz do recenzji.